Lefter – bohater z tureckiego Shangri-La

W czasach, kiedy telewizja nie pokazywała meczów piłkarskich, rodziły się legendy. Niektóre z nich były przenoszone z pokolenia na pokolenie, inne nie przetrwały próby czasu. Był jednak pewien turecki bohater z lat pięćdziesiątych, który został zapamiętany jako wielki piłkarz nie tylko przez kibiców swojego ukochanego klubu, ale też przez fanów rywali. Przed wami historia Leftera Kucukandonyadisa. Lefter 

Lefter

Żeby opowiedzieć historię Leftera, musimy się wybrać w wyjątkowe miejsce. Udajemy się więc na wyspę Buyukada (w wolnym tłumaczeniu „Wielka Wyspa”), która znajduje się nieopodal Stambułu i zajmuje zaledwie 5,4 km2. Ta enklawa ciszy i spokoju jest swoistym fenomenem, ponieważ nie ma tam samochodów, a najpopularniejszymi środkami transportu są rowery i powozy konne. Czasem można odnieść wrażenie, że na tej wyspie czas się zatrzymał i zmienił je w tureckie Shangri-La. To właśnie w tym zapomnianym przez czas miejscu 22 grudnia 1924 roku urodził się syn greckich emigrantów – Christofisa i Argyro – Lefter Kucukandonyadis.

Jego przygoda z futbolem rozpoczęła się w klubie Taksim SK, mającym siedzibę po europejskiej stronie Stambułu. Już wtedy bił rekordy skuteczności, strzelając 75 goli w 90 meczach. Jego pierwszy kontakt z wielką piłką nastąpił jednak dopiero w 1947 roku, czyli w wieku 23 lat. Legenda głosi, że udał się wówczas na azjatycką stronę miasta i wziął udział w meczu sparingowym Fenerbahce, w którym strzelił cztery bramki w ciągu pierwszych 45 minut. W drugiej połowie nie zagrał, bo… zaginął. Przyjęło się mówić, że Lefter zwyczajnie się przestraszył i zamiast wyjść na drugą połowę, uciekł w obawie, że upokorzeni przez niego zawodnicy Fenerbahce nie będą chcieli grać z nim w jednej drużynie. Działacze „Fener” nie pozwolili, by okazja wyłowienia perły znad Bosforu wymknęła im się z rąk i dzień później przybysz z wyspy Buyukada został zawodnikiem jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Turcji. Odwdzięczył się bardzo szybko, bo w pierwszym sezonie występów w Istanbul Futbol ligi wraz kolegą z ataku, Halitem Deringorem, został królem strzelców z dorobkiem 12 bramek.

Lefter

Liga turecka na przełomie lat 40. i 50. wyglądała zupełnie inaczej niż teraz. Super Lig w obecnym kształcie istnieje od 1958 roku, wcześniej kluby rywalizowały w ligach lokalnych. Nie zmienia to jednak faktu, że już wtedy rywalizacja pomiędzy wielką trójką była czymś więcej niż tylko wydarzeniem sportowym. Warto wspomnieć, że w całej historii IFL, oprócz Besiktasu (11 triumfów), Fenerbahce (8) i Galatasaray (6), mistrzami byli tylko Istanbulspor (1) i Gunes SK (1). A przecież wówczas nie było jeszcze mostu łączącego europejską i azjatycką stronę miasta, więc zawodnicy Fenerbahce musieli podróżować na mecze promem z Galatasaray czy Besiktasem . Dla Leftera wizyty na Starym Kontynencie nie stanowiły żadnego problemu i już od pierwszego sezonu w ekipie ze stadionu imienia Sucru Saracoglu imponował skutecznością. Wystarczyły cztery sezony, by osiągnął magiczną barierę stu bramek (potrzebował do tego 135 meczów) i stał się gwiazdą reprezentacji Turcji. To wtedy przylgnął do niego przydomek „Ordinaryüs”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Profesor”.

W 1951 roku nasz przybysz z tureckiego Shangi-La zdecydował się na wyjazd za granicę, co w tamtych czasach było wydarzeniem bez precedensu w tureckim futbolu. Lefter związał się z włoską Fiorentiną, w której spędził sezon u boku Szweda Dana Eknera (pierwszy Szwed w angielskiej Football League) i Holendra Andre Roosenburga. Trójka napastników z zagranicy nie przyniosła sukcesów „Violi”, więc w kolejnym sezonie as reprezentacji Turcji w poszukiwaniu nowych wyzwań trafił do OGC Nicea. Zespół z Nicei rok wcześniej sięgnął po dublet, ale tym razem nie udało się zdobyć ani mistrzostwa ani pucharu kraju. Lefterowi nie udało się sięgnąć po jakiekolwiek trofeum, nie grzeszył też skutecznością, bowiem na włoskich i francuskich boiskach strzelił łącznie sześć bramek. Wrócił więc do Turcji, by tam bić kolejne rekordy skuteczności i być inspiracją dla tamtejszych kibiców.

Po powrocie do kraju miał już status legendy. Kibice Fenerbahce przed każdym meczem śpiewali „Ver Leftere yaz deftere”, co można przetłumaczyć jako „Podaj do Leftera, a on wpisze tę akcję do protokołu”. I rzeczywiście tak było, bo Kucukandonyadis strzelał hurtowo. Hat-trick? Kareta? To nic nowego, dla niego wyzwaniem było strzelenie pół tuzina bramek w jednym meczu. W reprezentacji już nie było tak łatwo o gole. W jednym z pierwszych meczów w kadrze, w którym rywalem była Grecja, Lefter strzelił jedną z bramek. Turcy wygrali wówczas 3:1, ale fani Hellady nie zaakceptowali faktu, że pogrążył ich zawodnik o greckich korzeniach i zaatakowali asa Fenerbahce po zakończeniu spotkania, uznając go za zdrajcę. Potem z Lefterem w składzie Turcja jakimś cudem zdołała zakwalifikować się do finałów Mistrzostw Świata (po porażce z Hiszpanią 1:4 i zwycięstwie 1:0 rozegrano dodatkowy mecz, który zakończył się remisem 2:2; o awansie Turków zadecydowało losowanie). Na Mundialu Turcy przegrali z RFN 1:4 i wygrali z Koreą Południową 7:0 (Lefter strzelił gola na 2:0 po pięknym uderzeniu z woleja). W grupie znalazła się też ekipa Węgrów, jednak ze względu na specyficzne przepisy, Turcy uniknęli spotkania z jedną z najlepszych drużyn wszech czasów. Ze względu na identyczny dorobek punktowy o awansie miał zadecydować dodatkowy mecz pomiędzy Turcją a ekipą RFN. Niemiecka drużyna nie dała szans zespołowi spod znaku księżyca i gwiazdy – pewnie zwyciężyła 7:2. Pociechą dla Turków mógł być fakt, że ich pogromcy zostali mistrzami świata.

Lefter

Mimo wielkich dokonań na boisku w barwach Fenerbahce i reprezentacji Turcji Lefter nie miał łatwego życia. W 1955 roku, w wyniku polityki prowadzonej przez ówczesnego premiera Turcji, Adnana Menderesa, doszło do zamieszek antygreckich. W nocy z 6 na 7 września tureccy nacjonaliści zaatakowali ludność chrześcijańską w Stambule. Obrabowane domy, zniszczone mienie, a także ofiary śmiertelne nie były tej nocy powodem do reakcji władz państwa. Dom Leftera także miał zostać zaatakowany, ale sympatycy Fenerbahce na to nie pozwolili, gromadząc się wokół niego w liczbie kilkuset osób. Być może w ten sposób uratowano mu życie.

Lefter Kucukandonyadis przetrwał ciężkie czasy i kiedy w 1960 roku rząd Menderesa został obalony, on wciąż strzelał bramki dla Fenerbahce. Wówczas nie strzelał ich jednak w rozgrywkach lokalnych, lecz w tureckiej Super Lig. Tutaj też osiągał wielkie sukcesy, dzięki czemu jeszcze umocnił swoją pozycję. Z piłkarskiej sceny zszedł w 1964 roku, oczywiście jako mistrz kraju. Jego ogólny bilans w barwach Fenerbahce to 423 bramki w 615 występach, ale przecież dla kogoś, kto oddycha futbolem, zejście ze sceny niekoniecznie oznacza definitywny rozbrat z futbolem. Rok później Lefter wrócił na boisko, by zagrać pięć meczów i strzelić dwie bramki dla AEK Ateny, po czym rozpoczął karierę trenerską.

Jako trener „Ordinaryüs” nie zrobił już tak wielkiej kariery. Po próbach w greckim Egaleo, południowoafrykańskim Supersport United i kilku tureckich klubach, chwycił za pióro i miał własną kolumnę w jednej z gazet. Na pewien czas wcielił się też w rolę komentatora. Jego legendę uczczono w 2009 roku, kiedy to obok stadionu Sukru Saracoglu stanął jego pomnik. Wówczas Lefter mieszkał już na swojej ukochanej wyspie Buyukada. Trzy lata później bohater z tureckiego Shangri-La zmarł na atak serca. Miał 86 lat. Żegnały go tysiące kibiców, sympatyzujących nie tylko z Fenerbahce, ale również z Galatasaray czy Besiktasem. To największy hołd, jaki można oddać piłkarzowi.

GRZEGORZ IGNATOWSKI

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 98 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.