Hector Veira – opowieść o pedofilu

„Żeby być na szczycie potrzeba ciężkiej pracy i tytanicznego wysiłku”. Znacie to hasło? Najprawdopodobniej powiedzieli wam to rodzice, nauczyciele czy nieco bardziej rozgarnięci rówieśnicy. I zapewne wspomnieli również i o tym, że „Jeden błąd potrafi przekreślić cały twój wysiłek”. To w sumie dziwne, że na swoją opinię pracujemy latami, a możemy ją bardzo szybko zaprzepaścić jednym gestem, jednym słowem czy jednym strzałem z pistoletu. Bycie złym jest łatwiejsze, bo nie wymaga wysiłku, gdy dobroć choćby pielęgnowana ze starannością może łatwo ulec zniszczeniu. I to z tego biorą się te negatywne emocje czy reakcje. I zapewne tak samo pomyślał pewien argentyński piłkarz – Hector Veira.

 

Kiedy byłem, kiedy był małym chłopcem…

Urodzony 29 maja 1946 roku w Buenos Aires w robotniczej rodzinie, Hector od początku chciał zostać piłkarzem. I choć jego ojciec widział go w roli prokuratora rzucającego oskarżenia złym obywatelom, to nie przeszkodził mu w dążeniu do spełnienia dziecięcych marzeń. Owe dzieciństwo, spowite uśmiechem i wygłupami, zakończył wraz z przekroczeniem 12 roku życia i wstąpieniem w szeregi inferiores (młodzież) San Lorenzo. Klub, który był w cieniu innych zespołów z metropolii Buenos Aires, ale przed nimi urodziła się zdolna młodzież. Głównie w ofensywnie, której główny trzonem była fantastyczna piątka, lub jak to mawiają w Argentynie – Los Carasucias. Kim oni byli? Narcisio „El Loco” Doval, Fernando „El Nano” Arean, Victorio „El Manco” Casa, Roberto „El Oveja” Telch i nasz bohater Hector „El Bambino” Veira. Przydomki były nieprzypadkowe, a Veira po prostu w dzieciństwie lubił bajki z Bambim.

Przeczytaj także: „Omar idzie na wojnę”

Zapoczątkowani w 1964 roku przez Jose Bareiro, swoje mistrzostwo zdobyli 4 lata później, za sprawą brazylijskiego trenera Tima. I pomimo faktu iż Hector Veira  rozegrał dla San Lorenzo 130 spotkań, strzelając 67 goli to  w mistrzowskim sezonie z powodu kontuzji zagrał raptem 4 mecze. Było to tym bardziej smutne, że w roku 1964, jego pierwszym pełnym sezonie w barwach „El Ciclon” Veira zaaplikował bramkarzom 17 bramek, co dało mu koronę króla strzelców. Los spłatał mu brzydkiego figla, toteż w 1970 roku powędrował do Huracanu, któremu kibicowało cała rodzina Veiry, włącznie z nim samym (przyznał się do tego dopiero po zakończeniu kariery zawodniczej). Jednak pomimo przyzwoitej gry, zaczęły go nękać niekończące się urazy. I tak oto jego kariera piłkarska przypominała bardziej zagraniczne wycieczki do SPA po Meksyku (Laguna), Hiszpanię (Sevilla ale bez debiutu), Brazylię (Corinthians), Chile (Universidad de Chile) po Boliwię (Oriente Petrolero) i Gwatemalę (Comunicaciones). Wszędzie tam były to jedynie spotkania, po których przystojny snajper z lat 60-tych przypominał jedynie cień własnego cienia.

b_20100523224306_hector_bambino_veira_el_bambino_veira

W reprezentacji nie dane mu było odegrać większej roli. Po debiucie w 1965 roku, otrzymał on powołanie na Copa Americę, gdzie wszedł na 25 minut w wygranym meczu z Boliwią. Po zdobyciu wicemistrzostwa kontynentu, Veira nie dostał już ponownie szansy na reprezentowanie ojczyzny. Choć potem zaczynał się sprawdzać w roli, do której pasował jak ulał do jego dość ekscentrycznego stylu życia…

Wziął mnie ojciec, wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł…

W niewiele ponad rok, w okresie rządów junty, Hector uzyskał licencję trenerską i w 1980 roku objął klub w którym się wychowywał – San Lorenzo. Był to jedynie epizod, albowiem po serii kilku porażek z rzędu działacze podziękowali Bambino za współpracę, by trzy lata później… ponownie go poprosić o pomoc. Jeśli jednak myślicie, że przez trzy lata jedynie się obijał to jesteście w błędzie. Ze względu na swój charakter często gościł w studiu telewizyjnym, sypiąc anegdotami na lewo i prawo. To zaowocowało tym, że w 1985 roku jego usługami zainteresowało się River Plate, które miało wkrótce tego nie pożałować. A czemu? Bo w końcu to za jego sprawką, River zgarnęło rok później potrójną koronę złożoną z: mistrzostwa kraju, Copa Libertadores i Pucharu Interkontynentalnego. Przy takich osiągnięciach status kultu jakim obdarzono Veirę nie śnił się nikomu innemu. Noszony na rękach, pilnowany na każdym spacerze otoczony został bezgraniczną miłością. Jego ofensywny styl gry przypadł do gustu wszystkim a i piłkarze czuli się dobrze pod jego opieką. Niemniej magiczny dotyk różdżki Bambino, nie dla wszystkich oddziaływał w pełni pozytywnie…

 Hector Veira

Był 17 października roku 1987. Do 10 komisariatu miejskiego w Buenos Aires wpada rozjuszony Luis Jose Candelmo, który nie mógł od 24 godzin zgłosić popełnienia przestępstwa na jego synie Sebastianie. Spisujący zeznania sierżant Mendez, dowiedział się z jego historii, że syn „został zgwałcony przez Hectora Rodolfo Veirę, za każdym razem mocno akcentując jego imię jak i nazwisko”. Sytuacje w których to postacie znane społeczeństwu popełniają wykroczenia zawsze uchodziły im płazem, lecz tym razem chodziło o coś znacznie poważniejszego. Mendez spisywał słowo po słowie, co się wydarzyło w mieszkaniu przy ulicy Doblas 1103, znajdującym się w ścisłym centrum Buenos Aires. Dla niego samego, było to traumatyczne, lecz musiał zachować trzeźwość umysłu. Mimo ogromnych chęci, sierżant poprosił ojca chłopaka o wstrzymanie się z ujawnianiem tych faktów mediom, dopóki sami go nie aresztują. Luis co prawda podejrzewał policję o to, że mogą ukręcić sprawie łeb, ale uspokoiła go myśl, że Veira prędzej czy później i tak trafi na okładki gazet. Nieco ponad dzień po tym wydarzeniu, Bambino wylądował w areszcie w świetle błysku fleszy. Nie zabiegając o taką sławę, rozpoczął wieloetapową obronę swojej osoby. Przerażona opinia publiczna, z początku skłonna do obrony Hectora, nagle zmieniła zdanie po tych oto zdaniach:

Zobaczyłem go na ulicy spacerującego z siatkami z zakupami. Nie chcąc przegapić takiej okazji, podbiegłem do niego i poprosiłem o autograf. On powiedział mi, że zamiast na kartce, da mi autograf na zdjęciach, które trzyma w swoim domu. Byłem u niego w domu z chyba dwie godziny, kiedy przeglądając zdjęcia zaczął mnie rozbierać. […] Mówił, że to nic strasznego, żebym się nie bał. Na dowód tego, on sam rozebrał się do naga. […] Potem poczułem, jak zaczyna mnie dotykać po całym ciele. Odczuwałem wstręt, ale siłą przycisnął mnie do kanapy i to poczułem w środku mojej pupy. Nie mogłem nic zrobić. Krzyczałem, płakałem ale on zatkał moją buzię kawałkiem szmaty. Po kilku chwilach poczułem jakąś ciecz na moich plecach

Oto słowa z zeznania 13-letniego Sebastiana Candelmo przed sędzią Eduardo Albano, który nie raz spotykał się z gwałtem. Lecz nigdy nie poczuł takiego przerażenia, gdy padały one z ust dziecka, które było ofiarą. Sprawa była w toku, gdy Veira przedstawił na swoją obronę świadka – 18-letnią Gabrielę, która była córką jego siostry. Potwierdzała ona wersję swojego wujka o tym, że owszem faktycznie chłopiec był w domu, lecz oprócz autografu na plakacie drużyny River, otrzymał także mała symboliczną flagę. W tym oto miejscu, całe śledztwo przeszło w ręce komisarza Juana Pirkera, nazywanego w różnych kręgach „Poirotem Argentyny”. Po potwierdzeniu alibi przez Veirę, doszło do konfrontacji zeznań.

Pirker, choć był wielkim fanem futbolu, niekoniecznie optował za wersją zeznań trenera. W wyniku konfrontacji, chłopiec, jak i Veira powtórzyli swoje zeznania. Młody Sebastian ze spokojem opisywał wszystkie fakty, które się wydarzyły 16 października, opisując nawet dokładnie pomieszczenie, położenie mebli jak i przedmioty tam rozłożone. Tymczasem w zgoła odmiennym charakterze, Hector był wyraźnie poddenerwowany, robiąc długie pauzy i jąkając się. Pogrążanie trenera trwało w najlepsze, kiedy młody chłopiec opisywał dokładnie, że nikogo innego prócz ich samych nie było w domu. Ba, nawet sposób w jaki Veira go rozbierał wprawiał w szok obecnych przedstawicieli Temidy. Otóż chłopiec wyznał bowiem, że trener „poprosił go o rozebranie się, by mógł ocenić czy jest na tyle sprawny fizycznie by zostać świetnym piłkarzem”. Veira stopniowo pogrążał się w odmętach kompromitacji, z której nie było już wyjścia. Mimo to brnął w ślepą uliczkę obrony, sądząc, że wymiar sprawiedliwości to nie pamiętliwa bestia, że nie będzie wierzyć w opowieści biednego chłopca, który był instruowany przez rodziców, jak zdobyć pieniądze. Choć faktem iż rodzina Candelmo nie należała do zamożnych, nijak miało się to do kontrastu samej ich opowieści.

Wyrok sądu mógł być tylko jeden – kara więzienia. Lecz zanim to nastąpiło, do więzienia wpierw trafiła na 3,5 roku Gabriela, za składanie fałszywych zeznań. Miesiąc później sąd orzekł winę Veiry skazując go na 4 lata pozbawienia wolności, lecz ten od razu wniósł o apelację. River Plate po wyroku natychmiast zdymisjonowało trenera, a tego samego dnia od razu przyjęli go do siebie w San Lorenzo, dzięki temu uzyskał możliwość wykonywania swojego zawodu. Radości w tym nie było, a piłkarze nie chcieli mieć specjalnie do czynienia z potencjalnym pedofilem. Sytuacja zrobiła się tak napięta, że i kilku miesiącach, do spółki ze słabymi wynikami także i „El Ciclon” pożegnał Bambino.

A ta walka, stawała się coraz bardziej przegrana…

 CZĘŚĆ DRUGA JUŻ NIEBAWEM!

MICHAŁ BOROWY
 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE!
POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl