Ciekawy przypadek Alexa Pato

Kilka lat przed odkryciem talentu Neymara fani futbolu z Brazylii oszaleli na punkcie pewnego młodego zawodnika, który w błyskawicznym tempie zasłużył sobie na miano następcy Pelego. Piłkarz ten szybko przekonał się jednak, że w osiągnięciu sukcesu najbardziej pomogą nie umiejętności, a głowa na karku, której mu wyraźnie zabrakło. Jego kariera może być scenariuszem do filmu „Jak nie zostać gwiazdą”, ale los dał mu drugą szansę. Dziś na peryferiach wielkiego futbolu uczy się go od podstaw odrabiając zaległe prace domowe i liczy na to, że życiowy rollercoaster ponownie wywinduje go na szczyt. Poznajcie „Ciekawy przypadek Alexa Pato”.

Alexandre Rodrigues da Silva przyszedł na świat 2 września 1989 roku w 70 tysięcznym miasteczku Pato Branco. W wieku trzech lat rozpoczął swoją przygodę z piłką nożną w jej halowym wydaniu. Grając w futsal nabył niesamowite umiejętności techniczne, ale dziesięć lat później zdecydował się zamienić parkiet na największe i najpiękniejsze areny piłkarskie na świecie. Wstąpił do akademii piłkarskiej słynnego Internacionalu Porto Allegre, z której wypłynął na szerokie wody. W drużynach młodzieżowych robił furorę, więc w wieku szesnastu lat został włączony do drużyny U-20. Tam jednak radził sobie na tyle dobrze, że szybko został wypromowany do pierwszego zespołu Internacionalu, z którym wkrótce pojechał na Klubowe Mistrzostwa Świata do Japonii. W swoim debiucie przeciwko Al-Alhy zdobył premierową bramkę i przyczynił się w znacznym stopniu do awansu do finału, który zresztą zakończył się zwycięstwem klubu z Brazylii nad osławioną Barceloną. Nieco później, 3 maja 2007 roku, na cztery miesiące przed osiągnięciem pełnoletności zadebiutował w meczu brazylijskiem ekstraklasy i z miejsca podbił serca kibiców wpisując się na listę strzelców już w 14 minucie gry. W barwach Internacionalu zagrał jeszcze dziesięciokrotnie, ale zdążył zdobyć dwie bramki w finałach Recopa America i zapewnić swojej drużynie wyczekiwany od lat, historyczny sukces. Jego dorobek uzupełniało kilka trafień w rodzimej ekstraklasie, dzięki czemu europejskie potęgi zwróciły na niego uwagę.

Transfer do Milanu i pierwsze lata w Europie

„Kaczuszka” (po hiszpańsku – „pato”) mógł przebierać w ofertach. O młodego wirtuoza bili się wielcy giganci futbolu. Avram Grant, ówczesny trener londyńskiej Chelsea przyznał, że długo namawiał Romana Abramowicza na wyłożenie oczekiwanej przez Internacional sumy pieniędzy i sprowadzenie Alexandre na Stamford Bridge. Rosyjski biznesmen ostatecznie wycofał się z transakcji uznając, że żądania brazylijczyków są zbyt wygórowane. Po latach, gdy ponownie zgłosi się po Pato i usłyszy niemal trzykrotnie większą cenę wywoławczą, będzie tej decyzji mocno żałował. Ostatecznie bitwę o „brazylijskiego Messiego” wygrali włodarze Milanu. Silvio Berlusconi w latach świetności swojego ukochanego klubu nie bał się zapłacić 22 milionów euro za transfer piłkarza, który oczarował będącego wielbicielem efektownej ofensywnej gry włoskiego polityka. Sprawą transferu Brazylijczyka szybko zainteresowała się FIFA, która zabroniła zgłosić go do rozgrywek przed 18 urodzinami. Pech chciał, że wypadały już po ostatecznym terminie zatwierdzania kadr ligowych i Pato zmuszony był czekać na swój debiut przez pół sezonu. Wreszcie jednak przyszedł od dawna wyczekiwany dzień zaistnienia w europejskiej piłce. 13 stycznia 2008 roku Pato wybiegł w podstawowym składzie Rossonerich w meczu z SSC Napoli. W tym spotkaniu ostatecznie „kupił” sobie przydomek piłkarza trafiającego do bramki w debiutach. Na kwadrans przed końcem podstawowego czasu gry wykończył akcję Giuseppe Favallego i rozkochał w sobie mediolańskich tifosich zgromadzonych na San Siro. Niespełna dwa miesiące później otrzymał pierwsze powołanie do reprezentacji Brazylii. Na placu gry pojawił się w 58 minucie meczu ze Szwecją zastępując Luisa Fabiano. 15 minut później… zdobył zwycięską bramkę.


Jego kariera nabrała zawrotnego tempa. Kolejny sezon w Mediolanie dał mu okazję do pokazania się w europejskich pucharach, w których uprzednio zdołał zaliczyć jedynie 103 minuty w dwumeczu z Arsenalem. Milan awansował do Pucharu Uefa (Pato zdobył bramkę w debiucie – w spotkaniu rundy eliminacyjnej przeciwko FC Zurich), jednak napastnik z Brazylii częściej pojawiał się na boisku przy okazji meczów ligi włoskiej. Z czasem wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce, za co odwdzięczył się strzelając sześć bramek w czterech kolejnych spotkaniach. Jego seria wydłuża się o kolejne dwa mecze, gdy weźmiemy pod uwagę również asysty przy trafieniach kolegów z zespołu. Do końca rozgrywek strzelał bramki jak na zawołanie – łącznie na swoim koncie zgromadził 15 trafień. We wrześniu dostał kolejną szansę w Lidze Mistrzów i tym razem wykorzystał ją w stu procentach. W meczu trzeciej kolejki fazy grupowej zdobył dwie bramki, które zapewniły Rossonerim triumf nad Realem Madryt. W Mediolanie ani przez chwilę nie żałowano odrzucenia milionowych ofert transferu, które napływały do siedziby klubu przez całe lato. Pato miał poprowadzić Rossonerich na sam szczyt futbolowej hierarchii i zostać liderem drużyny na lata. Jako pierwszy Brazylijczyk w historii, wychowanek Internacionalu został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem Serie A. Mimo opuszczenia kilku spotkań wciąż był czołowym zawodnikiem Milanu. Wtedy jednak doszło do zmiany na stanowisku trenera Rossonerich…

Era Allegriego – kontuzje i ich przyczyny

Rozgrywki 2010/2011 Alex rozpoczął od kontuzji. Wtedy też po raz piewszy dały o sobie znać problemy mięśniowe młodego zawodnika. To co przerodziło się w koszmar, z początku wydawało się jedynie drobnym urazem, który bardzo szybko wyleczyć mieli specjaliści z Milan Lab. Pato miał sporo przerw, jednak nie schodził poniżej pewnego poziomu. Kulminacja nastąpiła rok później, niedługo po kapitalnym show Brazylijczyka, który w pojedynkę ośmieszył defensywę FC Barcelony i stał się autorem jednej z najszybciej strzelonych bramek w historii Ligi Mistrzów. Jak na ironię w tym meczu sprawdziły się słowa trenera Dumy Katalonii, Josepa Guardioli, który w przeszłości komplementował napastnika mówiąc, że nawet Usain Bolt nie byłby w stanie dogonić go na boisku. To co zdawało się być ogromnym atutem Pato okazało się jednak jego największą zmorą. Supersprinty Alexandre były możliwe dzięki genetycznej zmianie w jego organiźmie, która zwykle towarzyszy sportowcom biegającym na krótkich dystansach. Według opinii trenera atletyki, Matteo Bisoffiego, ogromną rolę w urazach Pato odegrał nienaturalny i nagły wzrost piłkarza a co za tym idzie skok jego wagi. Mięśnie znajdujące się w okolicy kolan są w takich przypadkach wyjątkowo podatne na uszkodzenia. Podczas gdy lekarze z wielu krajów próbowali pomóc w rozwiązaniu problemu, konflikt pomiędzy piłkarzem a trenerem narastał. Kilka lat później Alexandre przyznał w wywiadzie, że Allegri wraz ze sztabem lekarskim kazał uczestniczyć w zajęciach, a nawet rozgrywać spotkania piłkarzom, którzy nie byli w pełni zdrowi. Tym samym zdawały się potwierdzać spekulacje dr. Augusto Morandiego, który uważał, że piłkarz był nieodpowiednio prowadzony. Zdaniem włoskiego lekarza ćwiczenia, które wykonywał Alex nie powinny być stosowane w jego rehabilitacji, bowiem nie pomagały zwiększyć elastyczności mięśni, a wręcz przeciwnie – czyniły je bardzo „kruchymi”.

CORRECTION Britain Soccer Brazil Ukraine
Pato w barwach reprezentacji

Program treningowy nie został jednak zmieniony. Łącznie kontuzje Pato na przełomie trzech sezonów wykluczyły go z udziału w 70 spotkaniach Milanu. Czas trwania wszystkich trzynastu urazów to aż 344 dni. Pato stracił niemalże całą rundę wiosenną sezonu 2011/2012, a w ciągu pół roku przed transferem do Corinhtians rozegrał zaledwie cztery spotkania. Swoją ostatnią bramkę w barwach Milanu zdobył 21 listopada 2012 roku w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Anderlechtowi Bruksela. Zmarnowany rok był ogromnym ciosem nie tylko dla Pato, ale również dla Silvio Berlusconiego. Szef Milanu nie mógł przeboleć, że jeden z jego ulubionych zawodników, kreowany na lidera drużyny częściej niż w Milanello meldował się w gabinecie lekarskim. Co było kolejną przyczyną problemów mięśniowych Alexandre? Zdaniem Bisoffiego równie ważnym aspektem była kondycja psychiczna piłkarza, oraz jego styl życia. Stwierdził on, że sportowcy żyjący „w zgodzie” ze swoją pracą są znacznie bardziej odporni. Nerwowi, nieostrożni i przede wszystkim nie pracujący nad sobą poza treningami ludzie mają dużo większy problem z kontuzjami, zwłaszcza takimi jak urazy mięśni i ścięgien, które odczuwają stres wyjątkowo dosadnie. Wypowiedź ta mogła dyskretnie sugerować winę Alexandre, który nigdy nie krył się ze swoimi nawykami takimi jak towarzystwo pięknych kobiet czy huczne imprezy. Sam piłkarz wciąż bronił się zrzucając winę na sztab szkoleniowy i pokornie opowiadając o wielkiej cenie, którą płaci za ich błędy, jednak czy aby na pewno mógł się wybielać?

W kuluarach krążyły jego zdjęcia w towarzystwie córki szefa klubu z Mediolanu, która wprowadziła młodego zawodnika do elity włoskiej stolicy mody i pokazywała się z nim na wszelkiego rodzaju imprezach, w wykwintnych restauracjach, operach i teatrach. Wcześniej piłkarz wziął rozwód ze swoją żoną, która podczas rozprawy ujawniła pikantne smaczki z życia gwiazdy, takie jak całonocne balangi i liczne romanse. Taka otoczka z pewnością nie sprzyja leczeniu poważnej kontuzji, ani również profesjonalnemu uprawianiu sportu. W pewnym momencie Kaczce groziło nawet więzienie, za nieuregulowanie alimentów. Gdy spojrzy się na tę sprawę z perspektywy czasu, nie można nie przyznać racji Bisoffiemu. Stres, alkohol i brak szacunku do zasad nie pomogą zawodnikowi, który marzy o grze na wysokim poziomie. Czy w przypadku Pato możemy więc jednoznacznie stwierdzić i uznać za przyczynę zmarnowych lat „sodówkę”? Tego jedoznacznie ocenić się nie da. Może zrobić to jedynie sam piłkarz, który do winy z pewnością się nie przyzna, na pewno jednak nie możemy tej opcji wykluczyć.

Powrót do korzeni – reanimacja kariery

Powrót do Brazylii był wyborem ostatecznym, którego Pato z pewnością nie chciał się podejmować. Jego kariera była jednak zrujnowana, więc jedynym wyjściem było cofnięcie się o kilka kroków wstecz, żeby odbudować swoją reputację i przede wszystkim wrócić do kadry przed mundialem w 2014 roku. 15 milionów euro, które Timao zapłacili za transfer napastnika od razu zbudowało presję i ogromne oczekiwania wobec niego wśród kibiców, ale również włodarzy klubu. Początek znów miał idealny – bramka w debiucie w nowym klubie nikogo nie zaskoczyła. Szybko jednak okazało się, że forma Pato daleka jest od ideału. Mimo, że w lidze brazylijskiej radził sobie o niebo lepiej, a kontuzje omijało go szerokim łukiem, wciąż pozostawiał niedosyt i marnował wiele okazji, które kilka lat wcześniej zamieniłby na bramki. Dopóki trenerem Corinthians pozostawał Tite, pozycja Pato w drużynie była bardzo mocna. Szkoleniowiec Timao pomimo napiętych stosunków z kibicami wciąż bronił zawodnika, lecz w końcu miarka się przebrała. Frustracja fanów rosła, aż w końcu bańka pękła. Po popisowo zmarnowanym rzucie karnym w spotkaniu Pucharu Brazylii, w którym rywalami Corinthians byli zawodnicy Gremio Porto Alegre na Alexandre spadła już nie tylko fala krytyki, ale i gróźb. Piłkarz wszędzie pojawiał się w asyście ochroniarzy, którzy chronili bo przed żądnymi jego kibolami, którzy twierdzili, że wyrzucono pieniądze w błoto ściągając rozkapryszoną gwiazdę, która pobiera wysokie pensje, a na boisku regukarnie zawodzi, co przekłada się na słabe wyniki zespołu. W klubie zmienił się więc również trener. Na ławce tym razem usiadł Mano Menezes, wcześniej między innymi selekcjoner reprezentacji Brazylii. Mano szybko przebudował zespół, a jedną ze zmian miało być odsunięcie typowego środkowego napastnika. Menezes podzielał zdanie kibiców, nie szczędził Pato krytyki, a później zdecydował się włączyć go w transakcję zakupu Jadsona – uniwersalnego pomocnika z Sao Paulo. W karierze „Kaczki” rozpoczął się więc kolejny rozdział…

W barwach Corinthians

Po perypetiach z kibicami i kolejnym niespokojnym przystanku, Sao Paulo wydawało się być dla Pato miejscem idealnym. Nikt nie wymagał od niego bycia liderem – pół jego pensji pokrywa Corinthians, a sam zawodnik przebywa wyłącznie na dwuletnim wypożyczeniu. Czy można mieć lepsze warunki do pracy bez presji? Alexandre wciąż jednak nie wykorzystywał w pełni drzemiącego w nim potencjału. W 29 meczach ligowych zdobył 9 bramek i zaliczył 5 asyst i co prawda był najlepszy spośród wszystkim piłkarzy Tricolores, ale wszyscy wiedzieli, że stać go na więcej. Wiedział o tym również Luis Felipe Scolari, który na mundial zabrał kilka lat starszego Freda – późniejszego króla strzelców ligi brazylijskiej. Pato stracił końcówkę sezonu, grał niewiele ale Sao Paulo zdobyło wicemistrzostwo Brazylii. Klub po raz pierwszy od pięciu lat zakończył sezon na podium i w sercach kibiców odżyła nadzieja o odbudowie potęgi Tricolores. Rok 2015 dla zespołu i zawodnika miał być rokiem przełomowym…

I jest. Rozgrywki brazylijskiej Serie A jeszcze nie wystartowały, ale na początku roku zawsze rozgrywane są „Campeonato Paulista”, czyli mistrzostwa stanu Sao Paulo, które uznawane są za najsilniejszą ligę stanową w kraju. Po siedmiu kolejkach tych rozgrywek Tricolores są niepokonani, a Alexandre Pato błyszczy formą. „Kaczka” początkowo, tak jak w ostatnich kolejkach Serie A, grywał jedynie ogony. W dwóch meczach Super Series pojawił się na boisku na łącznie 41 minut. Późnie było 9 minut w meczu inaugurującym Campeonato i… niespodziewany przełom. Rozgrywanie spotkań co trzy dni zmusza do rotacji składem i tak już w drugiej kolejce gier Pato wyszedł w podstawowym składzie na Capiraniano. W ciągu 75 minut pokazał wszystko to co w Brazylijczyku niegdyś kochano. Hattrick i asysta, Sao Paulo wygrało 4-2. Media zachwyciły się rewelacyjnym powrotem i wróżyły szybki powrót do najwyższej formy Alexa, który znalazł się na ustach całego kraju. Ci, którzy wątpili w reinkarnację napastnika Tricolores, gdy w dwóch następnych meczach nie trafił do siatki na dobre ucichli 14 lutego po kolejnym trafieniu w meczu z Bragantino. Tydzień później: dwie bramki z Audax, a na zakończonie miesiąca debiutując w barwach Sao Paulo w Copa Libertadores Pato dwukrotnie pokonał golkipera Danubio. Chociaż nie wpisał się na listę strzelców w marcowym spotkaniu z Rio Claro, kibice Selecao nie wątpili, że Dunga ponownie odstawi ex-milanistę przy kolejnych powołaniach. Luty był przecież jego popisem: 8 bramek (na 22 zdobyte przez Tricolores) w 8 występach, umieszczał piłkę w siatce co 67 minut, a jednak w oczach selekcjonera wciąż niewiele to znaczy. Trener oprócz Neymara postawił na Diego Tardelliego, który po transferze do Chin zdążył rozegrać tylko trzy spotkania – bez zdobytego gola, Robinho, który w mistrzostwach stanu strzelił cztery bramki i Douglasa Costę, który w Szachtarze nie strzela i… prawie wcale nie gra. Wydaje się, że Dunga zamknął już listę kandydatów do gry w reprezentacji, która w tym roku nie tylko rozpoczyna walkę o wyjazd na kolejny mundial, ale również uczestniczy w Copa America. Co to oznacza dla Pato? Czy nawet w przypadku utrzymania solidnej formy nie będzie on miał okazji na grę w drużynie narodowej? Tego nie wiadomo. Jedno jest jednak pewne. Alexandre Pato nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wyraźnie zaznaczył, że wciąż może wrócić do wielkiego futbolu. 25-latek niczym feniks z popiołów odradza się, by ponownie podbić Europę. Czy mu się to uda? Sukces jest w jego nogach, a raczej w głowie. Jeśli nie odleci zbyt wysoko w przestworza to z pewnością przefrunie ocean i stanie na lądzie. Jeśli zechce lecieć zbyt wysoko, to niczym mityczny Ikar utonie gdzieś w odmętach wód.

 

POBIERZ PIĄTY NUMER RETRO FUTBOL MAGAZYN! 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl