Brian Clough – ciekawy przypadek

Drogi Czytelniku „Retro Futbol”, na wstępie poproszę Cię o to, abyś wyobraził sobie pewną sytuację. Jesteś trenerem i szukasz angażu w jednym z angielskich klubów. Twoje CV jest ubogie, chociaż ludzie jeszcze pamiętają Cię z czasów, kiedy w miarę dobrze kopałeś w piłkę. Z racji tego, że rodzinę trzeba za coś wyżywić, a innych ofert nie ma, przyjmujesz posadę w klubie z dolnej części tabeli Championship (II liga) — niech będzie to na przykład Rotherham. W ciągu kilku sezonów wchodzisz ze swoimi zawodnikami na szczyt Premier League. Następnie bierzesz w opiekę inny klub z drugiej ligi, po raz kolejny tworzysz z niego jeden z najlepszych w Anglii i do klubowej gabloty z pucharami dokładasz jeszcze dwa puchary Ligi Mistrzów. Piękne marzenie, prawda?

W dzisiejszych czasach taka historia nie miałaby racji bytu. W angielskim futbolu, przesiąkniętym już na dobre petrodolarami, liczą się gwiazdy, umowy sponsorskie i to, że jakiemuś piłkarzowi nie złożono życzeń z okazji urodzin i jest mu z tego powodu bardzo źle. Na dobrą sprawę jedyna okazja do tego, żeby napisać podobną opowieść o piłkarskim Kopciuszku, który wchodzi na szczyt, to spędzenie kilku wieczorów z grą z serii „Football Manager”.

Choć dziś takie marzenie jest praktycznie nie do spełnienia, to w latach 70. ubiegłego wieku żył człowiek, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. W ciągu dekady dokonał tego, co dziś możemy włożyć między bajki. Z drużynami, które prowadził, osiągał to, o czym dzisiaj marzą prawdopodobnie wszystkie zawodowe, półzawodowe i amatorskie kluby w Europie.

Brian Clough — jeden z najlepszych angielskich szkoleniowców w historii. Cyniczny, kontrowersyjny i piekielnie inteligentny — Jose Mourinho czy Louis van Gaal mogliby brać u niego korepetycje. „Piłkarz, menedżer, ekspert, celebryta, dobry mąż i ojciec, psycholog” — takimi słowami zaczyna się historia Briana Clougha w jednym z filmów dokumentalnych poświęconych jego osobie. Sam siebie określił kiedyś słowami:

Nie powiedziałbym, że byłem najlepszym menedżerem w historii. Ale byłem w czołowej jedynce.

Człowiek, który, jak każdy, miał wzloty i upadki. W dzisiejszych czasach nieco zapomniany. Pamięta się o nim głównie w dzień, w którym przypada rocznica jego śmierci. Jedna z postaci w historii piłki nożnej, którą każdy szanujący się kibic powinien znać.

Brian Clough – początki 

Urodził się w Middlesbrough w 1935 roku. Przez większość swojej kariery piłkarskiej Brian Clough związany był właśnie z lokalnym zespołem. Najpierw w latach 1951-1953 grał w drużynach juniorskich, a w okresie 1955-1961 w kadrze seniorów. Był niezwykle bramkostrzelnym napastnikiem i w ciągu sześciu lat zdobył dla „Boro” 197 goli w 213 meczach. W 1961 roku przeszedł do Sunderlandu, a trzy lata później, w wieku 29 lat, zmuszony był przerwać karierę piłkarską wskutek kontuzji kolana. Jak na ironię, najlepszy okres jego życia zaczął się właśnie w tym momencie, kiedy to poświęcił się bez reszty pracy szkoleniowca.

„Nie od razu Rzym zbudowano. Ale to nie ja otrzymałem tamtą robotę”

W 1965 roku został trenerem Hartlepool. Tam poznał swojego najlepszego przyjaciela i współpracownika — Petera Taylora. Ze swoim pierwszym w karierze trenerskiej klubem nie osiągnął jednak za wiele i w dwa lata później znalazł się na stanowisku głównodowodzącego zespołem Derby County. „Barany” okupowały w tamtym czasie drugą ligę dziesiąty sezon z rzędu i w momencie objęcia posady menedżera przez Clougha, nic nie zapowiadało jeszcze zmiany na lepsze. Jednak ku zdziwieniu wszystkich, sezon 1968/69 zakończył się dla Derby County dwudziestoma dwoma meczami bez porażki i awansem do angielskiej ekstraklasy.

W pierwszym sezonie, w od dawna upragnionym First Division (obecnie Premier League), „Barany” pod wodzą Briana Clougha od razu przypuściły szturm na mistrzostwo, jednak beniaminek zakończył rozgrywki „dopiero” na czwartym miejscu. Kolejny sezon przyniósł miejsce dziewiąte, a w następnym, 1971/72, stała się rzecz nieprawdopodobna. Derby County, do niedawna jeszcze prowincjonalna drużyna tułająca się po dolnej części drugoligowej tabeli, zdobyła tytuł Mistrza Anglii, zostawiając za sobą ówczesne potęgi Leeds i Liverpool! Choć w kolejnych sezonach piłkarze z Derby nie powtórzyli już tego sukcesu, Clough dotarł z nimi do półfinału Pucharu Europy (1972/73, obecnie Liga Mistrzów), gdzie ulegli dopiero Juventusowi Turyn.

Brian Clough

„Rozmawialiśmy o tym przez 20 minut, a następnie decydowaliśmy, że to ja mam rację”

Powyższy cytat, pochodzący oczywiście z ust Briana Clougha, świetnie obrazuje jego podejście do innych. Był cyniczny i pewny tego, co robi. Nie potrzebował porad od innych i nie zadowalał się półśrodkami.

Od przegranego półfinału z włoską drużyną zaczął się burzliwy okres jednego z najlepszych angielskich menedżerów. W 1973 roku mocno krytykował włodarzy „Baranów”, Angielską Federację i trenerów innych drużyn. Clough i jego asystent Peter Taylor złożyli ostatecznie rezygnację z funkcji szkoleniowców Derby w październiku 1973 roku.

W tym samym miesiącu Brian dał się poznać kibicom w Polsce, jednak z bardzo nieprzyjemnej strony. 17 października, przy okazji meczu Polski z Anglią na Wembley, był on gościem jednej z brytyjskich telewizji. Po spotkaniu nazwał bohatera tego meczu, Jana Tomaszewskiego, „clownem”. W następnym dniu była to trzecia najszerzej komentowana przez polską prasę sprawa w związku ze „zwycięskim remisem” — zaraz po samym wyniku i niewyemitowaniu przez realizatora powtórki sytuacji, w której sędzia podyktował rzut karny dla Anglików. Między innymi Paweł Hęciak z londyńskiego „Tygodnia Polskiego” napisał o nim:

Cóż, możemy tylko stwierdzić, że Brian Clough już nigdy nie odzyska zaufania wśród polskiej publiczności. Myślę, że jego niejednokrotnie prowokacyjne wypowiedzi nie ułatwią mu zajęcia miejsca po Ramseyu [ówczesnym szkoleniowcu reprezentacji Anglii].

I faktycznie w tamtym czasie Brian Clough był przymierzany do objęcia posady selekcjonera „Synów Albionu”, jednak być może właśnie ten gorszy okres w jego karierze zadecydował o tym, że angaż dostał jego rywal – Don Revie z Leeds United. Clough natomiast, dopiero po wielu latach, został przez sporą część ekspertów i kibiców uznany „najlepszym menedżerem, którego reprezentacja Anglii nigdy nie miała”.

„A imię jego będzie czterdzieści i cztery” — A. Mickiewicz

Po odejściu z Derby County Brian Clough na krótko został trenerem Brighton, a następnie na jeszcze krócej w utytułowanym klubie Leeds United. Jego przygoda z „The Whites” trwała zaledwie 44 dni. Clough chciał wprowadzić zespół Leeds w nową erę, przyćmiewając tym samym ponad dekadę pełną sukcesów pod wodzą poprzednika, wspomnianego już Don Revie, który otrzymał angaż na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii. Wychodząc na pierwszy trening, przywitał ówczesne gwiazdy angielskiej ekstraklasy słowami: Możecie wyrzucić wszystkie swoje medale, bo nie były zdobyte uczciwie. Ta sentencja z pewnością oddaje styl pracy Clougha z piłkarzami, dla których Revie był niejako ojcem.

O tych nieszczęsnych czterdziestu czterech dniach opowiada jeden z najlepszych filmów o tematyce sportowej — „The Damned United”. W tym momencie chciałbym gorąco zachęcić do obejrzenia go tym pasjonatom piłki nożnej, którzy jeszcze go nie widzieli. Próżne tu moje rozpisywanie się, skoro obraz wyrazi więcej niż tysiąc słów. Film nawiązuje również do pracy Clougha w zespole Derby County i stanowi niejako biografię, choć niepełną, jednego z najlepszych angielskich menedżerów.

Piłkarskie Himalaje

Po niezwykle krótkiej przygodzie w Leeds Brian Clough przyjął posadę menedżera Nottingham Forest w styczniu 1975 roku. Na dobrą sprawę powtórzył historię z czasów pracy w Derby i dodatkowo poszerzył ją o nowe rozdziały. Wyciągnął „Tricky Trees” z drugiej ligi na salony i już w pierwszym sezonie po awansie, 1977/78, jego drużyna wygrała zarówno ligę, jak i Puchar Ligi. W kolejnym, mimo iż ekipa z Nottingham zajęła drugie miejsce w lidze za Liverpoolem, Brian Clough przebił swój wyczyn z czasów pracy w Derby. Nie tylko dotarł do półfinału Pucharu Europy, ale i jego drużyna sięgnęła po tytuł, pokonując w finale Malmo 1:0. A co zrobiła rok później (sezon 1979/80)? Obroniła tytuł najlepszej drużyny w Europie, w finale ogrywając Hamburger SV 1:0. Clough dokonał czegoś nieprawdopodobnego, a zarówno dla kibiców z Nottingham, jak i piłkarzy oraz włodarzy klubu, to było jak sen. Marzenie każdej drużyny w Europie spełniło się właśnie im i to dwukrotnie, a architektami sukcesu byli Clough oraz jego najlepszy przyjaciel i asystent, Peter Taylor, o którym ten pierwszy powiedział kiedyś: Jestem szybą w witrynie sklepowej, a Taylor jest towarami, które za nią stoją.

Brian Clough
Brian Clough z pucharem za zwycięstwo w Pucharze Mistrzów|fot. Bob Thomas/Getty Images)

„Nie wysyłajcie mi kwiatów, kiedy umrę. Jeśli mnie lubicie, wyślijcie je teraz, gdy żyję”

Brian Clough pracował w klubie aż do 1993 roku i choć nie odniósł po zdobyciu drugiego Pucharu Europy tak wielkich sukcesów jak przedtem, to i tak zapisał się na kartach historii angielskiej piłki jako człowiek od zadań niemożliwych. Jako menedżer, który wyciągał zespoły z kryzysów i doprowadzał je na sam szczyt. Po zakończeniu kariery trenerskiej często pełnił rolę eksperta w telewizji, a także pisał dla brytyjskich gazet. Zmarł we wrześniu 2004 roku w Derby po długiej walce z rakiem. Co ciekawe, syn Briana, Nigel, był piłkarzem „Tricky Trees” za panowania swojego ojca w klubie. Przez cztery lata z rzędu, w latach 2009-2013, był menedżerem Derby County.

„Kiedy odejdę, Bóg będzie musiał zwolnić swoje ulubione krzesło”

O Brianie Cloughu nakręcono film, postawiono mu pomniki w Middlesbrough, Derby i Nottingham, a drogę łączącą dwa ostatnie wymienione miasta nazwano „Brian Clough Way”. Jego osobie poświęcono niejedną już książkę i film dokumentalny. Człowiek-legenda. Można go było lubić lub nienawidzić, jednak nie można było przejść obok niego obojętnie. Historia Briana Clougha pokazuje, że bardzo ważną osobą był Peter Taylor, który najczęściej pozostawał w cieniu charyzmatycznego przywódcy. Nie pracowali oni zawsze razem (np. w Leeds) i zwykle wtedy Clough nie do końca potrafił sobie poradzić. Tym, co trzeba przyznać temu duetowi to fakt, że może i nie stworzyli nigdy drużyny złożonej z gwiazd, które byłyby hegemonem na kilka sezonów z rzędu, ale mimo to potrafili osiągać sukcesy tak w Anglii jak i w Europie, dzięki własnej wizji zespołów, które prowadzili.

PAWEŁ WILAMOWSKI

Redakcja
O Redakcja 352 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl