Andrzej Juskowiak – wspomnienie kariery

Historia jak z bajki. Gra u boku wielkiego Luisa Figo, Estadio Jose Alvalade skandujące jego imię czy srebrny medal olimpijski. Poznajcie dzieje Andrzeja Juskowiaka.

Jego pierwszym boiskiem piłkarskim był lasek w pobliżu domu. Ze względu na to, iż Jusko był najmniejszym wśród kolegów i nie miał zbyt wiele do powiedzenia, stawiano go na bramce. Wszystko zmieniło się, gdy wygrał w podstawówce konkurs w jeździe na wrotkach, nagrodą za pierwsze miejsce była wtedy piłka! Wiadomo, kto od tego momentu rozdawał karty. Rozradowany Andrzej z chęcią ustawiał siebie w ataku. Jego talent zauważono już na międzyszkolnym turnieju piłki w Gostyniu. Następnie został zaproszony na treningi do Kani Gostyń, gdzie poprawił swoją umiejętność gry lewą nogą. Chociaż zapowiadał się świetnie, jego kariera mogła zakończyć się, zanim się zaczęła. Grając z kolegami w lesie, rozciął kolano i w strachu przed gniewem rodziców nie poinformował ich o tym. Dopiero gdy okazało się, że ma zapalenie, poszedł do lekarza i wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Król Poznania

Gdy miał 18 lat, został sprowadzony do drużyny Kolejorza w zamian za kilka piłek. Trzeba przyznać, że Lech zrobił świetny interes, za grosze pozyskując bramkostrzelnego napastnika. Jego początki były spokojne, powoli wprowadzano go do zespołu i coraz częściej dawano szansę pokazania się w pierwszej drużynie. Rozgrywki w sezonie 1989/90 rozpoczął na ławce, jednak już od czwartej kolejki nie opuścił żadnego meczu, zdobywając tym samym koronę króla strzelców z dorobkiem 18 bramek. Miał ułatwione zadanie, ponieważ z Ruchu Chorzów do Aten przeniósł się Krzysztof Warzycha, który na półmetku rozgrywek zaliczył 12 trafień. Skąd takie świetne osiągnięcia strzeleckie u Juskowiaka? Niewątpliwie był klasowym snajperem, lecz taktyka zrobiła swoje. Jerzy Kopa, który w tamtym czasie prowadził klub z Poznania, starał ustawiać się drużynę pod Jusko. Araszkiewicz i Pachelski obsługiwali świetnymi podaniami po ziemi oraz dośrodkowaniami Andrzeja, który niemiłosiernie karcił drużyny przeciwne. Pamiętnym meczem jest wygrana ze Stalą Mielec (6:1), w której strzelił pięć bramek! I jak tu nie kochać snajperów Lecha? Jednak co było najważniejszym momentem podczas gry w Lechu?

Takich momentów było kilka. To, że się tam dostałem, to już było coś. Poza tym pierwszy występ w Lechu, czy pierwsza bramka to były dla mnie przełomowe chwile. Wcześniej sama szansa gry w pierwszej jedenastce był wielką sprawą. Nie zaczęliśmy najlepiej tego sezonu, więc trenerzy wymyślili, żebym grał na środku ataku, a dwóch zawodników na skrzydłach i wtedy mogłem robić to, co najlepiej potrafiłem. Miałem olbrzymie wsparcie w Jarku Araszkiewiczu i Bogusławie Pachelskim, którzy doskonale mi dogrywali, więc pozostawało mi tylko wykorzystywać to, co oni wypracowywali. Można powiedzieć, że znajdowałem się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.

andzej-juskowiak-A4 [11198]
Grafika: Damian Szpak

W wieku zaledwie 20 lat zdobył mistrzostwo, w drużynie, która szybko zaczęła doceniać wyczyny młodziana. Ten sam tytuł zdobył w sezonie 1991/92, a rok wcześniej mógł poszczycić się Superpucharem Polski. Przełomowym momentem w jego karierze był jednak rok 1989, w którym upadł mur komunistyczny i młodzi zawodnicy mogli wyjeżdżać za granicę. Gdyby tak się nie stało, najpewniej opuściłby ojczyznę po ukończeniu 30 roku życia tak, jak chociażby Kazimierz Deyna. Następstwem takiej sytuacji był transfer do Sportingu Lizbona, który nie mógł nie zauważyć świetnej dyspozycji Andrzeja. Portugalczycy zapłacili 1,8 mln dolarów, na tamten czas był to rekord sumy transferowej. Wcześniej za podobne pieniądze do Juventusu odchodził obecny prezes PZPN, Zbigniew Boniek.

„Żusko” ceniony w Lizbonie

Andrzej, po turnieju w Barcelonie mógł grać w klubie ze światowego topu, bo dlaczego nie? W końcu został królem strzelców Igrzysk. W sumie nikt nie mógł przewidzieć takiego scenariusza, nawet on. Wolał przenieść się tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi do Sportingu, wcześniej odbywając testy w PSV Eindhoven za pośrednictwem Włodzimierza Lubańskiego, który go polecił. Treningi z Brazylijczykiem Romario były dla niego świetnym przeżyciem. Więc jak trafił do Lizbony?

Trenerem tam był Bobby Robson, który przeniósł się z PSV do Sportingu. Zaprosił mnie na mecz towarzyski z Aston Villą, ja zagrałem w drużynie Sportingu i strzeliłem dwie bramki. To był bodajże maj 1992 roku. Wtedy działacze Sportingu bardzo nalegali, żebym podpisał kontrakt i tak też się stało.

4ce69bbfad2c3d800c9e1b3758ecfcba

 

Przez trzy lata grał ze wspaniałym Luisem Figo, sam nie mógł nadziwić się temu, że w przeciągu całego roku można utrzymać taką stabilną formę – dzięki temu Figo grał w Barcelonie, Interze czy Realu. W barwach Sportingu w 74 spotkaniach Żusko strzelił 25 bramek. Do dzisiaj odwiedza Lizbonę, w której jest zawsze mile witany.

Piękne chwile w Bundeslidze, epizody w USA i Grecji

Kolejnym przystankiem w jego karierze była Grecja. Dokładniej Olympiakos Pireus, do którego trafił z Lizbony na zasadzie wypożyczenia. Sam kierunek nie był zbyt interesujący, jednak Andrzej spisywał się dobrze w ataku:

Byłem wypożyczony na sezon do Olympiakosu. Potem powoli kończył mi się kontrakt i w międzyczasie nadeszła propozycja z Borussi M’Gladbach. Chciałem spróbować sił w Bundeslidze, chociaż wcześniej o tym nie myślałem, od zawsze uważałem Bundesligę za bardzo trudną, ale w czasie gdy byłem w Pireusie, dobrze grałem w reprezentacji, więc chciałem, żeby ludzie w Europie widzieli moje bramki w lidze zagranicznej. Niestety ligą grecką zbyt wiele osób się nie emocjonowało i nie pasjonowało, więc strzelane tam bramki nie były szeroko komentowane w Europie, dlatego zdecydowałem się na Bundesligę.

W Niemczech wyrobił sobie markę, o której wielu może tylko pomarzyć. Potwierdzeniem tego są nie tylko sympatia pośród kibiców, ale przede wszystkim liczby. Jako „gastarbeiter” we wszystkich klubach Bundesligi, strzelił blisko 90 bramek. Do dzisiaj nazwisko Juskowiak kibice niemieccy dobrze pamiętają. Każdy okres bardzo mile wspomina. Zaczynał w Gladbach, a karierę zakończył także w klubie naszego zachodniego sąsiada, Erzgebirge Aue.

Aue grało w drugiej Bundeslidze. Każdy klub miał inną tradycję, największą oczywiście Gladbach. Dobrze mi się grało w Wolfsburgu, bo tam odnosiliśmy największe sukces. Zakwalifikowaliśmy się do europejskich pucharów, a ja strzelałem sporo bramek. Wspominam te kluby z przyjemnością. W Aue był taki okres, kiedy przedłużałem kontrakt w zależności od zdrowia, od tego, jak się czuje, czy mam chęć dalej grać w piłkę. Miałem zupełną dowolność, ale oczywiście najważniejsze było to, co robiłem na boisku. Taka rodzinna atmosfera w miasteczku, więc wszystko pomagało, aby dalej grac w piłkę, a skoczyłem dopiero mając 37 lat.

W 2003 roku Jusko spróbował swoich sił w MLS, jednak nie była to udana przygoda. Rozegrał tylko 5 spotkań, w których zaliczył jedną bramkę. Nie pasowała mu cała atmosfera amerykańskiej ligi, więc powrót do Europy jak najbardziej go ucieszył.

Kontrakt podpisałem przed fazą play-off, dotarłem tam dopiero we wrześniu. Tak była skonstruowana umowa. Obie strony nie garnęły się do jej przedłużenia. Ktoś, kto grał w Europie na dobrym poziomie, był zawiedziony. Mecze w MLS nie sprawiały przyjemności, mała liczba kibiców, sztuczne boiska, nie odpowiadało mi to. Być może szukano piłkarza o jeszcze większym nazwisku, więc nie podjęto tematu przedłużenia kontraktu. Wróciłem do Europy, z czego się bardzo cieszyłem i zacząłem grać w Aue.

Do reprezentacji młodzieżowej trafił w wieku 17 lat. W seniorskiej kadrze natomiast 39 występów, w których strzelił 13 bramek. Największe osiągnięcie? Zdecydowanie wicemistrzostwo olimpijskie oraz tytuł króla strzelców tych rozgrywek. Poczytajcie, jak sam Juskowiak wspomina Igrzyska:

Długo próbowaliśmy awansować, wygraliśmy wszystkie mecze w grupie, później przegraliśmy z Duńczykami 0:5, remis w rewanżowym spotkaniu w Zabrzu, dawał nam awans na Igrzyska. Mało ludzi wie o tej sytuacji i niewielu o tym pamięta. Wszyscy wspominają raczej nasz występ na tym turnieju i bardzo dobre mecze, pomijając eliminacje. Mieliśmy doskonały zespół, zgrany pod każdym względem. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, trener Wójcik miał z czego wybierać. Mieliśmy doskonałe warunki jak na tamte czasy, żeby dobrze grać w piłkę. Przede wszystkim fundację olimpijską, która działała przy naszej drużynie. Generacja utalentowanych zawodników, którzy potrafili się dogadać ze sobą na boisku, jak i poza. Dlatego tworzyliśmy zgrany kolektyw, co przenosiło się na boisko, zrozumienie i najważniejsze na wynik. Czuliśmy się mocni, silni razem, wiedzieliśmy jak postępować, jak kolega może się zachować, nie było żadnych kalkulacji, zawsze jeden pomagał drugiemu. To wszystko powodowało, że dobrze graliśmy.

Po zakończeniu swojej kariery Jusko nie rozstał się z piłką. Zajął się między innymi kursami trenerskimi, wyrabiając licencję UEFA A. Wspominał, że nie ma zamiaru w najbliższej przyszłości zaczynać kolejnego szkolenia, które zezwoliłoby mu na prowadzenie zespołów ekstraklasowych. W tej chwili pełni funkcję asystenta Marcina Dorny w reprezentacji U21, która przygotowuje się do Mistrzostw Europy w Polsce. Jest również prezesem akademii piłkarskiej w Gdańsku. W Poznaniu także opiekuje się klubem Winogrady Poznań. Od czasu do czasu można usłyszeć go w roli komentatora meczów piłkarskich.

MARIUSZ ZIĘBA

 

 

 

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 57 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.