Historia człowieka, który znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie

Fot. abcnews.go.com

W futbolu zdarzają się zawodnicy, którzy pomimo braku nadzwyczajnych umiejętności robią kariery, ponieważ potrafili znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. Są też tacy, którzy mieli wielki talent, ale z różnych przyczyn kariera przeszła im między palcami. Jaka jest prawda o naszym dzisiejszym bohaterze? To trudno ocenić, ale gdyby nie transfer w odpowiednim czasie i do odpowiedniego klubu, nikt by nigdy nie usłyszał o Aleksie Bunbyrym.

A teraz powiedzcie, ilu znacie kanadyjskich piłkarzy. Radziński? De Guzman? Staltieri? Bardziej wtajemniczeni dodadzą jeszcze Olivera Occeana, Paula Peschisolido, Roba Frienda czy Larsa Hirschfielda, ale to wszystko. Mało kto pamięta o piłkarzu, występującym pod pseudonimem Alex. Nic dziwnego, w końcu Alex to przydomek właściwy dla Brazylijczyka, Portugalczyka i może Hiszpana. Ale Kanadyjczyk?

Co ciekawe nasz dzisiejszy bohater przyszedł na świat w… Gujanie. Wychowywał się z ośmioma braćmi i czterema siostrami i cała męska strona rodziny Bunburych od małego uganiała się za piłką. Uganiała się na ulicach i boiskach w Montrealu, bo właśnie tam przeniosła się cała ferajna. Alex w wieku 12 lat podjął treningi z klubie Saint Leonard Bourassa, po czym przeszedł do Hamilton Steelers i tu zaczyna się wspaniała, choć nie pozbawiona zakrętów, historia.

Utalentowany napastnik, który od małego imponował szybkością i wyszkoleniem technicznym, szybko zaczął regularnie trafiać do siatki. Jego nazwisko równie szybko trafiło do notesu trenerów reprezentacji młodzieżowych, którzy znaleźli dla niego miejsce na mistrzostwach świata do lat 20 w 1985 roku. Niestety Kanada zremisowała tam 0:0 z Australią i przegrała 0:2 z Nigerią i 0:5 ze Związkiem Radzieckim. Słaby występ całej ekipy nie przeszkodził w rozwoju jego kariery i już rok później w jego dorobku pojawił się dopisek „reprezentant kraju”. debiut przypadł na mecz z Singapurem podczas turnieju towarzyskiego Merilion Cup.

Dokonania Bunbury’ego w ojczystym kraju nie ograniczały się do strzelania bramek na zielonych boiskach, choć trzeba przyznać, że ta sztuka wychodziła mu bardzo dobrze. Pochodzący z Gujany snajper trafiał do siatki grając w Hamilton, Toronto Blizzard i Montreal Supra. Ciekawostką jest fakt, że ów snajper strzelał też bramki dla reprezentacji Kanady z Futsalu i nawet wziął udział w mistrzostwach świata w 1989 roku, które odbywały się w Holandii. Podobnie jak cztery lata wcześniej, zespół spod znaku liścia klonowego nie wyszedł z grupy.

Piłkarze z Kanady na początku lat 90-tych mogli jedynie pomarzyć o karierze piłkarskiej. W tym kraju dyscypliną numer jeden jest hokej a sport nazywany soccerem znaczy tyle samo co IV liga badmintona dla byłej ministry sportu – Joanny Muchy (gorące pozdrowienia dla Pani Joanny od zawodników III ligi hokeja, V ligi curlingu na betonie, oraz VI ligi szachów podwodnych). Jednak marzenia Alexandre’a się spełniły kiedy nadeszła oferta z West Hamu Londyn. Dla 25-letniego wówczas napastnika była to ferta z gatunku tych nie do odrzucenia, więc spakował się i pojechał na podbój Premiership. Tyle, że ten podbój zakończył się zaledwie czterema występami. Sam zawodnik tłumaczy, że być może ten dorobek byłby większy, gdyby nie dalekie wyjazdy z reprezentacją kraju:

Sposobiłem się do barażowych meczów z Australią, kiedywnictwo West Hamu dało mi do zrozumienia, że jeśli znów zdecyduje się na długi i daleki wyjazd, niekorzystnie wpłynie to na moją sytuację w klubie. Z początku sądziłem, że próbują mnie tylko zastraszyć. W każdym razie grę w reprezentacji przekładam ponad wszystko, szczególnie jeśli stawką jest awans do mistrzostw świata. Pojechałem więc oczywiście do Edmonton, gdzie pokonaliśmy Australię2:1 a następnie do Sydney, gdzie odpadliśmy z eliminacji po serii rzutów karnych. Kiedy wróciłem do Londynu na powitanie powiedziano mi, że straciłem miejsce w drużynie. (Tygodnik Piłka Nożna, nr 19/1995 str 27)

Jak się później okazało, ten moment był przełomowy w karierze Kanadyjczyka. Pomocną dłoń wyciągnęło Maritimo Funchal – klub z malowniczej Madery. W Maritimo zawodnik przyjął przydomek „Alex” i niemal natychmiast zaczął dziurawić siatki rywali. Alex nie tylko strzelał, ale też czarował kibiców nietuzinkowymi zagraniami. Najbardziej udana była dla niego runda jesienna sezonu 1994/95, kiedy został wybrany najlepszym piłkarzem ligi portugalskiej, a przecież wówczas w tej lidze grały takie asy jak Luis Figo, Joao Pinto, Claudio Caniggia czy Rui Costa:

Muszę przyznać, że zaskoczyłem także i samego siebie. Wybór dokonany przez sportową gazetę A Bola stanowił dla mnie ogromne wyróżnienie, bo przecież w portugalskich klubach występuje wielu doskonałych zawodników. (Tygodnik Piłka Nożna, nr 19/1995 str 27)

Bunbury nie tylko odmienił swoją karierę, ale też całe Maritimo. Zespół z Madery z Kanadyjczykiem w składzie zajął kolejno 5. i 7. miejsce w tabeli, dochodząc do finału pucharu kraju w sezonie 1994/95 oraz zanotował kilka udanych występów w Pucharze UEFA (m.in. z Juventusem Turyn). Na koniec sezonu nasz bohater został wybrany najlepszym obcokrajowcem w Portugalii, a jakiś czas później został najlepszym strzelcem w historii Maritimo z 59 golami na koncie. No cóż, niezbadane są losy piłkarza, jak widać koniec pewnej przygody może stać się początkiem kolejnej, jeszcze bardziej wspaniałej historii, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Po zakończeniu rozdziału portugalskiego Alex postanowił spróbować swoich sił w MLS. Przez rok grał w klubie Kansas City Wizards, po czym zakończył karierę. Przez pewien czas parał się trenerką, ale krótki epizod z brazylijskim Bangu nie był dla niego szczególnie udany. W 2006 roku władze kanadyjskiego futbolu dołączyły go do galerii sław soccera, dzięki czemu stał się legendą. I to wszystko dzięki Maritimo, bo przecież gdyby nie gra w Portugalii, to na pewno nikt nie zwrócił by uwagi na zawodnika, który strzelił cztery gole w 24 meczach w MLS.

 

Fot. la90minute.com
Fot. la90minute.com

 

GRZEGORZ IGNATOWSKI

 

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 99 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.