Angelos Charisteas – piłkarz jednego turnieju

Angelos Charisteas. Euro 2004. No właśnie, czy coś jeszcze? Grek idealnie wstrzelił się z formą w okres mistrzostw, które rozegrane zostały na boiskach w Portugalii. Później rozmienił swoją karierę na drobne i… jeszcze drobniejsze. Poznajcie człowieka, który strzelał głową mocniej, niż niejeden z was kopie nogą.

Charisteas urodził i wychował się w maleńkim mieście Strymoniko. Mieszka tam blisko 1600 osób, czyli tylko dwa razy więcej niż w Niecieczy. Grek pierwsze piłkarskie kroki stawiał właśnie w klubie z tej miejscowości. Chodzi o amatorski zespół Strimonikos Serron. To tam wypatrzyli go skauci Arisu Thessaloniki, którzy dali mu prawdziwą szansę rozwoju. Angelos dość późno, bo dopiero w wieku 17 lat, przestawił się na poziom profesjonalny, kopiąc wcześniej w amatorskich rozgrywkach, głównie na poziomie juniorskim.

Ojciec jednak widział inną przyszłość dla swojego syna. Myślał, że ten zostanie muzykiem. Stąd Angelos bardzo dobrze potrafi grać na greckim buzuki, czyli czymś przypominającym nieco powiększoną mandolinę.

Pierwsza szansa

W debiutanckim sezonie nastolatek zaliczał tylko ogony, jednak udało mu się zdobyć dwie bramki i dołożyć małą cegiełkę do awansu Arisu do najwyższej klasy rozgrywkowej w Grecji. Przyszła kolej na pierwszą ligę  i od razu dwa trafienia w bardzo ważnych derbach z PAOK-iem Saloniki. Trener Georgios Firos jednak nie do końca ufał młodziakowi, to sadzał na ławce, to dawał grać cały mecz. Kiedy Firosa zwolniono i w grudniu przyszedł Georgios Paraschos, kompletnie odstawił Charisteasa na boczny tor, wypożyczając go do drugiej ligi.

Kluczowym ogniwem zespołu Angelos stał się później, mając 20 lat. Wówczas zdobył siedem bramek i przyczynił się stanowczo do siódmego miejsca, jakie zajął jego klub na koniec sezonu. Po trzech meczach z rzędu z bramką, z czego jedną niezwykle ważną, bo dającą wygraną z Panathinaikosem, przyszedł moment zwrotny w karierze Charisteasa, który musiał wykorzystać. Inaczej nikt by go nie zauważył. Dwie bramki w debiucie z Rosją i kolejna, miesiąc później, przeciwko Niemcom w eliminacjach do mundialu. Angelos skradł serca fanów i od tej pory cały czas powoływany był do kadry. Na koniec sezonu dołożył jeszcze bramkę na Wembley, przeciwko Anglikom, również w eliminacjach. Kolejny sezon nie był już dla niego tak udany, co odbiło się też na tym, że nie grał w reprezentacji.

Na podbój (?) Bremy

Thomas Schaaf latem 2002 roku pomyślał o młodym Greku. Sam by oczywiście tego nie zrobił, jednak słówko szepnął mu Otto Rehhagel, który polecił napastnika. Schaaf prowadził Werder razem z Klausem Allofsem w sumie przez 13 lat. W przeszłości obaj grali w klubie z Bremy pod wodzą Rehhagela, więc zaaprobowali rekomendację swojego mistrza. Poszukiwali snajpera z prawdziwego zdarzenia, mając w pamięci wytransferowanego do Bayernu Claudio Pizarro, po którego sięgnęli Bawarczycy, kiedy wpakował w Bundeslidze aż 19 goli i dołożył 7 asyst. Prawdziwe wyzwanie stało przed 22-latkiem ze Strymoniko.

Charisteas w barwach Werderu. Źródło: www.sky.de

Trzeba przyznać, że Bundesliga nie okazała się dla niego niegościnna. W pierwszym sezonie spisał się całkiem nieźle, oprócz bezsensownej czerwonej kartki, po której niemiecki trener utemperował go, wpuszczając w kilku kolejnych meczach na ogony. Wiedział jednak, że jest to zbyt kluczowy zawodnik. Pierwszy rok był tak naprawdę ostatnim udanym. Kolejny to ławka i wchodzenie na końcówki. Wyraźna przegrana w miejsce o skład z Ivanem Klasniciem i Ailtonem. Na osłodę dla niewielu minut Greka, Werder zdobył wówczas mistrzostwo i puchar Niemiec.

Nie miałem pretensji do Schaafa i Allofsa. Dawali grać Brazylijczykowi Ailtonowi i Ivanowi Klasniciowi, którzy gwarantowali bramki dobrze ze sobą współpracując – mówił Rehhagel.

Angelos Charisteas, wbrew powszechnym opiniom po turnieju Euro 2004, jechał tam wcale nie jako postać anonimowa. Sezon wcześniej zrobił przecież świetne wrażenie na fanach Bundesligi. Grek był przecież mistrzem Niemiec, który jednak wchodzi na końcowe ochłapy, lecz nie był człowiekiem, o którym nikt nie słyszał. Angelos był znany w Bundeslidze, choć miał frustrujący sezon. Przyjechał jednak na turniej bardziej wypoczęty niż inni. W reprezentacji miał dodatkowo mniejszą konkurencję. Rehhagel trener ciągle wierzył w napastnika.

Posadzę Cię na siodle, ale konia musisz prowadzić sam – tymi słowami Rehhagel przywitał Charisteasa, pokazując, że ma do niego pełne zaufanie.

Turniej życia

Wielu zawodników zamieniłoby swoje bramki ligowe na upragnionego gola w finale międzynarodowej imprezy. Charisteas, będąc w odwrotnej sytuacji, tak naprawdę nie miałby jednak nawet czego wymienić. To człowiek, który jednoznacznie kojarzy się tylko z koszulką reprezentacyjną. O słynnym meczu z Portugalią nie będę pisał, gdyż taki tekst już wcześniej ukazał się na Retro Futbol. Możecie sobie przypomnieć historię tamtego finału. 


Ten gol zmienił moje życie. Towarzyszył mi przez całą dalszą karierę. Strzelenie bramki w finale Euro jest czymś, czego nie jesteś w stanie wprost opisać. Nigdy nie zapomnę tamtego momentu, to była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Tu gdzie jestem teraz, jako piłkarz i ogólnie jako człowiek – to wszystko zasługa tamtej bramki.

 

Z upragnionym pucharem

Napastnik, ciesząc się z trafienia przeciwko Portugalii, pokazał światu dziecko na swojej koszulce. Był to jego siostrzeniec. Tak jak też mówił sam Charisteas, po kulminacyjnym momencie kariery, zaczął się okres coraz bardziej wegetacyjny i jechanie na opinii strzelca finałowej bramki. Po Euro 2004 musiał się z klubu zwinąć, bo Werder zakupił Miroslava Klose z Kaiserslautern. Nie był w stanie wygrać rywalizacji z Klose, Ivanem Klasniciem i Nelsonem Valdezem. Odchodził do Ajaxu jako czwarty w hierarchii napastnik.

Nawet za 50 lat każdy będzie pamiętał bramkę, która dała Grekom mistrzostwo Europy.

Kierunek Holandia

Z Ajaxem udało mu się wygrać dwukrotnie Puchar Holandii. PSV wówczas było w czasie swojej świetności, więc trudno było nawiązać z nimi walkę o zwycięstwo w lidze. Mając w talii takiego asa jak Klaas-Jan Huntelaar, który przez pół sezonu ładuje 17 goli w Heerenven, by po zimowym transferze do Ajaxu zapakować kolejne 16, ktoś taki jak Angelos Charisteas jest ci niepotrzebny. Henk ten Kate bez żalu sprzedał go za 2,5 miliona euro do największego wroga, czyli Feyenoordu, gdzie Charisteas grał na swoim stałym poziomie, zdobywając 9 goli w lidze i jednego w pucharze UEFA.

Tu możemy obejrzeć kilka bramek Charisteasa dla Feyenoordu, przy fajnej greckiej muzyczce.

Jak to się ma do Huntelaara? Otóż ten zdobył 36 goli. W Feyenoordzie Grek również trafił na lepszego napastnika, jakim niewątpliwie był Roy Makaay. Klub z Rotterdamu sprowadził go za 5 milionów euro z Bayernu. Musiał zrobić mu miejsce. Charisteas zasłynął jednak tym, iż był pierwszym obcokrajowcem, który zdobywał bramki dla obu klubów w De Klassiekerze (derby Feyenoordu z Ajaxem). W Holandii jednak przylgnął do niego przydomek „fallen Angel” (upadły anioł), co było ironią w stosunku do jego imienia.

Upadek greckiego kolosa

Od tej pory rozpoczął się zjazd w dół jak w antycznej opowieści tragicznej. Sprzedaż do Norymbergi, spadek do 2. Bundesligi, Arles-Avignon, o którym śpiewał zespół Kombii, próba udowodnienia sobie, że potrafię grać w piłkę w Schalke (nieudana), grecki Panetolikos i zakończenie kariery w jakże malowniczym Al-Nassr, gdzie grał sobie chociażby Adrian Mierzejewski, a klub ten trenował nawet Fabio Cannavaro czy Rene Higuita.

Angelos znalazł się w moim składzie, kiedy tylko zacząłem pracę z reprezentacją Grecji. Od początku powtarzałem, że to gracz, w którego powinniśmy uwierzyć. Spłacił to zaufanie całym turniejem w 2004 roku. Został jednym z najlepszych graczy całego Euro – Otto Rehhagel

Angelos Charisteas to zdecydowanie piłkarz jednego turnieju. Wielu z was zapomniało zapewne, w których klubach w ogóle grał. Napastnik, który nigdy w swojej karierze nie przekroczył bariery dziesięciu bramek ligowych, nawet wówczas kiedy grał niemal od deski do deski w holenderskim Feyenoordzie, nie oszukujmy się, w lidze, która nie słynie z żelaznej obrony. W całej swojej karierze zdobył jedną bramkę w Lidze Mistrzów. I tyle było jego. Angelosie, dziękujemy Ci jednak za wspaniałe chwile w 2004 roku. I tak będziemy Cię czule wspominać. Przydomek „Euro-Harry”, który został mu nadany, kiedy wrócił do klubu po mistrzostwach, zdaje się pasować idealnie. Przez 5 sezonów (od 08/09 do 12/13) zdobył ledwie dziewięć bramek.

Angelos Charisteas u schyłku swojej kariery, w barwach Al-Nassr. Źródło: oficjalna strona klubowa

Trener był dla mnie jak ojciec. Dodawał mi pewności siebie. Pokazał, że jest w pełni za mną. Kompletnie nie mógł uwierzyć, że właśnie trzyma puchar za zdobycie mistrzostwa Europy. To niezwykłe święto greckiej piłki. Wszyscy Grecy na całym świecie będą długo celebrować.

Otto Rehhagel był jedynym trenerem, który z całego serca wierzył w Charisteasa. Regularnie powoływał go przez całą swoją kadencję w reprezentacji (2001-2010). Dobrym podsumowaniem niech będzie to, że zawodnik spędził na boiskach w Portugalii, podczas turnieju EURO 2004, więcej minut na boisku, niż przez cały sezon w Werderze. Dzięki zaufaniu niemieckiego trenera, „Euro-Harry” jest dziś drugim w historii najlepszym strzelcem reprezentacji, z dorobkiem 25 goli. Trzy bramki, z których kojarzymy napastnika: ta w starciu grupowym z Hiszpanią, potężna główka w ćwierćfinale z Francją i trafienie finałowe z Portugalią. Angelos Charisteas, czyli człowiek jednego turnieju.

PATRYK IDASIAK

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Patryk Idasiak
O Patryk Idasiak 25 artykułów
Licencjat dziennikarstwa. Szczecinianin z wyboru. Zakochany w pieniądzach Szejka Mansoura. Największy polski celebryta, wśród fanów Manchesteru City. Woli Tyne-Wear Derby od El Classico. Uwielbia grzebać w starych gazetach sportowych.