Brazylia – Czechosłowacja, czyli bitwa o Bordeaux

Jedenastka Brazylii przed bitwą o Bordeaux

Whistorii piłkarskich mistrzostw świata znajdziemy wiele dramatycznych spotkań. Niespodziewane zwroty akcji, wspaniałe bramki, czy indywidualne popisy zawodników na długo zapadają kibicom w pamięć. Podobnie jest z hitami, które obfitują w wiele ostrych, czy nierzadko wręcz brutalnych starć. W wielu turniejach sympatycy futbolu byli świadkami pojedynków, które przeszły do historii jako „bitwy”. Bitwa o Norymbergę z 2006 r., bitwa o Santiago z 1962 r., czy bitwa o Berno z 1954 r. to najsłynniejsze z nich. Również przed wojną zawodnicy nie przebierali w środkach, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Do historii przeszło spotkanie Brazylii z Czechosłowacją z 1938 r., które określa się jako bitwę o Bordeaux.

Dla Brazylii był to trzeci występ w mistrzostwach świata. Podczas turniejów w UrugwajuWłoszech kończyli swój udział na pierwszej rundzie. Tym razem miało być jednak inaczej. Kiedy piłkarze pojechali do Francji, cały kraj ogarnął niespotykany wcześniej entuzjazm. Według dziennikarzy liderami zespołu mieli być Domingos da Guia i Leônidas da Silva. Pierwszy trzymał w ryzach formację obronną, a Alex Bellos pisał o nim, że miał taki spokój i siłę charakteru, że potrafił dryblingiem wyjść nawet z najgorszej sytuacji. Drugi był błyskotliwym środkowym napastnikiem, a o jego technice, kociej zwinności i zaskakujących strzałach krążyły już legendy. Dzięki swoim akrobatycznym popisom w polu karnym rywali zyskał przezwisko człowiek guma.

Nasi południowi sąsiedzi jechali do Francji jako wicemistrzowie świata. We Włoszech dali rady pokonać jedenastki gospodarzy, która wspierana była przez szwedzkiego sędziego Eklinda. Mimo porażki po powrocie witały ich tysiące kibiców. Reprezentacja była oparta o piłkarzy praskich Sparty i Slavii, jedynie paru zawodników występowało w innych klubach. Niekwestionowaną gwiazdą był František Plánička, którego obok Ricardo Zamory i Rudiego Hidena zestawiano jako jednego z najlepszych bramkarzy lat 30. Nie bał się ryzyka i często odważnie rzucał się pod nogi napastników. Dzięki swojej zwinności zyskał przydomek kot z Pragi. W ataku brylował król strzelców poprzednich mistrzostw Oldřich Nejedlý, a wspierał go Antonín Puč, który jest najskuteczniejszym strzelcem w historii reprezentacji Czechosłowacji.

Wydłużona droga do ćwierćfinałów

W drodze do ćwierćfinału Brazylijczycy musieli wcześniej uporać się z Polską. Mecz przeszedł do historii. Wynik 6:5 przez wiele lat był rekordem w liczbie strzelonych bramek w jednym meczu. Osiągniecie Wilimowskiego, który strzelił cztery gole, wyrównał dopiero 28 lat później Eusébio. Do legendy przeszedł też występ Leônidasa, który miał podobno grać… na bosaka, ale to oczywiście nieprawda. Chociaż chciał i odrzucił nawet buty w kierunku ławki rezerwowych, jednak Ivan Eklind nie pozwolił mu na kontynuowanie gry. Prawdą jest natomiast, że gola strzelił bosą nogą, gdyż chwilę wcześniej jego but ugrzązł w błotnistej murawie. Szerzej o tamtym spotkaniu pisał Bartek Matulewicz w tym miejscu.

Również Czechosłowacy nie zdołali rozstrzygnąć swojego pierwszego meczu na francuskich mistrzostwach w ciągu 90 minut. W Le Havre na stadionie Cavee Verte mierzyli się z Holendrami, którzy nie należeli wtedy do gigantów europejskiego futbolu. Mimo to po ostatnim gwizdku utrzymywał się bezbramkowy remis. Dopiero w dogrywce Josef Košťálek po zamieszaniu w polu karnym zdołał pokonać Adriaana van Male. Holendrzy zerwali się do kontrataków, ale Plánička był tego dnia świetnie dysponowany. Podbudowani strzeleniem pierwszej bramki gracze Czechosłowacji jeszcze dwukrotnie trafili do siatki rywali i spotkanie zakończyło się ich wyraźnym zwycięstwem.

Początek mordowni

40 tys. zgromadzonych na trybunach kibiców przyszło na Stade du Parc Lescure w Bordeaux, żeby oglądać wielkie widowisko. Naprzeciw siebie stanęli przecież finezyjni i znakomici technicznie Brazylijczycy, którzy wielu oczarowali swoją grą w meczu z Polską i jedna z najlepszych drużyn świata – Czechosłowacja. Płonne niestety były ich nadzieje. Mecz zapewne na długo pozostał w ich pamięci, ale bynajmniej nie z powodów sportowych.

Miło i uprzejmie było tylko przed rozpoczęciem spotkania. Kapitanowie Martim i Plánička przed pierwszym gwizdkiem
Miło i uprzejmie było tylko przed rozpoczęciem spotkania. Kapitanowie Martim i Plánička przed pierwszym gwizdkiem;
źródło: youtube.com/user/dudd1982

Pewni siebie Brazylijczycy spodziewali się dość łatwej przeprawy. Sądzili, że skoro potrafili wygrać w takich okolicznościach z Polską, to poradzą sobie też z naszymi południowymi sąsiadami. Tymczasem Czechosłowacy od początku grali bardzo uważnie i ostrożnie, nie pozwalali wirtuozom z Ameryki Południowej na zbyt wiele. Być może niespodziewane trudności w rozegraniu piłki sprawiły, że ekipa Brazylii zaczęła tracić opanowanie i coraz trudniej było im utrzymać nerwy na wodzy. Pierwszym, który nie wytrzymał był Zezé Procópio. Po około kwadransie gry, za bezmyślne kopnięcie w brzuch Oldřicha Nejedlego, sędzia Pál von Hertzka z Węgier wyrzucił go z boiska. Od tej chwili gra się zaostrzyła, choć wcześniej też nie brakowało fauli. Pierwsi przepisy przekroczyli co prawda Czesi, ale było to w normalnej, sportowej walce, bez złośliwości. Co chwilę ktoś zwijał się z bólu na murawie. Raz jedni, raz drudzy, częściej faulowali jednak przybysze zza oceanu. „Przegląd Sportowy” określił mecz mianem mordowni i pisał, że Brazylijczycy pokazali „pazurki”. Dziennikarze w pomeczowych relacjach nie mogli się nadziwić, co stało się z naszymi niedawnymi rywalami, którzy przecież w walce z Polską starali się być dżentelmenami.

Przewaga była po stronie Brazylijczyków. Znakomite zawody rozgrywał znowu Leônidas, na skrzydle świetnie dysponowany był Lopes, a Domingos da Guia stanowił w obronie mur nie do przejścia. Za wszelką cenę chcieli zdobyć bramkę i nie przebierali w środkach. Wreszcie ich starania przyniosły skutek. W 30. minucie gry Leônidas świetnie przyjął piłkę tuż przed polem karnym, zwiódł defensywę i strzelił nie do obrony. Plánička nie próbował nawet interweniować. Brazylia grała w osłabieniu, ale prowadziła. Powinna raczej uspokoić grę i kontrolować jej przebieg. Gorący południowy temperament znów jednak dał o sobie znać. Jeszcze przed końcem pierwszej odsłony Machado w ordynarny sposób kopnął Jana Říhę. Czech nie pozostał dłużny i po wymianie ciosów obaj musieli udać się do szatni.

Brazylijczyk Domingos da Guia w jednym ze starć doznał urazu głowy. Resztę spotkania grał w bandażu
Brazylijczyk Domingos da Guia w jednym ze starć doznał urazu głowy. Resztę spotkania grał w bandażu;
źródło: youtube.com/user/dudd1982

Trzeszczące kości

Na początku drugiej połowy tego wątpliwej urody spektaklu przewaga zarysowała się po stronie Czechosłowaków. Nie potrafili jej jednak udokumentować. Atak ich był powolny i nieskuteczny, popełniali proste błędy. Brakowało kogoś, kto potrafiłby wziąć ciężar gry na siebie i swoimi indywidualnymi umiejętnościami przechylić szalę zwycięstwa. Szczęście uśmiechnęło się do nich w 65 minucie. Po zagraniu piłki ręką w polu karnym Brazylii rzut karny na bramkę zamienił Nejedlý.

Wkrótce potem czechosłowacki snajper po jednym z ostrych starć musiał opuścić boisko. Jak się później okazało, złamał on nogę i ta kontuzja praktycznie zakończyła jego międzynarodową karierę. Siły się wyrównały. Obie drużyny musiały radzić sobie w dziewiątkę. Brazylijczycy byli szybsi, lepsi technicznie i przeważali w środku pola, gdzie świetnie radził sobie kapitan Martim. W dogrywce role się odwróciły. Więcej sił zachowali nasi sąsiedzi. Brazylia grała jednak na czas i wyraźnie dążyła do utrzymania wyniku, który oznaczał powtórzenie meczu. Cel osiągnęli. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1.

Bitwa o Bordeaux była ostatnim występem w reprezentacji wielkiego czeskiego bramkarza. František Plánička kończył mecz ze złamaną ręką i nie mógł grać w powtórzonym spotkaniu
Bitwa o Bordeaux była ostatnim występem w reprezentacji wielkiego czeskiego bramkarza. František Plánička kończył mecz ze złamaną ręką i nie mógł grać w powtórzonym spotkaniu;
źródło: youtube.com/user/dudd1982

Bitwa o Bordeaux zakończyła się usunięciem z boiska trzech piłkarzy, co było swoistym rekordem mistrzostw. Lekkich urazów doznali Leônidas i Perácio. W starciu z tym drugim wielkiego pecha miał Plánička. W końcówce odważnie rzucił się Brazylijczykowi pod nogi, ale w chwilę później zwijał się z bólu. Dzięki zabiegom medycznym zdołał wrócić na boisko i obronił jeszcze parę groźnych strzałów. Wydawało się, że niedyspozycja była tylko chwilowa, ale wieczorne prześwietlenie potwierdziło najgorsze obawy. Okazało się, że czeski bramkarz złamał rękę i turniej właśnie się dla niego zakończył. To był jego ostatni, 73. występ w narodowych barwach. Oprócz połamanych Plánički i Nejedlego, do grona kontuzjowanych w ekipie Czechosłowacji dołączył Josef Košťálek, który doznał poważnego urazu żołądka. To była prawdziwa rzeźnia, jak pisano w prasie.

Mimo że spotkanie z Polską Walter przesiedział na ławce, to obu starciach z Czechosłowacją pokazał się z bardzo dobrej strony
Mimo że spotkanie z Polską Walter przesiedział na ławce, to w obu starciach z Czechosłowacją pokazał się z bardzo dobrej strony;
źródło: youtube.com/user/dudd1982

Powtórka

Do powtórzonego meczu doszło dwa dni później. Brazylijczycy wymienili prawie cały skład. Zostawili tylko Leônidasa i bramkarza Waltera. Byli tak pewni zwycięstwa, że większość z nich jeszcze przed rozpoczęciem spotkania udała się do Marsylii, gdzie miał odbyć się półfinał, w którym czekali już Włosi. Czesi przeprowadzili sześć zmian. W bramce zagrał Karel Burkert, który godnie zastąpił kota z Pragi. W ataku miejsce Nejedlego zajął Vlastimil Kopecký. To właśnie on wyprowadził europejski zespół na prowadzenie. Niedługo później doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Wrócił co prawda po przerwie, ale wtedy już rywale zaczynali kontrolować przebieg gry.

Na drugą odsłonę reprezentanci Brazylii wyszli niesamowicie zdeterminowani. Grali znakomicie. Tuż przed upływem godziny gry wyrównał niezawodny Leônidas. Czechosłowacy zerwali się jeszcze do ataku i przeprowadzili akcję, po której wydawało się, że znowu wyjdą na prowadzenie. Strzelał Karel Senecký, którego po pierwszym meczu w trybie pilnym ściągnięto z Pragi, a piłkę z linii… albo już zza linii, o czym nie sposób dziś rozsądzić, zdołał wygarnąć Walter. Faktem jest jednak, że sędzia Georges Capdeville gola nie uznał. Wynik strzałem głową ustalił w 62. minucie Roberto.

Strzał, którym Roberto wprowadził Brazylię do pierwszego półfinału w historii
Strzał, którym Roberto wprowadził Brazylię do pierwszego półfinału w historii;
źródło: youtube.com/user/dudd1982

Brazylijczycy mogli szykować się do półfinałowego występu. Grając bez Leônidasa, musieli jednak uznać wyższość Włochów, którzy zmierzali po drugi tytuł mistrza świata. W meczu o trzecie miejsce Brazylia zdołała jednak pokonać Szwecję i po raz pierwszy tak wyraźnie zaznaczyła swoją obecność na mistrzostwach świata. Już wtedy mieli w składzie wielkie gwiazdy, które w kraju chciały podziwiać dziesiątki tysięcy kibiców. Nie tworzyli jednak jeszcze drużyny, odstawali od europejskich drużyn pod względem taktycznym, a na dodatek, o czym dobitnie przekonali się Czesi, grali bardzo brutalnie. Nasi południowi sąsiedzi marzenia o sferze medalowej musieli odłożyć do 1962 r. Tam po raz kolejny mieli okazję spotkać się z… Brazylią. Ale to już temat na inną opowieść.

BARTOSZ DWERNICKI

Przy pisaniu tekstu posiłkowałem się następującymi publikacjami:

  • Alex Bellos – Futebol. Brazylijski styl życia
  • Brian Glanville – The story of the World Cup
  • Andrzej Gowarzewski – Encyklopedia piłkarskich mistrzostw świata
  • Andrzej Konieczny, Janusz Kukulski – Najlepsi piłkarze świata A-Z. Kalejdoskop
  • Tony Mason – Pasja milionów. Piłka nożna w Ameryce Południowej
  • Stefan Szczepłek – Moja historia futbolu. Tom I. Świat
  • Przegląd Sportowy nr 45 (1405) z 6 czerwca 1938 r.
  • Przegląd Sportowy nr 47 (1407) z 13 czerwca 1938 r.
  • Przegląd Sportowy nr 48 (1408) z 17 czerwca 1938 r.

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Oceń ten tekst!
[Suma: 0 Średnia: 0]
Bartosz Dwernicki
O Bartosz Dwernicki 48 artykułów
Pasjonat podróży i gór. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego. Lubi zagłębiać się w piłkarskie historie zza żelaznej kurtyny. Od 20 lat kibic Borussi Dortmund i Realu Madryt