Alessandro Nesta – elegancki włoski profesor

Jeden z przedstawicieli wspaniałej mediolańskiej długowieczności. Spadkobierca tradycyjnej włoskiej sztuki bronienia. Mimo że był środkowym defensorem, to trudno powiedzieć, czy lepiej czuł się z piłką czy bez niej, ponieważ w obu przypadkach prezentował się doskonale. Dostojny i elegancki, a jednocześnie walczący ostro i bezkompromisowo. Oto Alessandro Nesta – człowiek, który z gry wślizgiem uczynił arcydzieło.

Miał zaledwie dziewięć lat, kiedy grając w barwach U.S. Cinecitta, jego talent przyciągnął uwagę AS Romy. Dla wielu rodowitych rzymian możliwość gry w tym klubie była spełnieniem marzeń. Na pewno jednak nie dla ojca Alessandro, zagorzałego fana Lazio. Z tego powodu odrzucił zaloty scouta Giallorossich i czekał, aż po jego syna zgłosi się ukochana drużyna. Na szczęście, ojca i dziecka, długo nie musieli czekać na ten moment.

Dobry, rzymski rocznik

Urodził się 19 marca 1976 roku w Rzymie (we wrześniu na świat przyszedł Francesco Totti – cóż to był za rok dla miejscowego, a później narodowego futbolu…). Do juniorów Lazio trafił zaraz po przegonieniu przez tatę wysłanników Romy, dokładnie w 1985 roku. W zespołach młodzieżowych występował praktycznie na każdej możliwej pozycji, nawet w ataku i w roli playmakera. Miało to niemały wpływ na styl gry, który prezentował później w dorosłej piłce. Ostatecznie jednak trenerzy uznali, że najlepiej sprawdza się jako obrońca.

Gdy w 1990 roku we Włoszech odbywały się mistrzostwa świata, Alessandro był trzynastolatkiem. Sześciu członków akademii Lazio miało wówczas zostać wybranych do podawania piłek w czasie meczów w Rzymie. Nie będzie tak jak myślicie, bowiem Nesta nie znalazł swojego nazwiska na liście wywieszonej w ośrodku treningowym. Młody obrońca był tym faktem bardzo rozczarowany. Do tej wąskiej grupki dostał się chociażby Marco Di Vaio, jego bardzo dobry kumpel, który notabene również był rodowitym rzymianinem urodzonym w 1976 roku. Był to prawdopodobnie ostatni raz, kiedy Alessandro został gdzieś pominięty.

Młody Alessandro Nesta

Trzy lata po dziecięcym mundialowym rozczarowaniu Nesta dołączył do pierwszej drużyny Lazio. Na swój debiut musiał poczekać jednak kilka miesięcy. W końcu pojawił się na boisku – 13 marca 1994 roku. Dostał szansę w pojedynku z Udinese, zameldował się na placu w 78. minucie, zmieniając Pierluigiego Casiraghiego. Później do swojej kolekcji dołożył jeszcze jeden ligowy epizodzik i na tym zakończył się jego premierowy sezon w dorosłym zespole Biancocelesti.

Kozioł ofiarny

Mimo że rozegrał zaledwie kilkanaście minut, to jego nazwisko w pewnym momencie trafiło na czołówki gazet. Nie miało to związku z jego olśniewającą grą. W kwietniu tego samego roku, w czasie treningu, bardzo mocno zderzył się z Paulem Gascoigne’em, największą gwiazdą tamtego Lazio i reprezentacji Anglii. U Gazzy doszło do podwójnego złamania kości piszczelowej i strzałkowej. Wszyscy ludzie związani z rzymskim klubem zamarli, gdy usłyszeli diagnozę. Kibice byli tak wściekli na Alessandro, że nawet wysłali mu dwa listy z pogróżkami. Sam Gascoigne twierdził jednak, że to była wyłącznie jego wina. Fani go jednak tak go kochali, że całą swoją złość postanowili wyładować na młodym defensorze. Nesta z całego zajścia tłumaczył się później na łamach „La Gazzetta dello Sport”:

Zrobił normalny wślizg, kiedy kopałem piłkę. Nie umiem dokładnie powiedzieć, co się wydarzyło, ale zrozumiałem, że stało się coś strasznego, kiedy usłyszałem krzyczącego z bólu Paula.

Dla obu panów było to fatalne doświadczenie, ale nie odbiło się ostatecznie na karierze defensora. Włoch w kolejnym sezonie wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Co prawda to Dino Zoff pozwolił mu zadebiutować w pierwszym zespole, ale to Zdenek Zeman miał największy wpływ na rozwój Nesty w Lazio. Czeski szkoleniowiec zawitał w Rzymie przed startem kampanii 1994/1995 i dawał swojemu młodemu podopiecznemu wiele okazji do gry. Jego filozofia futbolu wymagała konstruowania akcji od własnej bramki, co zmuszało Alessandro do uczenia się celnego wyprowadzania piłki do kolegów grających z przodu. Zaowocowało to tym, że za swoich czasów, rzymianin nie miał sobie równych w tym aspekcie piłkarskiego rzemiosła.

Nie chcę zapomnieć, kto włączył mnie do wielkiej gry. Zeman odegrał fundamentalną rolę w mojej karierze, ponieważ wierzył w moje umiejętności. Jest niezrozumianym geniuszem.

Kapitan

W Lazio spotkał jeszcze jednego trenera, który miał niemały udział w sukcesach zarówno jego, jak i całego klubu. Sven-Göran Eriksson objął rzymski zespół w 1997 roku i mianował (21-letniego wówczas) Alessandro kapitanem. Było to dla włoskiego obrońcy ogromne wyróżnienie, które najlepiej pokazuje, że na boisku odznaczał się nie tylko umiejętnościami, lecz także charyzmą i cechami przywódczymi. Pierwszy sezon ze szwedzkim trenerem Biancocelesti zakończyli z triumfem w Coppa Italia. Pokonali Milan, a zwycięskiego gola zdobył… bohater tekstu. Wystąpili również w finale Pucharu UEFA. Tam musieli uznać wyższość Interu Mediolan. Wówczas to włoskie drużyny najwięcej znaczyły w Europie. Ligowe zmagania Orły zakończyły na siódmym, nieco rozczarowującym miejscu.

W kolejną kampanię Nesta wszedł w najgorszy z możliwych sposobów – z powodu kontuzji odniesionej w czasie mundialu 1998 przegapił kilka miesięcy gry. Wrócił dopiero w grudniu, ale jego koledzy radzili sobie bez niego bardzo dobrze. Lazio do ostatniego dnia zmagań toczyło zaciekły bój z Milanem o mistrzostwo kraju. Ostatecznie po tytuł sięgnęli Rossoneri (zadecydował jeden punkcik), rewanżując się za porażkę rok wcześniej w Pucharze Włoch. Dla rzymskiego klubu nie był to zupełnie stracony sezon – pokonali Mallorcę i zdobyli Puchar Zdobywców Pucharów. W sierpniu wygrali w dodatku z Manchesterem United i podnieśli do góry Superpuchar Europy.

Kapitan. Ojciec mógł być z niego dumny.

Biancocelesti swojego dopięli ostatecznie w kolejnym sezonie. Wygrali upragnioną ligę po raz drugi w swojej historii. Tym razem szczęście było po ich stronie – o tytule znów zadecydował jeden punkt. Rzymianie wyprzedzili w tabeli Juventus (trzeci Milan tracił do nich już jedenaście „oczek”). Orły miały wówczas najmocniejszy skład w dziejach klubu. Ich barw bronili tacy zawodnicy, jak: Giuseppe Favalli, Marcelo Salas, Roberto Mancini, Sinisa Mihajlović, Diego Simeone, Juan Sebastian Veron, Pavel Nedved czy Simone Inzaghi. Wszystkimi na boisku zarządzał oczywiście Nesta, dynamiczny, świetnie czytający grę i dobrze czujący się z piłką przy nodze. Do krajowego tytułu dołożyli kolejny triumf w Coppa Italia, z kolei w Lidze Mistrzów zaszli do ćwierćfinałów, gdzie zostali wyeliminowani przez Valencię.

Nowy dom

Jak to w futbolu bywa, piękna bajka Lazio nie trwała długo. W kolejnym sezonie, ponownie pod batutą Dino Zoffa, udało im się zająć trzecie miejsce w Serie A i zdobyć Superpuchar Włoch. Problemy finansowe dopadły jednak prezydenta rzymian, Sergio Cragnottiego. Długi oznaczały sprzedaż najlepszych zawodników. Nesta należał do grupy graczy, na których Orły mogły zarobić najwięcej pieniędzy. Dwa lata po wygraniu mistrzostwa opuścił Stadio Olimpico. Silvio Berlusconi nie miał problemów z wydaniem 30 milionów euro na długowłosego defensora. Była to niemała kwota, ale w końcu Milan nie kupował byle kogo – kapitan Lazio wygrywał trzykrotnie z rzędu nagrodę dla najlepszego obrońcy Serie A.

To był dla mnie straszny dzień. Postawili mnie na balkonie i kazali machać do fanów, trzymając w ręku koszulkę klubową. Znalazłem się w rzeczywistości, która w ogóle do mnie nie pasowała. Na konferencji prasowej z Adriano Gallianim miałem minę bardziej pasującą do pogrzebów. Tak właśnie się czułem.

Na San Siro stworzył całkiem niezłą linię obrony ze swoimi nowymi kolegami – Cafu, Paolo Maldinim oraz Alessandro Costacurtą. Nowym nabytkiem najbardziej zachwycony był Franco Baresi, legenda Czerwono-czarnych:

Milan dokonał wspaniałego zakupu, ponieważ obecnie nie ma we Włoszech nikogo lepszego od Nesty. To piłkarz o klasie światowej. Jest młody i doświadczony. Rossoneri mogą odetchnąć, bo ta pozycja jest już obsadzona na lata.

Na efekty transferu nie trzeba było długo czekać. Alessandro w pierwszym sezonie wygrał z Milanem Ligę Mistrzów, pokonując po rzutach karnych Juventus (po 120 minutach było 0:0). Był to dopiero drugi przypadek, gdy w finale tego turnieju spotkały się dwa zespoły z tego samego kraju. Stoper w trakcie serii „jedenastek” podszedł do piłki i pokonał kolegę z reprezentacji, Gianluigiego Buffona. W tamtym sezonie dołożyli jeszcze wygraną w Coppa Italia, co dla bohatera tekstu było już niemal chlebem powszednim. Serie A zakończyli na trzecim miejscu.

Co się odwlecze, to nie uciecze – Milan skutecznie powalczył na krajowym podwórku w kolejnej kampanii. Daleko w tyle zostawili kolejno: Romę, Juventus, Inter, Parmę oraz Lazio. Nie mogło to wówczas dziwić, ponieważ w Mediolanie Nesta natrafił na jeszcze bardziej utalentowaną paczkę piłkarzy niż w Rzymie. Andrij Szewczenko, Filippo Inzaghi, Kaka, Andrea Pirlo czy Rui Costa to tylko najgłośniejsze nazwiska Rossonerich z tamtego okresu. Wszystkimi zza linii bocznej udanie dyrygował Carlo Ancelotti.

Najboleśniejsza porażka

Tamta drużyna jest jednocześnie współautorem jednego z największych meczów w historii futbolu. Na nieszczęście piłkarzy i fanów Milanu – to oni w tym spotkaniu odegrali rolę przegranych. Rok 2005. Stambuł. Finał Champions League z Liverpoolem. Każdy zna tę historię: prowadzenie Włochów do przerwy 3:0, a w drugiej połowie fenomenalny comeback Anglików, remis, rzuty karne i natchniony Jerzy Dudek broniący strzały Pirlo i Szewczenki. Dla wielu była to najboleśniejsza porażka w karierze, dla Alessandro na pewno. Do dziś trudno racjonalnie wytłumaczyć tamtą porażkę mediolańczyków. Niektórzy z nich mieli jednak to szczęście, że udanie zrewanżowali się Liverpoolowi dwa lata później, gdy w kolejnym wspólnym finale Ligi Mistrzów pokonali ich 2:1 po dwóch trafieniach Inzaghiego.

Alessandro Nesta w walce z Luisem Garcią. Finał z 2005 roku.

Inną zagadką pozostanie to, dlaczego tamta drużyna Milanu tak mało zdziałała w krajowej lidze. Rossoneri na kolejny tytuł musieli czekać aż do 2011 roku, po drodze ciężko znosząc niekwestionowaną hegemonię Interu (związaną również z karną degradacją Juventusu do Serie A). Dla Nesty był to zresztą ostatni puchar zdobyty z tym klubem, bo opuścił jego szeregi rok później, w wieku 36 lat.

10 sezonów spędzonych na San Siro było dla defensora zdecydowanie bardziej udanych pod względem indywidualnym niż drużynowym, patrząc oczywiście na potencjał, jakim Milan za jego czasów dysponował. Swój pierwszy rok w nowym klubie zakończył z czwartym z kolei tytułem dla najlepszego obrońcy Serie A. Trafiał do licznych europejskich i światowych drużyn roku. Przede wszystkim jednak ciągle potwierdzał klasę na boisku. Imponował warunkami fizycznymi, ale jednocześnie bardzo dobrze radził sobie w pojedynkach biegowych. Umiejętności pozwalały mu bez przeszkód występować na każdej pozycji w obronie, jeżeli tylko zaistniała taka potrzeba. Swoją grę bardziej niż na fizyczności opierał na boiskowej inteligencji, co pozwoliło mu grać na najwyższym poziomie przez bardzo długi czas. W pamięci kibiców zapisał się głównie przez swoje akrobatyczne odbiory piłki i doskonałe wślizgi, które stały się jego znakiem rozpoznawczym. Jeden, który wykonał w polu karnym na Leo Messim, mając 36 lat na karku, powinien być pokazywany każdemu adeptowi sztuki bronienia.

Roberto Mancini, w uznaniu do jego zdolności, powiedział, że Nesta jest jak „Ronaldo wśród defensorów” (chodziło oczywiście o tej brazylijskiego, lub jak ktoś woli: o tego oryginalnego).

Turniejowy pech

W tym momencie należy na chwilę odłożyć jego karierę klubową, a przyjrzeć się reprezentacyjnej. Zanim stał się ważną częścią dorosłej kadry, występował w drużynie U-21. Z tym właśnie zespołem w 1996 roku wygrał mistrzostwa Europy. W finale Italia pokonała po rzutach karnych Hiszpanię, a Nesta był jednym z tych, którzy celnie uderzyli z jedenastu metrów.

Kilka miesięcy później został powołany przez Arrigo Sacchiego na angielskie Euro 1996, ale w czasie turnieju ani razu nie podniósł się z ławki, a Włosi odpali już w fazie grupowej. Na debiut w reprezentacji musiał czekać do eliminacji do mistrzostw świata. Pierwsze spotkanie rozegrał 5 października przeciwko Mołdawii. Selekcjonerem, który dał mu tę szansę, był Cesare Maldini. Italia zakwalifikowała się na turniej, ale odpadła z niego w ćwierćfinale, przegrywając w rzutach karnych z późniejszymi mistrzami, Francuzami. Nesta rozegrał trzy spotkania grupowe, ale z dalszej części mundialu wyeliminowały go kontuzje. Urazy zresztą jeszcze później utrudniły mu reprezentacyjną karierę.

Bardzo podziwiałem Nestę, ponieważ na nowo zdefiniował pojęcie bronienia i grania piłką. Zawsze był elegancki, miał perfekcyjny timing. Był wzorem do naśladowania. Miałem szczęście spotkać się z nim na boisku I to był pierwszy raz, kiedy byłem tak rozemocjonowany, gdy prosiłem o wymianę koszulek – Leonardo Bonucci.

Na przełomie wieków Alessandro ugruntował swoją pozycję w kadrze, stając się kluczowym elementem bloku defensywnego. W czasie Euro 2000 Włosi doszli do finału, gdzie po dogrywce przegrali z Francuzami. We wcześniejszych spotkaniach stracili tylko dwie bramki, trzykrotnie zachowując czyste konto. Nic dziwnego, że Nesta, Maldini i Fabio Cannavaro zostali wybrani do najlepszej drużyny tamtych mistrzostw.

Mundial w 2002 roku bohater tekstu także zaczynał jako podstawowy środkowy obrońca. Z powodu kontuzji wystąpił tylko w pierwszym grupowym meczu. Italia odpadła w 1/8, ale dobrze wiemy, że zostali przekręceni. Mistrzostwa Europy w 2004 roku były dla Squadra Azzurra jeszcze bardziej rozczarowujące – Nesta musiał czuć podwójne rozżalenie, ponieważ akurat w czasie tamtego turnieju udało mu się uniknąć urazów. Pamiętamy dokładnie wyliczony remis Duńczyków ze Szwedami 2:2, który promował obie skandynawskie drużyny do wyjścia z grupy. Włosi byli wściekli.

Nesta w czasie mundialu w 2006 roku.

Słodko-gorzki smak miał dla Alessandro niemiecki mundial w 2006 roku, który później okazał się jego ostatnim. U kolejnego selekcjonera – tym razem był nim Marcello Lippi – rozpoczął mistrzostwa w podstawowym składzie. W ostatnim pojedynku grupowym doznał jednak kontuzji, a ta wykluczyła go z udziału w kolejnych etapach turnieju. Nestę na środku obrony zastąpił Marco Materazzi i ze swoich obowiązków wywiązał się… zresztą, pamiętacie kto strzelił bramkę w finale i „wykluczył” Zidane’a. Italia sięgnęła po Puchar Świata, pokonując w finale po rzutach karnych Francję. Nie podważając umiejętności obrońcy Milanu… można się zastanawiać, czy z nim w składzie Włosi również by tego dokonali. Materazzi w końcu odegrał kluczową rolę w ostatnim meczu i nie był postacią numer jeden tamtego wieczoru z wyłącznie czysto sportowych względów.

Po mistrzostwach świata wystąpił jeszcze w jednym spotkaniu w ramach eliminacji do Euro 2008, ale zaraz po nim zdecydował się zakończyć przygodę z reprezentacją. Chociaż Roberto Donadoni chciał zabrać go na turniej do Austrii i Szwajcarii, to Nesta odmówił wyjazdu. To samo zrobił dwa lata później, kiedy Lippi nakłaniał go do powrotu do kadry przed mundialem w RPA. Najlepsi po prostu wiedzą, kiedy zejść ze sceny. Jego licznik dla Italii zatrzymał się na 78 meczach – wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie gnębiące go kontuzje. Może i szafka z medalami byłaby wówczas w pełni zapełniona?

Nowa rola

Milan opuścił w 2012 roku, po rozegraniu ponad 200 ligowych gier w czerwono-czarnej koszulce. Nie był to jego ostateczny rozbrat z karierą piłkarską – dołączył do kanadyjskiej drużyny Motreal Impact, gdzie występował przez jeden sezon. Tam miał plan, żeby zawiesić buty na kołu, występując u boku swojego przyjaciela, Di Vaio:

Zacząłem karierę z Marco, gdy miałem osiem lat, i zakończę ją z nim. Może dzisiaj, może za kilka miesięcy, tego jeszcze nie wiem.

Słowa jednak nie dotrzymał. Obaj przestali grać w piłkę w tym samym roku, ale w innych zespołach. Di Vaio do końca swojej przygody pozostał w Montrealu, a Alessandro na kilka miesięcy przeniósł się do indyjskiego Chennaiyin FC. Obecnie jest trenerem amerykańskiego Miami FC. Czekamy na jego powrót do Serie A, już w nowej roli.

Alessandro Nesta uważany jest za jednego z najlepszych obrońców swojego czasu i na pewno nie jest to wyróżnienie na wyrost. Można jednak odnieść wrażenie, że dziś rzadko się o nim wspomina, mimo że jest prawdopodobnie jednym z nielicznych defensorów na emeryturze, którzy daliby radę we współczesnej piłce. Gdy opuszczał Milan, Paolo Maldini powiedział o nim:

Z klubu odchodzi właśnie kawałek jego historii, kawałek historii całego włoskiego futbolu. Trudno znaleźć teraz piłkarza takiego kalibru. Na poziomie technicznym, taktycznym i ludzkim, jest jednym z niezapomnianych zawodników Italii. Ożywił tradycję wspaniałych środków obrońców w Milanie, która swoje korzenie ma jeszcze w czasach, gdy ja zaczynałem grać w piłkę.

KUBA GODLEWSKI

Kuba Godlewski
O Kuba Godlewski 22 artykuły
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.