Karol Kossok – śląski olbrzym

Zdjęcie główne: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Historie piłkarzy, którzy reprezentowali nasz kraj na arenie międzynarodowej jeszcze przed wojną, są intrygujące. Na terenie Austro-Węgier, Cesarstwa Niemieckiego czy Imperium Rosyjskiego na świat przychodzili zawodnicy, którym dane było wystąpić z białym orłem na piersi.  Jednym z nich był Karol Kossok, prawdziwy olbrzym, który wychował się w niemieckim klubie.

Nie bez powodu Karol Kossok określany był „śląskim olbrzymem”. Złożyły się na to dwa elementy. Pierwszym był fakt, iż był wysokim człowiekiem (183 cm). Patrząc przez pryzmat tego, że średnia wzrostu w porównaniu do tamtych czasów się podniosła, śmiało można stwierdzić, że był prawdziwym gigantem. Nie tylko kwestia wzrostu miała tutaj znaczenie, lecz także jego masa. Wiele osób twierdzi, że 84 kilogramy to waga z początku jego kariery. Dzisiaj piłkarzy o dobrych warunkach fizycznych, takich jak brazylijski napastnik Hulk, czy niemiecki pomocnik Emre Can nazywamy czołgami. Łatwo więc sobie wyobrazić, jak zawodnicy grający naprzeciw Karola musieli cierpieć na skutek jego ostrych wejść ciało w ciało. Dlatego też, drugim przezwiskiem, którym często operował chociażby Jerzy Bułanow w stosunku do Kossoka był „tank”, czyli właśnie czołg.

Początki w niemieckim klubie

Karol urodził się 28 stycznia 1907 roku i wychował w niemieckim klubie FC Preussen Kattowitz (zwanym później 1.FC Katowice). Właśnie tam rozpoczął swoje pierwsze treningi w 1919 roku. W tym momencie należy wspomnieć, że wiele źródeł często podaje błędną informację. W jednym z wywiadów Kossok przyznał, że swoją przygodę z piłką nożną rozpoczął w wieku dwunastu, a nie jak wielu twierdzi – siedemnastu lat. Podkreślił również, że w 1924 roku zadebiutował w pierwszym zespole, ale trenował już o wiele wcześniej. Pierwszy występ Karola w barwach klubu z Katowic, przypadł na początkowy okres występów niemieckich drużyn w polskich rozgrywkach.

Pamiętam dobrze ten dzień.  1.F.C. rozegrać miało mecz kwalifikacyjny z drużyną Przyjaciół Sportu o wejście do Klasy A i po raz pierwszy miałem zagrać w pierwszej drużynie. Mecz ten wygraliśmy, a mnie przypadło w udziale strzelenie jedynej zwycięskiej bramki – wypowiedź Karola Kossoka dla Przeglądu Sportowego (nr 96, 29.11.1930)

Z Niemcami był lekki problem – niektórym ludziom trudno było się pogodzić z takim stanem rzeczy, przecież nie tak dawno byliśmy pod zaborem pruskim. Przystąpili jednak do rozgrywek, a 17-letni Kossok trafił z marszu do pierwszej jedenastki drużyny, która walczyła o awans do A klasy.

Śmierć brata, życzenie ojca i zdrada

Karol miał starszego brata Romana, który również był piłkarzem. Niestety ten zginął podczas bójki w karczmie, w momencie, gdy młodszy brat w 1929 roku wiosną zmienił barwy klubowe. Przejście Karola do Cracovii wywołało wiele kontrowersji. Niemcy wówczas czuli wielki żal do „tanka”. Klub zaczął przechodzić wielkie trudności, które natychmiast przyniosły fatalne skutki – mianowicie spadek z Ligi do A klasy.

Niemcy za śmierć brata Karola zaczęli obwiniać Polaków. Romana Kossoka przedstawiano jako wielkiego patriotę niemieckiego, który zginął za ten kraj. Polskie gazety podawały, że nie była to żadna sprawa narodowościowa. Tak naprawdę bracia Kossokowie razem z dwoma Niemkami wybrali się do restauracji Postracha w Muchowcu. Około godziny 20-stej skończyli swą zabawę, lecz po kilku godzinach Roman powrócił, aby wdać się w ostrą wymianę zdań z restauratorem, po czym doszło do krwawego zajścia. Właściciel wyciągnął pistolet marki „Browning” po czym wystrzelił z niego dwa razy w powietrze, za trzecim razem trafiając w brzuch Romana, którego po tym zajściu odwieziono do szpitala, gdzie przeszedł ciężką operację. Prawdopodobnie niedługo później zmarł.

Wielkim zdziwieniem była postawa ojca Karola, który nagle odnalazł w sobie cząstkę polskiej krwi. Może właśnie poczuwanie się do polskości sprawiło, iż chciał, aby obydwaj synowie koniecznie grali w polskich klubach. W tym momencie pojmowanie „śląskiego olbrzyma” jako Niemca, bierze w łeb. Sprawy narodowościowe nigdy do końca nie są w takich sytuacjach proste, więc trzeba patrzeć na to z dystansem.

Powodem głównym wstąpienia mego do Cracovii była możność współgrania z dwójką słynnych techników Kałużą i Sperlingiem, gra z którymi mogła mi dać maksimum zadowolenia sportowego. Przechodząc do Cracovii mimowolnie, urzeczywistniłem pragnienie mego ojca, który chciał widzieć mnie jak i ś.p. mego brata grających w barwach klubów polskich – wypowiedź Karola Kossoka z Przeglądu Sportowego (nr 96, 29.11.1930)

Po nieudanym meczu w reprezentacji Polski z Niemcami, w którym przegraliśmy 1:4, Ernest Wilimowski zaczął podkreślać, że jest Polakiem.       Sugerował, że posądzanie go o zły występ, ponieważ bardziej poczuwa się Niemcem, jest barbarzyństwem. W takich przypadkach można pytać o powikłania ludzi w ich życiorysach. Chodzi tutaj głównie o mieszkańców Śląska. Jeśli ktoś kazał opowiedzieć się im po jednej ze stron, to co mieli zrobić, jeśli posiadali w rodzinie i Niemców i Polaków? Kierując się pełnym nazwiskiem naszego bohatera – Karol Albert Jakub Kossok –można pomyśleć, że wywodził się ze starej polskiej rodziny, która mieszkała na Śląsku.

Kossok
Fragmenty gazety Chronik Kattowitz, zdjęcia dzięki uprzejmości Thomasa Urbana

Jestem dobry, więc chcę dobrze zarabiać

W 1929 roku 1.FC Katowice spadł z Ligi, kończąc sezon dopiero na 12 miejscu w tabeli. Kossok trafił w dziesiątkę odchodząc do Cracovii w tym okresie. Wywołało to wśród dziennikarzy klubu z Katowic sporo kontrowersji. Mówiono: „Kossok dał się kupić”. Przenosiny zapewniły lepsze perspektywy kariery, ponieważ Cracovia była wówczas jednym z najlepszych klubów. Wspólnie z Józefem Kałużą oraz Leonem Sperlingiem tworzyli jeden z najlepszych ataków w lidze. Akurat w 1930 roku zespół z Krakowa zdobył mistrzostwo, a Karol, będący wówczas w prawdziwym gazie, został królem strzelców. Zdobył 24 bramki. Zapytany o to, w jaki sposób tego dokonał, odpowiedział:

Widzi pan, wyszkolenie w driblingu pomaga mi równocześnie mylić bramkarza przeciwnej drużyny, aby ten nie mógł się zorientować co do momentu mego strzału, gdyż rzut na bramkę z daleka bez mylenia bramkarza jest łatwy do obrony. — Przegląd Sportowy (nr 96, 29.11.1930)

Po zdobyciu mistrzostwa, nie otrzymawszy odpowiedniej gratyfikacji od Pasów, przeniósł się do Lwowa. W tamtejszej Pogoni strzelił 22 bramki w 22 spotkaniach. W tym momencie wyszło cwaniactwo Kossoka. Był jednym z pierwszych futbolistów, który będąc pewnym swych umiejętności, a przy tym znając swoją wartość, występował tam, gdzie płacono lepiej. To właśnie z powodów finansowych zapragnął wrócić do Cracovii, lecz wobec braku zgody od Niebiesko-Czerwonych zaliczył rok karencji. Wróciwszy do gry, mimo wielu absencji spowodowanych urazami oraz tym że był już ociężały, potrafił nadal błyszczeć w lidze. W pasiastej koszulce wcześniej  rozegrał 52 mecze i zdobył 49 goli. W dwa lata, podczas kolejnej przygody z Cracovią (1933-35), podwoił ten dorobek. Jako jedyny piłkarz Pasów widnieje na liście „Klubu 100” z dorobkiem 103 goli.

po lewo szczepanek po prawo karol kossok
Po lewej stronie Szczepanek, z prawej zaś Karol Kossok     Zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W tym czasie rozpoczęła się także przygoda Karola z reprezentacją, w której zagrał kilka spotkań. Statystyka była krzywdząca dla jego osoby. Grał w Pucharze Europy Środkowej Amatorów, w którym uczestniczyły: Austria, Węgry oraz Czechosłowacja. Reprezentacje te wystawiały drużyny amatorskie. Podczas tych rozgrywek wygraliśmy 5:1 z Węgrami, co uznawano mimo wszystko za wielki sukces. Statystycy nie liczą dzisiaj tego meczu jako oficjalnego, właśnie ze względu na nieprofesjonalne składy. Początkowo zaliczano te mecze normalnie, dopiero po latach zmieniono pogląd. W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego, sam Kossok podkreślał, że jest dumny ze swojego występu przeciwko Madziarom, gdzie zdobył jedną z pierwszych bramek. Jako pierwszy w historii zaliczył jedno spotkanie w czasie, gdy pozostawał bez klubu.

W ataku reprezentacji Polski towarzyszył Ślązakowi, Karolowi Pazurkowi. Zadziwiające było to, że Karol Kossok, mimo swojego sporego wzrostu oraz wagi, miał świetną koordynację. Ciągle próbował dryblingów i było to jego znakiem rozpoznawczym. Często przesadzał, a koledzy mieli do niego o to pretensje. Posiadał również potężny strzał, lecz przy jego warunkach nie powinno to nikogo dziwić. Słabe strony? Według naszego bohatera, nie posiadał takowych:

Niedokładny sposób patrzenia widzów, pomijających mój wzrost nie może świadczyć o braku szybkości. Jak ogólnie wiadomo, ludzie o znacznym wzroście są w ruchach powolniejsi, aczkolwiek w szybkości nie ustępują ludziom niższym a więcej ruchliwym. Podobnie przedstawia się sprawa ze mną, gdyż np. na treningach klubowych nie ustępuję, jeśli chodzi o szybkość w biegu lub starcie, kolegom z drużyny – Przegląd Sportowy (nr 96, 29.11.1930)

Trenerski autorytet, jako żołnierz Wehrmachtu

W 1937 Karol definitywnie zakończył swoją karierę. Miał wówczas 30 lat, jednak nie zerwał całkowicie z piłką nożną. Pozostał w tych kręgach, początkowo trenując Cracovię, później korzystając z oferty Polonii Warszawa. Opiniowano go jako autorytet, chwalono także jego metody treningowe. Nie ma czemu się dziwić, bo wyniki, które uzyskiwał, były naprawdę imponujące, szczególnie te z 1939 roku. Zespół z Warszawy sprawił kilka niespodzianek, a młodzież Polonii grała jak z nut. Niestety wojna zahamowała dalszy rozwój tamtej drużyny. „Tank” pracował również w PZPN (połowa 1935-37). W jednym z meczów zastąpił na ławce trenerskiej Józefa Kałużę. Reprezentacja Polski ograła wówczas Łotwę w Katowicach 2:1 (10 październik 1937).

Kilkanaście lat temu Robert Gawkowski, polski historyk kultury fizycznej i sportu, rozmawiał ze Zdzisławem Gierwatowskim, byłym piłkarzem Polonii Warszawa, który wspominał mu, że był właśnie taki bardzo dobry Niemiec. Mówiono wówczas o Kossoku jako Niemcu, ale raczej w kontekście tego, że w 1944 roku dostał mundur Wehrmachtu i musiał iść na front.

Dawny król strzelców i potem trener Polonii, Karol Kossok, „Śląski olbrzym”, jak go nazywano, zaopatrywał swych kolegów w żywności z zapasów Wehrmachtu; niekiedy przychodził na mecze z innymi Niemcami, którym przekładał na niemiecki opowieści Polaków o zbrodniach okupantów – fragment książki Thomasa Urbana „Czarny orzeł, Biały orzeł” .

Podpisanie volkslisty wcale nie dziwi. Pochodził ze śląska, a skoro Niemcy odebrali odejście z Cracovii jako zdradę, to coś z niemieckości musiało w nim być. Ciekawskich odsyłamy do lektury „Czarny orzeł, Biały Orzeł” Thomasa Urbana, która świetnie opisuje tego typu polsko-niemieckie sytuacje. Zdzisław Gierwatowski bronił tych śląskich Niemców. Kossok był jednym z tych, z którym spotkał się przejściowo podczas wojny. Uważany był za człowieka, który nigdy się nie wywyższał i starał pomagać Polakom, jak tylko mógł.

Na wojnę wyruszył, gdy wojska radzieckie napierały do przodu, a Niemcy się wycofywali. Pewnie gdzieś pod Berlinem dostał się do niewoli. Trafił do obozu jenieckiego w radzieckiej strefie okupacyjnej Niemiec, gdzie zmarł 11 marca 1946.

MARIUSZ ZIĘBA

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Podziękowania dla Roberta Gawkowskiego, polskiego historyk kultury fizycznej i sportu oraz Leszka Śledziony, który jest redaktorem prowadzącym serię książek Historia Sportu (historiasportu.eu).

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 57 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.