Allez les Bleus – Francja mistrzem Europy!

Podobno orkiestry sylwestrowe kasowały w tym roku wtedy więcej niż zwykle. Na topie był Kevin Spacey, po roli w American Beauty (hmmm… czy dziś aby Kevin Spacey nie wrócił na szczyt, dzięki roli w pewnym serialu?) W Polsce pojawiły się też nowe tablice rejestracyjne, a babcie poznały rodzinę Mostowiaków i księdza Antoniego z Plebanii. Nie śmiałbym zapomnieć o nowej modzie na wszelkie teleturnieje. Wówczas w Polsacie furorę robiła „Życiowa Szansa”, którą prowadził Krzysztof Ibisz. Odbiegłem nieco od tematyki futbolu, ale już – prędko wracam z kopyta. Wtedy także mistrzostwo Hiszpanii wywalczyła drużyna Deportivo La Coruna!

Euro okiem siedmiolatka

Patrick Kluivert
Patrick Kluivert

W 2000 roku, w futbolu zakochiwał się pewien siedmiolatek, który płakał, musząc chodzić spać po 21:00 (przecież były wakacje!). Dziwił się dlaczego codziennie w telewizji lecą mecze. Pierwszym zawodnikiem, którego zapamiętał ów siedmiolatek, był Henrik Larsson. Oczywiście nie wiedział wtedy jak się nazywa i z jakiego jest kraju. Po prostu koleżka miał bardzo fajne dredy. Siedmiolatkowi bardzo spodobały się pomarańczowe stroje reprezentacji Holandii, a szczególnie zaimponował mu jego imiennik – Patrick Kluivert, który wpakował 4 bramki zespołowi Jugosławii (no dobra oficjalnie 3, ale gdyby przy czwartej nie uprzedził go obrońca, to sam by wykończył!) Zapracował sobie tym czynem na bycie pierwszym nazwiskiem, na podrabianej koszulce Barcelony, tegoż siedmiolatka. Podobał mu się też środkowy pomocnik w długich włosach, który nie wiedzieć czemu – grał na boisku w okularach. Za kilka lat dopiero dowiedział się, że to przez jaskrę. A właściwie to nawet dzięki jaskrze, bo w ten sposób właśnie, Edgar Davids wyrobił sobie jedyny i niepowtarzalny styl.

Przeczytaj także: „Poczet legend – Zinedine Zidane”

Siedmiolatek zapamiętał też nazwisko Cocu. Nie było trudne. Właśnie dzięki niemu szybko zrezygnował z zostania wybitnym piłkarzem. Wtedy, gdy zobaczył jak łatwy do zapamiętania Cocu, uderzył w jednym ze spotkań z impetem – brzuchem w słupek.

Półfinały na 6+

Po kilkunastu latach, mam dość nietypowe, jednoosobowe skojarzenie z tym turniejem. Pomijając dziecięce migawki, tym skojarzeniem jest postać Francesco Toldo. Włoch został najlepszym bramkarzem turnieju i zapracował na późniejszy transfer z Fiorentiny do Interu. Zasłynął tym, że w półfinale, grając przeciwko gospodarzom – wpuścił zaledwie jednego karnego, podczas gdy Oranje wykonywali ich aż sześć. Dwie w regulaminowym czasie i cztery podczas serii jedenastek. Trafił tylko Patrick Kluivert, ale paradoksalnie to chyba jeszcze bardziej go dobiło. Zezłoszczony, kopnął butem w ziemię. Przypomniał sobie o tym karnym, którego wcześniej zmarnował. Toldo na turnieju nie zagrałby prawdopodobnie ani minuty, gdyby nie złamana ręka Gianluigiego Buffona. Niesamowite, jak na nieszczęściu popularnego „Giggiego” markę wyrobił sobie wieczny rezerwowy. Przed Mistrzostwami Europy – aż 24 razy siedział na „narodowej ławie”. Pech dzisiejszej legendy włoskiej bramki, obudził w 29-latku potencjał. Golkiper Violi stał się pierwszoplanową postacią w Squadra Azzurra, wielokrotnie ratując skórę kolegom z pola. Finał był zaledwie jego czternastym spotkaniem w kadrze, a młodzieniaszkiem przecież nie był.

Po tym turnieju, siedmiolatek nie mógł się zdecydować. Chcę strzelać tak jak Kluivert, czy bronić tak jak Toldo? Z perspektywy czasu, odpowiedź na to pytanie jest banalna. Lepiej strzelać. Patrz prosty przykład – ilu bramkarzy zdobyło Złotą Piłkę? Jedynie Lew Jaszyn was pozdrawia, drodzy czytelnicy.

To Francja była faworytem finału, zważywszy na górę szczęścia Włochów w półfinale, choć nie zapominajmy o kontrowersyjnym karnym, podyktowanym przez austriackiego sędziego, Güntera Benkö. Jeszcze wtedy nie było oficjalnie czegoś takiego jak „powiększenie powierzchni ciała”. Michał Listkiewicz w Przeglądzie Sportowym podsumował tę sytuację:

Żeby odgwizdać zagranie ręką, sędzia musi uznać to zagranie jako umyślne i ocenić jako wpływające na przebieg akcji.

Szczerze powiedziawszy, czytałem to dobre dziesięć razy i wciąż nie rozumiem. W każdym razie Abel Xavier, zawodnik Evertonu, zablokował piłkę, która zmierzała do bramki. I zablokował ją ręką. Małe wtrącenie. Co robi teraz Abel Xavier? Przeszedł na Islam, poświęcił się religii i zmienił imię na Faisal. Koniec anegdoty. Zidane karnego strzelił, a celebrację odgapił od Alana Shearera. Portugalczycy nie mogli już wyrównać, bo panowała zasada „złotej bramki”. Przegrani za pyskówki dostali konkretne zawieszenia od komisji UEFA. Xavier na 9 miesięcy, Nuno Gomes na 8, a Paulo Bento na 6.

Mistrzowie wszechświata

Od pierwszej minuty Roger Lemerre desygnował na boisko Dugarry’ego, który w półfinale z Portugalią nie zagrał ani minuty. Zawodnik Bordeaux w całym turnieju nie błyszczał. W finale, zapamiętałem go z jednej sytuacji i to nie podbramkowej. Ktoś mu rozbił nos, a potem Francuz grał z takimi śmiesznymi tamponami. W pierwszym składzie wyszedł też Youri Djorkaeff, kosztem Nicholasa Anelki. Ci dwaj panowie zebrali najgorsze recenzje za finał. Za niespodziankę należy uznać fakt, że Dino Zoff wybrał do ataku Delvecchio, kosztem Pippo Inzaghiego, na którego stawiał od początku. Pojedynek finałowy można nazwać „bitwą znajomych”. Trójka Francuzów grała w tym czasie w Serie A: Zinedine Zidane, Lillian Thuram, Vincent Candela. A kilku pozostałych: Patrick Vieira, Didier Deschamps, Marcel Desailly, Youri Djorkaeff, Christian Karembeu, Thierry Henry – grało w tej lidze w przeszłości. Dodać należy jeszcze dwóch zawodników: David Trezeguet i Johan Micoud, oni mieli się tu przenieść po EURO. Pierwszy do Juventusu, drugi zaś do Parmy. Jakże dziwny musiał być więc dla siedmiolatka program informacji sportowych, gdzie w jakichś biało-czarnych koszulkach, w jednej drużynie grają: Del Piero, Zidane i Trezeguet. Z czasem siedmiolatek zrozumiał, że oprócz reprezentacji – każdy zawodnik należy też do jakiegoś klubu.

Mecz poprzedziły nietypowe hymny. Zostały odegrane przez orkiestrę. Fratelli d’Italia, nieco głośniej wspierana przez fanów od francuskiej Marsylianki, początkowo nawet wygwizdywanej. Trybuny De Kuip w Rotterdamie nie chciały, żeby mistrz świata został też mistrzem Europy. Domagały się zwycięstwa cattenacio, z czwórką żelaznej defensywy: Maldini, Nesta, Iuliano, Cannavaro. Francja jednak dysponowała równie silną linią obrony. Niezmienionym trapezem, od czasów Mundialu ‘98: Lizarazu, Desailly, Blanc, Thuram. Przed finałem grali ze sobą w tym ustawieniu 25 razy i nie przegrali ani jednego spotkania! Tricolores mieli jednak do zaoferowania dużo więcej w ofensywie.

Blanc i Barthez
Laurent Blanc i jego rytuał całowania łysiny Fabiena Bartheza.

Przed meczem, Laurent Blanc tradycyjnie już ucałował łysinę Fabiena Bartheza. Zrobił to ostatni raz w swojej karierze. Początek meczu to wzajemne badanie rywala. Choć po jednej długiej piłce, którą otrzymał Henry, zrobiło się groźnie. Francuz w dziecinny sposób ograł, asekurującego prawą stronę defensywy Nestę i wrzucił do Djorkaeffa. Sytuację wybili obrońcy, przeprowadzając błyskawiczną kontrę, po której Barthez pokazał, że bramkarze 15 lat temu też wychodzili poza szesnastkę (być może właśnie ten mecz oglądał mały Neuer), w celu przerwania akcji. Kilka minut później, na bramkę Toldo, padł chyba najdziwniejszy strzał w finale. Henry uderzył dość lekko z prawej strony boiska, a włoski bramkarz kompletnie to zlekceważył. Piłka wylądowała na zewnętrznej części słupka, więc dopisało mu szczęście. Po centrze Stefano Fiorego piłki nie sięgnął z kolei Delvecchio. Francja stosowała atak pozycyjny, a Squadra Azzurra liczyła na szybką kontrę. Na skrzydle bardzo aktywny był Thierry Henry (tak tak, Henry napastnik to już pomysł samego Wengera) i jego jeden ze zbyt lekkich strzałów przechwycił Djorkaeff, jednak uderzył delikatnie – czubkiem buta i Toldo „złapał piłkę jak muchę, która wolno leci”. W pierwszej połowie obie drużyny oddały w sumie zaledwie siedem strzałów.

Po przerwie, kolejny raz przebojową akcję na skrzydle wykręcił późniejszy Kanonier, jednak Maldini w ostatnim momencie wybił piłkę Zidane’owi, do którego kierowane było podanie. W 55. minucie Pesotto nie zmarnował pięknego zagrania piętą od Tottiego i wrzucił idealnie na nogę do Delvecchio, a ten zdobył swojego pierwszego gola na tym turnieju. Italia prowadzi! Chwilę później idealną sytuację na 2-0 zmarnował Alessandro Del Piero. Francuzi zaczęli coraz bardziej atakować, ale za każdym razem świetnie bronił Toldo. Wyłapywał dośrodkowania, a dwa razy pewnie stał przy krótkim rogu, nie dając się pokonać kolejno: Wiltordowi i Henry’emu. Po tym jak Francuzi zostawili więcej miejsca w środku pola, Ambrosini posłał prostopadłą piłkę do Del Piero, ale snajpera i tym razem zawiodła prawa noga. Uderzył wprost w Bartheza, a w zasadzie mogło być już po meczu. Wszystko zemściło się kilkanaście sekund przed końcem doliczonego czasu gry. Wiltord wykorzystał błąd w obronie i szybkim strzałem pokonał włoskiego golkipera. Ten, zdążył dotknąć piłkę, ale nie zdołał jej obronić. Przecież było tak blisko… To też jeden z najsmutniejszych obrazków EURO 2000, jaki mam przed oczami. Toldo, który zakrywa swoją twarz, po bramce Wiltorda.

Francesco Toldo
Załamany Francesco Toldo. Zdjęcie zrobiono dosłownie ułamki sekund po puszczeniu bramki, która dała remis reprezentacji Francji.

W dogrywce oczywiście wciąż aktywny był Henry. Po jednym z długich podań, po raz kolejny Barthez opuścił własne pole karne, ratując Francuzów przed stratą bramki. Po jeszcze jednej (której to już?) akcji Henry’ego, strzał na bramkę oddał Robert Pires. Kapitalnie obronił go jednak Toldo. Za kilka minut był jednak już bezradny. Akcja oskrzydlająca Piresa, który wszedł w 86. minucie, wobec czego miał sporo sił. Dograł do Trezegueta i kolejny rezerwowy, potężnym strzałem lewą nogą uderzył w okienko bramki. Koniec, Francja tryumfuje. Młody Francuz zdejmuje koszulkę. Jeszcze wtedy zawodnik nie otrzymywał żółtej kartki. W jednym momencie stał się bohaterem, a przecież to nie on miał być kluczową postacią Trójkolorowych. Raczej stał w kategorii napastników najniżej. „Trezeguet, koniec, Francja!” – trzy słowa, które wykrzyczał Dariusz Szpakowski, zakończyły w 103. minucie finał. 22-latek utonął w objęciach całej kadry. Vive la France! Los bywa przewrotny, pamiętamy przecież kto jako jedyny nie trafił rzutu karnego w 2006 roku w finale… z Włochami.

Trezeguet
David Trezeguet uradowany po bramce, która dała mistrzostwo.

Koniec milczenia Deschampsa

Po turnieju odezwał się wreszcie Deschamps. Powiedział, że dziennikarze sprawili mu przykrość, stąd się obraził i nie udzielał wywiadów w trakcie mistrzostw. Trudny charakter.
Batalię zaczęli generałowie, a skończyli rekruci – tak w wojskowy sposób, trener Francuzów – Roger Lemerre, podsumował finał. Pamiętał doskonale, że do ostatecznego sukcesu mocno przyczyniło się aż trzech rezerwowych – Wiltord (bramka na 1:1), Pires (piękna akcja i asysta do Trezegueta) i właśnie zdobywca „złotej bramki”, czyli człowiek, który dał Francji mistrzostwo Europy – popularny „Trezegol”, skromny chłopak z Buenos Aires. Najlepszym zawodnikiem turnieju nie mógł zostać nikt inny jak Zinedine Zidane. To na koniec jeszcze taki ładny cytat wielkiego Zizou:

Kiedy kończyłem swój udział w poszczególnych meczach turnieju, wtedy zawsze przypominały mi się czasy, w których ja i moi kumple – sąsiedzi, graliśmy na podwórku w swój mały Puchar Świata. W pewnym sensie, przecież ich właśnie na tych mistrzostwach reprezentowałem.

A cholerny Blanc? Człowiek, który wierzył w nadprzyrodzoną moc swojego całusa. Może rzeczywiście ten zwyczaj naprawdę działał? W końcu Francuzi nie przegrali żadnego meczu, ze swoją defensywną „czwórką wspaniałych”.

PATRYK IDASIAK

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE!
POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Patryk Idasiak
O Patryk Idasiak 27 artykułów
Licencjat dziennikarstwa. Szczecinianin z wyboru. Zakochany w pieniądzach Szejka Mansoura. Największy polski celebryta, wśród fanów Manchesteru City. Woli Tyne-Wear Derby od El Classico. Uwielbia grzebać w starych gazetach sportowych.