Lilian Thuram – chłopiec spełniający marzenia

W dzisiejszym świecie coraz bardziej brakuje takich piłkarzy on. Utalentowanych, ale też inteligentnych. Doceniających to, co przyniosło życie, bez nadmiernego uniesienia od wody sodowej. Potrafiących zająć stronę w trudnych debatach publicznych. A przede wszystkim, mających coś ciekawego i mądrego do powiedzenia. Tak, coraz trudniej, zwłaszcza wśród młodych piłkarzy o odkrycie kogoś takiego. A przecież od czasów gdy bohater tej historii święcił triumfy, minęło naprawdę niewiele.  Oto Lilian Thuram i jego opowieść.

* * *

 Jego inteligencja, jasność umysłu, energia, bunt, jaki w sobie nosił, robiły na kolegach duże wrażenie i już za młodu nadawały mu rangę mędrca, który cieszy się spontanicznym autorytetem.

  …nie obdarza zaufaniem od razu, wpierw trzeba mu dowieść, co się umie, zbudować, uzasadnić, gdyż on sam nie odstępuje od wyznawanych przez siebie wartości, a poza tym wymiar emocjonalny jest dla niego czymś zasadniczym w relacjach z innymi.

Trzeba powiedzieć, że jeśli….wbije coś sobie do głowy, to niełatwo mu to wybić…

* * *

To tylko kilka cytatów zaczerpniętych z książki Raymonda Domenecha „Straszliwie sam”. Jej lektura to porażająca wizja staczającej się na dno szatni i drużyny reprezentacji Francji. Wśród powodów, za którymi zespół trójkolorowych i kraj dopadł poważny kryzys, Domenech wymienia zmianę pokoleniową. Brakuje w dzisiejszej Francji, ludzi rozsądnych, inteligentnych, lecz z charakterem.

Brakuje kogoś takiego jak Lilian Thuram. Fantastyczny zawodnik, który jako nieliczny w tej książce cieszył się wielkim uznaniem ze strony byłego selekcjonera kadry. Istotnie, Thuram należy do dnia dzisiejszego do grona żywych legend reprezentacji. Słusznie też uznawany jest za jednego z najlepszych obrońców w historii kraju, ale też i świata.

* * *

A przecież wcale nie musiało tak być. Chociaż zabrzmi to banalnie, biografia Thurama to taki trochę sen skromnie żyjącego chłopca, który spełnił marzenia. Niczym scenariusz bajki ze szczęśliwym zakończeniem. Czy to zatem oznacza, że mamy do czynienia z nudną postacią? Nic bardziej mylnego. Thuram to w końcu prawdziwa kopalnia talentu, ale też błyskotliwości i inteligencji. Przy nim po prostu nie można się nudzić.

* * *

Skoro już była mowa o scenariuszu jak z bajki, to gdzie w tym wszystkim ją widać?

Zacznijmy od pierwszego elementu. Wspomniano już, że dzieciństwo Thurama mówiąc krótko, nie rozpieszczało. Lecz i tak jest to delikatne stwierdzenie. Urodzony w Gwadelupie w 1972 roku, młody chłopak od samego początku musiał wychowywać się bez ojca, który opuścił rodzinę, gdy Lilian był niemowlęciem.

Lilian Thuram Arsene Wenger
Lilian Thuram na treningu Monaco. Po lewej stronie w czerwonej koszulce Arsene Wenger.

Za to jego matka robiła wszystko, by zapewnić względny dobrobyt rodzinie. Dlatego też wyjechała z wyspy, lądując na Starym Kontynencie, aby zdobyć godziwą pracę. Lilian z kolei dopiero po kilku latach mógł do niej dołączyć. Na miejscu wcale nie było różowo. Życie dalej niespecjalnie obdarowywało ich luksusem, jednak Lilianowi nic więcej w tamtym czasie nie było potrzebne. Żył blisko ukochanej mamy, a także mógł wraz z kolegami ganiać po podwórku w trudnej dzielnicy Paryża. Jemu to musiało mimo wszystko wystarczać, bo jak przyznał, czuł się wtedy szczęśliwym dzieckiem.

Tak jak więc zasygnalizowaliśmy. Trudne życie, które nie oszczędzało, ale z pewnością ukształtowało mentalność przyszłej gwiazdy.

* * *

Jego atletyczna budowa, a także reszta warunków fizycznych, pozwoliła Lilianowi rozpocząć treningi w AS Monaco. Tam też zaczęła się jego w pełni profesjonalna kariera. Z perspektywy czasu wiemy, że była to tylko trampolina do większego klubu. Widzimy więc zatem drugą analogię do scenariusza filmowego. Człowiek, który nagle staje się wielkim odkryciem. W barwach klubu dwa razy m.in. mierzył się z Barceloną. Nie wiedział wtedy, że kiedyś przyjdzie mu przywdziać trykot Dumy Katalonii.

* * *

Trzeci zaś element bajki to niesamowity zbieg okoliczności, który pozwolił mu zadebiutować w kadrze reprezentacji Francji. Prawdopodobnie nie doszłoby do tego, gdyby wtedy Francją nie dyrygował nie kto inny, tylko sam Aimee Jacquet. Człowiek, którego celem było zbudować zespół na mundial 1998 roku, od 1994 roku przystąpił do ostrej przebudowy składu. I w takim momencie właśnie idealnie mógł się odnaleźć Thuram. Bo przecież od kogoś trener musiał zacząć budować defensywę.

 I tak też się stało w przypadku Thurama. Stał się on elementem znaku firmowego dla reprezentacji Jacqueta, która oparta na znakomitej defensywie mogła z powodzeniem rywalizować o triumf w mistrzostwach świata. Nie byłoby go jednak bez wybitnego wpływu samego Liliana.

A mowa tutaj o słynnym dla obrońcy meczu półfinałowym z Chorwacją gdy zdobył on dwie bramki dające awans. Dodajmy, że to jego jedyne gole w historii gier w kadrze. Jak sami widzimy, trafił w najbardziej odpowiednim momencie. Żeby jednak dodać znowu troszkę dramaturgii i motywu filmowego, bramka na 1:0 dla Chorwatów padła po błędzie w kryciu ze strony Thurama. Zatem mamy tu ewidentnie do czynienia z klasycznym „od zera do bohatera”. Bo Thuram nie tylko zdobył bramkę, lecz chyba po raz pierwszy poczuł, że cała Francja faktycznie jest za nim.

Nicolas Anelka Lilian Thuram
W tle Nicolas Anelka w barwach PSG.

Żeby jednak nie brakowało jeszcze motywu z filmu, to właśnie po tym spotkaniu Lilian Thuram miał rzekomo zobaczyć się ze swoim ojcem. Jego reakcja jednak była bezpardonowa. Zawodnik bowiem zaznaczył, że dla niego prawdziwy ojciec powinien być przy dziecku. Geny z kolei nie miały tu nic do rzeczy.

* * *

W międzyczasie jego kariera poprowadziła go do Włoch. Do kraju na półwyspie Apenińskim ściągnął do Carlo Ancelotii, ówczesny trener Parmy. To była wtedy nieziemska ekipa. Buffon, Cannavaro i spółka bili się o mistrzostwo Serie A w 1997 roku – ostatecznie przegrane, bo zajęli drugie miejsce. Niemniej było coś symbolicznego w tamtej ekipie. Praktycznie tworzyli ją zawodnicy, którzy jeszcze przez co najmniej dziesięć lat, a nawet i dłużej (Gigi) mieli stąpać na szczycie światowego futbolu. Ta bardzo utalentowana jedenastka ostatecznie zatem potwierdziła swoją klasę.

* * *

W swojej karierze miał jeszcze okazję grać dla Juventusu i FC Barcelony. W barwach Starej Damy osiągnął naprawdę sporo. Przychodził tam jako wówczas najdrożej kupiony obrońca, za 25 milionów euro. Opłacało się? A jakże. Dwa razy mistrzostwo Włoch, a także finał Ligi Mistrzów? To mówi samo za siebie. Lilian Thuram zaś był jednym z architektów tych osiągnięć. Bo tworzył znakomitą defensywę.

 Oczywiście, nie omijały go problemy. Przecież kilka lat później Juventus został zdegradowany w związku z aferą Calciopoli. Zbiegło się to akurat z ostatnim, wielkim i co najważniejsze, udanym turniejem dla Thurama w Niemczech. Nadarzyła się jeszcze okazja na transfer, z której zawodnik postanowił skorzystać. Bo prosiła o to Barcelona, a z racji jego wieku, trudno było odmówić.

Nie był to jednak mądry ruch, bo Barcelonę zżerał jeden z największych kryzysów w XXI wieku. Drużynę trapił konflikt wewnętrzny, którego ówczesny trener, Frank Rijkard nie mógł już załagodzić.

* * *

Dalsze lata gry w reprezentacji upływały już w formie klasycznej sinusoidy. Bo po zwycięskich mistrzostwach Europy w 2000 roku przyszedł czas regresu francuskiej piłki, który przyniósł dwa katastrofalne występy w trakcie wielkich imprez. W Korei i Japonii a także Portugalii drużyna poniosła klęski, zaś po tej drugiej Thuram postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę. Jednak wrócił. Domenech w swojej książce opisuje, jak wiele pracy kosztowało go przekonanie Thurama do gry we Francji. Co ciekawe, obrońca grał jeszcze w kadrze przez cztery lata, w Niemczech zdobywają wicemistrzostwo świata.

* * *

Lilian Thuram nie był jednak zwykłym piłkarzem, lecz także zawodnikiem zażarcie walczącym z rasizmem w kraju i piłce. Po pierwsze, w trakcie mundialu w 1998 roku musiał przyjąć na klatę negatywne uwagi niektórych polityków – m.in. Jean Claude Le Pen’a. Stwierdził on mianowicie, że nie poznaje reprezentacji gdyż jest w niej zbyt wiele czarnoskórych zawodników.

Lilian Thuram
Chwilę po wysłaniu Francji do finału mistrzostw świata 1998

Lilian zawsze jednak potrafił z klasą wyjść z tego typu zaczepek i oskarżeń. Sam zresztą do dziś walczy z rasizmem. Traktuje to jako misję. W jego opinii wielu młodych czarnoskórych ludzi natrafia na problemy już od najmłodszego wieku. Wychowywanie się w trudnych nie dzielnicach nie wpływa przez to pozytywnie na ich osobowość.

Potrafił walczyć z prestiżowymi politykami np. ówczesnym ministrem, Nicolasem Sarkozym, który nazwał manifestujących i tworzących zamieszki młodych ludzi, „szumowinami”. Lilian Thuram wówczas wstawił się za tłumem.

Taki właśnie był. Chociaż karierę zakończył w 2008 roku w wyniku wady serca, to jednak do dnia dzisiejszego jest bacznym obserwatorem tego co się dzieje w kraju. Walczy o lepszą przyszłość i równość. Przede wszystkim jednak pozostaje do dnia dzisiejszego niezapomnianym, klasowym obrońcą.

WOJCIECH KOWALSKI

Redakcja
O Redakcja 293 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl