„Aniołowie o brudnych twarzach” – recenzja

Ostatnio nie możemy narzekać na brak piłkarskich biografii, sporo wydaje się też publikacji poświęconych klubom. Trochę gorzej wygląda tematyka, dotycząca całych krajów czy lig, zwłaszcza jeśli chodzi o futbol pozaeuropejski. Jakiś czas temu wydano u nas bardzo dobrą książkę Alexa Bellosa, ale od tego czasu próżno było szukać na rynku podobnych pozycji. Na szczęście Wydawnictwo Sine Qua Non zdecydowało się wydać w Polsce publikację Jonathana Wilsona „Aniołowie o brudnych twarzach”, która skupia się na piłkarskiej historii Argentyny.

Informacja, że lektura ta pojawi się na polskim rynku, wywołała niemałe poruszenie wśród czytelników. Nie brakuje głosów, że to jedna z najlepszych książek nie tylko o futbolu, ale i o Argentynie. Pozostaje się tylko cieszyć i pogratulować wydawcom, że zdecydowali się na taki krok. Jonathan Wilson wielokrotnie udowadniał, że jak mało kto potrafi pisać o piłce nożnej. Zarówno „Bramkarz, czyli outsider”, jak i „Odwrócona piramida”, to pozycje, których czytelnikom nie trzeba szczególnie przybliżać. Bardzo możliwe, że wkrótce jednym tchem obok nich będzie się też wymieniać „Aniołów o brudnych twarzach”.

Autor zabiera nas w fascynującą podróż w czasie. Zaczyna się ona od momentu, kiedy futbol dotarł do argentyńskich portów. Są opisane okoliczności powstania ligi i jej podziału. Wilson świetnie przybliżył kulisy pierwszego finału mistrzostw świata z Urugwajem. To tylko jeden z przykładów, bo meczów, które rozpalały argentyńskich kibiców, było znacznie więcej, jak choćby ten z 1966 r., kiedy to mieli jedną z najsilniejszych reprezentacji w historii. Wtedy w ćwierćfinale mistrzostw świata przegrali z Anglią, ale największe kontrowersje wzbudziła decyzja sędziego Kreitleina, który wyrzucił z boiska kapitana drużyny Rattína. Według Argentyńczyków zdecydowanie sprzyjał on gospodarzom, a dodatkowo miał przemawiać za tym fakt, że sam nie potrafił do końca wyjaśnić, za co tak naprawdę usunął zawodnika z placu gry. Dla kibiców w kraju piłkarze byli jednak bohaterami.

Na powracających do kraju Argentyńczyków czekały na lotnisku Ezeiza wiwatujące tłumy. Wszystko miało świadczyć o moralnym zwycięstwie Argentyny: Rattín owinął się flagą, a drużynę zawieziono na przyjęcie do Onganii, który wychwalał „wasz wspaniały występ, waszą odwagę i waszą waleczność”. Być może zresztą z argentyńskiego punkty widzenia faktycznie było w tym występie coś zachęcającego, jakiś postęp w porównaniu z rokiem 1958. „Ten zespół – jak pisał Jean Sasturain w swojej historii występów Argentyny na mistrzostwach świata – inaczej niż jego poprzednicy, stawił opór, jak pilot stawia opór deszczowi albo jak od dekad opierali się Urugwajczycy, zakłócając rytm gry i przetrzymując piłkę – czytamy.

Sporo miejsca autor poświęca ludziom, którzy zmienili argentyński futbol. Przybliża postacie wybitnych piłkarzy, ale i trenerów, którzy nie bali się wprowadzać w życie innowacyjnych pomysłów. Kimś takim był Imre Hirschl, który zmienił podejście do przygotowania fizycznego i wykorzystywał w treningach elementy gimnastyki. Przede wszystkim wprowadził jednak zmiany w taktyce i to w dużej mierze dzięki niemu argentyńskie drużyny otwarły się na system W-M. Opisy meczów, występów na wielkich turniejach czy przedstawienie losów rozmaitych ludzi to nie wszystko, co dostajemy w książce. Wszystkie te elementy są znakomicie wplecione w historyczne i polityczne losy całego kraju. Wilson świetnie przedstawia kontekst społeczny i polityczny. Dzięki temu dowiadujemy się, czym tak naprawdę jest piłka nożna dla zwykłych Argentyńczyków i jaką rolę odgrywała ona w często skomplikowanej polityce tego kraju. Autor w przystępny sposób pokazuje też jaki wpływ miały ekonomiczne reformy różnych prezydentów na życie w Argentynie, a co za tym idzie także na futbol.

Nie każdemu takie połączenie może się podobać, ale moim zdaniem Wilson zrobił to z naprawdę dużym wyczuciem. Opisy rządów kolejnych dyktatorów nie nużą i są znakomitym uzupełnieniem opowieści o piłkarskich losach tego kraju. Nie jest to jednak książka dla każdego. Opasły, bo ponad 600-stronicowy tom może niektórych przytłaczać mnogością nazwisk, dat, czy innych informacji. Z tego też względu nie jest to lektura na jeden czy dwa wieczory. Jeśli ma to być wasz pierwszy piłkarski tytuł, to sięgnijcie po coś lżejszego, jeśli jednak oczekujecie wyczerpującej opowieści o jednym z najbardziej uzdolnionych piłkarsko narodów, to nie znajdziecie niczego lepszego.

To nie jest książka o argentyńskim futbolu. To książka o Argentynie, której futbol jest nierozerwalną częścią.

BARTOSZ DWERNICKI

Bartosz Dwernicki
O Bartosz Dwernicki 55 artykułów
Pasjonat podróży i gór. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego. Lubi zagłębiać się w piłkarskie historie zza żelaznej kurtyny. Od 20 lat kibic Borussi Dortmund i Realu Madryt