Hector „Chirola” Yazalde – Złoty But z Argentyny

Liga portugalska miała w swojej historii wielu wybitnych napastników: Peyroteo (jeden z pięciu „Wiolonczelistów” Sportingu), Eusebio, Fernando Gomes czy Mario Jardel, ale rekordzistą pod względem strzelonych goli w jednym sezonie jest skromny Hector Casimiro Yazalde, znany jako „Chirola”. Jedyny Argentyńczyk obok Lionela Messiego, który zdobył nagrodę „Złotego Buta” dla najlepszego strzelca lig europejskich. Dziś opowiem wam historię tego właśnie piłkarza, urodzonego (tak jak słynny Diego Maradona) w Villa Fiorito, bardzo biednej dzielnicy Buenos Aires.

„Chirola”

Urodził się 29 maja 1946 jako szósty z ośmiorga dzieci Petrony i Pedra Yazalde. Senior Pedro musiał pracować po 20 godzin dziennie, żeby móc wyżywić rodzinę. Mały Hector ganiał za kulką z papieru lub starych szmat. Prawdziwe piłki nie były dostępne dla dzieciaków z tej dzielnicy, podobnie jak buty do gry czy stroje sportowe. Nie nosił również ciężkiego tornistra do szkoły. Jego ojca po prostu nie było stać na to, żeby kupić mu książki. Do pobliskiej szkoły biegał więc z zeszytami pod pachą i ołówkiem w ręku. Był uczniem pracowitym, inteligentnym i często chwalonym przez nauczycieli. Po lekcjach pożyczał na kilka godzin książki od swojego najlepszego przyjaciela, Horacio Aguirre, by móc odrobić zadania domowe. Dopiero gdy skończył je rozwiązywać, miał czas na grę w piłkę aż do wieczora. Rodzice wiedzieli, że jest pilnym uczniem, więc nie karcili młodego Hectora za to, że tak długo za nią ganiał. Martwiło ich jednak to, że zbyt szybko niszczył buty i ubrania, na które brakowało w domu pieniędzy.

Tak żył Yazalde do ukończenia trzynastego roku życia. Po siódmej klasie zakończył edukację, choć marzył, że zostanie lekarzem. Musiał zacząć pracować i pomagać finansowo rodzinie. Sprzedawał gazety i banany, zarabiając za swoją pracę niewielkie sumy pieniędzy. Koledzy zaczęli go więc nazywać „Chirola”, co w miejscowym dialekcie oznaczało monetę(y) małej wartości. Pseudonim ten pozostał już mu do końca życia. Dzięki temu, że Hector i jego bracia zaczęli pracować, sytuacja materialna rodziny uległa poprawie i „Chirola” mógł sobie z czasem pozwolić na zakup nowych butów lub ubrań.

Zawsze mniejszy, ale zawsze najlepszy

Piłka nadal była dla niego najważniejsza. Po pracy grał w drużynach ze starszymi i większymi chłopakami, a prawie zawsze był najlepszym strzelcem. Ojciec zauważył, że jeżeli syn coś w życiu osiągnie, to dzięki futbolowi, choć nie miał przekonania czy mu się powiedzie. Młody Yazalde śnił o tym, że strzela bramki w koszulce Boca Juniors, zwłaszcza po tym, gdy zobaczył trening swoich idoli, parady Antonio Romy, siłę Antonio Ubaldo Rattína i strzały Paulo Valentima. Przez pięć kolejnych lat pracował, grał w piłkę i żył marzeniami o zawodowej karierze. Pewnego razu, a było to w 1965 roku, jego przyjaciel z czasów szkolnych, wspomniany wcześniej Horatio Aguirre, który grał w Piraña (półamatorskim klubie w Buenos Aires) spotkał się z Yazalde i zaprosił go na trening swojego klubu.

Hector w pożyczonych butach i spodenkach pokazał, co potrafi. Do domu wrócił już jako gracz tego klubu. Za każdy mecz otrzymywał około 2000 pesos (tyle zarabiał przez miesiąc sprzedając banany). Yazalde szybko stal się gwiazdą, a dzięki bramkom, które zdobywał, jego imię zaczęło być znane w Buenos. Gwiazda zespołu Piraña zaczęła wzbudzać zainteresowanie największych klubów w Buenos Aires. Bohater tekstu marzył o grze w Boca, ale to Independiente, za sprawą przyszłego wieloletniego prezydenta argentyńskiej federacji piłkarskiej Julio Grondony, złożyło najlepszą ofertę. Piraña otrzymała za Yazalde 1,8 mln. pesos. Argentyńczyk podpisał kontrakt za około 30 tys. pesos i po dwóch latach gry opuścił malutki klub, by grać dla Independiente.

Gol na wagę mistrzostwa

Gdy koledzy z drużyny rezerw Rojo (przydomek Independiente) zobaczyli tego chudzielca (176 cm wzrostu i tylko 60 kg wagi), to na pierwszym treningu dali mu w kość. Przeniesiono go więc do drużyn młodzieżowych. Tam strzelił sześć goli w trzech meczach trzeciego zespołu, a w kolejnych trzech – osiem. Trener Independiente, Brazylijczyk Osvaldo Brandao stwierdził, że jego gra z juniorami mija się z celem. Zauważyli to również inni trenerzy i po trzech meczach został przeniesiony do pierwszej drużyny. Zagrał w ataku u boku legendarnego Luisa Artime. Już w pierwszym sezonie pokazał, że nie ma zamiaru być w jego cieniu i zdobył w całych rozgrywkach tylko jednego gola mniej od słynnego kolegi (Artime – 11, Yazalde – 10). Rojo zdobyli mistrzostwo Argentyny, a „Chirola” stał się nowym idolem kibiców z Estadio Libertadores de América. W kolejnych rozgrywkach potwierdził swoją wartość, strzelając 11 bramek, a w całym 1968 roku 18 (Metropolitano – 11, Nacional – 7). Dzięki swojej skuteczności dostał powołanie do reprezentacji i 11 sierpnia 1968 roku zadebiutował w barwach Albicelestes w meczu przeciwko Brazylii. Argentyna przegrała w Belo Horizonte 2:3, ale tego dnia „Chirola” nigdy nie zapomni, bo zrealizował swoje marzenie.

Marzenia zaczęły się spełniać, najpierw pokaźny kontrakt w Indepediente, później kadra narodowa.

W 1968 roku kupił też swój pierwszy samochód, co było dla niego bardzo ważne, bo pasjonował się sportami motorowymi. Kupił także mieszkanie w Buenos Aires i już na zawsze pożegnał się z biedą, choć wieloma czynami w przyszłości pokaże, że nigdy nie zapomniał, skąd się wywodzi. W 1969 roku był jeszcze skuteczniejszy. Strzelił dla Rojo 21 ligowych goli. Wyjechał też na międzynarodowe tournée z reprezentacją Argentyny. Po powrocie rozpoczęły się niezapomniane dla kibiców Independiente oraz dla samego Hectora – rozgrywki Campeonato Metropolitano 1970. Rojo cały czas prowadzili, ale po przedostatniej kolejce, w wyniku nieoczekiwanej porażki 2:3 u siebie z Platense, dali się doścignąć River Plate. O wszystkim miały zadecydować ostatnie mecze. Ekipa Yazalde wprawdzie miała lepszą różnicę bramek, ale musiała się zmierzyć w wyjazdowych derbach Avellaneda z Racingiem, podczas gdy River grało u siebie z walczącym o utrzymanie Unionem.

Mecz River jako jedyny w kolejce został rozegrany w piątek ze względu na transmisję telewizyjną. Milionerzy wygrali 6:0 i postawili Rojo pod ścianą. Independiente musiało wygrać derby oraz zdobyć co najmniej dwa trafienia, żeby zostać mistrzem. Kibice River Plate zebrali się na Monumental i razem słuchali relacji z meczu, który odbywał się na Cilindro de Avellaneda. Do przerwy było 2:2. Na dziewięć minut przed końcem meczu, „Chirola” przyjął piłkę na klatkę piersiową i od razu strzelił na bramkę, zdobywając zwycięskiego gola dla Independiente. Gola na wagę mistrzostwa. W 1970 roku dziennikarze argentyńscy po raz pierwszy przyznali nagrodę dla najlepszego piłkarza tego kraju (wręczana jest do dzisiaj) i jako pierwszego triumfatora wybrali właśnie Hectora Yazalde. „Chirola” grając dla Independiente w latach 1967-1970 – zagrał w 117 meczach, w których zdobył 72 bramki. Zapisał swoją piękną kartę w historii klubu z Avellaneda. Kibice do dziś o nim pamiętają.

Sporting Clube De Portugal i willa dla rodziców

Pod koniec 1970 Independiente popadło w kłopoty finansowe i musiało zdecydować się na sprzedaż Yazalde. Nie stać ich było na zaoferowanie mu nowego kontraktu. Wiele klubów chciało mieć tego zawodnika. Były to m.in. Santos, Palmeiras, Valencia, Lyon, Nacional Montevideo czy Boca Juniors. Najsprytniejszy ze wszystkich był wiceprezydent portugalskiego Sportingu CP, Abraham Sorin. Yazalde w wyniku tej umowy otrzymał tyle pieniędzy, że mógł spełnić kolejne marzenie, jakim był zakup willi w Buenos Aires dla swoich rodziców. Poprosił też władze klubu, żeby znaczną część jego wynagrodzenia przelewali na konto w Argentynie, tak by z tych pieniędzy mogła korzystać jego rodzina. Yazalde zapytany czemu tak zrobił, odpowiedział:

Nie mam dużych wydatków. Zawsze żyłem skromnie i nigdy nie lubiłem szastać pieniędzmi. To, co zarabiam starcza mi na to, by codziennie się najeść i nie głodować. Są inni, którzy potrzebują tych pieniędzy bardziej niż ja.

„Chirola” przyleciał do Lizbony 11 lutego 1971, a trzynaście dni później został zaprezentowany kibicom, podczas meczu przeciwko francuskiemu Red Star. Przez ponad pół roku tylko trenował z zespołem. Ze względu na obowiązujący limit obcokrajowców, nie mógł grać w oficjalnych meczach. W tym okresie poznał portugalską aktorkę i modelkę Carmizé, z którą w najbliższych latach miał stworzyć jedną z najpopularniejszych par lat 70. Poznali się podczas kolacji, słuchając Fado, na którą zaprosił ich portugalski aktor wielki Sportinguista (zagorzały fan Sportingu) Camilo de Oliveira. Pierwszy oficjalny mecz w barwach Lwów „Chirola” zagrał 12 września 1971 roku i od razu strzelił dwa gole. W całym sezonie rozegrał 20 meczów ligowych i zdobył dziewięć bramek. W Pucharze Zdobywców Pucharów miał bilans 4/4. Carmize mogła go jednak oglądać tylko podczas meczów na Jose Alvalade. Dlaczego?

To były inne czasy i gracze nie mieli obecnej wolności. Dodatkowo, jeśli Sporting zagrał słabo lub przegrał, to za karę piłkarze musieli spać w hotelu z niedzieli (mecze były zazwyczaj rozgrywane w niedzielę) na poniedziałek. Kiedy rano wstali, jedli razem śniadanie i szli na trening. Widziałam „Chirolę” dopiero po lunchu w poniedziałek.

Małżeństwo Yazalde. Carmen, podobnie jak Hector, dorastała w biednej rodzinie, więc świetnie się rozumieli.

W kolejnych rozgrywkach spisał się już znakomicie. W 29 meczach ligowych zdobył 19 bramek, w piećiu spotkaniach o Puchar Portugalii strzelił 7 goli, a w Pucharze Zdobywców Pucharów dorzucił jeszcze jedną. Wygrał również pierwsze trofeum z Lwami, jakim był Puchar Portugalii. Po zakończeniu rozgrywek udał się wraz z narzeczoną do Argentyny, gdzie 16 lipca 1973 roku wzięli ślub.

Złoty But

Rozpoczął się sezon 1973-74, który okazał się najlepszym w karierze Yazalde. Cały zespół grał pod niego. Dodatkowo był człowiekiem, którego lubili praktycznie wszyscy. Wielu starszych lizbończyków (zarówno kibiców Benfiki jak i Sportingu) opowiada historie o spacerującym po ulicach stolicy Portugalii Yazalde, który przyłączał się do dzieci grających w piłkę na ulicach, a po grze zapraszał ich na lody i na koniec jeszcze obdarowywał drobnymi kwotami pieniędzy. Pierwsza kolejka nowego sezonu nie była dla „Chiroli” szczęśliwa. Mimo jego siedmiu strzałów na bramkę Vitorii Setubal, żaden nie przyniósł gola dla Sportingu, a Lwy przegrały 0:1. Kolejne mecze to już popis bohatera tekstu. W siedmiu spotkaniach zdobył (19!) goli. W 9. kolejce Sporting zremisował 1:1 z Porto i było to jedyne spotkanie w sezonie, w którym „Chirola” nie wystąpił. Od 12. serii spotkań zaczął strzelać ponownie i sezon zakończył z nieprawdopodobnym wynikiem… 46 goli zdobytych w 29 meczach. Ten wynik zapewnił mu tytuł najlepszego strzelca na Starym Kontynencie, a co za tym idzie otrzymał nagrodę „Złotego Buta”.

Na galę udał się oczywiście ze swoją piękną małżonką, która najbardziej wspomina słowa (czemu mnie to nie dziwi?) Franza Beckenbauera, skierowane do „Chiroli”:

Masz najpiękniejszą kobietę spośród wszystkich graczy na świecie.

Toyotę (nagrodę dla zwycięzcy) sprzedał, a otrzymane pieniądze podzielił wśród kolegów z zespołu. Pytany o to czemu tak zrobił, odpowiedział:

Bez nich nie byłbym w stanie zdobyć tych wszystkich bramek.

Sporting sięgnął w Portugalii po dublet. Również w Pucharze Zdobywców Pucharów spisywali się znakomicie. W pierwszej rundzie wyeliminowali Cardiff City (0:0 i 2:1). „Chirola” strzelił oczywiście jedną z bramek. Zdobył także ważnego gola kontaktowego w pierwszym spotkaniu z Sunderlandem w kolejnej rundzie. Historia dotycząca rewanżu z Sunderlandem pokazuje determinację i zawziętość tego zawodnika. W pierwszym meczu z Anglikami uległ kontuzji, ale wybłagał u trenera Mário Lino, by ten pozwolił mu grać do momentu zdobycia pierwszego gola. „Chirola” zdobył go w 28. minucie. Gdy trener zawołał go, by ustalić zmianę, to Hector odpowiedział mu, że musi zostać na boisku, bo wynik nie jest rozstrzygnięty. Zszedł z boiska dopiero w 65. minucie. Portugalski zespół awansował dalej. Kolega z linii ataku Sportingu, Chico Faria, tak opowiadał o kontuzjach Chiroli:

Czasami prosił o zastrzyki i obwiązywał stopy, by nie odczuwać bólu.

Losy rywalizacji z FC Zürich rozstrzygnęli praktycznie w pierwszym meczu, wygrywając 3:0 (trzeci gol autorstwa Yazalde). Niestety „Chirola” nie mógł grać w meczach półfinałowych z 1. FC Magdeburg z powodu kontuzji (1:1 i 1:2). W pierwszym spotkaniu na Alvalade Sporting miał rzut karny, którego nie wykorzystał. Można było tylko gdybać, jak poradziliby sobie ze znakomitym snajperem w składzie…

Zwieńczeniem sezonu były mistrzostwa świata w RFN. Argentyna była jednym z faworytów, a w grupie trafiła m.in na Polskę. „Chirola” pojechał na mundial z kontuzjowaną kostką i nie zagrał w pierwszym meczu z Polakami. Wystąpił za to w kolejnych spotkaniach z Włochami, Haiti (dwa gole) i z Holandią. Jednak po porażce 0:4 z Oranje, do końca turnieju już nie zagrał. Kontrakt ze Sportingiem wygasał mu 31 lipca. Sytuację chciał wykorzystać Real Madryt, który złożył ofertę kontraktu siedmiokrotnie przewyższającą jego dotychczasowe zarobki w Lizbonie. Sytuacja wydawała się bardzo skomplikowana, bo Yazalde nigdy nie stawiał pieniędzy na pierwszym miejscu, ale był u szczytu kariery, miał 28 lat i chciał zarobić przede wszystkim dla rodziny. Prezes Sportingu nie bardzo chciał podnieść płacę Argentyńczyka. Wtedy jednak w rozmowie z dziennikarzem „A Bola” Yazalde powiedział:

Real Madryt przedstawił mi propozycję o wiele lepszą niż Sporting. Wszyscy wiedzą że Rolls Royce nie może spalić pięciu litrów paliwa na 100 km, ale jeżeli Sporting przedstawi mi propozycję odpowiadającą mojej obecnej pozycji w Europie, to zostanę w Lizbonie.

Oferta Sportingu nie dorównała tej Realu, ale była na tyle dobra, że „Chirola” zdecydował się pozostać w Lizbonie na kolejne dwa lata.

Przyjaciel Eusebio

Kolejny sezon okazał się jego ostatnim w barwach Lwów. Yazalde co prawda po raz drugi został królem strzelców, tym razem zdobywając jednak „tylko” 30 bramek, jednak Sporting zajął dopiero trzecie miejsce w lidze i potrzebował pieniędzy z transferu Argentyńczyka. Ogromny wpływ na finanse klubu z Lizbony miała sytuacja polityczna w Portugalii i słynna Rewolucja Goździków z 1974 roku. Kilka tygodni po Yazalde, z ligą portugalską pożegnał się również legendarny Eusebio, czyli idol czerwonej części Lizbony. Mimo wielkiej rywalizacji, relacje pomiędzy tymi dwoma wspaniałymi graczami były znakomite, o czym wspomina w wywiadzie żona Chiroli Carmen Yazalde:

Byli wspaniali ludzie zarówno w Sportingu, jak i w Benfice. „Chirola” na przykład zawsze świetnie rozumiał się z Eusebio. Czasem po derbach Lizbony jadali razem obiad w lizbońskiej restauracji. Oni oraz ich kobiety, czyli Flora i Ja. Znałam dobrze Florę (…) „Chirola” odwiedził w domu Eusebio, gdy ten miał problemy zdrowotne, a ten przyszedł do Hectora gdy mój mąż był kontuzjowany. To była dobra przyjaźń.

Benfica vs Sporting, czyli Yazalde vs Eusebio.

Chciał nauczyć się nowego języka. To było dla niego bardzo ważne, bo planował swoją przyszłość. Carmen opowiada o tym tak:

Była oferta z Realu Madryt lub Atletico Madryt, ale on wolał Marsylię, aby nauczyć się mówić po francusku. Nie potrafisz sobie wyobrazić profesjonalizmu Chiroli: znał angielski, francuski, wszystko. Chciał posiąść jak najwięcej wiedzy na przyszłość. I nie mówię tylko o przyszłości jako gracz, ale także jako trener. Gdyby miał szczęście w życiu, byłby jednym z największych.

Jednak nigdy nie zapomniał klubu, który pokochał. Gdy już we Francji dziennikarz „A Bola” zapytał go o Sporting i o Portugalię, „Chirola” odpowiedział:

Czy tęsknię za Portugalią? Oczywiście, że tak. Chciałbym ponadto przekazać za pośrednictwem „A Bola”, że kocham Portugalię. Sporting i Sportinguistas zawsze będą w moim sercu. 

Złamane serce

W sezonie 1975-76 zdobył 19 goli dla Olympique i pomógł klubowi wygrać Puchar Francji. Kontuzje spowodowały, że kolejny sezon miał praktycznie stracony. Rozegrał tylko 13 spotkań ligowych, w których zdobył cztery bramki. W sumie w brawach Marsylii rozegrał 56 meczów i 26 razy trafił do siatki. Chociaż miał oferty od europejskich klubów oraz ważny jeszcze przez dwa lata kontrakt z OM, postanowił powrócić w 1977 roku wraz z żoną do Argentyny. Dlaczego? Tak opowiada o tym Carmen:

Kazano mu wrócić do Argentyny, jeśli chciał zagrać na mundialu w 1978 roku. Ponieważ „Chirola” nadal był rozczarowany swoim występem na mundialu w RFN, kiedy to Argentyna została wyeliminowana w drugiej fazie grupowej, zdobywając tylko punkt w trzech meczach, nawet się dwa razy nie zastanawiał i pojechaliśmy do Argentyny. (…) Dodatkowo musiał zapłacić 500 tysięcy dolarów, aby móc opuścić Marsylię, z którą nadal miał kontrakt na kolejne dwa lata. Przybyliśmy do Argentyny i nic. (…) „Chirola” nie dostał powołania do reprezentacji.

Po powrocie do Argentyny grał w barwach Newell’s Old Boys, a karierę zakończył w Huracanie. Jednak depresja, w którą wpadł ze względu na to, że nie wystąpił na MŚ w rodzinnym kraju, spowodowała, że nie był to już ten sam gracz, który zachwycał w Europie. Swoje zrobił też wiek. Gdy Yazalde powrócił do Buenos Aires, to miał już 31 lat.

Śmierć w samotności

Przez cztery lata gry dla Newell’s rozegrał 120 meczów i zdobył 54 bramki. Pamiętajmy, że był już napastnikiem po trzydziestce. Przeszedł na emeryturę w 1981 roku w wieku 35 lat po rozegraniu jednego meczu w barwach Huracanu. Po zakończeniu kariery został agentem piłkarskim, ale nie szło mu dobrze. W 1987 roku rozstał się z żoną i nie potrafił sobie poradzić z samotnością. Pił bardzo dużo i to alkohol był główną przyczyną jego śmierci. Zmarł w wieku 51 lat w wyniku krwotoku wewnętrznego, którego przyczyną była marskość wątroby. Został znaleziony martwy w nocy 18 czerwca 1997 w swoim domu przez gracza, którego reprezentował jako agent.

Tak zakończyła się historia jednego z najlepszych argentyńskich napastników wszech czasów. Trzeba przyznać, że gracza trochę zapomnianego. Był świetnym technikiem. Nie miło znaczenia czy kopał lewą, czy prawą nogą. Mimo że miał tylko 1,76 m, skakał bardzo wysoko i świetnie uderzał piłkę głową. Jego slalomy między rywalami przypominały autentycznie kroki Tanga. Gdy przyjmował piłkę, wydawało się, że ona ugina się, by nie odskoczyć od jego nogi. Był silny, szybki i zdeterminowany. Fani Sportingu do dziś uważają go za najlepszego w historii obcokrajowca, jaki grał w zielono-białej koszulce i wybierają do wszelkich historycznych jedenastek wszech czasów. Oto dowód na jego wielkość:

MARIUSZ MOŃSKI

Przy pisaniu tekstu posiłkowałem się następującymi publikacjami:

https://www.forumscp.com/wiki/index.php?title=Hector_Yazalde,_eterno_Chirola

https://www.ojogo.pt/futebol/1a-liga/sporting/noticias/interior/yazalde-amava-o-sporting-2616021.html?id=2616021

https://observador.pt/especiais/carmen-yazalde-sporting-argentina/

http://edant.ole.com.ar/diario/2001/01/20/r-02601e.htm

https://www.diariouno.com.ar/deportes/independiente-campeon-un-gol-favor-20120726-n122178.html

Mariusz Moński
O Mariusz Moński 10 artykułów
Wielbiciel futbolu z Beneluksu (szczególnie Feyenoord i KV Mechelen) Właściciel: www.jplpoland.com.pl; www.eredivisie.com.pl