Tsubasa – kapitan, dzięki któremu rozkwitł japoński futbol

Andres Iniesta, Zinedine Zidane, Gennaro Gattuso, Lukas Podolski, Fernando Torres czy Alessandro Del Piero. Co łączy tych zawodników? Każdy z nich wygrywał Puchar Świata. Coś jeszcze? Wszyscy w młodości zachwycali się genialną grą pewnego japońskiego piłkarza. Brzmi niewiarygodnie? Czy zdziwilibyście się jeszcze bardziej, gdybym dodał, że ów piłkarz był jedynie animowaną postacią? A może ktoś z was uśmiecha się już pod nosem, przypominając sobie własne dzieciństwo, spędzone na oglądaniu pewnej kultowej kreskówki? Przedstawię wam dzisiaj historię mangi i anime, które odcisnęły swój ślad na japońskim futbolu. Oto Kapitan Tsubasa.

Odrobina nostalgii

Przenieśmy się do początku lat 90. W szkole rozbrzmiewa ostatni dzwonek. To moment, w którym pakujesz zeszyty, wybiegasz z klasy i wracasz pospiesznie do domu. Od progu rzucasz tornister w kąt pokoju i czym prędzej zasiadasz przed telewizorem. Ignorujesz krzyki matki, domagającej się umycia rąk i psioczącej na twoje ubłocone buty (dopiero zmyła podłogę). Ty jesteś już jednak w swoim świecie. W rogu ekranu telewizora widnieje logo Polonii 1, a twoim oczom ukazuje się poniższe intro :

Kończy się 20-minutowy odcinek, dziesiąty z kolei, w którym Nankatsu walczy w finale z Meiwą. Jeszcze tylko pięć i dowiesz się, kto zostanie mistrzem Japonii juniorów. Gdy już zjesz obiad, będziesz mógł pobiec z kolegami na boisko i sprawdzić, czy też potraficie wykonać „strzał Jastrzębia”, tak jak to zrobił Tsubasa. Ech, to były czasy. Magiczne lata 90.

Futbol kyokushin

Osobom, które nigdy nie miały okazji oglądać przygód małego piłkarza z Japonii, pokrótce streszczę fabułę. Tsubasa Ozora jest kilkunastoletnim chłopcem, który wraz z matką przeprowadza się do fikcyjnej miejscowości Nankatsu. Od dziecka uwielbia grać w piłkę nożną. Ta zresztą uratowała mu kiedyś życie, gdy jako dziecko potrąciła go ciężarówka, a trzymana w ręku piłka zamortyzowała uderzenie. W Nankatsu spotyka genialnego bramkarza – Genzo Wakabayashiego, z którym początkowo rywalizuje w rozgrywkach międzyszkolnych, by następnie zagrać z nim w jednej drużynie, reprezentującej prefekturę Nankatsu na mistrzostwach Japonii juniorów. Oprócz Wakabayashiego najlepszym przyjacielem Tsubasy jest Taro Misaki. Syn artysty podróżującego w celach zarobkowych po całym kraju. Na wspomnianym turnieju grają z masą zespołów.

Najwięksi rywale Nankatsu to Meiwa  FC, gdzie kapitanem jest Kojiro Hyuga. Kojiro to połączenie brutalności Claudio Gentile, siły uderzenia Roberto Carlosa i bezczelności Michała Probierza. Jest głównym „czarnym charakterem” serialu. Oczywiście i on ma w drużynie swoich wiernych pomagierów. Młodszego od reszty bohaterów, ale nie mniej utalentowanego Takeshiego Sawadę oraz bramkarza-karatekę Kena Wakashimazu. Oś serialu początkowo kręci się wokół rywalizacji pomiędzy Tsubasą a Kojiro, którzy prowadzą swoje drużyny, a dodatkowo walczą o miano młodego piłkarza w Japonii. Tsubasę do walki o zwycięstwo napędza także obietnica wyjazdu do Brazylii, którą traktuje jak raj dla piłkarzy. Ma go tam zabrać Roberto Hongo, była gwiazda Canarinhos. Jego kariera została przerwana przez kontuzje. Roberto pełni w serialu rolę mentora naszego bohatera.

Pomnik Tsubasy
Pomnik Tsubasy w tokijskiej dzielnicy Katsushika. Źródło: islog.jp

Oczywiście jak to w japońskich produkcjach bywa, serialowa gra w piłkę nie do końca przypomina to, co znamy z prawdziwych boisk. To nie tiki-taka ani żadne joga bonito. To coś znacznie bardziej widowiskowego. Moglibyśmy ją porównać chyba tylko do rozgrywek znanych z filmu „Shaolin Soccer”. To opera mydlana malowana kolorową kreską. Jeden mecz potrafi ciągnąć się na fabułę kilkunastu odcinków. Większość akcji przeplatanych jest kilkuminutowymi retrospekcjami, w których młodzi piłkarze wspominają przełomowe momenty swojego życia. Boiska są tak wielkie, że po przekroczeniu linii środkowej, bramka przeciwnika wyłania się dopiero zza widnokręgu. Sama technika? Wyskoki do piłki na wysokość drugiego piętra, strzały rozrywające siatkę lub wpychające futbolówkę do bramki razem z bramkarzem i golkiperzy zmieniający kierunek lotu, by wybronić uderzenie zmierzające w przeciwległy róg bramki. A zresztą zobaczcie sami. Tak wygląda przeciętny strzał w uniwersum Tsubasy:

Na fundamentach sukcesu pierwszej serii powstawały kolejne: „Captain Tsubasa Shin”,” Captain Tsubasa J” i „Captain Tsubasa: Road to 2002”. Mogliśmy oglądać, jak nasz bohater realizuje w końcu swoje marzenie o wyjeździe do Kraju kawy. Następnie podróżuje do Europy, by grać w barwach FC Catalunya, klubie wzorowanym na FC Barcelonie. Odnosi także sukcesy w futbolu reprezentacyjnym.

Yoichi Takahashi – rysownik, który napędził japońską piłkę

Yoichi Takahashi jest twórcą postaci młodego piłkarza. Na pomysł, by rysować mangę o tematyce piłkarskiej wpadł w czasie oglądania mundialu w Argentynie w 1978 roku. W Japonii w tym czasie piłka nożna była traktowana po macoszemu. Prawie nikt nie interesował się tym sportem. Dość powiedzieć, że ten kraj nigdy nie zakwalifikował się do rozgrywek o Puchar Azji, nie mówiąc już o mistrzostwach świata. Nie istniała tam nawet profesjonalna liga. To trochę tak, jakby w Polsce ktoś wpadł na pomysł stworzenia bajki o młodym waterpoliście. Pod górą Fudżi królowało sumo, a drużynowym sportem narodowym był baseball. Popisy Mario Kempesa i Roba Rensenbrinka na tyle zachwyciły Takahashiego, że ten postanowił zrealizować swój pomysł. Stworzona przez niego manga zadebiutowała na łamach tygodnika „Weekly Shonen Jump” w 1981 roku i odniosła olbrzymi sukces. „Captain Tsubasa” cieszył się tak dużą popularnością, że dwa lata później został przeniesiony na ekrany telewizorów. Anime było wyświetlane na kanale TV Tokyo. W promocję serialu mocno zaangażował się japoński związek piłkarski, który wyczuł, że na kanwie sukcesu „Kapitana Tsubasy” może wzrosnąć popularność futbolu. Trudno powiedzie,  ile w tym zasługi samej kreskówki, ale piłka nożna w Kraju Kwitnącej Wiśni faktycznie przeżyła olbrzymi rozkwit na przełomie lat 80. i 90.

W 1988 roku Niebiescy Samurajowie po raz pierwszy zagrali w Pucharze Azji. Cztery lata później ruszyły rozgrywki w pełni sprofesjonalizowanej J-League. W tym samym roku Japończycy sięgnęli już po mistrzostwo kontynentu. Na mundialu zadebiutowali w 1998 roku i od tamtego czasu kwalifikują się do każdego kolejnego turnieju. W międzyczasie zdążyli jeszcze zlać naszą reprezentację 5:0 w meczu towarzyskim. Czy to pasmo sukcesów, które pojawiło się w kilka lat po ogromnym sukcesie, zarówno mangi, jak i anime, jest przypadkowe? Wielu rodaków Takahashiego nie ma wątpliwości – twórca powinien zostać odznaczony najwyższym laurem za wkład w rozwój japońskiej piłki nożnej. Uwielbiający opowieści o bohaterach z dużymi oczami i kolorowymi włosami Azjaci, pokochali dzięki „Kapitanowi Tsubasie” futbol. Co na ten temat myśli sam autor komiksu?

Myślę, że to nie tyle wpływ „Kapitana Tsubasy”, co atrakcyjność samej piłki nożnej wpłynęła na akceptację futbolu w naszym kraju. Ale jestem wdzięczny, że ludzie tak sądzą i bardzo mi się podoba, że mogłem w jakimś stopniu wpłynąć na rozwój japońskiej piłki.

Yoichi Takahashi
Yoichi Takahashi. Źródło: marca.com

Inspiracja dla największych

W Internecie wielokrotnie można się natknąć na informację, że pierwowzorem dla stworzenia rysunkowego piłkarza był Kazuyoshi Miura. Ten stereotyp ciągnie się po dziś dzień. Miura, podobnie jak nasz bohater, wyjechał w młodym wieku do Brazylii, by następnie zostać symbolem japońskiego futbolu. Problem w tym, że w momencie wyjazdu „Kazu” do Ameryki Południowej, istniała już manga, więc raczej nie mógł być on bezpośrednią przyczyną jej powstania. Takahashi nie ukrywa jednak, że w późniejszym czasie Miura stanowił dla niego natchnienie przy tworzeniu przygód Tsubasy. Sam serial stał się za to inspiracją do rozpoczęcia treningów przez wielu młodych chłopców nie tylko w Japonii, ale i na całym świecie. Z kilku z nich wyrośli piłkarze światowej klasy. W ojczyźnie Takahashiego emisja serialu zachęciła do uprawiania piłki nożnej chociażby Hidetoshiego Nakatę.

W Japonii 20-30 lat temu to baseball był najpopularniejszy, a piłka dopiero startowała. Nie miałem więc żadnego ulubionego piłkarza czy drużyny. Był za to „Kapitan Tsubasa”, a gdy przeczytałem komiks, pokochałem piłkę nożną. Zastanawiałem się czy grać w baseball, czy piłkę. Wybrałem piłkę – wspominał Nakata w jednym z wywiadów.

Serial odniósł sukces nie tylko w Japonii. Europa i Ameryka Południowa także pokochały przygody kapitana Nankatsu i jego kolegów. Na punkcie japońskich juniorów oszalały szczególnie hiszpańskojęzyczne kraje. Gdy Fernando Torres wraz z Chelsea przybył do Kraju Kwitnącej Wiśni, by zagrać w Klubowych Mistrzostwach Świata, udzielił japońskim mediom takiej wypowiedzi:

Pamiętam, gdy byłem dzieckiem, nie mogliśmy dobrze wyregulować odbiornika telewizyjnego, ale wszyscy w szkole mówili o tej piłkarskiej kreskówce z Japonii. W anime młodzi piłkarze zaczynali od drużyn młodzieżowych, grali potem w swoich reprezentacjach i zwyciężali w rozgrywkach międzynarodowych. Potem grali dla Barcelony i Bayernu. To było jak marzenie. Dlatego zacząłem grać w piłkę, chciałem być jak oni.

Innym fanem serii jest Alexis Sanchez. Chilijczyk podobno posiadał w swojej kolekcji wszystkie odcinki, a grając w piłkę jako dzieciak wyobrażał sobie, że biega po niekończących się murawach, żywcem przeniesionych z ekranu telewizora.

Uwielbiałem Tsubasę i zawsze wyobrażałem sobie, że uda mi się minąć jednego, dwóch czy trzech graczy, by osiągnąć swój cel. Tak jak jemu.

Zafiksowanie Alexisa na punkcie anime potwierdził nawet jego kolega z kadry Arturo Vidal, który stwierdził kiedyś, że Alexis zawsze przypomina nam, jak bardzo kocha Tsubasę.

Alessandro Del Piero miał kiedyś zdjęcie profilowe przedstawiające rysunek wykonany przez samego Yoichiego Takahashiego, na którym widniała podobizna jego i Tsubasy. Andres Iniesta umieszczał w social mediach zdjęcia w koszulce Nankatsu. Do oglądania serialu przyznawali się: Zidane, Gattuso, Messi, Neymar i wielu innych zawodników. Lukas Podolski w swoim debiucie w barwach Vissel Kobe zagrał w specjalnie przygotowanych przez Adidasa butach, na których znajdował się wizerunek Tsubasy. Nie był to jedynie zabieg marketingowy. „Poldi” od dziecka był fanem historii o małym piłkarzu i już wcześniej zdarzało mu się grać w ochraniaczach z rysunkiem naszego bohatera.

Kapitan Tsubasa od zawsze był jedną z moich największych inspiracji. To zaszczyt móc wspierać japońską piłkę nożną i tą wspaniałą  kulturę.

Tak brzmiał jeden z wpisów Poldiego na twitterze przy okazji promocji butów.

Buty Podolskiego
Tak prezentowały się buty „Poldiego” z jego debiutu w J-League.

Oczywiście serial działał również na wyobraźnię tysięcy polskich dzieciaków. Jednym z nich był Radek Majewski, obecnie piłkarz Pogoni Szczecin:

To moje dzieciństwo, nie mogłem się doczekać kolejnego odcinka. Czasami, jak wracałem ze szkoły, to odkładem odrabianie lekcji i jedzenie na bok, żeby obejrzeć serial. Nie było pilotów, więc podchodziłem do telewizora, żeby podkręcić korbką i ustawić na Polonię 1. Nawet ostatnio obejrzałem znowu dwa pierwsze odcinki. Pamiętam, jak Tsubasa kopnął piłką ze wzgórza przy świątyni i złapał ją bramkarz Wakabayashi, który trenował gdzieś niżej.

Fanami serialu w naszym kraju byli także, zawodnik MMA i komentator telewizyjny – Łukasz Jurkowski, czy koszykarz NBA – Marcin Gortat.

Tsubasa w Barcelonie, Kojiro w Juve

W pierwszym odcinku anime narrator stawia pytanie: Kiedy Japonia zwycięży w World Cup? Na co nasz mały bohater odpowiada:

Ja się o to postaram!

Japończycy przez blisko 40 lat od debiutu mangi Takahashiego nie zdołali sięgnąć po Puchar Świata (i nie zapowiada się na to w najbliższej przyszłości), ale uczynili kolosalny postęp na polu piłkarskim. Mało kto ma wątpliwości, że przygody Tsubasy były kamieniem milowym w promocji futbolu pod górą Fudżi. Na ostatnim mundialu Niebiescy Samurajowie złożyli swoisty hołd autorowi. Na ich koszulkach meczowych znajdowały się podobizny bohaterów serialu. Trudno o bardziej dobitny pokaz wdzięczności. Takahashiemu powinien podziękować właściwie cały świat, bo gdyby nie rysownik, to futbol mógłby być uboższy o kilku supergwiazdorów.

Koszulka reprezentacji Japonii
Koszulka reprezentacji Japonii z rosyjskiego mundialu.

Do tej pory manga sprzedała się w ponad 80 milionach egzemplarzy. Mieliśmy też kilka serii anime, filmy pełnometrażowe oraz gry video. Na całym świecie świetnie sprzedają się rozmaite gadżety: koszulki, figurki, plakaty. Tak jak wspominałem wcześniej, przygody małego piłkarza największą popularność zdobyły (poza Japonią oczywiście) w Hiszpanii. Tam serial nosił nazwę „Benji y Oliver”. Skąd ten tytuł? Ponieważ personalia bohaterów postanowiono uczynić bardziej hollywoodzkimi. Spora część świata zna Tsubasę jako Olivera Atoma, zaś Wakabayashi to w ich mniemaniu Benji Price. Całe szczęście, że w naszym kraju zachowano oryginalne nazwiska. Dziwnie ogląda się serial, w którym Japończycy nazywają się Bruce Harper czy Richard Tex Tex. Wyobrażacie sobie, że polski lektor nazywa Tsubasę np. Kaziem Błyskawicą? Innym absurdem było przemianowanie nazw drużyn. Meiwa FC w Hiszpanii to FC Muppet. Wracając na Półwysep Iberyjski – gdy Takahashi postanowił „wytransferować” naszego bohatera do FC Barcelony, spotkało się to podobno z oburzeniem ze strony władz Realu. Włodarze Królewskich zdawali sobie sprawę z jakim fenomenem mają do czynienia, a gra Tsubasy Ozory dla Blaugrany – nawet jeśli miała mieć miejsce tylko w filmie rysunkowym – podnosiła atrakcyjność marketingową Katalończyków na Dalekim Wschodzie.

Tsubasa FC Catalunya
Tsubasa w barwach FC Catalunya. Źródło: archivo.trome.pe

Umieszczenie rysunkowych gwiazdorów w Europie dało twórcy większe pole manewru. Kojiro Hyuga powędrował do Juventusu, zaś Genzo Wakabayashi przywdział barwy Bayernu. Takahashi postanowił zwiększyć tym ruchem już i tak niemałą popularność swojego serialu na Starym Kontynencie. Co prawda nazwy klubów były nieco zniekształcone z powodu braku licencji, ale każdy fan doskonale wiedział, o jaki klub chodzi. Innym oczkiem puszczonym w stronę rzeszy serialowych maniaków było umieszczenie na kartach mangi i srebrnych ekranach telewizorów odpowiedników prawdziwych piłkarskich gwiazd. Gdy Tsubasa przeszedł do FC Catalunya, pod swoje skrzydła wziął go Brazylijczyk Rivaul. W tym czasie gwiazdą Barcy był inny reprezentant Canarinhos – Rivaldo. Tsubasa rywalizował też, chociażby z Fresio Torresem grającym dla… Atletico Madryt, a w obronie Cataluny brylował jegomość nazwiskiem… Payol. Brzmi znajomo? W Arabii Saudyjskiej główny bohater serialu nosił za to imię Majed. Było to nawiązanie do Majeda Mohammeda Abdullaha, największej gwiazdy Zielonych Jastrzębi w historii tamtejszej piłki nożnej.

„Ja jestem Tsubasa, ty bądź Misaki”

W Polsce największą popularność zdobyła najstarsza, oryginalna seria. Po raz pierwszy mogliśmy ją zobaczyć w 1993 roku na kanale Polonia 1. Pomimo swoich licznych absurdów, zmniejszonej grawitacji, gigantycznych boisk i fabuły rozciągniętej do granic zdrowego rozsądku, anime zdobyło w kraju nad Wisłą olbrzymią popularność. A może to dzięki temu wszystkiemu? Sedno fabuły serialu oddaje fragment recenzji jednego z użytkowników serwisu filmweb:

O nie! O tak! Publiczność zamarła! Będzie remis?! (Mijają przynajmniej 3 minuty, podczas których: Misaki zastanawia się, czy Tsubasie uda się zdobyć bramkę, w końcu odebranie piłki Kojiro kosztowało ich wiele wysiłku, Tsubasa unosi nogę, przymierza się do strzału, wspomina nauki Roberto, deklaruje, iż piłka jest jego najlepszym przyjacielem, nadmienia o swojej wielkiej przyjaźni z podającym, myśli o niegrającym koledze z ławki rezerwowych, wyżej unosi nogę, Takeshi, Kojiro i kibice obu drużyn wpatrują się w Tsubasę, następnie piłka zostaje potężnie kopnięta, leci, leci, leci, teraz Takeshi, Kojiro wraz z kibicami wpatrują się w lecący obiekt, Ishizaki krzyczy, że już mają gola, piłka wiruje i odkształca się niczym plastelina, bramkarz unosi wzrok, rzuca się do lewego narożnika, nie, zawraca, odbija się stopami od lewego słupka i płynie w powietrzu, na twarzy Tsubasy maluje się zaskoczenie, na twarzy Kojiro wymalował się adekwatny wyraz triumfu, bramkarz tymczasem wspomina z trudem zdobytą dla swojej drużyny bramkę, niesamowitą obronę Wakabayashiego, gniew Kojiro z nieudanego strzału i definitywnie odrzuca od siebie myśl puszczenia gola, absolutnie nie pozwoli im zremisować).

Dzięki takim trzymającym w napięciu akcjom, w połowie lat 90. podwórka wypełniały się chłopcami, którzy oprócz Del Piero, Cantony czy Ronaldo chcieli być też Tsubasą albo Kojiro. Zawsze bliżej mi było do bramkarzy. Wybierałem charyzmatycznego Wakabayashiego lub tajemniczego Wakashimazu, który żartował pomiędzy słupkami z praw fizyki. Swoją drogą – nazwisko Wakashimazu, było nawiązaniem do historycznego rodu wojowników, Ken zaś poza piłką trenował także sztuki walki.

Rywalizacja w duchu fair play

Serial pod pierzyną absurdu niósł wiele pozytywnych wzorców. Tsubasa uczył nas, że nigdy nie wolno się poddawać i zawsze walczyć o swoje marzenia. Z pozoru wredny i zimny Kojiro tak naprawdę był wzorem pracowitości, odpowiedzialności i miłości do swojej ubogiej rodziny. Misaki to przykład idealnego przyjaciela, Wakabayashi boiskowego lidera, a ciapowaty Ryo Ishizaki bezgranicznego oddania drużynie. Z pozoru wesołe anime pokazuje nam wiele trudnych życiowych spraw. Kojiro utracił ojca i teraz ciężko haruje, by pomóc biednej mamie. Bogaty i piekielnie utalentowany Jun Misugi musi sobie poradzić z chorobą serca, która burzy jego marzenia o byciu zawodowym piłkarzem, a Misaki nie może znaleźć swojego miejsca na ziemi, bo wciąż wędruje ze swym ojcem-malarzem po kraju. Wszyscy bohaterowie są też przykładem wzajemnego szacunku dla rywala. Nienawidzący się początkowo Kojiro i Tsubasa ostatecznie zawsze gratulują sobie wspaniałej gry po morderczych pojedynkach, a futbol jest powodem zawiązywania się przyjaźni na całe życie.

Iniesta Nankatsu
                    Andres Iniesta w koszulce Nankatsu. Źródło:menshealth.com.sg

Gdybyście  ponownie zdecydowali się na obejrzenie całej serii, wasza miłość do przygód Tsubasy pewnie w wielu przypadkach nie przetrwałaby próby czasu. Jednoosobowe armie, które wykorzystują kolegów z drużyny najczęściej tylko do podania zwrotnego, bramkarze stanowiący zaporę skuteczniejszą niż Mur z „Gry o tron” i odcinki, w czasie których mija zaledwie minuta meczu. To byłoby za wiele na wasze nerwy. Nie pomógłby nawet głos śp. Jerzego Rosołowskiego, pierwszego lektora, który często swoim komentarzem wyprzedzał boiskowe zdarzenia. 25 lat temu ta opowieść rozgrzewała jednak umysły niejednego chłopaka, a jak pokazałem wyżej, niosła też ze sobą wiele pozytywnych wartości. Myślę, że spokojnie możecie odpalić serial swojemu kilkuletniemu synowi i pokazać, na czym wychowywał się tata. A nuż dacie radę odciągnąć go na jakiś czas od pada i nowej FIFY. Szczególnie że niedawno powstał odświeżony remake oryginalnej serii, dostosowany do współczesnych czasów. Gorzej, jeśli postanowi wraz z kolegami odtworzyć „powietrzny futbol braci Tachibana”

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła:

Rafał Gałązka
O Rafał Gałązka 12 artykułów
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.