Helmuth Duckadam – czarodziej czterech jedenastek

Dziś Steaua Bukareszt stoi na zakręcie, próbując odbudować swoją renomę po zawirowaniach administracyjnych. Nie tak dawno, bo w 2014 roku klubowi odebrano prawo do dotychczasowego emblematu i nazwy. Po wielu perturbacjach udało się uzyskać zgodę na posługiwanie się nazwą. Niemniej przed trzema dekadami gwiazda z klubowego herbu rozbłysła pełnym blaskiem. Decydujący wpływ miały wówczas umiejętności i intuicja człowieka, który nazywa się Helmuth Duckadam. Zacznijmy opowieść o „Herosie z Sewilli” od początku.

Z Transylwanii do Gwiazd(y)

Imię i nazwisko Duckadama kojarzy się wam pewnie z Niemcami. Słusznie, ponieważ pochodzi on z rodziny o niemieckich korzeniach. Wychował się w osławionej, poprzez książki z hrabim Drakulą w roli głównej, Transylwanii. Pierwszym klubem Helmutha był zespół z rodzinnego miasta – Semlecana Semlac. Zaliczając po drodze kilka chwilowych przystanków, nastoletni jeszcze Helmuth, trafił do flagowej ekipy regionu, UTA Arad. Owa rumuńska drużyna, kilka lat przed angażem przyszłego bohatera rumuńskiej piłki, zapadła w pamięć Polakom. Poniosła sromotną porażkę 0:8 z Legią Warszawa… tracąc wszystkie gole po przerwie. Wracając jednak do sedna, w Aradzie Duckadam prezentował się tak dobrze, że w końcu zwrócił na niego uwagę sztab reprezentacji Rumunii. Kiedy zadebiutował dla kraju, sieci zarzucił z kolei największy klub rumuński – wojskowa Steaua Bukareszt. Transfer otwierał całkowicie nowe perspektywy dla zawodnika.

W Bukareszcie o miejsce między słupkami nie było łatwo. Na przestrzeni pierwszych dwóch sezonów pełnił rolę zmiennika dla doświadczonego Vasile Iordache. Kiedy podstawowy golkiper Steauy odszedł do FC Braszów, Helmuth wskoczył na zwolnione przez niego miejsce w jedenastce. Pozycja Duckadama stała się niepodważalna. Podopieczni Emericha Jeneia zdobyli w sezonie 1984/85 – pierwszym, w którym bronił bohater niniejszego tekstu – krajowy dublet. Po zaciętej do ostatniej kolejki kampanii ligowej, wyprzedzili odwiecznych lokalnych rywali z Dinama Bukareszt. W pucharze Steaua szła jak burza. Zdemolowali pierwszą przeszkodę – trzecioligowca z Kluż 6:1. W starciu z „gwiazdą” poległy następnie: Dunarea Gałacz, pierwszoligowy outsider – FC Baia Mare i derbowi rywale – Dinamo. Przez 270 minut Duckadam stanowił zaporę nie do przejścia. W finale, na Stadionie 23 Sierpnia (nazwa upamiętniała zamach stanu obalający dyktaturę) rywalem Steauy była czwarta drużyna ligi – Universtitatea Krajowa. Po obu stronach stanęli dwaj świetni bramkarze: Duckadam i etatowy kadrowicz – Silviu Lung. Przed 60 tysiącami widzów Wojskowi, dzięki pozyskanym wcześniej z mniejszych klubów – Victorowi Piturce i Mariusowi Lacatusowi wygrali 2:1. Dodatkowo pomógł im fakt, że rywal kończył mecz w dziewiątkę. Łyżką dziegciu stał się występ na kontynentalnym poletku. Rumuni odpadli już w pierwszej rundzie Pucharu Europy. Trzeba zaznaczyć, że wylosowali bardzo źle. Los postawił na ich drodze włoską Romę. W środku pola Giallorossich biegali tacy piłkarze jak: Carlo Ancelotti czy brazylijscy magicy – Falcao i Toninho Cerezo. O odpadnięciu mistrza Rumunii zadecydowało trafienie Grazianiego na Stadio Olimpico.

Duckdam

Niepowodzenie w Europie, Rumuni powetowali sobie bez zbędnej zwłoki. Najpierw w lidze zdystansowali wyraźnie resztę stawki, zapewniając sobie tytuł kilka meczów przed końcem sezonu. Szanse na puchar odebrało im dopiero w decydującej potyczce Dinamo, które wygrało 1:0.

Sezon 1985/86 to jednak przede wszystkim historyczny sukces rumuńskiej piłki klubowej – triumf w Pucharze Europy. Droga do wzniesienia trofeum nie była usłana różami. Steaua nie wygrała ani razu w pierwszym spotkaniu, zremisowała nawet z duńskim Vejle i fińskim Kuusysi. Zdecydowanie lepiej szło Duckadamowi i jego kolegom w rewanżach. Wszystkie wygrali, a mocne Honved i Anderlecht musiały pogodzić się z trzybramkowymi porażkami.Wyeliminowanie mistrza Belgii dało szansę zmierzenia się w finale z legendarną Barceloną.

Duckadam i cztery parady życia

Podczas 120 minut nie działo się wiele. Kiedy arbiter z Francji,  Michel Vautrot zarządził konkurs jedenastek, sprawy przybrały obrót, jakiego niewielu się spodziewało. Duckadam sięgnął gwiazd. Po latach w rozmowie z Jonathanem Wilsonem wyjawił, że zawsze marzył, by zostać bohaterem finału. Wszystko się ziściło. Jak? O tym legendarny golkiper opowiadał angielskiemu dziennikarzowi. Zdradził tajniki sukcesu z Sewilli. Pomógł mu zapewne wrodzony talent psychologiczny.

Gdybym nie został piłkarzem, byłbym psychiatrą – mawiał

Swą intuicję ćwiczył grywając w pokera. Rumun odrzuca teorię o analizowaniu karnych poszczególnych zawodników.

Jeśli znasz zawodnika i jego strategię, on wiedząc o tym, może ją zmienić – tłumaczył.

Większe znaczenie przypisywał lepszej nodze poszczególnych piłkarzy. Patrząc z perspektywy zawodnika, lewonożni uderzają w swój prawy róg, natomiast prawonożni w lewy. Owe idee, choć po części ekstrawaganckie, przyniosły oczekiwany efekt. Ostatnia z zasad znalazła odzwierciedlenie przy pierwszej serii karnych. Duckadam pewnie odbił dość łatwy dla bramkarza strzał Alexanko. Tego samego dokonał wcześniej Urruti w pojedynku z Laszlo Bolonim. Po pierwszej serii było 0:0. Druga interwencja przy uderzeniu Pedrazy, wymagała już dużej klasy. Płaski, mierzony strzał również w prawą stronę jego bramki, zmusił Duckadama do pokazania pełni swego kunsztu. Efektowna parada okazała się zastrzykiem pozytywnej energii, co przełożyło się na kolejne karne. Do tej pory strzelający koledzy zawodzili. Rzadka sytuacja, bo po dwóch seriach mieliśmy 0:0. Towarzysze z pola w końcu poszli też śladem bramkarza i zaczęli spełniać przypisane im zadania. Petarda od poprzeczki Mariusa Lacatusa przyniosła oczekiwany rezultat, dając prowadzenie Rumunom.

Do piłki ustawionej na wapnie przed skupionym golkiperem poszedł Pichi Alonso – bohater półfinału z Goeteborgiem. Hiszpan upolował na Ullevi hat-tricka. Wyzwanie przechytrzenia Duckadama przerosło snajpera. Choć strażnik bramki rzucił się wcześnie, to z łatwością obronił płaski strzał. Następnie Urruti nie wyczuł rogu przy „jedenastce” Balinta. Sensacja była już bardzo blisko. 2:0 dla Rumunów. Przed karnym Marcosa Alonso Peñi jasne było, że barcelonista ma nóż na gardle. Po trzech identycznych wyborach, golkiper Steauy zmienił róg, rzucając się w swoje lewo. Estadio Ramón Sánchez Pizjuán zamilknął. Duckadam uciszył cały stadion. Na hiszpańskim obiekcie, oczywistą większość stanowili kibice Barcelony. Uniesienie ku niebu pucharu Europy było niczym zenit w karierze „Herosa z Sewilli”.

Helmuth Duckadam z upragnionym Pucharem Europy, do którego walnie się przyczynił, broniąc aż cztery jedenastki.
Helmuth Duckadam z upragnionym Pucharem Europy, do którego walnie się przyczynił, broniąc aż cztery rzuty karne.

Życie po tryumfie

Z owego zenitu spadł jak Ikar w kompletny niebyt. Wokół zniknięcia bohatera Rumunii krążyło mnóstwo legend. Mimo, że on sam odrzuca wszelkie teorie związane z systemem komunistycznym, to nie wiadomo czy kiedykolwiek zyskamy wystarczające dowody potwierdzające słowa bramkarza. W przytaczanej wyżej książce Wilsona twierdzi, że dolegliwości miały swój początek pół roku przed pamiętną serią „jedenastek”. W rezultacie upadku, nabawił się tętniaka i przejść musiał operację wszczepienia bypassów. Lansowana zaś przez francuski dziennik L’Equipe wersja mówi o wypadku z piłą łańcuchową. Węgierski historyk Gyorgy Dragoman wysnuł natomiast przypuszczenie, że za zatrzymanie Barcelony jej najzagorzalszy przeciwnik – Real Madryt – nagrodził zawodnika Steauy – samochodem. Syn rumuńskiego dyktatora podobno żądał przekazania auta dla siebie. Kiedy piłkarz odmówił, rzekomo postrzelony został przez Nicu Ceausescu w ramię. W niektórych źródłach mówi się o połamaniu bramkarzowi rąk przez nieznanych sprawców. Piłkarski mistrz przyznawał jedynie, że otrzymał swego czasu  od rządu 200 dolarów oraz auto eksportowe Rumunii – Dacię.

Duckdam
Wybuch radości po obronieniu ostatniej, czwartej jedenastki.

W roku 1989, na krótko wrócił na boisko. Reprezentował na trzecim szczeblu rozgrywek – Vagonul Arad. Ostatecznie schował rękawice do szafy po dwóch sezonach w Vagonulu. Popadł w ubóstwo. By zgromadzić środki do życia, sprzedał nawet swoje rękawice używane w Sewilli. W 2003 roku trafił mu się dosłownie los na loterii… wizowej. Otrzymał szansę emigracji do USA. Nigdy jednak „Heros z Sewili” nie przywykł do życia za oceanem. Szybko wrócił do rodzinnego kraju. Dotknęła go wówczas samotność, gdyż rodzina wolała zostać w Ameryce. Z marazmu psychicznego i finansowego wyciągnął go właściciel Steauy – Gigi Becali. Zaproponował Duckadamowi start z ramienia założonej przez samego siebie partii na burmistrza Aradu. W wyborach Helmuth poniósł porażkę. W 2008 roku Duckadama uhonorowano orderem „Meritul Sportiv” (za zasługi w sporcie). Los prawdziwie odmienił się wraz z uczynieniem Helmutha Duckadama honorowym prezydentem Steauy. Tę funkcję 57-latek piastuje do dziś.

JAKUB BARANKIEWICZ

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl