David Odonkor – polski koszmar

Mistrzostwa Świata w Niemczech, 14 czerwca 2006 roku. Gospodarze podejmują w meczu drugiej kolejki grupy A reprezentację Polski. Podopieczni Pawła Janasa dzielnie bronią bezbramkowego remisu, który przedłuża ich matematyczne szanse na awans. Kiedy w 90. minucie poprzeczkę bramki strzeżonej przez Artura Boruca dwukrotnie obili kolejno Klose i Ballack, wydawało się, że Niemcom nie uda się zgarnąć trzech punktów i przypieczętować awansu do kolejnej rundy. Tymczasem kilkadziesiąt sekund później Bernd Schneider zagrał dłuższą piłkę na wolne pole w boczny sektor do rozpędzającego się skrzydłowego, którego nie zdołał dogonić Dariusz Dudka. Ten natychmiast z powietrza dograł w pole karne, a tam Oliver Neuville urwał się obrońcom i wślizgiem wepchnął futbolówkę do siatki. Signal Iduna Park eksplodował z radości. Podwójnej… bo asystentem w tej akcji był 22-letni David Odonkor, wychowanek tutejszej Borussii Dortmund.

Cykl Mateusza Opioły pod tytułem: „Zmarnowane talenty” ma już pół roku, bo jest to dokładnie szósty materiał z tej serii. Wszystko zaczęło się od niespełnionego Amerykanina – Adu, później na naszych łamach ukazały się też historie Gaia Assulina, który miał być następcą Messiego a także upadek kariery Roystona Drenthe zmierzającego w stronę bycia raperem. Jako czwarty pojawił się niesforny dzieciak angielskiego futbolu, czyli Jermaine Pennant i nieco mniej znany, zapomniany już dziś Francis Jeffers. Tym razem przeczytacie o Davidzie Odonkorze, czyli skrzydłowym, który do dziś śni się Dariuszowi Dudce.

Element zaskoczenia

Kibice pamiętają go przeważnie z dokładnie tej (nie innej) asysty, dokładnie na tym turnieju. Mecz z Polską był dopiero jego trzecim występem w pierwszej reprezentacji. 27 minut towarzyskiego starcia z Japonią przekonało Klinsmanna do czarnoskórego skrzydłowego. Z Kostaryką wszedł na końcówkę. Z Polską także… na nasze nieszczęście. W niemieckich mediach można trafić na nagłówki kreujące Odonkora wręcz na „bohatera” tamtego mundialu, zakończonego na trzecim miejscu po zwycięstwie z Portugalią. Co prawda gloryfikacja skrzydłowego i wynoszenie go na piedestał, to rzeczy nieco przesadne, ale z całą pewnością możemy uznać, że sprostał oczekiwaniom, a nawet wręcz je przerósł. Na dobrą sprawę nikt w Niemczech nie spodziewał się powołania gracza Borussii na ten turniej, włącznie z nim samym. Pierwotnie miał znaleźć się w kadrze do lat 21, szykującej się do europejskiego czempionatu w Portugalii. Jurgen Klinsmann uznał jednak, że właśnie takiego typu zawodnika jego reprezentacja bardzo potrzebuje. Tak ówczesny selekcjoner tłumaczy i wspomina swoją decyzję:

Kiedy do niego zadzwoniłem oznajmiając powołanie, był, delikatnie mówiąc, bardzo zaskoczony. Chciałem go w kadrze, ponieważ mógł nam dać coś, czego mocno potrzebowaliśmy – szybkość i element zaskoczenia. Obserwowaliśmy go od dłuższego czasu i wiedzieliśmy, że posiada bardzo duży talent.

Talent udowadniał od najmłodszych lat w barwach BVB. Zadebiutował w marcu 2002 roku, mając 18 lat. Na murawie zameldował się w 72. minucie, zmieniając Brazylijczyka Ewerthona. Po zaledwie dziesięciu minutach wywalczył rzut karny, którego na gola zamienił Marcio Amoroso. Była to bramka na wagę remisu. Jak się później okazało, ten wydarty punkt zapewnił dortmundczykom tytuł, gdyż właśnie o jedno oczko wyprzedzili oni Bayer Leverkusen, z którym w przypadku takiej samej liczby punktów mieli gorszy zarówno bilans bramkowy, jak i bezpośrednich pojedynków. Od sezonu 2003/04 Odonkor zaliczał się już do grona graczy pierwszego zespołu. Wystąpił wówczas w 25 spośród 34 ligowych spotkań, jednak w większości z nich wchodził z ławki. Kolejny sezon stracił ze względu na liczne kontuzje. Niestety problemy zdrowotne w bardzo dużym stopniu wpłynęły na karierę skrzydłowego, w zasadzie zatrzymując ją w miejscu, a przynajmniej mocno ją spowalniając. Dla piłkarza bazującego na ogromnej dynamice, „eksplozywności”, kłopoty z kolanem czy kostką wydatnie ograniczały największy atut.

Apogeum formy

Szczytowy moment w karierze Odonkora przypadł na sezon 2005/06. Jest to o tyle smutne, że miał wówczas zaledwie 22 lata i wciąż wiele spotkań przed sobą. Tak się przynajmniej wtedy wydawało. Do dyspozycji z tego okresu już nigdy nie zdołał się zbliżyć. Wystąpił wtedy w 33 spotkaniach ligowych, opuszczając tylko jedno, na inaugurację rozgrywek. Co prawda nie brylował w liczbie zdobytych bramek czy zanotowanych asyst, ale mógł się pochwalić wysokim współczynnikiem wykreowanych klarownych sytuacji bramkowych po akcjach prawym skrzydłem – wynosił on 21% i klasyfikował go w ścisłej czołówce Bundesligi. Dobrą postawę Davida dostrzegł i docenił Klinsmann.

David Odonkor zagrał 16 meczów w pierwszej reprezentacji Niemiec, a wcześniej regularnie powoływano go kadr juniorskich.

Na mundialu Odonkor wchodził z ławki, by rozruszać niemiecki atak, wygrywać pojedynki na flance i dośrodkowywać w kierunku Miroslava Klosego, Lukasa Podolskiego, Olivera Neuville’a czy atakującego z głębi Ballacka bądź Borowskiego. W ten sposób asystował przy golu napastnika Bayeru, a jego dobra postawa na mistrzostwach oraz w ostatnich miesiącach przykuła uwagę wielu europejskich klubów. Dynamicznego, skutecznego w grze 1 vs 1 prawoskrzydłowego pilnie potrzebował Betis. W sierpniu klub z Sevilli sprzedał do Valencii za 25 mln euro swojego wychowanka i reprezentanta kraju, Joaquina. Wstępnie, w ramach rozliczenia, Beticos mieli otrzymać Urugwajczyka, Mario Regueiro, ale ostatecznie został on w klubie z Levantu. To przyspieszyło negocjacje z BVB i dosłownie kilka dni po odejściu Hiszpana, dokładnie 28 sierpnia, potwierdzono transfer świeżo upieczonego reprezentanta Niemiec.

Hiszpański niewypał

Od początku szło mu jak po grudzie. Po zaledwie sześciu spotkaniach trafił pod nóż. Nie pierwszy i nie ostatni raz dało o sobie znać kolano. Kłopoty z chrząstką w stawie zmusiły go do długiej przerwy od futbolu i żmudnej rehabilitacji. Do gry wrócił dopiero pod koniec kwietnia, czyli pięć miesięcy później. Pełne 90 minut zaliczył jedynie w przedostatniej kolejce przeciwko Osasunie. Mecz ten z pewnością chciałby wymazać z pamięci, gdyż wówczas Betis doznał najwyższej porażki w sezonie, przegrywając na własnym stadionie aż 0:5, a do ostatniej kolejki drżał o ligowy byt. Ten udało się zapewnić dzięki zwycięstwu z Racingiem Santander. Nieco więcej powodów do optymizmu Odonkor miał w kolejnej kampanii. Choć kontuzje w dalszym ciągu go prześladowały (w zimie stracił ponad dwa miesiące), to rozegrał o siedem spotkań oraz o 300 minut więcej niż rok temu. Do tego pomimo licznych urazów nie wypadł on z orbity zainteresowań kolejnego selekcjonera kadry narodowej, Joahima Loewa.

David Odonkor próbuje pokonać Ikera Casillasa

Powszechne zaskoczenie, porównywalne do tego, które towarzyszyło powołaniu skrzydłowego na mundial, wzbudziła decyzja o włączeniu Odonkora do reprezentacji na mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Tam jednak nie pełnił tak konkretnej roli jak dwa lata wcześniej. Zagrał jedynie przez drugie 45 minut spotkania z Chorwacją. Po turnieju zaś poddał się kolejnej operacji kolana, co zmusiło sterników Betisu do przedsięwzięcia konkretnych działań. Włodarze klubu wyrazili zgodę, by Odonkor przeszedł operację w Niemczech, natomiast samą rehabilitację już w Hiszpanii. Przygotowano nawet specjalny dokument, podpisany przez skrzydłowego, wedle którego musiał stawić się w Sevilli do 23 lipca – w innym przypadku klub mógł rozwiązać z nim kontrakt. Tym samym stracił przeszło pół sezonu 2008/09, a po powrocie był notorycznie pomijany przy ustalaniu wyjściowej jedenastki przez Josepa Marię Noguesa, który awaryjnie przejął zespół w drugiej części sezonu. Odonkor bardzo krytycznie wypowiadał się o szkoleniowcu w maju, jednocześnie licząc na powrót do Bundesligi.

Od dłuższego czasu jestem absolutnie zdrowy i nic mi nie dolega. Mimo to trener wciąż mnie ignoruje. Rozmawia z każdym zawodnikiem, z wyjątkiem mnie. Nie mam pojęcia, co zrobiłem nie tak, ale jestem daleki od zadowolenia z obecnej sytuacji. (…) Wiem, że interesują się mną trzy bądź cztery kluby z Bundesligi, a wśród nich Hannover. Byłbym szczęśliwy, gdybym mógł dołączyć do tej ekipy.

Zdania nie zmienił w lecie, szczególnie, że Betis opuścił szeregi najwyższej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii, jednak ze względu na zmianę szkoleniowca i spadek zainteresowania, obie strony postanowiły dać sobie jeszcze jedną szansę. Antonio Tapia zaufał Odonkorowi i na początku sezonu 2009/10 często korzystał z jego usług. Niestety, znów dały o sobie znać kłopoty zdrowotne wychowanka Borussii. Kolejna „naprawa” kolana wyłączyła go z gry na kluczowe trzy miesiące sezonu. Powrócił do rotacji na kilka ostatnich spotkań, ale jakiekolwiek zmiany w zespole Victora Fernandeza (nowego szkoleniowca), walczącego o powrót do Primera Division, nie wchodziły w rachubę. Ostatni rok kontraktu skrzydłowego w Sevilli wyglądał dokładnie tak, jak cała jego kariera w Hiszpanii. Nasz bohater nie wystąpił w choćby jednym ligowym spotkaniu, skupiając się na próbie doprowadzenia swojego kolana do porządku.

Odonkor w koszulce Hoverli, swojego ostatniego klubu w karierze piłkarskiej.

Błyskawiczny koniec i nowy początek

Jak można się domyślać, z takim resume chętnych na Davida brakowało. Przebywał on co prawda na testach w Glasgow Rangers, jednak Szkoci przez pryzmat jego historii urazów nie podjęli ryzyka. Już po zamknięciu okienka transferowego, we wrześniu 2011 roku, zgłosiła się po niego Alemmania Aachen, gdzie wreszcie udało mu się rozegrać pełny sezon. Stamtąd, po spadku zespołu do trzeciej ligi, Odonkor przeprowadził się na wschód, do ukraińskiego klubu Hoverla Użhorod, blisko granicy ze Słowacją. Jak wspominał w wywiadzie dla Bilda na początku 2013 roku, chciał się jak najszybciej stamtąd wyrwać, gdyż jego rodzina nie czuła się zbyt dobrze na Ukrainie. Po tej przygodzie, w trosce o swoje zdrowie, postanowił zawiesić buty na kołku w wieku zaledwie 29 lat. Jak sam przyznaje, zdrowie jest najważniejsze.

Nie chciałem w przyszłości odbierać córki ze szkoły o lasce czy kulejąc. Musiałem pomyśleć o sobie i rodzinie.

Pomimo niezwykle krótkiej i zastopowanej przez kontuzje kariery, Odonkor jest szczęśliwy z tego, co osiągnął i nie ma problemu z tym, że przez większość kibiców kojarzony będzie głównie z mundialu w 2006 roku i meczu z Polską. Nawet z nieudanego pięcioletniego pobytu w Betisie ma mnóstwo pozytywnych wspomnień:

To oczywiste, że rok 2006 był szczytowym momentem mojej kariery. Ale zagrałem też sporo dobrych meczów w Borussii czy Betisie, nie powinno się o tym zapominać. Ze względu na kontuzję przeszedłem naprawdę długą drogę. Jednak staram się na wszystko patrzeć pozytywnie i jestem szczęśliwy z każdej minuty spędzonej w trakcie mojej kariery na boisku. (…) Betis? Ze sportowego punktu widzenia można stwierdzić, że popełniłem błąd. Ale z drugiej strony poznałem tam wielu fantastycznych ludzi. To był niezwykle istotny krok dla mojego życia, rodziny, jak i dla mnie jako człowieka. Drugi raz postąpiłbym tak samo. Miasto jest przepiękne, a moi najlepsi przyjaciele, z którymi kontaktuję się niemalże codziennie, mieszkają właśnie tam. Jeśli miałbym tylko taką możliwość, chętnie zamieszkałbym i wiódł życie w Sevilli.

Obecnie Odonkor wciąż ma styczność z piłką. Pracował już do tej pory w kilku miejscach jako trener czy dyrektor sportowy w klubach z niższych lig w Niemczech. W ten sposób pozostał wierny swojej pasji, a boiskowe doświadczenia stara się teraz przekazywać młodszym graczom. Na dzisiaj pełni rolę szkoleniowca w SpVgg Bad Pyrmont z ligi regionalnej okręgu Hannover.

David i Suzan Odonkorowie w trakcie jednego z odcinków show pt. „Dance Dance Dance”.

Prywatnie wychowankowi BVB wiedzie się lepiej niż na boisku. Od jedenastu lat jest żonaty (co w świecie piłki stanowi spore „osiągnięcie”), a ze swoją małżonką Suzan zajął trzecie miejsce w telewizyjnym show pt. „Dance Dance Dance”. Jeszcze większy sukces osiągnął, wygrywając program „Celebrity Big Brother”. Oprócz tego występował przed kamerą w innych niemieckich programach rozrywkowych, takich jak „Ninja Warrior Germany”, „Duel Der Stars” czy „Das grosse Backen”. Były piłkarz otwarcie przyznaje, że lubi występy w telewizji tak samo, jak pracę w roli szkoleniowca i w obu przypadkach stara się być naturalny, czyli taki, jaki jest na co dzień.

MATEUSZ OPIOŁA

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl