Henryk Kasperczak – z Mielca na podbój Afryki

Zdjęcie główne: hej.mielec.pl

Przygody byłych świetnych zawodników z trenerskim fachem kończyły się różnie. Jedni, jak Diego Maradona czy Zbigniew Boniek szybko zostali wyleczeni z marzeń o szkoleniu innych. Drudzy zaś, jak Johan Cruyff oraz Franz Beckenbauer doskonale odnajdywali się w nowej roli. Udaną karierę na obydwu polach ma również za sobą dzisiejszy trener reprezentacji Tunezji – Henryk Kasperczak.

Dzieciństwo i młodość

Przyszły świetny gracz i trener wychował się w robotniczej śląskiej rodzinie, która po wojnie osiedliła się w Zabrzu. Przyszedł na świat niedaleko stadionu Górnika… dla którego jednak nigdy nie zagrał. Zbierał pierwsze szlify w tamtejszej  Stali na niższych szczeblach rozgrywek. Nastolatka wypatrzyła tam, również Stal, ale ta z Mielca – mająca większe ambicje. Transfer musiał de facto zostać odwleczony o dwa lata, ze względu na obowiązek służby wojskowej. Na szczęście udało się zaczepić w Legii Warszawa, eksportowej drużyny Polski. Dzięki takiemu rozwiązaniu otworzyły się przed młodym zawodnikiem nowe perspektywy. Na przeszkodzie do dalszego rozwoju stanęła kontuzja. Dwukrotne złamanie kostki w styczniu i marcu 1967 roku wykreśliło Kasperczaka ze składu na sezon. Kiedy znów był zdrowy, trener nie uwzględniał go w swoich planach.

Wielka Stal

Po dwóch latach w rezerwach „Wojskowych” powrócił do trzecioligowej wtedy Stali. Kasperczak przyczynił się wydatnie do marszu w górę hierarchii. Stal w dwa kolejne lata awansowała, a więc zawitała do pierwszej ligi.  Biorąc pod uwagę obecne standardy nie był młody, bo miał 24 lata. Wejście w poważniejszy futbol było, nawet w takim wieku, wymarzone. Pierwszoligowy debiutant  pomógł wydatnie Stali w zwycięstwie 5:2 nad krakowską Wisłą, dwukrotnie pokonując bramkarza krakowian. Podopieczni Andrzeja Gajewskiego zajęli ostatecznie 10. Miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej. Stworzyła się szansa zagrania z klubami europejskimi w ramach Pucharu Intertoto. Duńskie Vejle, Szwedzki Elfsborg, jak i czeskosłowacki Tatran Presov przegrali po dwa mecze z mielczanami. Okazało się to zwiastunem dalszego szybkiego postępu Stali. Częścią tych wydarzeń stał się „Kasper”, który coraz śmielej pukał do drzwi „Orłów Górskiego”. W kadrze, której częścią było już kilku jego kolegów z drużyny, zadebiutował podczas sparingu z USA 20 marca 1973 r. Już dwa sezony później Kasperczak i spółka zostali mistrzami Polski. Tym sposobem z trzeciej ligi w kilka lat urośli do miana ścisłej krajowej czołówki.

Jako reprezentant Polski za czasów trenera Kazimierza Górskiego, Kasperczak zdobywał najwyższe laury.
Źródło zdjęcia:fineartamerica.com

Sekretem sukcesu podobno była przyjaźń pomiędzy zawodnikami. Sam bohater po latach cytowany jest w książce Grzegorza Laty: „Karoly (Kontha – trener Stali) wbił nam do głowy, że najważniejszy jest atak. Można stracić bramkę, nawet dwie – ważne, by strzelić więcej niż rywal. Graliśmy na pełnym luzie. Atmosfera w szatni była doskonała. Po meczach spędzaliśmy ze sobą czas. Uwielbialiśmy się wspólnie bawić”.

Filar Stali zaś wywalczył sobie z marszu miano pewniaka w kadrze narodowej podczas jej największej prosperity. Spóźnił się jedynie na Olimpiadę w Monachium.  Jako już podstawowy gracz zdobył trzecie miejsce na mundialu w RFN, oraz drugie na IO w Montrealu. W czasie niemieckiego czempionatu wiele czasu spędził z ziomkami z klubu – Domarskim oraz Latą, a także Andrzejem Szarmachem, który później trafił do Mielca. Pamiętne są ich wielogodzinne rozmowy o życiu w pokoju hotelowym „Sonne Post” w Murrhardt.

Po wyśmienitym mundialu wrócił do Mielca, gdzie wciąż świętował sukcesy. Wielkie wydarzenie dla raptem czterdziestotysięcznego miasteczka stanowił przyjazd Realu Madryt w 1976 roku. Mistrzowie Polski, wspierani u siebie przez nadkomplet publiczności stawili opór „Królewskim”. Andrzej Szarmach, który nie mógł decyzją PZPN zagrać w tych meczach wspomina je w swojej książce, mówiąc o rywalach: „Sprawiali wrażenie pewnych siebie, ale nas nie doceniali”. Na honorowego gola Ryśka Sekulskiego patrzyłem z trybun. Obok mnie siedział Janek Domarski. Czuliśmy się bezsilni. Porażka bolała, choć Stal wstydu nie przyniosła” – opowiada „Diabeł” o meczu na ul. Solskiego. Podobno Real wciąż wysyła do Mielca kartki na święta, pamiętając o dawnych rywalach, ale ile w tym prawdy? Trudno oceniać. Swojego – jak sam go określa – „serdecznego przyjaciela” opisał nam Grzegorz Lato, grający razem z nim w zespole „Orłów Górskiego” oraz w klubie przez dekadę.

 To był mózg Stali Mielec, grał na środku pomocy. Przez cały czas gry w Stali nosił opaskę kapitana. Jako człowiek zawsze usłużny, pomocny i koleżeński. On, Kaziu Deyna i Zygmunt Maszczyk stanowili podstawę reprezentacji Polski lat 70. Kiedy rywale pokryli Kazia, odpowiedzialność brał na siebie Henryk albo Zygmunt Maszczyk. Przykładem są dwa wspaniałe zagrania Henryka Kasperczaka podczas meczu w 1974 roku z Włochami. Po pierwszym Andrzej Szarmach wspaniałą główką strzelił bramkę. Drugą piłkę Henryk wystawił Kaziowi Deynie, który rogalem zdobył przepiękną bramkę – Wspomina były napastnik mieleckiej Stali.

Z murawy na ławkę trenerską

Po odejściu z Mielca przez dwa lata Kasperczak grał we Francji, w barwach FC Metz, w ostatnim sezonie objął rolę grającego trenera.

Tak rozpoczął się najbogatszy rozdział życia „Henriego”, trwający po dziś dzień. Szczególnym szacunkiem darzą go kibice afrykańscy oraz ci z Krakowa. Na Czarnym Lądzie pracował z całą czołówką kontynentu, zaś z Białej Gwiazdy uczynił polskiego hegemona, groźnego dla markowych europejskich klubów. W 1990 roku prestiżowy „France Football” przyznał Kasperczakowi tytuł szkoleniowca roku. „Kasper”, co prawda, spuścił z Ligue 1 Racing Paryż, lecz równocześnie doprowadził ów skromny klub do finału Coupe de France. W decydującym spotkaniu dopiero po dogrywce Racing uległ Montpellier 2:1. Władze zwycięzcy musiały być pod wrażeniem pracy Polaka, gdyż zatrudniły go chwilę później u siebie. Nie mogły żałować tej decyzji. MHSC, dla którego kilka bramek zdobył Jacek Ziober pokonało w Pucharze Zdobywców Pucharów PSV Eindhoven i Steauę Bukareszt, a dopiero w ćwierćfinale uległo Manchesterowi United. Krótko pracował jeszcze w 1993 roku dla Lille OSC, nim wyemigrował do Afryki.

Afrykańskie podboje „Henriego”

Skusił go prezydent federacji WKS, Ousseynou Dieng. Celem nadrzędnym Kasperczaka wyznaczono jak najlepsze zaprezentowanie się na Pucharze Narodów Afryki 1994. Skończyło się trzecim miejscem. Ale… No właśnie. Kończyć się nie musiało, gdyż Dieng chciał kontynuować współpracę. Kasperczak po latach tłumaczył: „Czułem, że wypełniłem swoją misję”. Przeszedł do Tunezji, której reprezentację szkolił aż cztery lata. Z „Orłami Kartaginy” na sukcesy musiał poczekać dwa lata. Kolejny PNA rozgrywano w Republice Południowej Afryki. Podopieczni „Henriego” zaczęli turniej niemrawo, gdyz w grupie zwyciężyli tylko raz, ale z silnym Wybrzeżem Kości Słoniowej. Łyżką dziegciu stał się ledwo remis z Mozambikiem. Porażka z Ghaną nie przeszkodziła w awansie. Gabon w ćwierćfinale Tunezyjczycy pokonali dopiero po serii jedenastek. Zambia, wciąż odbudowująca się po katastrofie lotniczej nie potrafiła, postawić się drużynie „Henriego”. Poniosła porażkę 2:4. Dopiero gospodarze zatrzymali Tunezję w finale, dwukrotnie trafiając do siatki. Srebrne „Lwy Kartaginy” zawiodły fanów na Mundialu we Francji. Dwie porażki Kasperczak przypłacił dymisją, zanim jeszcze wrócił z turnieju.

Nie potrafił przez dłuższy czas nigdzie zagrzać miejsca. Odbył prawdziwą podróż dookoła świata. Powrót do Francji (Bastia), Emiraty Arabskie(Al Wasl), kadra Maroka i Chiny (Shenyang Sealion). Pokierował też całkiem udanie kadrowiczami Mali – gospodarzami PNA w 2002 roku. Mimo niezłej gry, Malijczycy zajęli „najgorsze dla sportowca” czwarte miejsce. Dwa remisy w grupie (z groźną Nigerią i dowodzoną przez słynnego George’a Weaha Liberią) okraszone zwycięstwem nad Algierczykami wystarczyły do awansu. Ćwierćfinał mógł być osobistą zemstą Kasperczaka na RPA za wydarzenia sprzed 6 lat. Niezależnie od prywatnych odczuć trenera, zakończył się powodzeniem. Rywale z południa kontynentu przegrali 0:2. Ale to ostatnie zwycięstwo Malijczyków. Zmuszeni byli uznać wyższość eksportowych ekip Afryki:  w półfinale Kamerunu, a później zrewanżowali się im Nigeryjczycy. Trener odszedł po zakończeniu kontraktu.

Sukcesy w grodzie Kraka

Sprowadził go do Krakowa z bezrobocia, właściciel Wisły – Bogusław Cupiał, budujący krajową potęgę. Pracę „Kaspera” w Wiśle skrupulatnie opisuje Mateusz Miga w książce „Sen o potędze”. Na początek nowy trener znalazł każdemu zawodnikowi konkretną pozycję, zajął się poprawą podstawowych elementów rzemiosła piłkarskiego jak krótkie podania. Zdecydował się też na klasyczne ustawienie 4-4-2. Mirosław Szymkowiak przyznał, że „dopiero u Kasperczaka nauczył się taktyki”. Występami w Pucharze UEFA 2002/03 Wiślacy zaskarbili sobie serca całego kraju. Pierwsze rundy to jak zwykle spacerek. Glentoran Belfast, ani Primorje nie miały szans z Polakami. W II rundzie los zetknął ich z Parmą. Szumne zapowiedzi Kasperczaka się nie sprawdziły i przed rewanżem włosi mieli jednobramkową zaliczkę. W Krakowie zaczęli wyśmienicie, wychodząc na prowadzenie. W tamtej chwili Wisła musiała strzelić trzy gole, by przejść dalej. Kto wie, może przełomowym punktem była sytuacja Adriano, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem zarył w ziemię i upadł. Kamil Kosowski i Maciej Żurawski doprowadzili do dogrywki, w której Żuraw dołożył drugiego gola. Wynik ustalił Daniel Dubicki.

Henryk Kasperczak jako trener Wisły pokonał m. in. Schalke oraz Parmę
Źródło zdjęcia: sport.interia.pl


Dwumecz z Schalke zapowiadał się o wiele trudniej. Spotkanie na Reymonta pewnie skończyłoby się zwycięsko, gdyby nie kardynalna pomyłka Angelo Huguesa. Francuz źle wyszedł przed pole karne i został przelobowany, a Emile Mpenza dopełnił formalności. Wcześniej Poulsen pokonał własnego bramkarza. Padł więc remis.

Wysoka obrona, pressing jeszcze na połowie Niemców, skuteczne pułapki ofsajdowe zapewnił komfort w obronie. Wisła raczej nie straciłaby bramki, gdyby nie dziurawe ręce Huguesa, który wypuścił piłkę po strzale Hajty. Dało to remis Schalke, gdyż Żurawski chwilę przedtem wykorzystał centrę na wolne pole Kamila Kosowskiego. Po przerwie znów dośrodkowanie „Kosy”, a piłkę do siatki wbił Kalu Uche. W końcówce pomylił się Emile Mpenza, co wykorzystał Żurawski, a czwartą bramkę po kontrze i nieudanej interwencji na raty Franka Rosta dołożył Kosowski. Po zimowej przerwie na Kasperczaka i jego zawodników czekało Lazio. Mimo wyrównanych meczów czołowy zespół Serie A okazał się zbyt silny.

Emocjonujący mecz na Stadio Olimpico, w którym Krakowianie dwukrotnie doprowadzali do remisu i raz objęli prowadzenie zakończył się wynikiem 3:3. Korzystną decyzję dla gości z Włoch odnośnie rewanżu podjął norweski delegat Trygve Borno, który przełożył o tydzień konfrontację w Krakowie. Jako powód podał oblodzone boisko. Kasperczak w wywiadzie z Gazetą Krakowską skomentował to zwięźle: „Można było z powodzeniem grać na tej murawie”. W lepszych niż pierwotnie warunkach Lazio odniosło zwycięstwo 2:1. Udany sezon na kontynencie Wisła okrasiła odzyskaniem z rąk Legii tytułu mistrza Polski. Dalej nie było tak kolorowo, co prawda znów udało się wygrać ligę, lecz jedyny rywal, którego pokonali w Lidze Mistrzów to Omonia Nikozja. Do Pucharu UEFA zrzucił Wiślaków Anderlecht. Tam też przebrnęli ledwie jedną przeszkodę – NEC Nijmegen, odpadając z teoretycznie słabszą Valerengą Oslo. Nad Kasperczakiem zaczęły zbierać się czarne chmury. Próby ich rozproszenia spaliły na panewce. O ile odpadnięcia z Ligi Mistrzów przeciwko „Królewskim” z Madrytu nie można uznawać za klęskę, to takową jest niepowodzenie w rywalizacji z Dinamem Tbilisi. Przelało ono czarę goryczy i wojna na linii Kasperczak – Cupiał nasiliła się. Z anonimowych wspomnień opublikowanych w książce Migi wynika, że Cupiał „nie potrafił zwolnić Kasperczaka, gdy spotkali się twarzą w twarz”. W sprawę zamieszany był nawet… prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski, który strofował prezesa PZPN-u Michała Listkiewicza, by „zrobił coś z tym”. W tym samym czasie negocjowano, a ostatecznie zatrudniono na Reymonta Wernera Liczkę. Na powitalną konferencję Czecha wtargnął Kasperczak, doszło nawet do rękoczynów przed kamerami. Kilka miesięcy później Polak ustąpił i wyemigrował za ocean. Zafundował sobie dwuletni odpoczynek od pracy.

Ostatnia dekada

Wrócił do pracy z Afrykanami, tym razem w Senegalu. Znów nie dopisało „Henriemu” szczęście. Po zakwalifikowaniu się do PNA 2008 i dwóch porażkach już na boiskach Ghany, doświadczył deja vu. Podobnie jak tunezyjską reprezentację na francuskich Mistrzostwach Świata, również Senegalczyków opuścił przed trzecim meczem grupowym. Utratą posady przypłacił, jak się wydaję, porażkę z Angolą. Na otwarcie turnieju zdążył jeszcze zremisować z Republiką Południowej Afryki. Dopiero wtedy droga „Henriego”  zaprowadziła go w rodzinne strony. W charakterze strażaka wezwali rodowitego zabrzanina sternicy Górnika  – czerwonej latarni Ekstraklasy. Niestety, misja uratowania zespołu o bogatej historii przed spadkiem do (nowej) I ligi skończyła się fiaskiem. Mimo to, przypomniał o sobie na tyle wyraźnie, że Cupiał zaoferował mu powrót. W marcu 2010, pięć lat po zwolnieniu z hukiem, ponownie wszedł do szatni na Reymonta. W trakcie pięciomiesięcznej pracy zajął drugie miejsce w lidze. Do dymisji podał się samodzielnie po klęsce z azerskim Karabachem Agdam w LE. Nim czwarty raz w życiu wrócił na Czarny Ląd krótko trenował grecką Kavalę. Mimo piątej lokaty w lidze nie utrzymał posady. Rękę znów wyciągnęli Afrykanie. „Henri” podpisał 15-miesięczną umowę z Mali. A więc następny powrót. Znów celował w Puchar Narodów Afryki. I rzeczywistość zweryfikowała zamiary Polaka. Malijczycy ostatecznie zakwalifikowali się do turnieju, choć w eliminacjach przegrali aż trzykrotnie. Co szokujące, nawet z Etiopią i Malawi. W Gwinei Równikowej „Orły” prześladował rezultat 1:1. W ten sposób zakończyły się ich wszystkie mecze. O awansie do fazy pucharowej decydować musiało… losowanie. Szczęście nie uśmiechnęło się do Malijczyków i musieli pożegnać się z marzeniami. Pobyt z Mali zakończył się dla Kasperczaka przykrym przeżyciem. Nim jeszcze złożył on dymisję, doświadczył zamachu w stolicy kraju – Bamako. Przebywał w restauracji ledwie kilkaset metrów od miejsca tragedii. Tym razem ślepy traf uratował życie Kasperczakowi.  Co gdyby zamachowcy podłożyli bombę w nieco innym miejscu?

Mimo zaawansowanego wieku i coraz częstszych pogłosek o emeryturze, Kasperczak znów wrócił. Drugą szansę po kilkunastu latach dali mu Tunezyjczycy. „Kasperowi” idzie świetnie. Mauretania nie nastręczył kłopotów „Lwom Kartaginy” podobnie jak Gwinejczycy i Libijczycy. Decydujące o występie w Rosji będą przyszłoroczne mecze z Demokratyczną Republiką Konga, która również dotychczas wygrała cztery spotkania.

JAKUB BARANKIEWICZ

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Redakcja
O Redakcja 352 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl