Ivan Turina – trzecia rocznica śmierci

Dla wielu z nas zawodnicy, których oglądamy regularnie, stają się ulubieńcami. Wydaje się, że znamy ich na wylot, mimo iż oni nie wiedzą o naszym istnieniu. Śmierć piłkarza często wzrusza nas tak bardzo, jak odejście kogoś bliskiego. Sam miałem podobne odczucie, gdy dotarła do mnie wieść o Ivanie.

Ivan Turina urodził się w Zagrzebiu. Przez pierwsze osiem lat swojej kariery zawodowej nie mógł znaleźć miejsca, w którym mógłby spokojnie się rozwijać. Dowodem na to jest aż pięciokrotna zmiana klubów w tym okresie. Wychowanek lokalnego Dynama ze względu na sporą konkurencję w bramce, wypożyczany był m.in. do Osijeku czy Kamenu Ingrad. Czas stabilizacji nadszedł dopiero pomiędzy 2003 a 2007 rokiem. Został wtedy numerem jeden w bramce drużyny z Zagrzebia. Stało się tak, ponieważ do belgijskiego FC Brugge odszedł pierwszy golkiper Tomislav Butina.

Przeczytaj także: „Adidas vs. Nike, czyli o tym, jak oba koncerny zdominowały światowy futbol”

W swoim przedostatnim sezonie Ivan zdobył mistrzostwo i rozegrał 32 spotkania, w których puścił tylko 26 bramek, co było najlepszym wynikiem w lidze. Swoją świetną dyspozycją przykuł uwagę selekcjonera Zlatko Kranjčara, który dał mu zadebiutować podczas meczu z Hongkongiem rozgrywanego w ramach Pucharu Carlsberga. Ostatni sezon Turiny w Chorwacji okazał się jednak rozczarowaniem, ponieważ przeniesiono go do drużyny juniorów.

Pomocną dłoń w stronę Ivana wyciągnął grecki zespół AO Xan­thi, lecz nawet ten nie potrafił skorzystać z potencjału bramkarza. Po sezonie 2006/07, gdy rozegrał tylko 8 spotkań, dostał telefon z Lecha Poznań. Działacze „Kolejorza” zaproponowali Xanthi około 200 tysięcy euro oraz trzyletni kontrakt dla zawodnika. Turina bez wahania przyjął propozycję i zasilił zespół na zasadzie transferu definitywnego.

Ivan Turina
Oprawa kibiców na cześć Ivana Turiny

Był wówczas trzecim bałkańskim bramkarzem, którego testował Lech. Józef Młynarczyk stwierdził, że to jedyny golkiper „gotowy do gry, ukształtowany i ograny”. Argumenty te były całkowicie trafne. Przed przyjściem do Lecha święcił triumfy w lidze chorwackiej. Prócz mistrzostwa i krajowego pucharu, mierzył się także z Arsenalem w eliminacjach Ligi Mistrzów, a w Pucharze UEFA zespół Turiny przegrał z francuskim Auxerre. Ozdobą tego meczu była bramka Ireneusza Jelenia, który pokonał Ivana świetnym strzałem zza pola karnego. Bramki stracone w tym meczu Chorwat wziął na siebie. Załamany myślał nawet o zakończeniu swojej kariery piłkarskiej, na szczęście do takiej sytuacji nie doszło.

Poznań jednak (nie)szczęśliwy

Turina w polskiej lidze debiutował w starciu przeciwko Odrze Wodzisław. We wszystkich rozgrywkach zaliczył 25 spotkań, z czego 12 w lidze. Ciekawostką jest, że gdy pomiędzy słupkami Lecha stał Ivan, zespół nie przegrał żadnego ze spotkań ligowych. Rosły bramkarz nigdy na dobre nie przebił się do pierwszego składu „Kolejorza”. Silna konkurencja, w postaci Krzysztofa Kotorowskiego i Grzegorza Kasprzika, nie dawała szans na wywalczenie sobie stałego miejsca. Pomimo tych przeszkód, Ivan zdążył zapisać się wielkimi zgłoskami w historii klubu.

Do dzisiaj mam przed oczami jego obronione karne w półfinale Pucharu Polski przeciwko Polonii Warszawa. Najpierw obrona strzału Radka Mynara, później Jarosława Laty, a na samym końcu spudłował Radosław Majewski. W meczu finałowym z Ruchem Chorzów Ivan zachował czyste konto, a Lech wygrał 1:0 po bramce Sławomira Peszki. Zdobycie Pucharu Polski było jedynym sukcesem podczas jego rocznej przygody z Lechem.

Po sezonie Ivana przeniesiono do Młodej Ekstraklasy, z czym nie potrafił się pogodzić. Przystąpiono więc do rozmów w sprawie rozwiązania kontraktu. Obyło się bez większych konfliktów, a Chorwat wrócił do Zagrzebia, gdzie spędził tylko sezon. Kolejnym przystankiem w jego karierze okazał się Szwecja i AIK Solna, gdzie stał się ulubieńcem kibiców.

Oczywiście, że jestem bardzo szczęśliwy. Zawsze mówiłem, że chcę mieszkać tam, gdzie życzy sobie tego moja rodzina, a żona pragnie być w Sztokholmie – mówił w jednym ze swoich ostatnich wywiadów Ivan.

W 2012 roku Turina odwiedził Poznań ponownie tylko po to, aby patrzeć jak jego koledzy z nowego zespołu upokarzają starych znajomych. Lech odpadł po rywalizacji z AIKiem w ramach eliminacji Ligi Europy. Z tego dwumeczu pewnie większość z Was pamięta uderzenie Mateusza Możdżenia, które znalazło drogę do bramki Ivana.

Śmierć w śnie…

Rok później, 2 maja 2013 roku do wszystkich dotarła okropna wiadomość. Ivan zmarł. Znaleziono go martwego w swoim łóżku o 7:23 przez sztokholmską policję.

Mogę potwierdzić, że Ivan Turina nie żyje. Nie ma podejrzeń o popełnieniu przestępstwa – mówił wówczas zastępca sztokholmskiej policji Patrik Nuss.

Służby wezwali zaniepokojeni sąsiedzi. Okazało się, że bramkarz miał wrodzoną wadę serca, która pozwalała mu jednak na uprawianie sportu.

Jego ojciec miał atak serca po pięćdziesiątce. Ivan mógł należeć do grupy podwyższonego ryzyka, ale nie wiemy tego. To tragiczne wydarzenie, które nie ma nic wspólnego z piłką nożną i sportem…

Zazwyczaj przy ataku serca człowiek się budzi, odczuwa ból w klatce piersiowej, niepokój, nie czuje się dobrze. Wiemy tylko, że Ivan miał problemy z oddychaniem, co żona zinterpretowała, że to jego głośniejsze chrapanie niż zwykle – opowiadał polski lekarz AIK Solna, Karol Żyto.

Cały piłkarski świat zaczął mówić o śmierci Ivana. Wiadomość ta wstrząsnęła fanami „Kolejorza”. Z perspektywy sympatyka tego klubu – dobrze wiem, jak musieli się czuć, sam poniekąd to przechodziłem. Wiadomość poruszyła także całe Dynamo, a przede wszystkim jego obecny zespół AIK. Nikt w klubie nie potrafił sobie poradzić z tą informacją. Włodarze klubu, piłkarze czy kibice. Wszyscy doznali prawdziwego szoku.

Mieszkaliśmy drzwi w drzwi, zawsze żartowaliśmy. Co będzie dalej? Została jego żona z dwojgiem dzieci i trzecim w drodze. RIP, bracie” – napisał na portalu społecznościowym zawodnik stołecznego klubu, były reprezentant Szwecji Henok Goitom.

Na swojej stronie internetowej Dynamo zamieściło wiersz rosyjskiego poety Siergieja Jesienina. „Żegnaj, przyjacielu, do widzenia. Drogi mój, od krwi serdecznej bliższy…”.

Ivan Turina

Miesiąc później, przy okazji meczu ligowego z IFK Goteborg uczczono pamięć Ivana. Na murawie można było zobaczyć flagi dwóch narodowości (Chorwacji i Szwecji) oraz koszulkę z numerem „27” z którym grał regularnie. W Poznaniu podczas meczu z Wisłą Kraków także zachowano minutę ciszy, która miała upamiętnić tego zawodnika.

Śmierć jest niewątpliwie tragedią ludzką. Odejście kogoś najbardziej boli tych, którzy pozostają tutaj, na ziemi. Ponad dziesięć lat temu, tak samo, jak Ivan, w śnie odszedł David Di Tomasso, jeden z najlepszych piłkarzy Utrechtu. Podczas meczu Kolumbia – Kamerun na boisku zasłabł Marc-Vivien Foé, którego lekarze nie potrafili uratować. Krzysztof Nowak zmarł na ALS, z którym nie mógł nawet na dobrą sprawę skutecznie powalczyć. Na myśl nasuwa mi się jedno pytane. Ile jeszcze takich wspomnień jak to, pojawi się na przestrzeni kolejnych dekad?

 

MARIUSZ ZIĘBA

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 60 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.