KS GEDANIA – fragmenty #3

Wybuch II wojny światowej zakończył działalność KS Gedania. Praca poszczególnych Wydziałów została brutalnie przerwana, w tym także godne podkreślenia i w pewnym sensie pionierskie inicjatywy, jak przychodnia lekarsko-sportowa, czy pierwsza w Polsce świetlica lekkoatletyczna z biblioteką i fachową prasą. Większość członków została aresztowana, tylko nieliczni przeżyli wojnę. Siedzibę klubu zdemolowano, dokumenty, trofea i pamiątki w większości zostały rozgrabione i zniszczone.

Zdziesiątkowani Gedaniści powrócili wprawdzie w 1945 r. do Gdańska, reaktywowali klub i potwierdzili swoją klasę wygrywając pierwsze mistrzostwa Gdańska w piłce nożnej. Wiadomo – szlachectwo zobowiązuje. Ale tak naprawdę, był to „łabędzi śpiew” starej Gedanii, co z perspektywy czasu widać aż nadto wyraźnie. Straconego przez wojnę czasu nie dało się już nadrobić. Wiele fantastycznie rozwijających się i opisanych na kartach niniejszej książki karier zostało przerwanych, ekstremalnie trudne warunki życia w latach 1939-1945 wpłynęły na zdrowie i formę fizyczną dawnych sportowców. Wielu z nich przeżyło tylko dlatego, że ich ciało i duch, zahartowane treningiem i rywalizacją mogło wytrzymać nieludzkie represje. Liczni członkowie klubu jednak nie przeżyli wojny lub zmarli w pierwszych latach powojennych na szalejące wtedy choroby, choćby gruźlicę. […]

W pierwszym okresie wojny Niemcy wykorzystywali aresztowanych Polaków do wykonywania różnych prac, m.in. porządkowania terenu Westerplatte. Bardzo ciekawą relację przekazał piłkarz Gedanii i sędzia piłkarski, Antoni Leszczyński:

Skierowano nas do prac porządkowych na Westerplatte. Po drodze mijani przez nas przechodnie tylko sporadycznie rzucali niechętne uwagi pod naszym adresem. Dopiero na Langgarten [dziś Długie Ogrody] ciskano w nas kamieniami i wylewano pomyje oraz nieczystości.

Przez kilka dni nocowaliśmy w mniej uszkodzonych bunkrach na Westerplatte. Pracowałem przy ich odgruzowaniu. Wobec niebezpieczeństwa wybuchu usuwaliśmy wszystko gołymi rękoma, wyciągaliśmy niewypały i zwijaliśmy druty kolczaste. Do nas należało również pochowanie poległych żołnierzy. Któregoś dnia znaleźliśmy kamień z wyciosanym orłem; zakopaliśmy go niedaleko kapliczki garnizonu.

Na Westerplatte pilnowali nas na przemian starsi chłopcy z Hitlerjugend oraz szturmowcy SA, wśród których odznaczał się brutalnością niejaki Rexin. Pewnego razu znaleźliśmy w kapliczce kościelne szaty. Rexin kazał pewnemu Żydowi włożyć je i następnie tańczyć na placu. Jednocześnie strzelał z pistoletu maszynowego, pod nogi swej ofiary, gonił po terenie i w końcu zabił. Nas bił często chochlą przy rozdzielaniu obiadów.

Pewnego dnia przybyła na Westerplatte grupa oficerów niemieckich, włoskich i japońskich. Gdy zapytali kim jesteśmy, wachmani odpowiedzieli, że gdańszczanami, którzy zgłosili się ochotniczo do robót porządkowych.

Gdy Hitler zwiedzał Westerplatte, zapędzono nas na plażę i kazano tam leżeć plackiem aż do jego odejścia. […]

Jednym z najbardziej upokarzających doświadczeń uwięzionych Gedanistów było wypożyczanie ich do pracy miejscowym rolnikom, czyli rodzaj współczesnego niewolnictwa. „Niewolników” można było sobie wybrać w dwóch miejscach: na Targu Siennym w Gdańsku, gdzie zjeżdżali się rolnicy z okolic miasta oraz w Kiezmarku, dla rolników z Żuław.

początkiem października zawieziono nas ciężarówkami do nabrzeża Motławy, niedaleko Kubickiego [chodzi o gdańską restaurację położoną Am Brausenden Wasser 5 – dziś ul. Wartka], i umieszczono na oczekującym statku. Płynęliśmy Wisłą aż do mostu pontonowego pod Käsemark (Kiezmark), gdzie na wale stał już długi sznur furmanek należących do okolicznych Niemców. Zostaliśmy rozdzieleni pomiędzy gospodarzy, którzy spoglądali nieufnie i badali nasze umięśnienie. Pracowałem na gospodarstwie w Fürstenwerder (Książęce Żuławy). Gdy roboty polne się skończyły, zawieziono nas do Stutthofu, „na zwolnienie”, jak mawiali wachmani…

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl