Tajemnica okularów Edgara Davidsa

Zaangażowanie, szybkość, spryt, pracowitość, determinacja, wytrzymałość. Mały, zadziorny wojownik ze świetnym dryblingiem. Gość biegający w obie strony z dyndającymi dredami. Jego magiczny wizerunek dobudowywały noszone w trakcie meczów okulary. Te elementy wywoływały w każdym nastolatku zachwyt. Młody chłopak chciał być właśnie kimś takim, jak Edgar Davids, czyli popularny holenderski Pitbull.


Na wizerunek piłkarza składa się nie tylko samo kopanie futbolówki. Edgar Davids miał idealny pijarowy image. Aparycja taka, że zaproszenia do reklam same wpływały do skrzynki. W żadnym wypadku nie wątpię w umiejętności piłkarskie Holendra, jednak w tym przypadku choroba oczu, której się nabawił , przyniosła korzyść dla jego wizerunku. Jego zawadiacka boiskowa gra, luzacko-cwaniacki styl bycia, połączony do tego z wyglądem zewnętrznym – zbudował mu nazwisko. Okulary, które nosił dźwignęły go na biegun oryginalności i niepowtarzalności. Uzyskał w ten sposób coś specyficznego, odrębnego. Styl jedyny w swoim rodzaju, zdobyty tylko dzięki zwykłemu przedmiotowi na nosie.

To był dość duży cios. Martwiłem się i sądziłem, że to może być koniec mojej gry w piłkę. Okazało się jednak, że jest opcja: nosić okulary. To było początkowo dziwne. Okulary często parowały, musiałem się nauczyć w nich grać, ale nie sądzę, żeby miało to wpływ na moją grę.

Edgar Davids 1.0 – początek

Edgar Davids miał wybór. 1999 rok był w jego karierze przełomowym. W prawym oku nastąpiły pewne komplikacje, spowodowane wcześniejszymi operacjami, wynikającymi ze zdiagnozowania jaskry. Holender musiał zaryzykować. Z pewnością dziś nie żałuje swojej decyzji. Dzięki temu pograł jeszcze w piłkę przez piętnaście kolejnych lat. Największy jego sukces to niewątpliwie wygrana Ligi Mistrzów z Ajaxem w 1995 roku. Jednak dzięki temu, że tuż przed przełomem wieków zdecydował się grać w okularach, to później zdobył jeszcze dwa mistrzostwa Włoch z Juventusem, wziął udział w przegranym finale Ligi Mistrzów przeciwko Milanowi , zaliczył także przygodę w wielkiej Barcelonie Rijkaarda i zagrał w najbardziej prestiżowej lidze świata – przywdziewając barwy londyńskiego Tottenhamu.

Egdar Davids Juventus
W barwach Juventusu

W towarzyskim meczu przeciwko Belgii, 4 września 1999 roku – Edgar Davids po raz pierwszy pokazał się światu w specjalnych goglach. Będąc młodym chłopakiem, byłem przekonany, że zawodnik zakłada je po prostu, dla szpanu. Taka już logika kilkuletniego dziecka. Wielu z was z pewnością myślało podobnie. Był „fajnym” zawodnikiem, bo nosił kolorowe okulary i basta. Miał „superowy” wizerunek. Małolat się zastanawiał – jakim cudem one mu nie spadają? Pomocnik zakładał je, ponieważ mecze w słońcu mogłyby spowodować u niego uszkodzenie nerwu wzrokowego, a nawet trwałą ślepotę.


Jaap Stam żartował z Pitbulla: „Chodź Edgar, gramy przecież w piłkę nożną, to nie jest czas na narty”. Niższy o 21 centymetrów defensywny pomocnik, tylko spojrzał z pogardą na dryblasa i posłał w jego kierunku kilka niecenzuralnych słów. Przegrał w finale Ligi Mistrzów dwa razy z Seedorfem. Zapytany o to, czy ten śmiał się kiedykolwiek z tego i wyszydzał, odpowiedział, że Seedorf po prostu wie kim jest Davids, a obaj panowie się szanują.

W okularach ochronnych zwykliśmy widywać koszykarzy: Tony’ego Parkera, Lakersów: Kareema Abdul-Jabbara, Jamesa Worthy’ego, Kurta Rambisa, ale też: Bo Outlawa, Hakeema Olajuwona, Horace’a Granta, Thurla Baileya, Amer’e Stoudemire’a, Kirka Hinricha. Widzimy więc – gogle w połączeniu z koszykówką kierują nasze skojarzenia na kilku świetnych zawodników, których image został zbudowany przez ten przedmiot. W piłce ręcznej mamy przede wszystkim Karola Bieleckiego oraz nieco mniej znanego Rui Silvę. Futbol to z kolei królestwo jednego pana – Edgara Davidsa. Rządy totalitarne.

Pomocnik tak mówił o podwójnym znaczeniu okularów:

Po pierwsze to coś, co zapewnia mi bezpieczeństwo. Po drugie coś, co sprawia, że jestem w pewnym stopniu kimś wyjątkowym

Trauma w kadrze

Davids nie był zwykłym, grzecznym piłkarzem. Żaden zawodnik bez boiskowych jaj nie skrytykowałby tak dosadnie selekcjonera reprezentacji, w trakcie trwania wielkiego turnieju (konkretnie EURO 1996): „Hiddink powinien przestać wsadzać głowę w dupy niektórych piłkarzy”. Odpowiedź trenera przyszła bardzo szybko: pakuj się chłopie. Ze Szkocją zagrał całe spotkanie, ale ze Szwajcarią wszedł z ławki. Edgar powiedział, to co myślał i sromotną klęskę 1-4 z Anglią oglądał już w telewizji. Podobnie jak odpadnięcie Holandii w rzutach karnych, w ćwierćfinale z Francją. Jeden moment zakończył ten konflikt. Pitbull pojechał na turniej mistrzostw świata w 1998 roku. Kiedy pomocnik strzelił zwycięską bramkę, w 1/8 z Jugosławią, szczerze wyściskał się z Hiddinkiem. Selekcjoner zapewne wspomina ten serdeczny gest do dziś, gdyż czuć było w nim szczerość i ulgę. We Francji Oranje zajęli czwarte miejsce, ulegając w batalii o medal z fenomenalną Chorwacją.

Edgar Davids Guus Hiddink
Chwila, która zażegnała konflikt

Najgorsze miejsce dla sportowca było traumą tamtej reprezentacji. Dwa lata później, na mistrzostwach Europy we własnym kraju (współorganizatorem była Belgia), Holandia również odpadła w półfinale, przegrywając w traumatyczny sposób z Włochami, kiedy tamci przez niemal cały mecz (od 34. minuty) grali w dziesiątkę i nie strzelili aż pięciu rzutów karnych (2 w regulaminowym czasie i 3 w serii jedenastek). Po turnieju, w ramach małej osłody, Holender został wybrany do najlepszej drużyny EURO 2000. Tajemnicą jest, dlaczego takie zbiorowisko gwiazd nie zdołało zakwalifikować się na mundial do Korei i Japonii.

Uzależniony od futbolu

Kiedyś, podczas relaksu w domu Zidane’a w Turynie, Davids wykopał piłkę na ogródek: – Może zagramy meczyk? – zasugerował Holender. – Jesteś popieprzony, tylko byś grał i grał – padła riposta Francuza. Na pytanie, czy boi się w ogóle w życiu czegokolwiek odpowiedział, że sytuacji, w której stoi na wysokim budynku bez spadochronu. Miał piłkę w każdym pomieszczeniu swojego domu i podbijał ją między innymi, myjąc zęby. Thierry Henry mówił, że widział jak Pitbull chodził po domu i żonglował, w międzyczasie robiąc sobie na przykład herbatę. Davids – zawodnik, który sprawiał, że Litmanen czy Zidane mogli bez obaw zapędzać się pod pole karne przeciwnika. On już zajął się sprawami „na tyłach”. Dusza artysty ujawniała się w momentach sporów z własnym ja. Edgar w niespodziewanych momentach zapisywał na karteczkach swoja przemyślenia. To też człowiek, który w tunelu szydził ze stojącego naprzeciwko Davida Beckhama.

Edgar Davids i Zinedine Zidane
Edgar Davids i Zinedine Zidane

Będąc dzieckiem, jeszcze w Surinamie – koledzy obwieścili go pseudonimem: pirania. Marcelo Lippi nazwał go swoją jednoosobową maszynownią. Sam Davids natomiast najbardziej lubił przydomek Pitbull, który nadał mu w Ajaksie Luis Van Gaal. Ten sam holenderski trener przemianował go z lewoskrzydłowego lub ofensywnego pomocnika na prawdziwą ikonę pozycji numer „6”, klasycznego, choć nietuzinkowego ŚPD. Krąży legenda, jakoby Davids miał podejść w jednym z barów do siedzącego tam Richarda Krajicka – zwycięzcy Wimbledonu z 1996 roku, mówiąc:

Jestem Edgar Davids, wkrótce o mnie usłyszysz.

Prawdziwy Pitbull

Zasłynął także bójką z Cosminem Contrą w piątej minucie… towarzyskiego turnieju przedsezonowego TIM Trophy, w 2002 roku. Na atak Rumuna zareagował złapaniem go za kark. Sędzia wykluczył obu panów. W szatni doszło do prawdziwej wojny. Według różnych relacji: to Contra rozbił Holendrowi łuk brwiowy i nieźle go pookładał, bądź to Holender uwolnił grad ciosów i kopnięć na ciało Rumuna. Do dziś nie wiadomo. Skłaniam się jednak ku tej drugiej wersji, gdyż po latach, kiedy Davids dołączył do Tottenhamu – Contra przemówił:

Jego nowy klub powinien wiedzieć, że to gwałtowny człowiek, który może żywić urazę. Wywyższa się, jest arogancki, mając innych za nic. Wierzy, że jest kimś ważniejszym i bardziej specjalnym, niż jest w rzeczywistości. To psychopata.

Śmiem więc przypuszczać po tej wypowiedzi Contry, że w tamtej niewyjaśnionej bójce w szatni, to właśnie on był tym pokrzywdzonym.

Wyszło szydło z worka

Edgar Davids rozmienił się na drobne, kompromitując się (a być może udowadniając po prostu swoją porywczość) w Barnet. Holender został grającym asystentem trenera Marka Robsona w sezonie 2012/2013. Jeszcze w grudniu zwolniono Anglika, a Pitbull został grającym trenerem. Cały świat zastanawiał się, czego tam szuka tak utytułowany zawodnik. Prawda jest taka, że właściciel zespołu dowiedział się, że Edgar mieszka w północnym Londynie. Postanowił złożyć mu propozycję. Holender w L’Equipe tak tłumaczył swoją decyzję:

Tam była infrastruktura rodem z Premier League lub Championship. Cztery trawiaste boiska, dwie sztuczne nawierzchnie nowej generacji, biuro, siłownia i mające powstać w kolejnym sezonie trybuny na 8000 miejsc. Więc się zgodziłem i szybko zapragnąłem grać.

Człowiek uzależniony od futbolu przystał na propozycję i spuścił Barnet z League Two (odpowiednik czwartej ligi). Zasłynął natomiast pewnym incydentem, gdy podczas jednego z przegranych spotkań zauważył fanów Barnet, którym zepsuł się autokar. Zabrał ich więc do na piwo i hot-doga, kierując się do najbliższej stacji benzynowej. To był jednak jeden z nielicznych pozytywnych gestów Davidsa w przygodzie z tym zespołem. Sodówka uderzyła mu totalnie do głowy. Chciał, by wołać na niego „mister”. To oddalało zawodników od trenera. Piłkarze bali się go lub kompletnie nie rozumieli. Wystawiał się na różnych pozycjach. Był egoistą, choć zapewniał, że zależy mu na dobrych wynikach klubu. Pewnego dnia wystawił się na środku obrony, ale tego dnia akurat Barnet wygrał. Davids wsiadł w swojego Astona Martina, razem z butelką szampana za najlepszego gracza meczu i po prostu odjechał. Spóźnił się też na przedsezonowe przygotowanie o tydzień, ze względu na sesję dla „Playboy Mansion”. Piłkarze, dla których kiedyś był idolem – nagle zaczęli go nienawidzić, mieć dość. Wielu zawodników z niższych lig, którym przyszło się z nim mierzyć, straciło do niego szacunek. Już nie był słynnym Edgarem Davidsem w magicznych okularach, a zadufanym w sobie burakiem. W sezonie po spadku, grając na poziomie piątej ligi (Conference Premier) – Davids zapragnął grać w koszulce z numerem jeden, sugerując, że to będzie nowy trend i z czasem inni pomocnicy zaczną wybierać tę cyfrę. W trzech, spośród ośmiu pierwszych spotkań – ujrzał czerwone kartki. W styczniu frustracja się nasiliła i zrezygnował z funkcji trenera Barnet. Ci w sezonie 2014/15 awansowali z powrotem do Division Two, a obecnie spokojnie trzymają się w środku tabeli.

Edgar Davids
Nowy trend

Holender ma też od 1999 swoją markę odzieżową – Monta Heritage. Okularów jednak w niej nie zakupimy, ale są tam produkty odzieżowe. Cena jednak przeraża. Wiadomo – nazwisko. Jeśli chcecie nabyć dziwaczne spodnie za 300, 500 czy 700 euro od Davidsa, to ten sklep jest właśnie dla was.

Edgar Davids się nigdy nie patyczkował. W trakcie jednego z programów na żywo w SkySports wypowiedział się o jednym z meczów w niedzielnej lidze, jeszcze przed pracą w Barnet:

Kumpel zapytał mnie czy nie zagram w meczu niedzielnej ligi. Zgodziłem się. Pierwsza połowa była okej, ale pomyślałem – jestem pier***ny Edgar Davids. Nie chcę, żeby ludzie mówili: grałem dziś przeciwko Davidsowi. To dobry zawodnik. Chciałem, żeby mówili tak: grałem przeciwko pie***mu Edgarowi Davidsowi, a ten zakładał mi kanały. W drugiej połowie liczyłem. Założyłem sześć kanałów i asystowałem przy golu. Wygraliśmy.

Edgar Davids. Piłkarz jedyny w swoim rodzaju. Magiczna postać w okularach. Pirania, jednoosobowa maszynownia, Pitbull. Idol dzieciństwa.

Extra

PATRYK IDASIAK

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Patryk Idasiak
O Patryk Idasiak 25 artykułów
Licencjat dziennikarstwa. Szczecinianin z wyboru. Zakochany w pieniądzach Szejka Mansoura. Największy polski celebryta, wśród fanów Manchesteru City. Woli Tyne-Wear Derby od El Classico. Uwielbia grzebać w starych gazetach sportowych.
  • Ahm65

    Późno tu trafiłem, ale pamiętam skandal związany z Edgarem, kiedy przyłapano go na dopingu, nie powiem czar trochę prysł, niemniej jednak Davids zawsze był jednym z tych kozaków, którego imię przywdziewało się grając na szkolnym boisku. Swoją drogą to z tamtego artykułu nt. dopingu (nie pamiętam jaka to była gazeta) dowiedziałem, się też dlaczego Davids nosił okulary.

    Co do koszykarzy to z tej listy to zarówno Parker jak i Hakeem nosili je tylko przez chwilę z powodu urazu oka, w żaden sposób nie budowali oni swojej marki w oparciu o gogle. Za to tego, którego brakuje w zestawieniu to ten, który przetarł szlaki wszystkim dzisiejszym gwiazdom czyli Geroge Mikan.