Legia Warszawa w Lidze Europy 2011/2012

Przygodę Polskich drużyn w Lidze Europy rozpoczął Lech Poznań, jak dobrze pamiętamy, wyszedł z grupy, odpadając później w dwumeczu z Bragą. Po tak wspaniałych meczach kibice mieli ochotę na więcej. W sezonie 2010/2011 ligę wygrała Wisła Kraków, która w eliminacjach przegrała swą batalię o Ligę Mistrzów, lecz w Lidze Europy przysparzała nas o zawał serca. Jednak historię zespołu z Krakowa przedstawię Wam innym razem. Dzisiaj chciałem skupić się na warszawskiej Legii, która po zajęciu dopiero trzeciej pozycji w lidze, przebojem wdarła się do europejskich rozgrywek.

 

Przeczytaj także: „Wojownicy w Lidze Europy – Lech Poznań 2010/2011”

 

Kto by pomyślał, że Legia, która po ostatnich niepowodzeniach w lidze czy eliminacjach do europejskich pucharów, zaprezentuje się tak dobrze w fazie grupowej Ligi Europy. Ba, już w IV rundzie kwalifikacji zrobiło się o nich głośno, wspaniała gra, dramaturgia, wygrana z wyżej notowanym przeciwnikiem – można powiedzieć, że gdy nie jesteś faworytem, jest lżej. Dodatkową niespodzianką była fenomenalna dyspozycja Miroslava Radovicia – człowieka, który z sezonu na sezon stawał się ważniejszym piłkarzem, a duet który stworzył razem z nowym wówczas napastnikiem Danielem Ljuboją, zostawił swój znak we warszawskim klubie.

Gorący teren w Turcji – Gaziantepspor

W III rundzie kwalifikacji Legia trafiła na trudny teren, dosyć wymagającego przeciwnika Gaziantepspor. Pierwszy mecz odbył się na wyjeździe. Przewaga gospodarzy była widoczna od samego początku, wysoki pressing, niezłe operowanie piłką, składne akcje i zagrożenie pod bramką Wojciecha Skaby, który był bardzo dobrze dysponowany w tym spotkaniu. Jednak Legia nie przestraszyła się do końca, Manu razem z Radoviciem starali się konstruować dwójkowe akcje, również młody Michał Kucharczyk pokazywał się dobrej strony. Ljuboja w ataku był osamotniony, pod koniec pierwszej połowy gra się wyrównała, a przerzuty Ariela Borysiuka nareszcie zaczęły trafiać do partnerów. Druga połowa zaczęła się pod dyktando Legii, która atakowała coraz śmielej. Na efekty nie trzeba było długo czekać, po świetnym podaniu w „uliczkę” Ljuboji, drugi z Serbów Miroslav Radović wykorzystał sytuacje sam na sam z bramkarzem. Po kilku atakach gości, mecz w końcowej fazie toczył się w środkowej strefie boiska. Legia po wygranej 1:0, planowała dobrze ustawiać się w Warszawie, aby nie stracić bramki. W takim składzie podopieczni Macieja Skorży rozpoczęli eliminacje:

Skaba – Rzeźniczak, Żewłakow, Komorowski, Wawrzyniak – Borysiuk, Vrdoljak – Manu (81′ Gol), Radović, Kucharczyk (60′ Hubnik) – Ljuboja (90′ Żyro)

Na mecz rewanżowy piłkarze tureckiej drużyny mieli przyjechać ze zdwojoną siłą. Takie wypowiedzi mogliśmy usłyszeć, jednak obietnice tego, że nauczą Legię jak się gra w piłkę, nie sprawdziły się. Sam mecz nie był porywającym widowiskiem. Legioniści próbowali strzelić bramkę w pierwszej połowie, ale zabrakło im szczęścia. W drugiej gra była wyrównana jednak nikt nie skonkretyzował żadnej akcji, więc po dosyć nieciekawym meczu zakończonym 0:0, zaliczka z poprzedniego starcia okazała się wystarczająca do awansu.

Rosyjska przeszkoda, nie do przejścia (?) – Spartak Moskwa

W kolejnej rundzie Legia miała zmierzyć się z faworyzowanym od początku Spartakiem. Nikt chyba nie dawał szans warszawiakom, którzy stawali naprzeciw klubu, dla którego poniekąd rutyną były europejskie puchary. Nikt w Moskwie nie wyobrażał sobie przegranej z wojskowym klubem sportowym. Wiemy, jakie emocje przysparzają nam mecze reprezentacji pomiędzy Polską a Rosją lub Niemcami. W rywalizacji klubowej sprawa ma się całkiem podobnie. Mecz w Warszawie, to była prawdziwa wojna. Na papierze wszystko przemawiało za Spartakiem. Sumy, jakie przewijały się podczas okienek transferowych były nieziemskie jak na polskie warunki. Przed sezonem potrafili wydać 17 mln euro. Na boisku jednak nie było widać tej różnicy, co więcej to piłkarze Legii w pierwszej połowie byli bardziej widoczni na boisku. Mecz zacząć lepiej się nie mógł. W 3 minucie po dośrodkowaniu Manu piłkę otrzymał Rybus, który na raty podawał do Radovicia, a Serb bez problemu umieścił piłkę w siatce Andrija Dykana. Pierwsze zagrożenie pod bramką Legii można odnotować dopiero w 41 minucie, jednak Skaba był na miejscu. W 53 minucie do wyrównania doprowadził Ari. Legionistów remis nie satysfakcjonował, a w 69 minucie fenomenalną asysta popisał się Daniel Ljuboja, który odegrał piętą do Radovicia, a ten bez problemu umieścił piłkę w siatce. Dwie minuty później po nieupilnowaniu Ariego przez Wawrzyniaka, zrobiło się 2:2. Mimo starań Legionistów wynik utrzymał się do końca.

 

Priorytety na mecz przeciwko niezaliczanej do europejskiej elity Legii trener czerwono-białych Walerij Karpin wyraźnie określił, wypuszczając na boisko w wyjściowym składzie aż czterech napastników: Wellitona, Ariego, Artioma Dziubę i świeżo pozyskanego Emmanuela Emenike. Ale wkrótce okazało się, że goście powinni myśleć nie o tym, jak szybko zapełnić siatkę bramkową rywali piłkami, lecz o tym, by to im nie wypełniono ich siatki – gazeta „Kommiersant

 

Rewanż zapowiadał się emocjonująco. Tym razem zadanie było podwójnie utrudnione, strzelec dwóch bramek ze Spartakiem Radović, pauzował za kartki. Wszyscy obawiali się, jak poradzi sobie zespół, w którym strzela tylko Miroslav Pierwsze minuty meczu to potwierdziły, druga akcja zawodników z Moskwy przyniosła im bramkę. Kiriłł Kombarow w 10 minucie pokonał debiutującego w bramce Dusana Kuciaka.

Kiedy zobaczyłem go w debiucie, pierwsze wrażenie było: co to za gość? To jakaś pomyłka: za duża bluza, dziwne getry. Lekko się uśmiechnąłem. Po pierwszej połowie wiedziałem już jednak, że to prawdziwy kozak – Maciej Szczęsny o Kuciaku, wypowiedź dla „Przeglądu Sportowego”

Po niespełna 30 minutach Legia przegrywała już 2:0. Po faulu na jednym z braci Kombarowów sędzia podyktował jedenastkę, którą pewnie wykorzystał sam poszkodowany. W tym momencie zaczął się szaleńczy pościg. Dwie minuty później bramkę kontaktową zdobył Michał Kucharczyk, a niecałe 15 minut później strzałem z rzutu wolnego z 30 metrów popisał się Maciej Rybus! Wynik 2:2, wszystko wróciło do punktu wyjścia. Druga połowa to ataki z obu stron, świetna szansę sam na sam z bramkarzem Spartaka miał Ljuboja, jednak nie zdołał jej wykorzystać. Gdy zanosiło się na dogrywkę, w 92 minucie po dośrodkowaniu Jakuba Wawrzyniaka piłkę w bramce po strzale głową umieścił Janusz Gol, który wprawił w zachwyt zdaje się nie tylko fanów Legii, ale wszystkich kibiców z Polski. Tak, w taki sposób Legia dotarła do fazy grupowej Ligi Europy, takim dwumeczem jak najbardziej na nią zasłużyła.

Grupa z nadziejami na awans

W wyniku losowania z 26 sierpnia 2011 roku, Legia została przydzielona do grupy C, w której znalazło się również PSV Eindhoven – zdecydowany faworyt tej grupy. Mogliśmy również zobaczyć starcia z Izraelskim Hapoelem Tel Awiw oraz Rumuńskim Rapidem Bukareszt.

 

To nie koniec tekstu. Wybierz poniżej kolejną stronę, aby czytać dalej

Strona: 1 2

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 60 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.