Jerzy Bułanow „11 Czarnych Koszul” – recenzja

Opowieść Jerzego Bułanowa to dawka ogromnej wiedzy na temat przedwojennej piłki. Emigrant rosyjski, który wraz z rodziną trafił do Polski, osiedlił się w niej na dobre, aby następnie reprezentować naszą ojczyznę na arenie międzynarodowej. Książka powstała na bazie pamiętnika, który co jakiś czas ujawniał się w gazecie „Nowy Sportowiec” w 1936 roku.

Książka pojawiła się na rynku z okazji obchodów stulecia Polonii Warszawa. Jej opracowaniem zajął się przesympatyczny człowiek, historyk oraz kibic „Czarnych Koszul” Robert Gawkowski. Po wstępie autora możemy zacząć czytać notatki Bułanowa, który spisał je piękną polszczyzną. Jednak pisownia wielu z nich (Polonja, Lechja, stadjon itd.) została ujednolicona i dopasowana do dzisiejszych zasad języka polskiego.

Wspomnienia zaczynają się początkiem XX wieku. Jerzy opisuje w nich swoje dzieciństwo, praktycznie do końca swojej kariery zawodowej. Nie ogranicza się do pisania tylko na temat własnej osoby. Książka jest świetną lekturą dla osób, które chciałyby poznać historię piłki nożnej w Polsce od początku ubiegłego wieku. Opowieści o warszawskiej Polonii, rozgrywkach ligowych, reprezentacji narodowej z tamtego okresu oraz wyjazdów kadry na zgrupowania są wspaniałym kompendium wiedzy zasięgniętym z pierwszej ręki, bo od osoby, która to przeżyła.

Oto kilka fragmentów:

„Byłem szczęśliwy. Piłkarze „Polonii” przyjęli nas niezwykle serdecznie. Przypominam sobie, że na jakimś wieczorku klubowym, gdyśmy stali zażenowani w kącie sali i nie wiedzieli, co zrobić ze swymi postaciami, zbliżyli się do nas pani Hania Grabowska i jej mąż Jerzy, oraz kpt. Loth. Rozmawiano z nami wtedy po rosyjsku, gdyż polskim władaliśmy jeszcze bardzo słabo.”

„Przegrywamy 0:3. Włosi bardzo pochlebnie wyrażają się o naszym zespole, ale zdanie ich streszcza się w następujących słowach: „Jak możecie wygrywać mecze mając, tak żelazną obronę, a tak beznadziejny atak. Wy gracie dla gry, a my dla wygranej.”

„Po pierwszym meczu z „Unionem” zagraliśmy w Łodzi przeciw ŁKS-owi, wygrywając lekko i wysoko w stosunku 6:2. I wreszcie pierwsze spotkanie z zawodowcami. „Polonia” sprowadziła wtedy słynną wiedeńską drużynę „First Vienna” FC, w szeregach, której grali Fischer, Reiner, Pacista i inni. Pierwszy mecz rozegrany na grząskim i małym boisku Dynasów zakończył się wynikiem 2:2. Rewanż odbył się nazajutrz. Futbolu było mało, za to była wielka awantura połączona z pobiciem francuskiego sędziego kpt. Erdmana. W rezultacie wygrała „Vienna”, po na ogół równorzędnej grze, w stosunku 3:2.”

„A tymczasem włosi, bynajmniej nie speszeni ani ilością publiczności, ani obcym trenerem, raz po raz przypuszczali szaleńcze ataki, których inicjatorem był zawsze mały, czarny Argentyńczyk Orsi. Każde zagranie tego skrzydłowego było po prostu porywające. Gdy Orsi szedł z piłką, na trybunach ludziom zamierał oddech.”

„Zapadł zmierzch. W pokoju nie było nikogo i nagle otworzyły się drzwi. Na progu stała ona. Kto? Otóż.. zapomniałem, a właściwie celowo przemilczam. Była to właśnie pierwsza kobieta, od której nie uciekałem. Jak jej na imię? A czy to nie wszystko jedno? Jeśli ONA przeczyta kiedykolwiek te słowa, niechaj wie, że zapisała się trwałymi zgłoskami na najładniejszej karcie mojego życia.”

Trzeba zaznaczyć, że cała obudowa książki jest bardzo solidna – kredowy papier i twarda okładka. Szczerze zachęcam wszystkich do przeczytania tej pozycji. Uwierzcie, nie musicie być fanami Polonii Warszawa, aby ją przejrzeć. Sporo historii i informacji, których nie zobaczycie być może nigdzie indziej.

MARIUSZ ZIĘBA

 

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 60 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.