Jean-Pierre Papin i jego „papinade”

Zinedine Zidane miał swoją ruletę, którą do dziś określa się jego nazwiskiem. Jean-Pierre Papin tak często zdobywał bramki z woleja, że określono je mianem „papinade”. Termin ten dziś już nie jest popularny, natomiast pokolenie przełomu lat 80. i 90. doskonale zna popisowy strzał Francuza. Opisywany dziś napastnik to najlepszy zawodnik w historii Olympique Marsylii. Większość swoich sukcesów osiągał w koszulce OM. W innych miastach nie szło mu już tak dobrze.

Niechciany we własnym kraju

Talent Papina nie został dostrzeżony we Francji. Musiał on bowiem ratować karierę za granicą. Do pierwszego klubu zapisał się już jako sześciolatek. Urodził się 5 listopada 1963 roku w portowym mieście Boulogne sur Mer, które znajduje się na północy Francji. Rozwód rodziców sprawił, że musiał dorastać pod opieką babci. Trudne dzieciństwo musiało odbić się na jego upartym dążeniu do celu. W 1981 roku US Valenciennes wysłało go na trzy lata do futbolowej szkoły w Vichy. Po powrocie zdobył 15 bramek dla klubu z rejonu Hauts-de-France. Były to jednak gole strzelane w drugiej lidze. Żaden pierwszoligowy zespół nie był zainteresowany Papinem. W 1985 roku musiał zmienić kraj, żeby ratować karierę. Przeniósł się do ligi belgijskiej. Tam również nie było łatwo. Nie mógł wywalczyć miejsca w podstawowym składzie FC Brugge i oglądał mecze z perspektywy ławki rezerwowych. Kiedy kontuzję odniósł etatowy napastnik Willi Wellens, Francuz pokazał na co go stać.

Jean-Pierre Papin zachwycił w FC Brugge, gdzie występował tylko przez jeden sezon.

Strzelił aż 20 goli. Mistrzostwo zdobył Anderlecht, ale francuski gracz mógł na osłodę podnieść w górę puchar krajowy. Wiele czasu w Belgii nie spędził. Robił tam prawdziwą furorę, dzięki czemu dostrzegł go ekscentryczny prezes Olympique Marsylia – Bernard Tapie. Sprowadzenie Francuza „do domu” było jedną z najlepszych decyzji w życiu tego kontrowersyjnego człowieka. Na Stade Velodrome kibice szybko się w nim zakochali, tak jak zresztą i on zakochał się w atmosferze tego wyjątkowego stadionu..W alfabecie ułożonym przez siebie na 100-lecie OM i opublikowanym w tygodniku „France Football” – tak opisał arenę, na której wykuwał swą piłkarską legendę:

Mój ogród. Najpiękniejszy jaki miałem.

Co ciekawe – zadebiutował w reprezentacji, nigdy wcześniej nie grając w pierwszej lidze francuskiej. To pokazuje jaki sezon zaliczył w belgijskim zespole.

Reprezentant z obcej ligi

Rok 1986 miał dla napastnika podwójnie duże znaczenie. Zasilił barwy Marsylii i zadebiutował w reprezentacji Francji. Kiedy wychodził na boisko, by w koszulce z kogutem zagrać przeciwko Irlandii Północnej, nie miał na koncie ani jednego występu w najwyższej rodzimej lidze. Wielu francuskich kibiców nie śledziło na co dzień jego poczynań w Belgii. Nie wiedzieli oni na co tak naprawdę stać tego gracza. To nie były czasy wybierania w tv bądź w Internecie spotkania, na które tylko ma się ochotę. Spisał się jednak na tyle dobrze, że został powołany do kadry na mistrzostwa świata w Meksyku. Chwalił go wówczas Michel Platini:

Nikt inny nie ma takiego startu, nie wyczuwa tak trafnie pozycji, nie drybluje i nie strzela tak silnie, jak Papin.

Mundial w Meksyku zakończył się sukcesem Francuzów, gdyż zajęli trzecie miejsce. Dla świeżego kadrowicza nie był to jednak do końca udany turniej, choć… zaczął go dobrze. Już w pierwszym meczu przeciwko Kanadzie zdobył zwycięską bramkę. Był to jego dopiero drugi mecz w reprezentacji i oczywiście debiutancki gol. Mógł trafić już wcześniej, ale zmarnował świetną okazję. Rywale tego dnia toczyli wyrównany bój z aktualnym mistrzem Europy. Tak początek spotkania opisywali autorzy publikacji „Mundial w kolorze. Wszystko o Mexico ‘86”:

Już w 4. minucie stoper Kanady Bridge zapuścił się pod bramkę Batsa i skierował piłkę głową w zewnętrzną część słupka. Co prawda kilkanaście minut później Papin nie wykorzystał doskonałej sytuacji mając przed sobą pustą bramkę, ale przez całą pierwszą połowę Kanadyjczycy walczyli z utytułowanymi i zaskoczonymi rywalami bez cienia kompleksu.

Papin strzelił jedynego gola tego meczu na 11 minut przed końcem. To trafienie było bramką numer 1200 w historii mundiali.

W kolejnym spotkaniu Trójkolorowi zremisowali z reprezentacją ZSRR 1:1. Nasz bohater został zmieniony w trakcie gry. Dwa razy z rzędu opuszczał boisko w drugiej połowie. Podobnie było w meczu z Węgrami. Francuzi dorzucili jeszcze dwa gole i wygrali 3:0. Zespół znad Sekwany wyszedł z grupy z drugiego miejsca, ustępując jedynie drużynie radzieckiej. Snajper mógł czuć się rozczarowany. Dominique Rocheteau po wejściu na boisku z Węgrami – w pół godziny zaliczył asystę i zdobył bramkę. Później to na niego stawiał Henri Michel. Jean-Pierre zagrał dopiero w meczu o trzecie miejsce i dopisał na swoje konto drugie trafienie w tych mistrzostwach. Francuzi wygrali z Belgami 4:2. Był to jego pierwszy wielki i tak naprawdę niespodziewany sukces. Na mundialu rozegrał bowiem dopiero drugi, trzeci, czwarty i piąty mecz w koszulce narodowej.

Moim zdaniem wypełniliśmy zadanie. Nie można mieć zbyt wielu pretensji do drużyny, która wyeliminowała takie zespoły jak Włochy czy Brazylia. Myślę, że kończący się mundial stał na bardzo dobrym poziomie i trzecie miejsce jest naszym dużym osiągnięciem – ocenił po meczu selekcjoner, Henri Michel.

Autorska „papinade”

Po mistrzostwach w Meksyku przeniósł się do Marsylii. Transfer okazał się strzałem w dziesiątkę. Ten zawodnik aż pięć razy z rzędu zdobywał koronę króla strzelców ligi francuskiej, a do tego trzy razy był najlepszym strzelcem rozgrywek o Puchar Europy. Sięgnął z drużyną po cztery tytuły mistrza Francji i cieszył się z krajowego pucharu. Szansę na największy sukces miał w 1991 roku. Wówczas marsylczycy dotarli do finału Pucharu Europy. W rozegranym w Bari finale przegrali jednak po rzutach karnych z Crveną Zvezdą. Napastnik przez długi czas nie mógł pogodzić się z tym niepowodzeniem:

Największe rozczarowanie w mojej karierze. Mimo, że od tego meczu minęło tyle lat, to ciągle tkwi to we mnie jak zadra – powiedział na łamach „France Football”.

Pocieszeniem było indywidualne wyróżnienie, jakie spotkało go na koniec roku. Otrzymał bowiem Złotą Piłkę – nagrodę, o której marzy każdy zawodnik. Oznaczało to prostą kalkulację – został wybrany najlepszym piłkarzem roku w Europie. To właśnie w Marsylii powstało zjawisko, o jakim wspomniano na początku tekstu. Papin był niezwykle uwielbiany przez kibiców OM. Doczekał się kultu. Nie sposób tego nawet opisać. Wówczas powstało też „papinade”, czyli popisowe uderzenie z woleja, po którym piłka często trafiała do siatki.

Termin ten wymyślił jeden z marsylskich dziennikarzy. Potem tak przylgnął do mnie, że wszedł do języka potocznego – powiedział nasz bohater.

Twórcą „papinade” był dziennikarz zajmujący się marsylskim klubem, Alain Pecheral.

To termin, który miałem szczęście wymyślić i który miał chwilę chwały zanim, jak wiele neologizmów, popadł w zapomnienie – powiedział autor.

Taką nazwę zyskał strzał, jaki Papin niejednokrotnie prezentował. Pierwszy raz miało to miejsce w roku 1986, przy okazji rywalizacji z Racingiem Paryż. Długi przerzut z lewej strony zagrał Jean-Louis Zanon, a snajper oddał piękny strzał zza pola karnego. Bramkarz paryskiej drużyny, Pascal Olmeta, który kilka lat później stanie między słupkami OM, mógł jedynie przyklasnąć, zanim wyciągnął piłkę z bramki.

Pojęcie „papinade” opisuje perfekcyjny, spektakularny strzał z woleja. Strzał, który wymyka się rozsądkowi – tłumaczył Pecheral.

Takimi golami Papin popisywał się w przyszłości wiele razy. Wystarczy choćby wspomnieć mecz Francji z Hiszpanią w 1991 roku. Trójkolorowi wygrali 3:1, a kibice znów mieli okazję podziwiać „papinade”. Jacques Thibert, redaktor naczelny „France Football” napisał wówczas:

„Papinade” to pojęcie, którego się nie tłumaczy, nie programuje, nie uczy. Ono tkwi w człowieku, w jego neuronach, w niesamowitej relacji z piłką, która pozwala piłkarzowi zmierzyć, niczym komputer, trajektorię, szybkość, impet piłki i natychmiast dopasować kąt oraz siłę strzału.

W OM dzielił przez kilka lat szatnię z legendarnym Erikiem Cantoną. Już w reprezentacji tworzyli świetny duet napastników. Dla narodowej drużyny rozegrali wspólnie 31 meczów. Razem zdobyli w nich 32 gole, z czego aż 22 padały po strzałach Papina.

Wspólnie z Erikiem Cantoną we francuskich barwach.

Cantona, w przeciwieństwie do niższego kolegi, wielką postacią Marsylii nie został. Nie grał w niej tak długo, a jego kariera kojarzona jest głównie z występami w Manchesterze United. W jego biografii, napisanej przez Philippe’a Auclaira, można znaleźć taki opis Papina:

Ten zawodnik nie zgrywał się na intelektualnego włóczęgę, a francuskie media bez ustanku drwiły z jego swoistej surowości w obejściu.

Okres spędzony w Marsylii był dla niego najpiękniejszym czasem w karierze. Jeśli chodzi o życie osobiste, bywało różnie, ale także działo się wiele:

W Marsylii zarówno się rozwiodłem, jak i ponownie ożeniłem. Przebudowałem swoje życie – powiedział Papin.

Przegrać z klubową miłością to jak wygrać

W 1992 roku pojechał na kolejny wielki turniej z reprezentacją. Musiał długo na to czekać, bowiem Francuzi nie dostali się na ME 1988 ani na MŚ 1990 (nie do pomyślenia!). Złą passę zdołali przełamać w eliminacjach dopiero w 1992 roku. Duży wpływ na wywalczenie awansu miał Jean-Pierre, który w eliminacjach zdobył dziewięć bramek. W Szwecji Trójkolorowi odpadli już w fazie grupowej. Papinowi na osłodę pozostały dwa gole. Trafił do siatki w pierwszym spotkaniu, w którym jego zespół zremisował 1:1 ze Szwecją. Cieszył się z bramki także w ostatnim grupowym starciu z Danią, jednak to późniejsi triumfatorzy turnieju wygrali 2:1. W międzyczasie Francuzi zremisowali jeszcze bezbramkowo z Anglią. W grupie wyprzedzili jedynie rywali z Wysp Brytyjskich. Bohater tekstu znów po dużym turnieju zmienił klub i przeniósł się do AC Milan. Silvio Berlusconi zapłacił za niego aż 15 milionów dolarów, co stanowiło wówczas transferowy rekord wszech czasów.

W barwach Milanu Papin wystąpił  tylko w 40 meczach; Źródło: aindasoudotempo.blogspot.com

Na transferze bardziej zyskał klub z Marsylii. Snajper nie prezentował bowiem w Mediolanie tak wysokiego poziomu, jak wcześniej we francuskiej drużynie. Czas spędzony w stolicy Lombardii nie był dla niego tak owocny. Mimo wielu zawirowań, miał szansę na zdobycie tego, co w barwach OM przeszło mu koło nosa. 26 maja wystąpił po raz drugi w finale rozgrywek o Puchar Europy. W ostatnim meczu sezonu najważniejszych rozgrywek klubowych w Europie – znów, jak dwa lata wcześniej, wystąpiła Marsylia. Papinowi przyszło więc zagrać przeciwko jedenastu zawodnikom, biegającym w jego ukochanych barwach. Od tamtego sezonu rozgrywki o tytuł najlepszej klubowej drużyny na Starym Kontynencie odbywały się pod szyldem Ligi Mistrzów. Do historii przeszli marsylczycy, a Papin po razu drugi przegrał w finale. Jedyna bramka, którą zdobył Basile Boli, padła w końcówce pierwszej połowy. Francuski napastnik pojawił się na boisku w drugiej połowie, ale nie zdołał niczego zmienić. Znów przegrał walkę o najcenniejszy z klubowych trofeów.

Nie ma to jak w domu

Ostatnim zagranicznym przystankiem w jego karierze był Bayern Monachium. Tam także nie zdołał zbliżyć się do poziomu prezentowanego w Marsylii. Do stolicy Bawarii przyszedł w 1994 roku za 5,5 miliona marek. W pierwszym sezonie strzelił tylko… jednego gola w rozgrywkach Bundesligi. Często zmagał się z kontuzjami. Leczenie podejmował we Francji, czym irytował niemieckich pracodawców. To była kolejna bardzo nieudana zagraniczna przygoda. Można jednak znaleźć też dobre strony jego przenosin do Monachium. To właśnie z Bayernem sięgnął po jedyne w jego karierze europejskie trofeum. W sezonie 1995/96 zdobył Puchar UEFA. Bayern pokonał w finale Girondins Bordeaux, i ostał czwartym klubem (po Juventusie, Realu i Ajaksie) mającym na koncie wszystkie trzy klubowe trofea.

Nie można powiedzieć, że w Bayernie zaliczył udaną przygodę… Spójrzcie sami – dziwnie wygląda w tych barwach, prawda?

W 1996 Papin zdecydował się na powrót do ojczyzny. Jego nowym klubem został rywal pokonany w rozgrywkach o Puchar UEFA. Grając w Bordeaux, miał już najlepsze czasy za sobą. Dodatkowo z tym zespołem nie miał tak dużych szans na osiąganie wielkich sukcesów. Na koniec rozegrał kilka spotkań dla EA Guingamp. Wydawało się, że jest to jego ostatni klub w karierze. Grę zakończył w 1998 roku, jednak… w 2009 podjął sensacyjną decyzję o powrocie do kopania piłki! Podpisał kontrakt z występującym w dziesiątej lidze francuskiej AS Facture-Biganos Boiens. Patrice Rosselot, prezydent klubu, powiedział wówczas:

Lepszego prezentu pod choinkę nie mógłbym sobie wyobrazić.

Nie mogło to dziwić. Dla klubu z dziesiątego poziomu rozgrywkowego przyjście zawodnika mającego na koncie Złotą Piłkę i medal mistrzostw świata było czymś niewyobrażalnym. Podzielę się anegdotą: podobnie było na naszym podwórku. W sezonie 2011/2012 na podkarpackich boiskach w barwach Iskry Zgłobień biegał Jerzy Podbrożny  – dwukrotny król strzelców Ekstraklasy i były reprezentant Polski.

Zakończenie

Jean-Pierre Papin to postać wybitna dla Olympique Marsylii, największa ikona tego klubu. Chichotem losu jest to, że gdy klub jego życia osiągał największy sukces w dziejach, to Francuz grał po przeciwnej stronie. Nie zdobył z OM Pucharu Europy, ale i tak zyskał o wiele więcej. Podbił serca marsylskich kibicó. Został uznany za bohatera na stadionie, na którym panuje największa presja spośród wszystkich francuskich aren. Tytuł najlepszego piłkarza Europy, Puchar UEFA, korony króla strzelców w lidze i europejskich pucharach, medal mistrzostw świata, gole na dużych turniejach. To wszystko składa się na wielkość Papina. Także poza boiskiem prezentuje klasę. Jego córka zmaga się z niepełnosprawnością. Piłkarz założył więc stowarzyszenie mające na celu niesienie pomocy osobom stawiającym czoła podobnym problemom. Nie tylko pięknymi golami i zdobywanymi dla klubu tytułami. Tak wypowiedział się o fanach swojego zespołu:

Są duszą tego klubu. We Francji to rzadkie, by fani byli tak związani z klubem jak kibice z Marsylii.

Kibice OM nigdy o nim nie zapomną.

GRZEGORZ ZIMNY

Źródła:

  • Philippe Auclair – „Cantona. Buntownik, który został królem”
  • Michael Nordmann, Jens Dreisbach – „Piłka jest okrągła. 1000 najlepszych piłkarzy świata”
  • Mirosław Skórzewski, Grzegorz Stański – „Mundial w kolorze. Wszystko o Mexico86”
  • Tadeusz Fogiel, Marcin Kalita – „Wielkie kluby Europy. Olympique Marsylia” – publikacja wydana przez „Przegląd Sportowy”
  • „Księga 100 piłkarzy stulecia” – praca zbiorowa
  • Maciej Krzyśków, sportowefakty.pl – Jean Pierre-Papin wraca na boisko!