Bramkarz od urodzenia

Zanim między słupkami angielskiej bramki stali przeciętniacy pokroju Paula Robinsona, Scotta Carsona czy Chrisa Kirklanda, wyspiarze mogli być dumni ze swojej szkoły bramkarskiej. Nawet gdy Węgrzy gromili Anglików, choć zniknął wówczas mit o niepokonanej drużynie, to przeświadczenia o olbrzymiej klasie bramkarskiej Brytyjczyków pozostało. Do dziś za najwybitniejszego golkipera Wysp Brytyjskich uznaje się Petera Shiltona, wciąż aktualnego rekordzistę Dumy Albionu pod względem występów w narodowej kadrze.

Aby jednak w ogóle zaistnieć w dorosłej kadrze Anglików, Shilton musiał sobie poradzić z wieloma przeciwnikami europejskiej klasy. O miejsce w brytyjskiej bramce rywalizowali wówczas specjaliści tej klasy co Ray Clemence, Joe Corrigan czy Jimmy Rimmer. Wyspiarze byli dumni ze swego bramkarskiego dziedzictwa. – Niektóre kraje są znane z produkcji towarów wysokiej jakości – Szwajcaria ze swoich zegarków, Włochy z samochodów. Brytyjski futbol zawsze słynął ze świetnych bramkarzy – powiedział bohater tego tekstu, a przy okazji został najwybitniejszym z nich wszystkich.

W przeciwieństwie do wielu swoich kolegów po fachu, Shilton od najmłodszych lat marzył o karierze bramkarskiej. Jego pozycja na boisku nie była spowodowana ani przypadkiem, ani przymusem z powodu braku umiejętności piłkarskich. Były świetny golkiper był na tyle utalentowany i dobry technicznie, że w drużynie szkolnej grał w polu aż do momentu objęcia prowadzenia, a dopiero potem stawał między słupkami i pomagał bronić wyniku. Oczywiście zazwyczaj skutecznie.

Droga do celu

W najmłodszych latach wydawało się, że przeszkodą dla kariery bramkarskiej Shiltona stanie się jego wzrost. Trenerzy w Leicester obawiali się, że jest za niski, aby bronić dostępu do bramki Lisów. Anglik nie dał za wygraną naturze i próbował rozciągnąć się dzięki różnego rodzaju ćwiczeniom. Na podłodze w garażu rysował kredą oznaczenia i próbował dotknąć ich palcami stóp oraz rąk. Innym razem zwisał uchwycony balkonu, dodatkowo obciążając sobie stopy lub prosząc rodziców, by ci ciągnęli go za nogi. Czy ćwiczenia przyniosły wymierne efekty, tego nie wiadomo, ale prawdopodobnie to właśnie w ich wyniku Shilton miał o 5 centymetrów dłuższe ręce niż przeciętni ludzie jego wzrostu (185 cm).

Talent rekordzisty Dumy Albionu był widoczny już na pierwszy rzut oka. Pierwszy trener Leicester obserwując 13-latka w akcji, powiedział do Gordona Banksa – wkrótce wygryzie Cię ze składu. Ówczesny etatowy golkiper reprezentacji Anglii tylko się zaśmiał, ale 4 lata później te słowa okazały się być prorocze. W wieku 17 lat Shilton postawił odważne ultimatum – albo gram albo odchodzę. Działacze Lisów zdecydowali się sprzedać do Stoke Gordona Banksa, który rok wcześniej został z Anglią mistrzem świata, a między słupkami dać szansę nastolatkowi. Zresztą najlepiej o poziomie pewności siebie byłego golkipera Leicester, Stoke czy Nottingham świadczy jego rozmowa z matką. Na pytanie „a co jak nie zostaniesz bramkarzem?” odpowiedział – Nigdy nawet o tym nie myślałem. Po prostu zamierzam odnieść sukces i już. Determinacja w dążeniu do celu i konsekwencja cechowały go aż do zakończenia kariery.

Shilton 3
„Spokojnie, obronię!” – zdaje się mówić Shilton

Droższy od Zoffa

Po dobrych występach Leicester, Stoke zauważyło w nim idealnego następcę Banksa. Przed rozpoczęciem sezonu 1974/1975 The Potters zapłacili za Shiltona aż 335 tysięcy funtów, czyli więcej niż Juventus wydał na sprowadzenie Dino Zoffa. Choć golkiper potwierdzał swoją klasę, to zespołowi nie szło, a z czasem pojawiły się także problemy finansowe i najlepszych zawodników rozsprzedano do innych brytyjskich klubów. Po numer 1 reprezentacji Anglii zgłosił się Nottingham Forest dowodzony przez Briana Clougha i po uiszczeniu opłaty w wysokości 270 tysięcy funtów, Shilton został nowym zawodnikiem jednej z najstarszych brytyjskich drużyn.

Jaki jest cel wyłożenia takiej sumy za zawodnika, który przez 85 minut nie bierze udziału w grze? – pytał Clougha jeden z działaczy Nottingham Forest. Shilton jednak szybko udowodnił swoją piłkarską jakość i był kluczowym elementem układanki drużyny, która dwukrotnie sięgnęła po Puchar Europy. Anglik cieszył się także wielką estymą legendarnego szkoleniowca. – Gdyby Clough nie był już żonaty z Barbarą, to prawdopodobnie poślubiłby Shiltona – mówił o relacjach między tą dwójką rezerwowy golkiper Forest, Jim Montgomery. Menadżer wielokrotnie potwierdzał znaczenie golkipera dla sukcesów zespołu.

Shilton w bramce przydawał każdemu pewności siebie. Obrońcy czuli się pewniej, a napastnicy wiedzieli, że jeśli uda im się wbić bramkę, to istnieje więcej niż cień szansy, że przeciwnicy nie dokonają tego samego po drugiej stronie boiska

mówił o nim Clough. Na szacunek były reprezentant Anglii zasłużył sobie wybitnymi występami, jak chociażby w finale Pucharu Europy z HSV Hamburg. Shilton i spółka wygrali 1-0, a historycy futbolu zgodnie uważają, że był to jeden z najlepszych występów bramkarskich jakie do dziś odnotowano.

W pogoni za perfekcją

Choć rekordzista Dumy Albionu dysponował niesamowitym wrodzonym talentem, to nie rezygnował z ciężkiej pracy i ciągłego doskonalenia się. Shilton był perfekcjonistą do tego stopnia, że gdy nie zadowalał go któryś z technicznych aspektów jego gry, to odmawiał zejścia z boiska treningowego, dopóki go nie poprawił. Imponował zręcznością i elastycznością ciała, ale i tak podjął treningi z Lene’m Happle’m, nauczycielem tańca z Hexham. Dzięki temu jeszcze poprawił swoje ruchy i ustawienie w polu bramkowym. W czasach szkolnych, gdy tracił bramkę, rozrysowywał w domu różnego rodzaju schematy, starając się dostrzec błąd, który doprowadził do utraty gola. Pewnego dnia Anglik uznał, że jego piąstkowanie nie jest wystarczająco dobre, więc do swojej treningowej rutyny dorzucił ćwiczenia z workiem bokserskim. Shilton to była prawdziwa machina, naładowana determinacją, przywiązana do detali i gotowa do poświęceń w imię futbolu. – Jeśli coś mnie nie interesuje, jestem bezużyteczny, jeśli jednak coś mnie wciągnie, oddaję się temu w pełni i wszystko inne schodzi na dalszy plan.

PIXA-21052008-340
Shilton świętuje zdobycie Pucharu Europy

Były golkiper Nottingham Forest nie tylko świetnie spisywał się na linii, ale także doskonale dowodził działaniami defensorów. Ustawiony w bramce dyrygował poczynaniami obrońców i motywował ich do zaciekłej walki. – Ludzie widzą obronione przeze mnie strzały i wyłapane dośrodkowania, ale nie widzą wiary w zwycięstwo, determinacji i dyscyplin, jakie wprowadzam w nasze szeregi, wykrzykując właściwe słowa we właściwym momencie – mówił o swojej roli Shilton. W walkach o górne piłki dominował tak wyraźnie, że przy rzutach rożnych, poza dwoma obrońcami przy słupku, nie pozwalał nikomu wchodzić w pole bramkowe. To było jego terytorium, które był w stanie pokryć samodzielnie.

Rysa na szkle

Choć bramkarzem był bez wątpienia genialnym, to jednak i jemu zdarzały się błędy. Na nasze szczęście jeden z nich zdarzył mu się podczas meczu z Polską, kiedy to wpuścił pod brzuchem uderzenie Jana Domarskiego. Gol, który uważany jest za zwrotny moment przygody Orłów Górskiego i początek marszu po brązowy medal mistrzostw świata. Gol, który wyeliminował Anglików z udziału w niemieckim mundialu. – To nie był dla mnie łatwy strzał. Poza tym, że Domarski uderzył wyjątkowo dobrze, murawa na Wembley była tego wieczoru bardzo śliska, a widok zasłaniał mi nieco Emlyn. Niestety, popełniłem błąd, próbując wykonać podręcznikową obronę. W takiej sytuacji powinienem był skoncentrować się wyłącznie na piłce, wybić ją na rzut rożny czy coś takiego – tak swoją nieszczęsną interwencje komentował Shilton.

Mimo pojedynczych wpadek, Anglik bez wątpienia był golkiperem wybitnym, a brytyjski futbol od dawna wyczekuje godnego następcy. Pewnie dopiero z bramkarzem tego pokroju Synowie Albionu będą w stanie spełnić oczekiwania i wreszcie wywalczyć jakiś medal na najważniejszych imprezach futbolowych.

Cytaty pochodzą z „Bramkarz czyli outsider” Jonathana Wilsona.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl