Aron Winter – piłkarskie „multi-kulti”

Rasizm, ksenofobia czy antysemityzm to problemy, z jakimi walczą rozmaite światowe organizacje, starające się przeciwdziałać tym zjawiskom. Pomimo usilnych starań cały czas są obecne w większości społeczeństw. Ich objawy spotykamy także na stadionach piłkarskich na całym świecie. Każde z tych zjawisk z osobna jest bardzo nieprzyjemne, ale co się dzieje, gdy się łączą? Na takie pytanie całą karierę musiał odpowiadać Aron Winter.

Pochodzący z Surinamu zawodnik był uosobieniem tego, co dzisiaj nazywane jest „multi-kulti”. Urodzony w stolicy tego południowoamerykańskiego kraju Winter jak większość ludzi stamtąd miał czarny kolor skóry. Od rówieśników różniło go jedna kilka szczegółów. Mianowicie miał delikatnie skośne oczy, po dziadku, który przybył do Surinamu z Chin, miał również żydowskie korzenie, stąd imię Aron, do tego na drugie nadano mu Mohamed. Ktoś taki w Europie nie mógł mieć łatwego życia, ale też dość szybko musiał się zahartować. Zwłaszcza, że od dziecka przejawiał spory talent do piłki nożnej i chcąc nie chcąc, wszedł do świata, gdzie wielokulturowość, mówiąc oględnie, nie jest czymś szczególnie pożądanym.

Przeczytaj także: „Jari Litmanen – gwiazda fińskiej piłki”

 

Wielkie sukcesy

Jako że Surinam przez lata pozostawał holenderską kolonią, wyjazd do Europy dla ludzi z tego kraju jest bardzo ułatwiony dlatego także i mały Aron z rodzicami wyemigrował do Holandii w pogoni za lepszym życiem. Swoją przygodę z piłka zaczynał w amatorskim klubiku SV Lelystad, gdzie w wieku 19 lat wypatrzyli go skauci Ajaxu. Już w swoim pierwszym sezonie udało mu się zadebiutować w Eredivise. W klubie z Amsterdamu czuł się jak w domu, jego kolor skóry nikomu nie przeszkadzał, w Holandii ciemnoskórzy piłkarze grali praktycznie w każdym zespole, a dodatkowo Ajax kojarzył się wszystkim z żydowskimi korzeniami, do dla Wintera było dodatkowym atutem. To właśnie tam przeżył najpiękniejsze chwile swojej kariery i solidnie przyozdobił piłkarskie CV.

ajax-torino_uefa92

W swoim debiutanckim sezonie wybrano go najlepszym młodym zawodnikiem w Holandii, a później było już tylko lepiej. Kolejny sezon to Puchar Holandii, Puchar Zdobywców Pucharów, a w następnych latach także pierwszy tytuł mistrzowski i kolejne europejskie trofeum, czyli Puchar UEFA. Do tego został powołany do szerokiego składu kadry Oranje i wraz z nią w 1988 roku został mistrzem Starego Kontynentu. Z pewnością Winter mógł czuć się gwiazdą i jak wielu jego kolegów z reprezentacji przebierał w ciekawych ofertach. Został w Amsterdamie do roku 1992, kiedy to w glorii zdobywcy Pucharu UEFA postanowił pożeglować na szersze, europejskie wody.

Kosztowny błąd

Często mówi się, że karierą młodego piłkarza sterują ludzie, którzy pragną tylko i wyłącznie na nim zarobić, zupełnie nie przejmując się dobrem samego zawodnika. Trudno powiedzieć, czy tak rzeczywiście było w przypadku Arona Wintera, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że nawet sam zainteresowany nie poświęcił przesadnie dużo czasu na przeanalizowanie klubu, do jakiego przechodzi. Bo co musiało kierować ciemnoskórym 25-latkiem o żydowskich korzeniach, że jako swojego pracodawcę wybiera klub, którego kibice jednoznacznie kojarzą się z faszyzmem i nacjonalizmem?

Tak oto pochodzący z Surinamu Holender popełnił jeden z większych błędów w swoim życiu, który zapewne dość mocno przyhamował jego karierę i podpisał kontrakt z Lazio Rzym. Jak nietrudno się domyślić, początki bytności Wintera w Wiecznym Mieście były koszmarne. Jego właśni kibice głośno wyrażali sprzeciw przeciw jego występom w niebieskich barwach, na murach pojawiały się antysemickie napisy, a piłkarz dostawał telefony z pogróżkami. Nagonka była do tego stopnia uciążliwa, że Winter w jednym z wywiadów nawet wyparł się żydowskich korzeni, twierdząc, że imię zawdzięcza zamiłowaniu ojca do ekstrawagancji. To trochę uspokoiło sytuację, ale piłkarzowi w takich warunkach trudno było skupić się na grze w piłkę. Ostatecznie wytrzymał w Rzymie cztery lata, rozgrywając ponad sto spotkań dla Lazio. Trzeba podziwiać hart ducha zawodnika, który walczy na boisku nie tylko z rywalami, ale też z kibicami swojego klubu.

Druga szansa

Przy kolejnym transferze wyciągnął wnioski z poprzedniej pomyłki i tym razem wybrał mediolański Inter, gdzie ani jego pochodzenie, ani wygląd zewnętrzny nikogo nie obchodził. Liczyło się tylko to, jak grał w piłkę. Po latach posuchy w Lazio znowu mógł walczyć o kolejne trofea. Już w pierwszym sezonie wraz z Interem dotarł do finału Pucharu UEFA. Pierwszy mecz zakończył się porażką Włochów na stadionie w Gelsenkirchen z miejscowym Schalke, które triumfowało 1:0 po golu Marca Wilmotsa. Jednak w rewanżu na Stadio Giuseppe Meazza to Inter był faworytem. Okazało się, że Niemcy postawili twarde warunki i dopiero w samej końcówce Ivan Zamorano zdołał wyrównać stan rywalizacji. Do końca spotkania nic się już nie zmieniło i o tym, która drużyna wzniesie trofeum do góry, miały zadecydować rzuty karne. Te zdecydowanie lepiej wykonywali piłkarze Schalke i to oni zabrali puchar ze sobą. Wśród pechowców, którzy spudłowali jedenastkę, był właśnie Aron Winter.

84113

Szanse rewanżu dostał już rok później, bo jego Inter ponownie dotarł do finału, tym razem rozgrywanego już w nowej formule, gdzie o zwycięstwie decydował tylko jeden mecz. W spotkaniu rozgrywanym w paryskim Parku Książąt Winter spotkał się ze swoją byłą drużyną Lazio Rzym i w pewien sposób mógł powetować sobie wszystkie krzywdy, których doznał w Wietrznym Mieście. Jego Inter pewnie wygrał 3:0, a Holender dobrze radził sobie w środku pola. W ten sposób sięgnął po swoje ostatnie trofeum w piłkarskiej karierze. W Italii pograł jeszcze rok, a potem wrócił do Ajaxu, gdzie w przerwą na krótkie wypożyczenie do Sparty Rotterdam występował do końca kariery, do 2003 roku.

Podsumowanie

Mimo wielu przeszkód, jakie napotkał na swojej drodze, jego kariera z pewnością należała do udanych. Kilka klubowych trofeów, mistrzostwo Europy z reprezentacją, do tego dwukrotny udział w mistrzostwach świata, trzy występy na Euro, a to wszystko będąc ważnym ogniwem kadry Oranje. Z jednej strony można powiedzieć, że wielu mogłoby mu pozazdrościć, ale czy to jest wszystko, co mógł osiągnąć?

Po zawieszeniu butów na kołku sam Winter przyznawał, że transfer do Lazio był błędem. Przez pierwszy okres w Rzymie bał się wychodzić z domu, a kiedy już to robił, narażał się na oglądanie obrażających go napisów czy też złowrogie spojrzenia fanów. Była to dla niego szkoła życia, którą ukończył z wyróżnieniem, bo udowodnił, że bardzo trudno go złamać. Jednak z piłkarskiego punktu widzenia był to zły ruch. Skoro nie mógł skupiać się tylko na piłce, jego gra na tym cierpiała. Co prawda dalej prezentował dobry poziom, ale z pewnością miał predyspozycje, żeby osiągnąć jeszcze więcej. Można powiedzieć, że całą swoją karierę toczył dwa pojedynki. Ten pierwszy z uprzedzeniami wygrał, ten drugi na boisku, chyba jednak tylko zremisował.

KUBA KĘDZIOR

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Kuba Kędzior
O Kuba Kędzior 22 artykuły
Fan futbolu i sportów wszelakich, ekscytuje się zarówno derbami Belgradu jak i Pucharem Świata w bobslejach. Kiedy już nie śledzi sportowych zmagań, chętnie sięga po dobrą książkę albo płytę z ambitną muzyką.