Futbol w rytmie reggae

Jamajka –wielu uważa tę wyspę za idyllę. Rzeczywistość wcale nie jest tak kolorowa. Z pewnością losy Allana Cole’a mogą posłużyć za doskonały przykład specyfiki życia w kolebce reggae.

Allan Cole znany szerzej jako „Skill” urodził się 14 października 1950 r. w Kingston. Pod koniec lat 60. los skojarzył go z już wówczas powszechnie uwielbianym, Bobem Marleyem. Obu panów połączył futbol, wszystko wskazuje, że poznali się podczas jednego z meczów, które artysta rozgrywał z przyjaciółmi na okolicznych klepiskach w Trench Town, dzielnicy biedy. Swoją rolę odegrał zapewne fakt, że basista zespołu Marleya, Bunny Livingston, znał Cole’a jeszcze z czasów szkoły średniej.

Jeszcze zanim drogi Bunny’ego i przyszłego piłkarza się skrzyżowały, Allan miał na koncie pierwszy wybryk. Uczęszczał kiedyś do prestiżowego King’s College. Długo nie zagrzał tam miejsca. Przyłapano go na handlu marihuaną, kara w postaci wydalenia z placówki więc nie dziwi. „Skill” później w pewien sposób skorzystał na całym zamieszaniu. Dzięki zmianie szkoły nawiązał kontakt z Livingstone’em, co odbiło się na całym jego późniejszym życiu.

Cole pokazał swój piłkarski talent zaskakująco szybko, debiutując w barwach narodowych, liczył sobie ledwie 15 wiosen. Miało to miejsce w meczu towarzyskim przeciwko brazylijskiemu pierwszoligowcowi – Atletico Portugueso. Rodacy zaraz potem zaczęli porównywać go do Pelego. Zapowiadanej światowej kariery nie udało mu się jednak zrobić, a dla Reggae Boyz zagrał jeszcze m. in. w 3 meczach El. MŚ 1970. Pierwsze futbolowe szlify zbierał w ojczyźnie, grając dla Vere Technical. W 1968 r. otrzymał ofertę z amerykańskiego, uczestniczącego w rozgrywkach ligi NASL, Atlanta Chiefs. Ostatecznie nie sprostał oczekiwaniom trenera Phila Woosnama, więc po sezonie grzania ławy, aczkolwiek z mistrzostwem na koncie, wrócił zawiedziony do kraju. Znalazł azyl w Realu Mona, skąd potem trafił do Boys’ Town, klubu mieszczącego się w Trench Town.

Allan

W 1971 r. „Skilla” zatrudniło Nautico z miasta Recife. Kością niezgody między Jamajczykiem, a kierownictwem klubu stały się dredy, jakie nosił Cole. Zawodnik, jako zadeklarowany rastafarianin, nie mógł (z przyczyn religijnych) ich ściąć, co poskutkowało odejściem błyskotliwego pomocnika z klubu. Buty na kołku zawiesił, zdobywszy trzykrotnie prymat w rodzimej lidze dla FC Santos.

Znacznie ciekawsze były pozapiłkarskie perypetie Cole’a. Zanim przeniósł się do Kraju Kawy, został menadżerem grupy The Wailers, w której to na wokalu występował Bob Marley. Idea zaangażowania piłkarza pojawiła się podczas niewinnej rozmowy w sklepie muzycznym Soul Shack. Brali w niej udział „Skill”, wraz z całym trzonem Wailersów: Bobem, Peterem Toshem i Bunnym Livingstonem. Uzgodnili, że w gestii Allana pozostaną sprawy formalne, także te związane z finansami czy organizacją koncertów. Nowy agent zgodził się w zamian trzymać daleko od twórczości kolegów. Jeśli chodzi o pieniądze, zyski dzielono bardzo sprawiedliwie: po 25% przypadało na każdego z wyżej wymienionej czwórki.

Owoce wspólnej działalności zaczęły pojawiać się w ekspresowym tempie. Pierwszym była nowa wytwórnia płytowa sfinansowana kapitałem 10 dolarów, wyjętych prosto z portfela menedżera kapeli. Wydawnictwo nazwano Tuff Gong, od pseudonimu „The Gong”, jaki nosił jeden z prekursorów ruchu Rastafari, Leonard Howell. Cole także ściągnął do współpracy z Wailersami braci Barrettów: Carly’ego i Astona zwanego „Family Manem”. Wzbudziło to kontrowersje w branży. Barretowie tworzyli bowiem podstawę zespołu Lee „Scratcha” Perry’ego – The Upsetters. W późniejszych latach „Scratch”, kiedy przestał żywić urazę do przyjaciół Skilla, przyjął zaproszenie do wspólnego nagrywania.

Kilka lat później, chociaż nie pełnił funkcji menedżera, Cole nadal pomagał Marleyowi i spółce. Wziął sprawy w swoje ręce również wtedy, gdy nowego singla Wailersów, utworu „Rebel Music”, nie grano w żadnej z krajowych rozgłośni radiowych. Cole, wraz z dwójką gangsterów o ksywach „Tek Life” i „Frowser” zawitał do dwóch ogólnokrajowych stacji: JBC i RJR. W czasie, gdy Bob czekał na ziomków w samochodzie, przebili oni opony w autach pracowników radia i potraktowali ich kijem baseballowym. „Skill” w książce Chrisa Salewicza „Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae” wspominał tę akcję: ”W ten sposób walczyliśmy z systemem, który ma tylko pieniądze. Jesteśmy z ulicy, więc bijemy kierownika programowego i DJ-a, nie boimy się ich. Przebiliśmy opony, które miały być przebite, puknęliśmy faceta, którego mieliśmy puknąć (…), kopnęliśmy go w tyłek. Oni nas prześladują, bo jesteśmy rasta”. Podobne „naloty” zorganizowane przez Cole’a powtarzały się później.

Allan zdezerterował do Etiopii w roku 1976 (niedługo po śmierci, uważanego za wcielenie boga przez Rastafarian etiopskiego cesarza, Haile Sellasie I). Ucieczka była spowodowana lękiem o własne życie wywołanym nieudanym zamachem na Marleya, jak również rodzinę artysty. Niedługo przed tymi wydarzeniami Cole usiłował w porozumieniu z gangsterami manipulować wynikami wyścigów konnych.

W międzyczasie doprowadził do skutku sławetny One Love Peace Concert (odbył się on 22 kwietnia 1978 r.). Wydarzenie to zapisało się w pamięci Jamajczyków, gdyż wtedy podali sobie ręce dwaj wielcy polityczni rywale: Edward Seaga z prawicowej JLP i Michael Manley, szef socjalistycznej PNP.

allancole15674319720205

W rodzinne strony Cole powrócił, by organizować europejską trasę koncertową The Wailers, co miało miejsce w 1980 r. Zmusił wówczas również managera grupy Dona Taylora do wypłaty zaległych pieniędzy za występy w Gabonie. Niejako przy okazji został grającym trenerem Port Morant United. Były jamajski piłkarz posiadał wielki dar przekonywania, nie tylko siłą. Pomimo wcześniejszych ustaleń, namówił Boba do stworzenia utworu „War”, opartego na słowach „boskiego” władcy. Celem było przekazanie światu istoty tożsamości Rasta.

Nie udało się jednak Cole’owi nakłonić ikony muzyki reggae do zakładania obuwia przy grze w piłkę. Przez to w lipcu 1977, po zranieniu przez rywala, do stopy Marleya wdało się zakażenie, które nieleczone przekształciło się w czerniaka i doprowadziło do śmierci piosenkarza w następstwie przerzutów do płuc, a nade wszystko mózgu.

Przyjaźń z Marleyem umożliwiła również piłkarzowi poznanie, śpiewającej w chórkach The Wailers, Judy Mowatt. Z tego związku urodziła się trójka dzieci.

Dziś Allan „Skill” Cole prowadzi spokojne życie 64-latka na Jamajce, opowiadając o przyjaźni z legendą muzyki. W 2012 wydał, pisaną przez 8 lat, książkę pt. „The Marley I know” (jej polskiego wydania się nie doczekaliśmy).

Redakcja
O Redakcja 352 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl