Jerzy Dudek o krok od Arsenalu

Najsilniejsza pozycja w polskim futbolu? Bramkarz. Teraz może się to nieco zmienia, bo w uznanych europejskich klubach coraz więcej mamy „swoich” – w obronie, pomocy i ataku. W XXI wieku sukcesy w Lidze Mistrzów odnosili głównie polscy golkiperzy – nie licząc nieistniejącej już „dortmundzkiej trójki” – co stanowi tylko wyjątek potwierdzający regułę. Chcecie jeszcze więcej argumentów?Najdroższym transferem Polaka jest ten Jerzego Dudka z Feyenoordu Rotterdam do Liverpoolu, od którego minęło właśnie czternaście lat. Kwota 7,4 milionów euro wręcz śmieszy, niemniej nie zapominajmy – był przecież 2001 rok, poza tym bramkarze nie pochłaniają ogromnej gotówki. Swoją drogą, gdyby zliczyć wszystkie transfery Polaków w historii, pewnie nie starczyłoby, żeby pokryć niedawne przejście francuskiego nastolatka do Manchesteru United.

Odkąd Arsene Wenger został menedżerem Arsenalu Londyn, jego zainteresowanie wzbudziło czterech polskich bramkarzy – Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański, Artur Boruc i najwcześniej – Jerzy Dudek. O ile ewentualny transfer Artura Boruca na Emirates Stadium miałby charakter zwiększenia konkurencji, o tyle Jerzy Dudek miał być na ówczesnym Highbury bramkarzem numer jeden. Jedna z wersji opowiada wręcz o fascynacji Wengera bramkarzem Feyenoordu Rotterdam. Skąd ona się wzięła? Można domniemywać, wszak Boss Kanonierów posiada liczne znajomości wśród Holendrów i ogólnie ludzi z Eredevisie. Francuz ściągał sobie do klubu Robina van Persie właśnie z Feyenoordu, a wraz z nim, miał przyjść polski bramkarz. Dudek rozegrał fantastyczne spotkanie w przegranym co prawda meczu z reprezentacji Polski z Francją (0:1).

W czerwcu 2001 roku Przegląd Sportowy za sprawą redaktora naczelnego redakcji – Piotra Górskiego – donosił, że w ciągu kilkunastu dni Jerzy Dudek podpisze umowę z Arsenalem Londyn. Nawet ma już dżentelmeńską umowę z Arsene Wengerem, że na początku lipca weźmie udział w pierwszym treningu w nowym klubie. Dziennikarze zaczęli już otwarcie przyznawać – polski bramkarz jest już praktycznie bramkarzem Arsenalu – tylko na oficjalne potwierdzenie trzeba będzie poczekać do 1 lipca, czyli otwarcia okienka transferowego.

Ostatecznie Arsenal Londyn zakontraktował Richarda Wrighta z Ipswich Town. Przyczyny takiego obrotu spraw pozostają niejasne do dnia dzisiejszego. Ktoś użyje klasycznego stwierdzenia – że nie przeszedł, to nie przeszedł – po co drążyć temat. Otóż dywagacja na temat niedoszłych transferów to zawsze tona anegdot, a cała sprawa na linii Feyenoord Rotterdam – Arsenal Londyn ma drugie dno. Dwie skrajne wersje przedstawili w swoich książkach Jerzy Dudek – „Uwierzyć w siebie” oraz Tom Bower w swoim głośnym wydaniu pt „Broken Dreams”.

Oto fragment pochodzący z książki Dudka:

W maju 2001 roku wsiadłem z Janem (de Zeeuw przyp. red.) w samolot i polecieliśmy do Londynu na zaproszenie trenera Arsene Wengera (prezes Feyenoordu o wszystkim wiedział). Mieliśmy obejrzeć klubowe obiekty i porozmawiać o warunkach ewentualnego kontraktu. Pojechaliśmy do ośrodka treningowego Arsenalu […] Po godzinie dostaliśmy telefon, że wiceprezes David Dein i pan Wenger już na nas czekają na stadionie Highbury […] Pod stadionem czekało na nas mnóstwo dziennikarzy, Nie tylko angielskich. Jan zapytał Deina, co mamy im powiedzieć. Uzgodniliśmy następującą wersję – zostały już uzgodnione warunki pięcioletniego kontraktu. Teraz poczekamy, żeby kluby dogadały się co do wysokości transferu.

 

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=E2gOMp-ciSI&w=560&h=315]

 

Jak wcześniej wspomniałem, do transferu nie doszło. Dudek stara się tłumaczyć taki obrót spraw:

Wreszcie zadzwonił do mnie Jan i powiedział, że van der Herik (prezes Feyennordu przyp. red.) ostatecznie zerwał rozmowy. Dein wyjawił, że Feyenord żądał dziesięciu milionów funtów, czyli około trzydziestu pięciu milionów guldenów. Arsenal chciał zapłacić dwadzieścia cztery miliony guldenów. Z kolei van der Herik utrzymywał, że oficjalnej oferty Arsenalu nawet nie było. Wiem, że Wenger koniecznie chciał mnie kupić. Nawet jak był na wakacjach w Tunezji, codziennie dzwonił do Jana w tej sprawie. Ale chyba Feyenoord przesadził ze spekulacjami. Dlatego Arsenal zaczął finalizować transfer Richarda Wrighta z Ipswich Town.

Angielski dziennikarz – Tom Bower – uważa, że było zupełnie inaczej niż przedstawiał to Polak. Według niego temat niemal pewnego transferu upadł, bo Jerzy Dudek nie chciał zgodzić się na zmianę menedżera. Zamiast Jana de Zeeuwa , który był z Dudkiem zaprzyjaźniony, kontrakt negocjować miał Jerome Anderson (menedżer m.in. Thierry’ego Henry’ego), czyli dyrektor i prezes wykonawczy jednej z największych agencji piłkarskich na Wyspach Brytyjskich – Sport Entertainment and media Group Limited (SEM). Polski golkiper nigdy o tym nie powiedział żadnemu dziennikarzowi, tymczasem okazuje się, że jego transfer do Arsenalu Londyn mógł zostać zablokowany przez konflikt o pełnomocnictwa względem negocjacji. Być może działacze Arsenalu nie chcieli żadnych komplikacji – dlatego postawili na słabszego Wrighta, który za to miał klarowną sytuację.

Co przemawia za wersją Bowera? Choćby to, że kwota transferu ostatecznie zamknęła się w kwocie dużo niższej niż ta, którą według Dudka żądał Feyennord. Zatem dlaczego prezes holenderskiego klubu absolutnie nie chciał się zgodzić na propozycję na Arsenalu, a Liverpoolu już jak najbardziej?

Ogółem w barwach Liverpoolu przeciwko Arsenalowi Londyn Dudek zagrał jedenastokrotnie i  – uwaga – wygrał tylko raz. W sezonie 2005/2006 The Reds z Dudkiem w bramce wygrali 1:0. Najgorzej Polak będzie wspominał dwa ostatnie mecze przeciwko Kanonierom. W sezonie 2006/2007 w 3. rundzie Pucharu Anglii wpuścił trzy bramki (1:3). Trzy dni później w ćwierćfinale Pucharu Ligi kapitulował aż sześciokrotnie. Liverpool przegrał 3:6, a sam Julio Babtista pokonał Jerzego Dudka cztery razy w tym meczu. – Kiedy puściłem ostatni raz tyle goli? Chyba w juniorach – stwierdził podłamany.

Na podstawie książek: „Uwierzyć w siebie” oraz „Broken dreams”. 

KAMIL ROGÓLSKI


//

 

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl