Enzo Scifo – mały Pelé z Tivoli

Z pewnością wiele razy zachwycaliście się podaniami i strzałami Juana Romána Riquelme czy Andrei Pirlo. Dziś, ze względu na tempo i intensywność gry, tego typu pomocników jest coraz mniej. Kiedy zaczynałem pasjonować się piłką w latach 80. poprzedniego stulecia, to taką magiczną „10” miała prawie każda reprezentacja i klub. Najsłynniejszych, takich jak Diego Maradona, Michel Platini, Zico czy Michael Laudrup znają pewnie wszyscy, ale ja chciałbym przypomnieć postać innego, niestety trochę zapomnianego gracza.

Dzieciństwo w La Louvière

Vincenzo „Enzo” Daniele Scifo urodził się 19 lutego 1966 roku w jednym z najważniejszych miast belgijskiej Walonii, czyli w La Louvière. Jego rodzice pochodzili z sycylijskiej Aragony. Ojciec, Agostino Scifo, pracował tam w kopalni siarki, ale kiedy w 1952 r. ją zamknięto, musiał wyjechać i szukać pracy w innym miejscu. Miał 14 lat, kiedy opuścił kraj, a 22 kiedy się ożenił. Jego żona, Alfonsina Zammuta, była bardzo praktyczną kobietą. Gdy pieniędzy za pracę w kopalni nie starczało na życie, pracowała w fabryce tkanin, czy potem w hucie szkła. Państwo Scifo mieli trójkę dzieci: Giuseppe zwanego Pino, Angelinę i Vincenzo. Razem ze starszym bratem ciągle grali w piłkę na ulicy, ale kiedy Pino zaczął trenować w zespołach juniorskich La Louvière, młody Enzo zapragnął pójść w jego ślady. Tak później o tym opowiadał:

Wkrótce zdałem sobie sprawę, że gra w piłkę nożną jest jedynym talentem jaki miałem, który dawał mi szanse na lepsze życie niż życie mojego ojca. Widziałem go, jak co noc wracał z kopalni i opowiadał nam o swoim dniu w pracy, która wydawała się piekłem – błoto, brud, niebezpieczeństwo i kopanie na kolanach, z dala od słońca i nieba.

Kiedy jednak ojciec chciał zapisać do klubu siedmiolatka, w miejscowym RAA Louviéroise poinformowano go, że gracz musi mieć co najmniej osiem. W porozumieniu z zarządem klubu, zdecydował się zmienić datę urodzenia Enzo. Kiedy rok później Scifo osiągnął wymagany wiek, jego data urodzenia została ponownie skorygowana, a klub ukarano grzywną. Szybko okazało się, że Enzo gra w piłkę dużo lepiej od starszego brata, co zauważył Jef Jurion. Były kapitan Anderlechtu i reprezentacji Belgii wcześniej trenował pierwszą drużynę La Louvière, ale po skandalu łapówkowym został zdyskwalifikowany przez belgijską federację. Dalej jednak potrafił rozpoznać talent u młodych graczy. Udał się więc do zarządu klubu i powiedział:

Pojawił się niezwykły mały nastolatek. Nazywa się Enzo Scifo i choć jest niewiele większy od źdźbła trawy, ma wielki naturalny talent.

Jurion miał rację. Przez cztery lata gry w rozgrywkach juniorskich Enzo zdobył 432 gole i jego dłuższa gra z równolatkami nie miała większego sensu. W tym czasie musiał radzić sobie, tak jak inne dzieci imigrantów, z nękaniem przez belgijskich rówieśników. Wielu dzieciaków, w tym jego brat Pino oraz przyjaciele Salvatore Chiarelli i Silvino Marinelli, sobie z tym nie poradziło. Przez to nie zrobili kariery. Taki talent jak Enzo musieli zaakceptować, zwłaszcza po tym, gdy jako 15-latek zrobił furorę na turnieju w Berlinie Zachodnim. To wtedy, ze względu na jego doskonałą technikę i nos do celów, zyskał przydomek Le Petit Pelé du Tivoli, czyli Mały Pelé z Tivoli (stadion La Louvière). Jego nazwisko stało się rozpoznawalne w światku piłkarskim. Zaczęły się nim interesować się  mocniejsze kluby. Ofertę Standardu Liege odrzuciła matka Enzo, która nie chciała, by syn wyprowadził się tak daleko, ale gdy RSC Anderlecht zaproponował za 16-letniego Scifo 1,2 miliona franków belgijskich (ok. 30 tys. euro), rodzice zgodzili się na transfer.

Złe miłego początki

Klub z aglomeracji Brukseli ściągnął młodego Scifo do stolicy, co okazało się złym posunięciem. Enzo nie lubił tego miasta, a może nie tyle nie lubił, co przytłaczał go jego ogrom i szybko zatęsknił za domem. Tak to wspominał po latach:

Bardzo źle przeżyłem rozstanie z moją rodziną, a zwłaszcza z mamą. Na weekend wracałem do domu i przez połowę czasu myślałem tylko o tym, że będę musiał wrócić do Brukseli.

Początkowo trafił do rodziny zastępczej, co jest często praktykowane w klubach Beneleksu. Jego tęsknota za domem spowodowała, że bardzo słabo prezentował się na boisku. Anderlecht musiał ustąpić i pozwolić mu wrócić do domu. Odtąd na treningi przywoził go ojciec i forma Scifo szybko się poprawiła. W zespole młodzieżowym Fiołków występował z wieloma utalentowanymi graczami, takimi jak: Stéphane Demol, Georges Grün, Jean Kindermans czy Jean-Claude Bouvy. Grał na tyle dobrze, że na początku sezonu 1982/83 pozwolono mu trenować z pierwszym zespołem. Trenerem był wtedy Tomislav Ivić, u którego Enzo nie miał szans na debiut. Jesienią 1982 roku Ivić został zwolniony i zastąpiony przez Paula Van Himsta – najlepszego piłkarza w historii belgijskiej piłki, a wtedy trenera rezerw Anderlechtu. Van Himst dobrze znał talent Scifo, ponieważ prowadził go w zespołach młodzieżowych Fiołków. Wiosną 1983 roku Scifo pojechał do Włoch na mini turniej z udziałem czterech zespołów. Ludo Coeck, ówczesny gwiazdor Anderlechtu tak wspomina grę Scifo na tych zawodach:

Enzo pojechał, by zdobyć doświadczenie. Siedział na ławce przez większość czasu. Jednak kiedy grał, nie potrzebowałeś dyplomu trenera, żeby zobaczyć, że ma to, czego potrzeba.

Swój pierwszy mecz w profesjonalnym futbolu zagrał 10 sierpnia 1983 roku. Na Constant Vanden Stock Stadion przyjechała FC Barcelona, by uczcić 75. rocznicę powstania RSC Anderlecht i zainaugurować otwarcie nowej trybuny Astrid Park. Ten mecz na zawsze pozostał w pamięci młodego Enzo:

Zanim zostałem profesjonalnym piłkarzem, byłem głównie fanem Diego Maradony. Miałem nad łóżkiem jego plakat w koszulce Barcelony. Byli inni zawodnicy, których podziwiałem, ale marzyłem, by grać jak on. I wtedy nadszedł ten szalony dzień… Anderlecht grał przeciwko Barcelonie na inaugurację odnowionego stadionu w 1983 roku. Latem podpisałem swój pierwszy zawodowy kontrakt i od tego czasu mogłem uczestniczyć w przygotowaniach do sezonu, ale nigdy nie byłem na murawie Astrid Park (Anderlecht zawsze trenuje w swoim ośrodku w Neerpede). Kiedy przyjechała Barcelona, siedziałem wśród rezerwowych i byłem z tego bardzo zadowolony. Wyobraź sobie: nie patrzyłem na mecz, patrzyłem tylko na Diego. Byłem pewien, że nie będę grał, więc mogłem się skoncentrować tylko na nim. Pół godziny przed końcem Paul Van Himst (trener Anderlechtu) wezwał mnie na rozgrzewkę. Nawet wtedy miałem oko tylko na Maradonę. Potem Martin Lippens (asystent trenera) zawołał mnie z powrotem i powiedział, że wejdę na boisko. Nagle dostałem dreszczy i jednocześnie poczułem jakby rosły mi skrzydła. Gdy tylko pojawiłem się na boisku, patrzyłem gdzie on jest. To było chyba najbardziej emocjonalne przeżycie w mojej piłkarskiej karierze. To więcej niż udział w mistrzostwach Europy, mistrzostwach świata czy w finale europejskiego pucharu. Maradona, to moim zdaniem, największy gracz wszech czasów. Czułem niesamowite emocje, mieszankę adrenaliny i euforii: byłem tam, na stadionie, otoczony przez dziesiątki tysięcy widzów, przeciwko mnie jedna z najlepszych drużyn na świecie, z tą żywą legendą w składzie. I to właśnie ja biegałem w moich korkach obok Pibe de Oro, złotego dzieciaka! Coś nie do opisania! Później często spotykałem się z Maradoną. Gdy grałem w Interze, a on w Neapolu. Także na MŚ 86 w Meksyku. Również podczas dwóch meczów przeciwko Napoli w barwach Bordeaux. 

Enzo Scifo i jego idol Diego Maradona podczas półfinału MŚ 1986

Po sześciu dniach, w pierwszej kolejce sezonu 1983/84, Scifo po raz pierwszy wystąpił w oficjalnym meczu. Miesiąc później, w spotkaniu z Bryne FK, został debiutantem także w europejskich pucharach.

Jest dobry – przyznał po meczu kapitan i pomocnik Paars-Wit, Frankie Vercauteren. Ale stara się zbyt wiele robić samemu. W terminologii futbolowej oznacza to, że wciąż przed nim wiele pracy.

16 grudnia, w ostatnim meczu ligowym przed zimową przerwą, strzelił swojego pierwszego gola w karierze, pokonując bramkarza Waterschei SV Thor Genk. W tym spotkaniu poprowadził Anderlecht do zwycięstwa, co zauważył trener Mauves: Jeśli będzie dalej tak grał, może być kolejnym Lozano. Po przerwie zimowej, 17-letni Włoch był już tak dobry, że stał się pewnym punktem zespołu Van Himsta.

Enzo Scifo podczas meczu ze Spartakiem Moskwa

Na podbój Europy

Ponieważ Enzo często pokazywał swój talent w europejskich pucharach, szybko zdobył międzynarodowe uznanie. Jednym z pierwszych jego wielkich meczów był ćwierćfinał Pucharu UEFA pomiędzy Anderlechtem a Spartakiem Moskwa. Odegrał kluczową rolę w wygranym 4:2 meczu na Astrid Park. Po spotkaniu, włoski sędzia Paolo Bergamo powiedział:

Grał tak, jakby pochodził z innej planety. Wiesz, że sędzia tak bardzo koncentruje się na prowadzeniu gry, że rzadko widzi występy graczy, ale umiejętności Scifo nie można przegapić.

Kolejny błyskotliwy występ to półfinałowy mecz rewanżowy z Nottingham Forest. Angielski klub wygrał pierwsze spotkanie 2:0 i przystępował do rewanżu w roli faworyta. Jednak Fiołki odwróciły losy dwumeczu, a bohater tego tekstu strzelił pierwszego gola w tamtym spotkaniu. W finale Anderlecht zmierzył się z Tottenhamem Hotspur i po dwóch meczach zakończonych wynikiem 1:1, ostatecznie przegrał w serii rzutów karnych (3:4).

Scifo ciągle powtarzał, że jego wielkim marzeniem jest gra we włoskim klubie i reprezentacji Italii. Właśnie dlatego zachował swoje włoskie obywatelstwo i początkowo nie myślał o przyjęciu belgijskiego. Jednak pod naciskiem Anderlechtu i belgijskiej federacji, która potrzebowała młodego gwiazdora w kadrze na Euro 84, Enzo dał się przekonać. Po pierwszym meczu z Tottenhamem w wywiadzie dla belgijskiej telewizji ogłosił, że postanowił ubiegać się o obywatelstwo kraju, w którym mieszkał. Kilkanaście dni później zajął drugie miejsce (za Janem Ceulemansem) w plebiscycie na najlepszego gracza ligi belgijskiej w sezonie 1983/84.

Oskarżany o spowalnianie gry

6 czerwca 1984 roku Enzo Scifo zadebiutował w reprezentacji Czerwonych Diabłów w towarzyskim meczu z Węgrami (2:2). Mimo że 18-latek miał na koncie tylko jeden występ w kadrze, trener Guy Thys zabrał go na mistrzostwa Europy do Francji. W pierwszym meczu Mały Pele zagrał kapitalnie i Belgia pokonała 2:0 Jugosławię. W prasie pojawiły się artykuły porównujące jego grę do legendarnego Johana Cruyffa. Kolejne mecze sprowadziły młodego gracza na ziemię. Francja, z Michelem Platinim na czele, rozgromiła Belgów 5:0, a decydujący cios zadali Duńczycy którzy pokonali Czerwone Diabły 3:2.

W sezonie 1984/85, 18-letni Scifo stał się absolutną gwiazdą belgijskiego futbolu. Męska część widowni zachwycała się jego znakomitą techniką, a żeńska wyglądem. Z tego drugiego powodu zyskał przydomek Pan Brylantyna. Świetnie prezentował się nie tylko na belgijskich boiskach, ale również w europejskich pucharach. Jedno z najlepszych spotkań w jego wykonaniu miało miejsce 7 listopada 1984 roku. W II rundzie Pucharu UEFA Anderlecht podejmował Fiorentinę ze słynnym Socratesem w składzie. Pierwszy mecz we Florencji zakończył się remisem 1:1, ale na Astrid Park Paars-Wit, po kapitalnym występie Scifo, Fiołki rozgromiły włoski zespół 6:2. W kolejnej rundzie czekał wielki Real Madryt. Wprawdzie Fiołki pokonały w pierwszym meczu na Astrid Park Królewskich aż 3:0, jednak ten wynik nie wystarczył. W Madrycie Real rozgromił rywala 6:1. Anderlecht w lidze belgijskiej nie miał sobie równych i z przewagą 11 punktów nad Clubem Brugge zdobył mistrzostwo. Znakomite występy Scifo przyniosły mu prestiżową nagrodę Gouden Schoen (Złoty But) dla najlepszego piłkarza w Belgii w roku 1984.

Od tego momentu jednak kariera Małego Pelego wyhamowała. Był krytykowany przez kolegów z drużyny za indywidualne popisy i spowalnianie gry. Jego włoskie pochodzenie spowodowało, że zaczęto go nazywać Primadonną. Niechęć jeszcze wzrosła, gdy Scifo zdecydował się na rozpoczęcie kariery muzycznej, nagranie singla Gagné d’Avance (Foregone Conclusion) z Toto Cutugno. Muzykiem okazał się jednak marnym i nie odniósł sukcesu. Na arenie międzynarodowej Fiołki, z Scifo w składzie, nadal były europejską potęgą. W rozgrywkach o Puchar Mistrzów sezonu 1985/86 dotarli do półfinału, eliminując wcześniej wielki Bayern Monachium. Jednak ponownie na ich drodze stanął późniejszy zdobywca trofeum, czyli rumuńska Steaua. W lidze udało się obronić mistrzowski tytuł, choć tylko lepsza różnica bramek sprawiła, że Club Brugge ich nie zdetronizował.

Mecz Belgia – Polska (2:0) w el. MŚ. 86

Przyszła kolej na mundial w Meksyku. Belgia zakwalifikowała się tam po wygraniu baraży z Holandią, a wcześniej w grupie musiała uznać wyższość reprezentacji… Polski. W kadrze panowała kiepska atmosfera. Chodziło o konflikt René Vandereyckena z Enzo Scifo. Vandereycken przeniósł krytykę Scifo z Anderlechtu do reprezentacji. Zarzucał młodemu gwiazdorowi brak zaangażowania w grę obronną i spowalnianie gry. Był to problem dla trenera Thysa, ale na szczęście udało się wyjść z grupy. Scifo strzelił jedną z bramek w wygranym 2:1 spotkaniu z Irakiem. Nadszedł pamiętny mecz ze ZSRR. Po pasjonującym meczu Czerwone Diabły wygrały 4:3, a pierwszego gola w meczu zdobył bohater tekstu. W kolejnej rundzie czekała już Hiszpania. Padł remis 1:1, ale Belgowie wygrali konkurs jedenastek i awansowali do półfinału. Tam Argentyna pod wodzą Maradony okazała się lepsza i Belgii pozostał mecz z Francją o trzecie miejsce. Mimo, że Trójkolorowi wystawili wielu rezerwowych, to wygrali 4:2 i zespół Thysa zakończył turniej na czwartym miejscu. Turniej okazał się wielkim sukcesem Belgów, a Scifo zostało wybrany najlepszym młodym piłkarzem turnieju.

Kolejny sezon ligowy był się dla Enzo lepszy od poprzedniego, głównie za sprawą odejścia z klubu Vandereyckena. Ponownie, razem z Juanem Lozano, byli nie do zatrzymania dla większości drużyn w lidze. Jednak KV Mechelen, nowa siła w belgijskiej piłce, skończyło rozgrywki zaledwie dwa punkty za Fiołkami. Przygoda w europejskich pucharach skończyła się w 1/4 finału PEMK, po upokarzającym blamażu 0:5 z Bayernem. Pierwsza przygoda Enzo Scifo z Anderlechtem powoli się kończyła.

Załamanie kariery

23 marca 1987 roku 21-letni Scifo podpisał kontrakt z Internazionale. Włosi zapłacili za niego Anderlechtowi 4 miliardy 700 milionów lirów. Enzo stał się drugim, po Ludo Coecku, Belgiem w historii klubu z Mediolanu. Podobnie jak starszy kolega nie odniósł sukcesu w Interze. Rozegrał w zespole trenera Giovanniego Trapattoniego 28 meczów, w których zdobył tylko cztery bramki, ale tylko w niewielkim stopniu przypominał gracza czarującego umiejętnościami na mundialu w Meksyku. Jego transfer uznano za duże rozczarowanie. Wypożyczono go do Girondins Bordeaux. Zapytany po latach, czy jego transfer do Serie A w wieku 21-lat nie był przedwczesny odpowiedział:

Gdybym mógł cofnąć czas i ponownie dokonać wyboru, zrobiłbym to samo. Arsène Wenger powiedział kiedyś, że każdy gracz musi przejść kryzys w swojej karierze, aby nauczyć się radzić sobie z rozczarowaniami. Moim zdaniem, lepiej mieć ten kryzys będąc młodym piłkarzem, więc nie żałuję. W Interze niepowodzenie nie było tylko indywidualne, ale bardziej zbiorowe, ponieważ ukończyliśmy ligę na piątym miejscu, co nie było zgodne z ambicjami klubu.

Enzo Scifo w barwach Girondins Bordeaux

W Bordeaux trafił na trenera Aimé Jacqueta oraz grupę znakomitych piłkarzy, m.in. Jespera Olsena, Erica Cantonę czy Jeana Tiganę. Sezon 1988/89 rozpoczął bardzo dobrze, ale potem przytrafił mu się uraz kolana i konflikt z trenerem. Mimo całkiem przyzwoitych statystyk (siedem goli w 24 meczach) i zwolnienia z klubu Jacqueta, Scifo postanowił odejść. Sam tak wspomina pobyt w Bordeaux:

W Bordeaux, po dobrym początku sezonu, miałem problem z kolanem. Jednak moja kontuzja nie może być wykorzystywana jako usprawiedliwienie. Grałem poniżej poziomu, na który było mnie stać. Poza tym, w klubie pojawiły się dodatkowe problemy sportowe. Bordeaux było największym rozczarowaniem w mojej karierze.

Powrót na szczyt

Na szczęście pomocną dłoń wyciągnął do Belga legendarny trener Auxerre, Guy Roux. Doświadczony coach, który prowadził AJ Auxerre od 1961 roku, w przeciwieństwie do szkoleniowców Interu i Bordeaux, chciał zbudować zespół wokół pomocnika. Enzo Scifo został także kapitanem drużyny i szybko odzyskał swój stary poziom. Stał się wielką gwiazdą w Auxerre. W sezonie 1989/90 poprowadził swoją drużynę do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Rok później francuska ekipa zajęła trzecie miejsce w lidze, a Scifo z 14 golami był trzeci w klasyfikacji najlepszych strzelców. Jego osiągnięcia przyniosły mu nagrodę Profvoetballer van het Jaar (Najlepszy piłkarz sezonu) w Belgii. Na pytanie kim był dla niego Guy Roux, Scifo opowiadał:

On jest wszystkim! Wziął mnie pod swoje skrzydła, kiedy byłem w dołku. Był zarówno ojcem, jak i wielkim wychowawcą, i nie zapomnę mu tego do końca życia. Był najważniejszy w mojej karierze zawodowej. Poznawanie ludzi tej klasy jest rzadkością, szczególnie w świecie futbolu.

Guy Roux i Enzo Scifo

Na pytanie jak wspomina okres gry w Auxerre, odpowiada:

Auxerre było sportowym szczytem w mojej karierze. Nie mieliśmy wielkiego zespołu, ale wszyscy bali się z nami grać. Jean-Pierre Papin powiedział mi kiedyś, że spośród wyjazdów, najbardziej obawiał się gry na Abbé-Deschamps.

Tymczasem w reprezentacji relacje pomocnika z nowym trenerem Walterem Meeuwsem były napięte. Scifo, który miał znakomity sezon w Auxerre, chciał na MŚ 90 zając miejsce Jana Ceulemansa, ale selekcjoner nie chciał zgodzić się na taką zmianę. Po serii słabszych występów francuskojęzyczna prasa w Belgii wymusiła zwolnienie Meeuwsa, a kadrę ponownie objął Thys.

Enzo Scifo zaczął grać na swojej ulubionej pozycji, czyli za napastnikami, a Ceulemans musiał usiąść na ławce rezerwowych. Po dwóch wygranych (2:0 z Koreą Południową i 3:1 z Urugwajem – piękny gol Scifo z dystansu) oraz porażce 1:2 z Hiszpanią, Belgowie w fazie pucharowej trafili na Anglię. Czerwone Diabły nie potrafiły przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Bramka Davida Platta zdobyta na minutę przed końcem dogrywki spowodowała, że odpadli z turnieju. Rozczarowanie było duże, ponieważ większość obserwatorów uważała, że Belgia miała lepszy zespół niż cztery lata wcześniej.

Praca z Wengerem

W 1991 roku pomocnik powrócił do Serie A. Został graczem AC Torino, gdzie trenerem był Emiliano Mondonico. Scifo tym razem lepiej pokazał się w lidze włoskiej. W swoim pierwszym sezonie zajął z Torino trzecie miejsce. W Pucharze UEFA zaś dotarli aż do finału. Stało się tak po wyeliminowaniu w półfinale wielkiego Realu Madryt z Emilio Butragueño, Gheorghe Hagim i Luisem Enrique w składzie. W finale Scifo i jego koledzy zmierzyli się z Ajaksem Amsterdam. Obydwa spotkania zakończyły się remisami, ale trofeum trafiło do Amsterdamu, dzięki golom zdobytym na wyjeździe. W kolejnym sezonie Torino ukończyło ligę dopiero na 9. pozycji, jednak udało się im zdobyć Puchar Włoch.

Arsène Wenger i Enzo Scifo

W 1993 roku, 27-letni Scifo powrócił do Francji. Podpisał 5-letni kontrakt z AS Monaco. Trenerem ekipy z księstwa był wtedy Arsène Wenger, a w drużynie grali tacy piłkarze jak: Emmanuel Petit, Lilian Thuram, Youri Djorkaeff, Claude Puel, czy Jürgen Klinsmann. W Monaco występował przez cztery lata, a cały jego okres gry w tym klubie przypomina sinusoidę. Znakomity pierwszy sezon, zakończony półfinałem LM. Finał był niestety poza zasięgiem, ponieważ na drodze Scifo i kolegów stanął wielki AC Milan. Sezon 1994/95 był już dużo gorszy. Wenger opuścił klub, który miał przez cały sezon aż trzech trenerów. Scifo zaś pauzował przez prawie całe rozgrywki z powodu kontuzji kostki. Po długiej przerwie znów prezentował się bardzo dobrze, ale nie przełożyło się to na wyniki klubu. W I rundzie Pucharu UEFA lepsze okazało się Leeds United, a ligę ekipa z księstwa zakończyła na trzecim miejscu. W sezonie 1996/97 Scifo nie grał już regularnie i pomimo tego, że Monaco zdobyło tytuł mistrzowski, postanowił opuścić drużynę. Na pytanie, jak ocenia swój pobyt w Monaco, Scifo odpowiada:

Kiedy mówimy o Monako, myślimy o życiu marzeń… Ale nie dlatego trafiłem do tego klubu. Przeciwnie, miałem tam bardzo trudną adaptację, właśnie ze względu na zbyt idylliczny klimat. Monaco to duży klub, ale presja jest bardzo mała. Graliśmy przed trzema tysiącami widzów, a na treningi nie przychodziły nawet szczury. Dla mnie, zawodnika przyzwyczajonego do presji na co dzień, nie było to łatwe. Udało mi się i naprawdę grałem tam dobrze. Teraz zastanawiam się, czy nie opuściłem tego klubu zbyt wcześnie.

Jako gracz Monaco wystąpił na MŚ 94 w USA. Po dwóch grupowych wygranych z Marokiem i Holandią, Belgia awansowała do fazy pucharowej, jednak tam przegrała 2:3 z Niemcami. Enzo zaliczył kolejną wielką imprezę, ale nie był to dla niego udany turniej.

Belgia na koniec

W maju 1997 roku wrócił do Belgii i ponownie podpisał kontrakt z Anderlechtem. W ekipie Fiołków występował przez kolejne trzy sezony, podczas których głównym tematem była jego współpraca z innym czołowym graczem, Pärem Zetterbergiem. Różni trenerzy próbowali wielu ustawień, przesuwając Scifo, ale w żadnym współpraca pomiędzy Szwedem a Małym Pelem nie układała się dobrze. Dopiero w sezonie 1999/2000, gdzie Scifo opuścił sporo spotkań z powodu kontuzji barku, Anderlechtowi udało się zdobyć tytuł, ale Enzo postanowił przenieść się do Charleroi.

W międzyczasie wraz z reprezentacją wziął udział w MŚ 98. Jednak ten turniej zapamiętał głównie ze względu na konflikt z trenerem Georgesem Leekensem. Po latach Enzo stwierdził, że lepiej by było gdyby nie pojechał na te mistrzostwa. W 2000 roku przeszedł do Charleroi, gdzie podpisał dwuletni kontrakt. Po jego zakończeniu miał zostać prezesem klubu. Niestety kontuzja biodra nie pozwoliła mu dalszą grę w piłkę. 5 grudnia 2000 roku Enzo Scifo zakończył swoją profesjonalną karierę.

Epilog

Scifo zagrał 84 mecze w barwach reprezentacji Belgii, w których zdobył 18 bramek. Czterokrotnie wystąpił na MŚ, tyle samo razy zdobył tytuł mistrza Belgii, a mimo to wydaje się, że nie są to osiągnięcia na miarę jego talentu. W tamtych czasach nie liczono asyst, ale u boku Belga napastnicy notowali najlepsze statystyki w karierze. Był wybitnie uzdolnionym piłkarzem. Jeżeli jakiś klub go pozyskiwał, to musiał budować grę wokół niego, bo tylko wtedy Mały Pele pokazywał pełnię swoich umiejętności. Nie wszyscy to rozumieli i pewnie dlatego jego kariera potoczyła się tak, a nie inaczej. Mimo wszystko był jednym z najlepszych piłkarzy w historii belgijskiej piłki.

MARIUSZ MOŃSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Mariusz Moński
O Mariusz Moński 9 artykułów
Wielbiciel futbolu z Beneluksu (szczególnie Feyenoord i KV Mechelen) Właściciel: www.jplpoland.com.pl; www.eredivisie.com.pl