Hidetoshi Nakata – japoński David Beckham

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się japoński futbol, zapewne większość stwierdziłaby, że z „Kapitanem Tsubasą”. Serial anime o przygodach młodego piłkarza uchodzi w naszym kraju za pozycję kultową. Dodatkowo „Kraj Kwitnącej Wiśni” nie dorobił się w historii swojego futbolu gwiazdy światowego formatu. Jednakże pokolenie wychowane na piłce nożnej przełomu wieków z pewnością zapamiętało dobrze jednego z graczy „Niebieskich Samurajów”. Kilkanaście lat temu motorem napędowym naszych czerwcowych rywali był bez wątpienia Hidetoshi Nakata.

Nasz bohater urodził się 22 czerwca 1977 roku. Wychowywał się w Kofu. Miasto to leży na wyspie Honsiu i jest otoczone pasmem górskim. Młody Hidetoshi mógł w młodości przyglądać się doskonale widocznej z tamtej okolicy górze Fudżi. Miejsca, które dla Japończyków jest świętym. Wychowujący się na wspomnianym wcześniej anime autorstwa Isamu Imakake, stworzonym na podstawie mangi, młody Nakata marzył o przebyciu ścieżki podobnej do tej, jaką podążał kapitan Nankatsu. Chociaż inspiracją dla powstania opowieści o niesamowitym Tsubasie był podobno Kazuyoshi Miura, to właśnie Hide zrobił karierę, która nadawała się, aby umieścić ją na kartach komiksu czy ekranach telewizorów. To on był pierwszym piłkarzem, za którym tłumnie podążali japońscy turyści a kluby, które go zatrudniały, zacierały ręce na myśl o wpływach ze sprzedaży gadżetów azjatyckim fanom.

Być jak Tsubasa

Powstanie ligi z prawdziwego zdarzenia datuje się w Japonii na rok 1992. Wówczas to utworzono profesjonalną J-League. Wcześniej Kraj Kwitnącej Wiśni mógł pochwalić się jedynie bogatymi tradycjami, jeżeli chodzi o futbol w amatorskim wydaniu.  Nakata przyznawał po latach, że ciężko wskazać mu jakiegokolwiek idola z dzieciństwa, gdyż tak naprawdę w jego ojczyźnie nie było przed nim nikogo, kto mógłby odgrywać taką rolę. Jako jego największą inspirację po raz kolejny możemy wskazać tutaj wyimaginowanego Tsubasę Ozorę. Sęk w tym, że styl gry zawodników z popularnego anime nijak się miał do prawdziwej piłki. Nakata zakochał się jednak w niemal magicznym futbolu, który mógł oglądać na ekranie swojego telewizora. Na zawsze zaszczepił w swoim umyśle te idee. Do końca kariery traktował futbol jako sztukę, ale zarazem także dobrą zabawę.

Gdy byłem dzieckiem, w moje ręce trafił komiks. Niedługo później zacząłem oglądać serial. Po kilku odcinkach wyszedłem na boisko i próbowałem skopiować to, co trener pokazywał Tsubasie: strzelić na bramkę, by piłka odbiła się od poprzeczki i żebym chwilę później mógł uderzyć przewrotką. Nie było łatwo. Jestem przekonany, że gdyby nie ta seria, być może w ogóle nie zostałbym profesjonalnym piłkarzem.

Od najmłodszych lat był powoływany do młodzieżowych reprezentacji swojego kraju, jeszcze jako gracz szkolnej drużyny Nirasaki High School. Prawdziwe granie zaczął jednak w 1995 roku, gdy przywdział koszulkę zespołu Bellmare Hiratsuka. Przez cztery lata grania w swojej J-League, Hide zdołał wyrobić sobie markę jednego z najlepszych zawodników  w ojczyźnie i wielkiej nadziei Japończyków. Wierzyli oni, że oto objawia im się w końcu piłkarz, który zdoła podbić europejskie murawy. Niekwestionowana gwiazda ich futbolu – Kazuyoshi Miura – nie poradził sobie we włoskiej Serie A. To pokazywało, ile dzieli poziom piłki prezentowany przez Samurajów z tym, który reprezentują najlepsze kluby na Starym Kontynencie. Już nie długo miało to się jednak zmienić a tym, który przetrze szlaki innym zawodnikom z Japonii, miał być właśnie Nakata.

Najlepszy wśród najgorszych

W 1997 roku został wybrany do najlepszej jedenastki J-league. Zdobył także tytuł najlepszego piłkarza Japonii oraz piłkarza roku w Azji. Normalną koleją rzeczy było otrzymanie powołania do seniorskiej reprezentacji Japonii. Najpierw pod wodzą Shu Kamo, a następnie zastępującego go Takeshiego Okady, Niebiescy Samurajowie wywalczyli awans do turnieju finałowego Mistrzostw Świata we Francji. Awans historyczny, ponieważ nigdy wcześniej nie grali na mundialu. Sporą rolę w tym wiekopomnym wydarzeniu odegrał Hide, który w całej kampanii eliminacyjnej ustrzelił pięć bramek.

We Francji drużyna prowadzona przez Okadę trafiła do jednej grupy z Argentyną, Chorwacją i Jamajką. Przybysze z Dalekiego Wschodu zgodnie z oczekiwaniami przegrali pierwsze dwa mecze po 0:1. Nie było w tym nic dziwnego, bo Argentyńczycy i Chorwaci byli zdecydowanymi faworytami tej grupy. Dwójka debiutantów – Japonia i Jamajka – miała stanowić tylko tło. W ostatnim, bezpośrednim starciu, Azjaci i drużyna z Karaibów mieli się zaś zmierzyć w meczu o honor. Faworytami byli Niebiescy samurajowie. Reagge Boys dwa poprzednie spotkania zakończyli z bilansem bramkowym 1:8. Piłkarze z kraju Boba Marleya niespodziewanie wygrali jednak mecz 2:1. Japończycy z pewnością nie mogli zaliczyć tego turnieju do udanych. Przegrali wszystkie trzy spotkania. Łyżką miodu w tej beczce dziegciu był jednak ognistowłosy pomocnik. Hidetoshi Nakata wyróżniał się zdecydowanie na tle swoich kolegów z kadry. Nie tylko pofarbowaną fryzurą, ale przede wszystkim umiejętnościami. Swoimi udanymi występami, chociażby przeciwko Argentynie przykuł uwagę europejskich skautów. 1 lipca 1998 roku Hide oficjalnie został graczem włoskiej Perugii, stając się drugim po Miurze Japończykiem w Serie A.

Nakata w barwach reprezentacji Japonii, dla której strzelił 11 bramek w 77 występach;
źródło: fifa.com

Marketingowa perełka

Ciężko powiedzieć kto był bardziej zachwycony perspektywą gry w jednej z najlepszych lig świata. Sam piłkarz czy jego rodacy? A może działacze AC Perugia, którzy szybko zauważyli, jak dochodowe okazało się zatrudnienie piłkarza z Azji? W Japonii wybuchła istna „Nakatomania”. Działacze włoskiego klubu już na początku przygody Hide z ekipą Grifoni wyprzedali na daleki wschód 70 tysięcy koszulek z nazwiskiem Nakata na plecach. Wynik godny największych gwiazd futbolu. Obejrzeć jego debiut w barwach drużyny z Umbrii przybyło pięć tysięcy japońskich turystów. Przeciwnikiem piłkarza z Azji i jego nowych klubowych kolegów był w pierwszym meczu wielki Juventus, który kilka miesięcy wcześniej doszedł do finału Ligi Mistrzów. Perugia co prawda uległa po zaciętym boju naszpikowanej gwiazdami Starej Damie 3:4, ale Hide ustrzelił w swoim pierwszym występie w Serie A dublet. Dwa gole strzelone w debiucie podkręciły tylko euforię japońskich kibiców.

W gabinetach działaczy Gryfów liczono już pewnie kolejne jeny spływające do klubowej sakiewki. Sam piłkarz udowodnił tym występem  wszystkim niedowiarkom, że nie jest tylko egzotyczną ciekawostką, która ma generować zyski, a może być realnym wzmocnieniem zespołu. Był traktowany jak kura znosząca złote jajka. Na każdy mecz Nakaty przybywało kilka tysięcy jego rodaków, chcących obejrzeć, jak zawodnik z ich kraju radzi sobie w słynnej Serie A. Poza nimi na Stadio Renato Curi podążało kolejnych kilkuset fotoreporterów, chcących udokumentować każdą kolejną chwilę Samuraja na boisku. Do Italii zostało oddelegowanych na stałe kilkunastu dziennikarzy, którzy mieli zdawać relację z każdego dnia pobytu Azjaty na Półwyspie Apenińskim. Nic dziwnego, że sam piłkarz szybko dorobił się pseudonimu Gioiellino, co oznaczało Mały klejnot.

W Japonii mecze Perugii transmitowane były przez stację Wowow w systemie pay-per-viev. W telewizji otwartej można było zobaczyć jedynie skróty spotkań. W swoim pierwszym sezonie we Włoszech Nakata zagrał w 33 ligowych spotkaniach, w których zdobył 10 bramek i dołożył 5 asyst. Po raz drugi z rzędu został wybrany piłkarzem roku w Azji. Czarował publiczność swoją motoryką, pracowitością, wizją gry i ciągiem na bramkę. Potrafił groźnie uderzyć z dystansu. Odniesiony sukces i popularność godna największych gwiazd filmu czy muzyki nie zakręciła mu przy tym w głowie. Nadal pozostawał skromnym chłopakiem, trzymającym się z dala od skandali obyczajowych i pierwszych stron bulwarówek. Kultura osobista i moralność piłkarza rodem z Japonii była godna największych samurajów, kierujących się kodeksem bushido.

Przy jego transferze mieliśmy trochę szczęścia, ale byliśmy też sprytni. On jest jeszcze lepszy niż nam się wydawało – prezes Perugii Luciano Gaucci.

Scudetto w Wiecznym Mieście

W sezonie 1999/2000, rundę jesienną spędził jeszcze w barwach ekipy z Umbrii. Kolejne dobre występy przykuwały jednak uwagę możniejszych klubów, które wiedziały, że sprowadzenie Hide do swojego zespołu wiąże się nie tylko z pozyskaniem klasowego gracza, ale również z korzyściami marketingowymi. Po półtora roku spędzonym w zespole AC Perugia, Nakatę wytransferowano do AS Romy. Giallorossi wydali 22 miliony euro by móc sprowadzić naszego bohatera do siebie. Mały klejnot, który przyzwyczajony był jednak do gry zaraz za plecami napastników, musiał pogodzić się z bardziej defensywną rolą w zespole prowadzonym przez Fabio Capello. Jego pozycja zajęta była przez Francisco Tottiego, a ten jak wiadomo, w zespole Romy był nie do wygryzienia. Japończyk często spełniał więc rolę zmiennika dla legendy rzymskiego klubu.

W drugim sezonie spędzonym w drużynie z Wiecznego Miasta zagrał w zaledwie 15 spotkaniach. W dużej mierze spowodowane było to jednak kontuzją Japończyka. Mimo wszystko Nakata bardzo pomógł swojej drużynie w wywalczeniu Scudetto. W jednym z ważniejszych meczów sezonu, 6 maja 2001 roku AS Roma mierzyła się z Juventusem. Hide pojawił się na boisku w drugiej połowie spotkania, tradycyjnie zmieniając Tottiego. Roma przegrywała wówczas na Stadio delle Alpi 0:2. 12 minut przed końcem spotkania Nakata atomowym uderzeniem z 30 metrów nie dał najmniejszych szans strzegącemu bramki ekipy z Turynu Edwinowi Van der Sarowi. W 90. minucie gry Japończyk po raz kolejny kąśliwie uderzył w stronę bramki rywala. Holender tym razem odbił strzał Hide ale uczynił to tak niefortunnie, że piłka wylądowała wprost pod nogami Vincenzo Montelli, który z łatwością umieścił futbolówkę w sieci. Po raz kolejny Juventus okazał się szczęśliwym rywalem dla Azjaty. AS Roma dzięki temu zwycięstwu utrzymała sześciopunktową przewagę nad Starą Damą i dotrwała na pozycji lidera do końca rozgrywek. Mistrzostwo powróciło do Rzymu po 18 latach. Mały klejnot po sezonie zawinął jednak manatki i powędrował szukać szczęścia w kolejnym klubie z Italii.

W barwach AC Parma, klubu, który postawił na piłkarza z Japonii. Ten odpłacił swoją dobrą grą;
źródło: pinterest.com 

Mieszek z pieniędzmi rozwiązała tym razem AC Parma, która wyłożyła na Japończyka niemalże 30 milionów euro. I pomyśleć, że trzy lata wcześniej wiele osób wymownie pukało się w czoło na wieść, że Perugia ma zamiar wydać na egzotycznego przybysza 4 miliony dolarów. Każdy kolejny klub wiedział jednak, że zainwestowane w Hide pieniądze z łatwością mogą się zwrócić. Nadal pojawiały się głosy, że kariera Nakaty rozwija się głównie dzięki jego walorom marketingowym. Każdy kolejny prezes zaprzeczał jednak kategorycznie takim pogłoskom. Nie inaczej było w przypadku rządzącego Parmą Stefano Tanziego, który podkreślał, że nasz bohater trafił do należącego do niego zespołu przede wszystkim z powodu umiejętności piłkarskich. Ale czy tylko? AS Roma w czasie pobytu Nakaty w stolicy Włoch zdołała uruchomić dwa klubowe sklepiki w Tokio i Osace. Strona www.nakata.net notowała ponad 200.000 odsłon dziennie. Pamiętajmy, że mówimy o czasach, w których internet był o wiele mniej popularny niż obecnie. Transfer do Parmy uczynił również z niego na długie lata najdroższego piłkarza Azji. Rekord ten pobił dopiero Heung-min Son, przechodząc w 2015 roku z Bayeru Leverkusen do Tottenhamu.

Zmora Juventusu, chłopiec z billboardu

W swoim pierwszym sezonie w barwach zespołu ze Stadio Ennio Tardini, Nakata zdobył wraz z kolegami Puchar Włoch. Parma w finale tych rozgrywek mierzyła się z Juventusem Turyn. Finał Coppa Italia rozgrywany był wówczas w formie dwumeczu. W pierwszym spotkaniu Juventus prowadził już 2:0, jednakże Hide w 92. minucie zmniejszył rozmiary porażki, strzelając kontaktowego gola. W rewanżu gracze Pietro Carmignaniego zwyciężyli 1:0 po bramce Brazylijczyka Juniora. Po końcowym gwizdku to właśnie Nakata i jego koledzy mogli wznieść trofeum ku górze, dzięki bramce Japończyka strzelonej na wyjeździe, która przechyliła szalę korzyści na stronę Parmy. Hidetoshi Nakata po raz kolejny okazał się być zmorą Juventusu.

Kolejnym ważnym wydarzeniem w życiu Nakaty, były mające odbyć się w jego rodzinnej Japonii mistrzostwa świata. Cały kraj liczył na udany występ swoich pupili, prowadzonych do boju przez największego gwiazdora kadry w postaci Hide. Były to czasy apogeum popularności japońskiego pomocnika. Był on w tamtym czasie kimś w rodzaju Roberta Lewandowskiego obecnie w Polsce. Telewizja, uliczne billboardy, wszędzie można było ujrzeć twarz Nakaty. Coca-cola, Nike, MasterCard, Canon, Subaru, J-Phones…  Łatwiej byłoby chyba wymienić firmy, których Mały klejnot nie reklamował.

Warto przypomnieć, że w czasie przygotowań do turnieju, Japonia zmierzyła się w towarzyskiej potyczce z reprezentacją Polski. Rozgrywane na stadionie Widzewa Łódź spotkanie zakończyło się porażką kadry Jerzego Engela 0:2. Pierwszą bramkę dla przybyszów z Azji zdobył w 10. minucie nasz bohater. Wykorzystał on błąd Tomasza Wałdocha i płaskim strzałem przy bliższym słupku nie dał szans Jerzemu Dudkowi.

Azjatycki mundial rozbudził apetyty japońskich kibiców. Fazę grupową ekipa prowadzona przez Philippe Trousiera zakończyła bez porażki. Niebiescy Samurajowie zremisowali swój pierwszy mecz z Belgami, by następnie wygrać spotkania z Tunezją i z Rosją. W meczu z zespołem z Afryki Nakata strzelił nawet bramkę. Kolejną przeszkodą na drodze Japończyków byli piłkarze z Turcji. Apetyty azjatyckich kibiców były ekstremalnie rozbudzone. Rozgrzane głowy Azjatów musiały jednak przyjąć na siebie kubeł zimnej wody, gdy po 90 minutach meczu ich pupile przegrywali 0:1. Marzenia o medalu mistrzostw świata pękły jak mydlana bańka. Dodatkowym ciosem dla kibiców Japonii był zapewne fakt, że współgospodarze turnieju – Korea Południowa – doszli aż do półfinału rozgrywek.

Gdy piłka nie sprawia radości…

Następne lata kariery Nakaty w dużym stopniu naznaczone były kolejnymi urazami. Hide brakowało tego błysku, którym czarował kibiców we Włoszech przez kilka sezonów. Mimo to podczas dwuipółletniego pobytu w Parmie wykręcił liczbę 95 spotkań i pomógł zespołowi ze Stadio Ennio Tardini ugruntować status czołowego klubu we Włoszech i uznanej marki w Europie. Kolejne przystanki Hide w Bolonii i Fiorentinie stanowiły już raczej odcinanie kuponów. W końcu w 2005 roku, Mały klejnot postanowił zmienić klimat i po siedmiu latach pobytu we Włoszech udał się do Anglii. Nakata przywdział koszulkę Bolton Wanderers, do którego został wypożyczony przez klub z Florencji. Epizod w zespole Sama Allardyce’a stanowił dla niego koniec piłkarskiej przygody. Japończyk przez kolejne sezony powoli zatracał gdzieś radość z gry, aż w końcu futbol kompletnie przestał go bawić.

Czułem, że gramy tylko dla pieniędzy, a nie dla zabawy. Zawsze czułem, że zespół jest jak wielka rodzin, ale przestało tak być.

Tak podsumował swoją decyzję, którą podjął już na przełomie roku 2005 i 2006. Chciał jednak ostatni raz zagrać ze swoją reprezentacją na mistrzostwach świata. Legendarny Brazylijczyk Zico, będący wówczas selekcjonerem Niebieskich Samurajów, zabrał go na światowy czempionat do Niemiec. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do poprzedniego Mundialu, nikt nie liczył na dobry występ ekipy z Azji. Gdy sędzia Eric Poulat z Francji po raz ostatni zagwizdał w spotkaniu Japonia – Brazylia, Hide padł na murawę stadionu w Dortmundzie i długo się z niej nie podnosił. Ukrył twarz w dłoniach i rozpłakał się. Koledzy z drużyny kompletnie nie wiedzieli o co chodzi Nakacie. Wprawdzie zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie, a Brazylia rozbiła ich 4:1, ale żeby od razu z tego powodu płakać? Nikt przecież nie liczył na cuda. Jeszcze tego samego dnia dowiedzieli się, że spotkanie przeciwko Canarinhos było ostatnim w karierze Gioiellino. Decyzja ta była o tyle zaskakująca, że Nakata miał w tamtym momencie ledwie skończone 30 lat. Przez kilka kolejnych sezonów z powodzeniem mógł jeszcze pokopać futbolówkę.  Jego decyzja była jednak inna.

Filantrop, model, globetrotter

Przez całe życie grałem tylko w piłkę. Nie wiedziałem jaki jest świat poza futbolem. Chciałbym wiedzieć co dzieje się teraz na świecie i co ja mogę dla niego zrobić.

Nakata czuł, że nie może dalej kontynuować kariery. Wkurzała go postępująca komercjalizacja piłki, ale nie był to jedyny powód zakończenia przez niego profesjonalnego grania. Czuł, że przez futbol ucieka mu życie. Czuł, że całą swoją życiową energię poświęcał tylko treningom i meczom. Postanowił, że to najwyższy czas, aby zacząć się rozwijać, zwiedzać świat, poświęcić życie czemuś, co nie będzie go już nużyć, tak jak zawodowy futbol. Stwierdził, że czas zobaczyć coś więcej niż boiska treningowe i hotelowe pokoje. Początkowo postanowił zostać modelem. Pracował między innymi dla Calvina Kleina. Już w czasie kariery często porównywano go do Davida Beckhama. Bardziej niż o samą grę chodziło tutaj o wartość marketingową obydwóch piłkarzy. Gdy Nakata postanowił zająć się modelingiem, te porównania przybrały na sile. Były już piłkarz od zawsze interesował się modą. Eksperci w tej dziedzinie często komplementowali jego wyczucie stylu. Pojawiał się na okładkach rozmaitych, lifestylowych magazynów. Chociażby słynnego czasopisma GQ.

Sesja u Calvina Kleina, jak widać na zdjęciu, urodzony model…;
źródło: youtube.com

Po jakimś czasie również świat mody zaczął być za mały dla Nakaty. Zrealizował więc swoje marzenia o podróżowaniu. Zwiedził między innymi Afrykę. Jego podróże po Czarnym Lądzie zostały uwiecznione na taśmach filmowych i wydane na DVD. Dochód ze sprzedaży płyt zasilił konto fundacji na rzecz walki z malarią w Kongo. Gdy w 2011 roku Japonię nawiedziły potężne trzęsienia ziemi, zlicytował m.in. buty piłkarskie i koszulki, stworzył linię charytatywnej biżuterii i zorganizował mecz dobroczynny. Wszystko by pomóc rodzinom ofiar i poszkodowanym przez kataklizm. Pomagał już wcześniej. Chociażby ofiarom trzęsienia ziemi w Haiti. Buty w których zagrał na mundialu w Niemczech osiągnęły na aukcji wartość 1,5 mln dolarów. Cała kwota została przeznaczona na pomoc Haitańczykom.

Natychmiast anulowałem wszystkie moje plany. Musiałem coś teraz zrobić. Sport jest naprawdę duży – szczególnie piłka. Futbol może połączyć ludzi, co jest bardzo ważne w tym momencie i w przyszłości.

…producent sake

Gdy Nakata zakończył swoją podróż dookoła świata, postanowił zająć się biznesem. Zainteresował się produkcją sake. Poznawał wszystko od podszewki. Podróżował po Japonii rozmawiając z producentami, rolnikami czy sprzedawcami. Jego nowa pasja poskutkowała wyprodukowaniem własnej marki sake o nazwie „N”. Można ją kupić jedynie poza granicami Japonii. Przy czym jest to towar mocno luksusowy i limitowany. Produkuje się jej 1000 butelek rocznie. Cena to około 1000 dolarów za sztukę. Całe przedsięwzięcie ma bardziej na celu promowanie kultury picia sake, aniżeli czysty zysk. Skąd wzięło się zainteresowanie 77-krotnego reprezentanta Japonii produkcją tej ryżowej wódki?

Przeżyłem około 10 lat w Europie, jako piłkarz ale także po zakończeniu kariery. W tamtym czasie bardzo często pytano mnie o japońską kulturę. Musiałem pogodzić się z tym, że mam tylko bardzo powierzchowną wiedzę na ten temat.

Hide chciał bardziej wniknąć w kulturę swojego kraju. Zostać pełnoprawnym ambasadorem Japonii na świecie. Nie tylko maskotką, którą wszyscy kojarzą z graniem w piłkę, ale wartościową jednostką, która ma swój wkład w japońską kulturę, poczuć większą więź ze swoimi rodakami. Odwiedził wszystkie 47 japońskich prefektur. Spał w miejscowych hotelach, kosztował lokalnej kuchni, rozmawiał z miejscową ludnością.

Carpe diem

Ta łacińska sentencja z pewnością mogłaby posłużyć za motto Hidetoshi Nakaty. Piłkarz z całych sił stara się przeżywać każdy dzień tak, jakby miał być jego ostatnim. Nie znajdziecie go w mediach społecznościowych. Wszelkie konta na które natraficie nie są kontami oficjalnymi.

Nie używam social mediów ani smartfonów, ponieważ dla mnie bardzo ważne jest aby rozmawiać twarzą w twarz. Nie chodzi o wymianę wiadomości, ale o poczucie, że człowiek używa swoich zmysłów, aby zrozumieć życie. Nasze życie dotyczy tego, co jemy, tego, co pijemy, tego, w co się ubieramy, gdzie mieszkamy. Chodzi o jakość życia. Nie chodzi o to, dokąd się wybierasz i czy kupujesz coś specjalnego. Dla mnie radość życia jest cechą tego, co robisz każdego dnia. Dlatego dzisiaj i każdego następnego dnia cieszę się moim życiem.

Czytając te słowa, można stwierdzić, że pomimo zakończenia kariery przez Nakatę już w wieku niespełna 30 lat, jest on człowiekiem spełnionym. Piłkarsko chyba też… Bo czy niespełnionym może być ktoś, kto zagrał na trzech mundialach, dwóch igrzyskach, był wybierany najlepszym piłkarzem na swoim kontynencie, był nominowany do Złotej Piłki, a Pele wybrał go do setki najlepszych piłkarzy w historii futbolu? Czy niespełnionym może być ktoś, kto po karierze prowadzi tak intensywne życie osobiste, spełniając wszystkie swoje ambicje i cele? Wreszcie czy niespełnionym może być ktoś, kogo kocha cała Japonia, jego książki z miejsca zostają bestsellerami, a Włosi wręczają mu ordery (Order Gwiazdy Soidarności Włoskiej)? Odpowiedzmy sobie sami.

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła:

  • http://hashtaglegend.com/post/hidetoshi-nakata-japan-culture-football-soccer-club 
  • https://www.football365.com/news/portrait-of-an-icon-hidetoshi-nakata
  • https://www.planetfootball.com/nostalgia/celebration-hidetoshi-nakata-serie-cult-hero-fashionista-icon/
  • https://www.theguardian.com/football/2001/jul/24/newsstory.sport1
  • https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/mundial-2018/reprezentacja-japonii/kapitan-tsubasa-bajka-ktora-stworzyla-gwiazdy-ms-2018/8stewsp
  • https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/ligi-zagraniczne/serie-a/to-byla-ekipa-as-roma-20002001/zly73rz#slajd-10

Rafał Gałązka
O Rafał Gałązka 12 artykułów
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.