Amado Guevara – piłkarz jednego turnieju

Mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy czy Copa America. Bez wątpienia to turnieje, które możemy uznać za świetne okno wystawowe dla piłkarzy, o których świat wcześniej nie słyszał, bądź słyszał, ale swoją grą w klubie nie zasługiwali na stawianie ich na piedestale. Historia zna wiele gwiazd jednego turnieju, które wystrzeliły z formą w trakcie reprezentacyjnego czempionatu. W nagrodę zazwyczaj zapracowali sobie na transfer do poważniejszego klubu, po czym brutalnie zderzali się z rzeczywistością. Bohater niniejszego artykułu być może w wielkim klubie nie grał, ale jego historia idealnie wpisuje się w definicję „gwiazdy jednego turnieju”.

Amado Guevara. Nie, nie mylcie ze słynną argentyńską legendą lewicowych bojówek, Che Guevarą. Zbieżność nazwisk jest tu również zupełnie przypadkowa. I mimo, że Honduranin sławą nie może się równać z legendarnym już rewolucjonistą, to w lipcu 2001 roku był na ustach całego futbolowego świata. To właśnie ten środkowy pomocnik stał na czele reprezentacji Hondurasu, która siała popłoch na Copa America i osiągnęła największy sukces w historii tamtejszego futbolu, zajmując ostatecznie trzecie miejsce…

„Wilk z Hondurasu”

Urodzony w 1976 roku Guevara już od początku był uznawany za wielki talent. Wystarczy wspomnieć, że w wieku 19 błyszczał w lidze honduraskiej i po dwóch sezonach gry miał na koncie 25 bramek i to pomimo faktu, że grał na pozycji pivota(sic!). Wtedy również zyskał przydomek „El Lobo” (z hiszp. wilk), gdyż od początku swojej kariery przejawiał cechy prawdziwego przywódcy. Już jako lider swojej drużyny, pojechał w 1995 roku na mistrzostwa świata U-20 do Kataru, gdzie pomimo trzech porażek Hondurasu i bilansu bramkowego 5-14, Guevara okazał się jednym z objawień całej imprezy. Strzelał bramki Portugalii i Argentynie, czym zwrócił na siebie uwagę scoutów z Europy. Transfer był więc tylko kwestią czasu…

Przeczytaj także: „Peruwiańska odyseja”

Ostatecznie wylądował w Realu Valladolid, w którym na swojej drodze spotkał… Rafę Beniteza, który rozpoczynał właśnie swoją trenerską karierę. Guevara zdążył rozegrać w zespole jednak zaledwie 8 spotkań, Beniteza zwolniono po 23 kolejkach, a młody reprezentant Hondurasu wrócił z podkulonym ogonem do ojczyzny. Przez cztery lata występował w drużynie Motagui Tegucigalpa, ugruntowując swoją pozycję najlepszego piłkarza w kraju. Były to jednak czasy, kiedy jego awanturniczy charakter nie dawał o sobie jeszcze tak znać, a on sam koncentrował się tylko na piłce.

1
Guevara w Realu Valladolid.

W 2000 roku wylądował w bogatszej i bardziej medialnej lidze w Meksyku. Został piłkarzem Toros Neza, klubu, który największe sukcesy święcił w latach 1995-1997. Od trzech lat próbowano więc powrócić do czasów świetności, a przed Guevarą zatrudniono tam nawet słynnego Brazylijczyka Bebeto, z którym ostatecznie nasz bohater się minął. Zespół spisywał się tragicznie, spadł z ligi, a po dwóch sezonach został rozwiązany. Mimo wszystko „El Lobo” zdążył tam strzeli 7 bramek w 26 spotkaniach i w nagrodę przeniósł się w czerwcu do CD Zacatepec.

Z perspektywy czasu trudno nie uznać tego ruchu za pochopny. Miesiąc później Guevara rozegrał turniej życia w Kolumbii (o czym będzie za chwilę) i mógł przebierać w ofertach z silnych klubów europejskich. Nie mam wątpliwości, że piłkarz z taką wizją gry, umiejętnościami technicznymi i świetnie bitymi stałymi fragmentami gry, poradziłby sobie w jednej z pięciu czołowych europejskich lig. Na usprawiedliwienie jego decyzji można jednak powiedzieć, że zapewne nie mógł się spodziewać, że za miesiąc będzie na ustach wszystkich…

Duńczycy Ameryki Południowej

W 2001 roku w Kolumbii miał się odbyć turniej Copa America. Co ciekawe, Hondurasu miało w ogóle nie być na imprezie, a same rozgrywki jeszcze na tydzień przed ich rozpoczęciem miały być przeniesione do Wenezueli bądź przesunięte na następny rok. Wynikało to z napiętej sytuacji politycznej w kraju i kryzysu władzy, jaki wtedy panował. Futbol był prawdopodobnie ostatnią rzeczą, o jakiej myśleli ludzie, wychodząc na ulice i protestując przeciwko rządzącym. Pomimo tego, rząd ostatecznie zagwarantował wzmożone środki bezpieczeństwa i turniej mógł się odbyć.

Argentyńczykom to jednak nie wystarczało i zrezygnowali z uczestnictwa mistrzostwach kontynentu (mimo, że byli murowanymi faworytami). Zastąpić ich miała Kanada, która rok wcześniej zdobyła Gold Cup, jednakże ta reprezentacja również zrezygnowała z udziału w turnieju. Zwrócono się więc w kierunku Hondurasu, który praktycznie prosto z samolotu przystąpił do pierwszego starcia z Kostaryką. Od razy na myśl może przychodzi casus Duńczyków, prowadzonym przez Richarda Moellera Nielsena i ich występu na mistrzostwach Europy z 1992 roku… No cóż, trudno nie znaleźć podobieństwa. Przecież „Los Catrachos”, jak nazywana reprezentacja Hondurasu była uznawana raczej za chłopca do bicia i pierwsze spotkanie z Kostaryką zakończyło się porażką 0:1, która raczej potwierdzała przed turniejowe przewidywania. Jak się miało jednak okazać, przedwcześnie…

Popisy Guevary

O wszystkim miało więc decydować drugie spotkanie, w którymi rywalami miała być drużyna Boliwii. Amado Guevara już wcześniej uznawany był za największą gwiazdę reprezentacji, w wieku 25 lat nosząc opaskę kapitańską. W pierwszym spotkaniu nie zabłysnął i nie potrafił powstrzymać dobrze funkcjonującej drugiej linii Kostarykańczyków. Jednak już mecz z Boliwią był jego prawdziwym koncertem. W 53. minucie znakomicie przyjął piłkę przed polem karnym rywali, po czym świetnym strzałem w lewy róg bramki wyprowadził na prowadzenie swoją reprezentację.

Jednak prawdziwym majstersztykiem była druga bramka, w której pokonał on bramkarza rywali uderzeniem z prawie 40. metrów. Faktem jest, że stało się to przy dość istotnej pomocy bramkarza, który najpierw niepewnie wybił piłkę, a później niefortunnie interweniował. Prawdą jest jednak, że za przytomność umysłu, jaką zachował Guevara w tej sytuacji, należą mu się największa brawa. Lider zespołu obudził się w najbardziej odpowiednim momencie, a zespół otrząsł się już po zawirowaniach z początku turnieju.

W kolejnym spotkaniu z Urugwajem Honduras znowu zaskoczył i po świetnej dwójkowej akcji Saul Martinez-Guevara, ten drugi wykończył ją plasowanym strzałem w sytuacji sam na sam. Pewnym cieniem na wygranej kładzie się zaangażowanie Urugwaju, które w tym spotkaniu było dyskusyjne. Tajemnicą poliszynela jest bowiem fakt, że odpuścili ten mecz, aby nie trafić w ćwierćfinale na Brazylię. Ostatecznie więc to Guevara i spółka mieli stanąć na drodze ekipy Luisa Felipe Scolariego, która w trakcie turnieju nie prezentowała się jednak najlepiej…

… co potwierdziło spotkanie z Hondurasem. Pierwsza połowa odbywała się całkowicie pod dyktando zespołu z Ameryki Środkowej, a znakomicie prezentowała się trójka Guevara-Martinez-Julio Cesar Leon, którzy napędzali kolejne ataki na bramkę strzeżoną przez Marcosa. Co więcej, druga połowa nie przyniosła zmiany rażącej zmiany scenariusza i to Honduras nadal prezentował się lepiej, co udokumentowali w końcu bramką Saula Martineza.

Efekt? Huraganowe ataki Brazylijczyków, które „Los Catrachos” jednak przetrwali, zadając ostateczny cios w czwartej minucie doliczonego czasu gry, kiedy po cudownym otwierającym podaniu Amado Guevary, reprezentanci Hondurasu ruszyli z kontrą, zakończoną drugą bramką Martineza. Świat osłupiał, a cud stał się faktem. Wielka machina Scolariego, mająca w składzie takie nazwiska jak Juninho Paulista, Denilson, Roque Junior i Jardel ugięła się pod naporem maleńkiego Hondurasu. Piękny sen Guevary trwał dalej, a on sam solidnie pracował na miano najlepszego piłkarza turnieju.

Półfinał z Kolumbią był już jednak meczem bez historii i gospodarze pewnie pokonali rewelację turnieju 2:0, co sprawiło, że w meczu o trzecie miejsce mieli się zmierzyć z Urugwajem, który tym razem nie zamierzał jednak odpuszczać meczu. Ostatecznie padł remis 2:2, Honduras wygrał po karnych, a asystę przy jednej z bramek zaliczył (a jakże) Guevara, o którym już wtedy mówiono w kontekście zdobycia nagrody MVP Copa America. I rzeczywiście ją otrzymał.

Gwiazda MLS

Po turnieju Guevarze wiodło się różnie. Transfer do Zacapetec nie był najlepszą decyzją Guevary i spędził tam tylko sezon, po czym rozpoczął swoistą tułaczkę po klubach (Deportivo Saprissa i Matagua), którą zakończył dopiero w czerwcu 2003 roku, podpisując kontrakt z zespołem Metrostars z Nowego Jorku (późniejszy Red Bull).

Z perspektywy czasu, okres w Metrostars można uznać za najbardziej ustabilizowany w jego karierze, w trakcie którego rzeczywiście pokazywał pełnię swoich możliwości. Wszak wystarczy wspomnieć, że już w pierwszym sezonie zaliczył 3 bramki i 10 asyst, a w drugim został uznany MVP całych rozgrywek (!). Guevara ugruntował więc swoją pozycję jako jednego z najlepszych i najbardziej widowiskowych piłkarzy MLS w ciągu kilku następnych lat. W tym momencie po raz pierwszy dał znać o sobie jego temperament i w 2006 roku pojawił się konflikt…

Piłkarz nie dostał zgody na treningi ze swoim rodzimy klubem z Motagui. Guevara nic sobie jednak z zakazu nie robił i rozegrał w zespole nawet kilka towarzyskich spotkań, czym wywołał wściekłość u działaczy zespołu z Nowego Jorku. Doszło do otwartego konfliktu między zawodnikiem a prezydentem klubu Alexi Lalasem, który był gotów nawet zrezygnować z usług zawodnika, jednak zarząd uznał, że piłkarz musi zostać w zespole.

W 2007 roku do zespołu wrócił jednak legendarny amerykański piłkarz, Claudio Reyna i jasnym się stało, że Guevara nie jest już w klubie potrzebny. Rozpoczął więc kilkuletnią tułaczkę (drugą już w swoim życiu) po klubach z MLS i Ameryki Środkowej. Po drodze zaliczał m.in. Chivas, Toronto FC i ponownie zespół z Motagui, karierę kończąc w swoim rodzimym klubie.

Gwiazda jednego turnieju?

Copa America w Kolumbii była niewątpliwie popisowym turniejem Amado Guevary. Możecie więc się zastanawiać, dlaczego po takim turnieju nie wylądował w Europie. Fakt, miał już podpisany kontrakt z Zacapetec, ale przecież liczby miał tam niezłe (8 bramek), tak samo jak w kolejnym klubie (Deportivo Saprissa – 9 bramek w 19 spotkaniach). Co więc stanęło na jego drodze do wielkiej klubowej kariery? Niewłaściwy menadżer, umiejscawiający piłkarza w klubach, których fundamentem były chwilowe zachcianki lokalnego biznesu (Toros Neza, CD Zacapetec)? A może awanturniczy charakter samego zawodnika, który potrafił zdzielić łokciem rywala w trakcie meczu? Ostatecznie można domniemywać, że sam piłkarz obawiał się rywalizacji w Europie i wolał utrzymywać status lokalnej gwiazdy w Ameryce Środkowej i MLS, bojąc się prawdziwej weryfikacji na Starym Kontynencie.

Jedno jest jednak pewne. Był to zdecydowanie najlepszy piłkarz w historii Hondurasu i człowiek, który zabrał na wycieczkę do krainy marzeń cały swój naród w lipcu 2001 roku. To sprawia, że status legendy niewątpliwie się mu należy, a on na stałe zapisał się w historii fanów latynoskiego futbolu, jako przykład romantycznej historii piłkarskiego pucybuta, który, choć na chwilę skradł serca piłkarskim fanom i stanął na futbolowym panteonie.

PIOTR JUNIK

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl