Łobanowski – „Metr” dla następców

Ikona trenerska Związku Radzieckiego, najwybitniejszy przedstawiciel wschodnioeuropejskiej myśli szkoleniowej – Walery Wasiliewicz Łobanowski 14 lat temu dołączył do sztabu niebiańskiej reprezentacji. Z tej okazji wspominamy jego życie.

 

Walery jako piłkarz

Syn młynarza i gospodyni domowej, urodzony w katolickie święto Trzech Króli 1939 roku, w dzieciństwie uchodził za prymusa. W przeciwieństwie do wielu dzisiejszych idoli udało mu się pogodzić naukę z grą w piłkę, zyskał bowiem dyplom uczelni technicznej. Pierwszym dużym krokiem w karierze piłkarskiej Walerego stało się dołączenie do Dziecięco-Młodzieżowej Szkoły Sportowej nr 1 z polecenia trenera Nikołaja Czajki. Stamtąd w ciągu kilku lat, zaliczając po drodze kijowską futbolową szkołę młodzieży, trafił do słynnego Dynama Kijów. Jednak musiał zaczekać na szansę w profesjonalnym futbolu. Lata treningów w szkółce Biło-sinich zaprocentowały dopiero 29 maja 1959 roku.

Przeczytaj także: „Ciekawy przypadek Briana Clougha”

Mecz z wielkim, aczkolwiek przeżywającym wtedy trudny okres w swojej historii, CSK MO (dziś CSKA) Moskwa. Po pierwszej połowie Kijowianie są niemal pewni porażki, gdyż przegrywają 3:0. Trener Wiaczesław Sołowiow decyduje się zdjąć w przerwie Aleksandra Kolcowa i daje szansę debiutu pewnemu 20-latkowi – Waleremu Łobanowskiemu. W ten oto sposób zapoczątkowana została legenda.

„Metr”, jak z uwagi na czerpiących z jego wzorcowego warsztatu następców mówi się o Łobanowskim, piłkarzem wspaniałym nie był. Ledwie raz wywalczył mistrzostwo Związku Radzieckiego. Sukces ten osiągnął w barwach Dynama Kijów w 1961 roku. Podopieczni Wiaczesława Sołowiowa jako pierwsza drużyna spoza Moskwy zostali mistrzami Kraju Rad. Również w stolicy ukraińskiej SRR dopisał do swojego dorobku trzy lata później krajowy puchar, ale nie wybiegał na boisko. Wyróżniał go drybling oraz wytrenowane z wielkim mozołem rzuty rożne. Te cechy zapewniły mu szacunek kibiców, strach u rywali. Posiadł rzadką zdolność do pokonywania bramkarzy przeciwników, kopiąc piłkę wprost z narożnika boiska.

Walery Łobanowski
Walery Łobanowski i Władimir Anufrienko

Reprezentował barwy jedynie trzech klubów: Dynama, Czernomorca Odessa i Szachtara Donieck. Nie wytrzymał konkurencji w kadrze narodowej. Na początku lat 60. rozegrał jedyne dwa mecze towarzyskie dla „Sbornej”: debiut z Austrią oraz drugi i ostatni występ z Polską. W obu wyszedł od pierwszej minuty, lecz po murawie Stadionu Dziesięciolecia biegał jedynie przez godzinę. Zastąpił go bowiem Gienadij Krasnicki. Ze swojego macierzystego klubu odszedł skonfliktowany ze szkoleniowcem Wiktorem Masłowem. Obu panów poróżniła kwestia pozycji „Łobana” na placu gry. Trener oczekiwał od niego większej przydatności w defensywie. Po dezercji z ulicy Gruszewskiego, zawodnik udał się na Krym. Azyl znalazł w Czernomorcu Odessa, który z jego usług korzystał przez dwa sezony. Walery miał spory udział w dojściu do półfinału Pucharu Związku Radzieckiego przez „Marynarzy” w 1966 r. W czterech spotkaniach aż pięciokrotnie wpakował piłkę do siatki przeciwników. Z kopaniem piłki Łobanowski pożegnał się w Szachtarze Donieck, którego barwy przywdziewał w ciągu dwóch lat. W każdym z klubów fani żegnali go z żalem, ale to nie kopanie futbolówki dało mu poczesne miejsce w księgach, nie tylko rosyjskich.

Początki na ławce

Prawdziwą, nieśmiertelną sławę zapewnił mu warsztat trenerski. Za linią boczną spędził ponad połowę swojego życia. Debiutował w Dnipro Dniepropietrowsk jeszcze przed trzydziestką. Z ligowego średniaka uczynił ekipę groźną dla najlepszych w Kraju Rad, prezentując ofensywny, acz odpowiedzialny styl gry. Charakteryzowało go również analityczne podejście do szkolenia. Nie pozostawiał wiele przypadkowi. W trzecim roku pracy wywalczył awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, po czym szturmem wspiął się wraz z podopiecznymi na szóstą pozycję. W zespole początkowo panowała rodzinna atmosfera, a gracze zwracali się do trenera przyjaźnie, bez nadmiernego dystansu. Nie oznacza to jednak, że Łoban miał trudności z zaprowadzeniem porządku w szatni. Znalazł złoty środek w relacjach z zawodnikami.

W 1973 roku zaliczył pierwszy powrót na stare śmieci, choć w odmiennej roli. W obliczu sukcesów nad Dnieprem, zgłosiło się po „Metra” kijowskie Dynamo, gdzie zastąpił Aleksandra Sewidowa. Co ciekawe „Biło-sini” zgodzili się na wspólną pracę dwójki przyjaciół. Na początku w tandemie z Walerym ekipą kierował Oleg Bazylewicz, sprawujący też funkcję kierownika drużyny. Przejął tym samym na siebie wiele spraw organizacyjnych.

Ów krok rządzącego w Dynamie twardą ręką Władymira Szczerbickiego, I sekretarza Komunistycznej Partii Ukrainy (KPU)wydawał się ryzykowny, ale odwaga została sowicie wynagrodzona. Piłkarzy ze stolicy Łobanowski szkolił prawie do końca swych dni, przeplatając tę pracę z obejmowaniem sterów kadr narodowych Związku Radzieckiego, Ukrainy oraz ZEA i Kuwejtu. W parze z długim stażem poszły sukcesy. „Biało-niebiescy” pod skrzydłami Łobanowskiego w krótkim czasie z kontynentalnego średniaka przeistoczyli się w jedenastkę siejącą popłoch w konfrontacjach z europejskimi tuzami. Firmowymi zagraniami „Dynamowców” stały się crossowe podanie do napastnika i zmiany tempa gry.

13219885_1077049135695739_1991527749_n

Podpieczni „Pułkownika” nie tylko ustanowili rekord ZSRR w liczbie mistrzowskich tytułów (trzynaście, w tym aż osiem w „erze Łobanowskiego), ale też odnieśli ogromne sukcesy. Niecałe dwa lata pracy wystarczyły, by z Rudakowem w bramce, a przede wszystkim słynnym dyrygentem środka pola Olegiem Błochinem triumfowali w Pucharze Zwycięzców Pucharów, dokładając krajowy dublet. Kluczowymi ogniwami byli też świetni Władimir Oniszczenko, Anatolij Końkow. Z kwitkiem odprawili, chociażby Eintracht Frankfurt czy PSV Eindhoven, w finale pokonali zaś 3:0 Ferencvaros Budapeszt. Pod naporem radzieckiej jedenastki padł także potężny Bayern Monachium w Superpucharze Europy. Oparty na mistrzach świata zespół nie potrafił zatrzymać Błochina, który w dwumeczu strzelił trzy gole. Szczelna obrona i czyste konta Rudakowa dopełniły obrazu meczów. W konsekwencji genialnego sezonu Olegowi Błochinowi przyznano Złotą Piłkę.

Praca na dwa etaty

Nasz bohater otrzymał szansę pokierowania reprezentacji na igrzyskach olimpijskich w Montrealu. Turniej piłkarski IO miał wtedy w krajach socjalistycznych znacznie większą wagę niż dziś. Misja „Zwycięstwo” zakończyła się niepowodzeniem. „Sborna” w półfinale nie sprostała Niemcom ze Wschodu, na których szyjach zawisły ostatecznie złote krążki. Także miejsce na mistrzostwach Europy nie przypadło w udziale Związkowi Radzieckiemu, pokonanemu przez Czechosłowację.

Przyczyny niepowodzeń wskazywał Błochin:

„Nie wystarczyło nam szybkości, świeżości, zwinności i koordynacji. Byłem dosłownie wyczerpany treningami”.

Reżim treningowy narzucony przez „Łobana” odbijał się negatywnie na zdrowiu zawodników. Znana jest historia Władimira Muntiana, który zjawił się na obozie jako rekonwalescent po kontuzji kolana. Trener nie zważając na zalecenia lekarzy, kazał pomocnikowi ćwiczyć z pełnym obciążeniem. Muntian nie wytrzymał i krzyknął w twarz trenerowi: „Jak możecie tak postępować z piłkarzami?”. Nie przyniosło to pożądanego efektu, a piłkarz poniósł konsekwencje wzburzenia: wyrzucono go ze zgrupowania.

Po powrocie do pracy w klubie Łobanowski stanął w obliczu buntu po katastrofalnym sezonie 1975/76. Drużyna dążyła do pozbycia się duetu szkoleniowców. Atmosferę podsyciło odejście Wiktora Matwijenki i Władimira Troszkina.

Sierpień 1976 roku, siedziba Sportowego Komitetu Ukrainy. Wszyscy zawodnicy Dynama na miejscu przedstawili żądanie zwolnienia Łobanowskiego i Bazylewicza. Krótko potem Bazylewicz rozpoczął pracę wyłącznie na własny rachunek w Dynamie Mińsk. Sam Walery zrozumiał swój błąd dopiero po latach, żałował wręcz, że nie porozmawiał szczerze z zawodnikami. Inny dowód na konserwatyzm „Metra” to wciąż żywa historia o tym, jak po celnym i widowiskowym zagraniu piętą Leonid Burjak został ofiarą gniewu trenera.

Po kilku latach zaproszono go do pracy z kadrą w obliczu eliminacji Euro ’84. Mimo pozornie dobrych wyników w tabeli grupowej „Sborna” uplasowała się za Portugalią, z którą przegrała jedyny mecz.

Drugi, bijący swym blaskiem po oczach okres prosperity Dynama Łobanowskiego przypadł na środek lat 80. Wciąż w biało-niebieskiej koszulce biegał Oleg Błochin, w ofensywie brylował Igor Biełanow, a opaska kapitańska należała do Anatolija Demianienki. Powtórka sprzed dekady w postaci podniesienia Pucharu Zdobywców Pucharów doszła do skutku 2 maja 1986 w Lyonie. Ubaldo Fillol, strzegący bramki Atletico Madryt skapitulował trzykrotnie po strzałach Zawarowa, Błochina i Jewtuszenki.

Walery dostał wtedy trzecią szansę od krajowej federacji. Ze Związkiem Radzieckim pomiędzy 1986 a 1990 rokiem pojawił się na trzech wielkich turniejach. Z dwóch mundiali nie przywiózł wielu miłych wspomnień. W Meksyku poległ na pierwszej przeszkodzie po fazie grupowej – Belgii, zaś na włoskiej ziemi poniósł klęskę w grupie, plasując się na ostatnim miejscu za Kamerunem, Argentyną i Rumunią.

0001EHYEB4N016Q9-C116-F4

Z Włoch jako aktualny mistrz i zdobywca pucharu ZSRR dla Dynama prawie bezpośrednio przeniósł się na Bliski Wschód, do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przeprowadzka spowodowana była nieudanym turniejem, ale również zmianami politycznymi w ojczyźnie trenera.

Ostatnie akordy i powolne zejście ze sceny

Sześcioletni pobyt w egzotycznych stronach szkoleniowiec podzielił po równo między szkolenie dwóch kadr: ZEA i Kuwejtu. Z tym drugim zespołem udało mu się wspiąć na trzeci stopień podium w Igrzyskach Azjatyckich, m. in. dwukrotnie pokonując silniejszą w teorii. Koreę Południową.

Na ostatnie lata życia i kariery powrócił do korzeni. Trafił na równie świetne pokolenie graczy jak kiedyś. Zrobił z Dynama ukraińskiego hegemona, wywalczył pięć mistrzostw kraju z rzędu, dokładając trzy puchary Ukrainy. Ślad odcisnął też w Lidze Mistrzów dochodząc z pokoleniem Szowkowskiego, Szewczenki, Rebrowa do najlepszej czwórki Starego Kontynentu 1998/99.

Ostatnim etapem kariery „Łobana” została reprezentacja niepodległej Ukrainy. Przed 62-latkiem postawiono zadanie awansu na południowokoreańsko-japoński mundial. W grupie eliminacyjnej z prowadzoną przez siebie drużyną ustąpił „Orłom Engela”. Przegrywając z naszą kadrą 3:1 u siebie, zanotował jedyną porażkę. Drugie miejsce premiowało Ukrainę do baraży, gdzie nie dali jej szans Niemcy (2:5 w dwumeczu).

Łobanowski żył piłką i umarł przez piłkę. 7 maja, kiedy jego ukochane Dynamo wygrało z Metalurgiem Zaporoże, przeszedł udar mózgu. Po paru dniach znów jego organizm nie wytrzymał i ostatecznie 13 maja 2002 „Metr” odszedł ze świata żywych. Pośmiertnie przyznano mu najwyższy tytuł w państwie -„Bohatera Ukrainy”.

Od 2003 roku po dziś rozgrywa się Memoriał Walerego Łobanowskiego. Na początku grały w nim kluby, teraz konfrontują się ze sobą narodowe młodzieżówki. W jedynej edycji, przeznaczonej dla pierwszych reprezentacji (2005 r.) udział wzięli ówcześni podopieczni Pawła Janasa. Polscy piłkarze ograli po 3:2 Serbię i Czarnogórę oraz w finale Izrael. Ukraińcy przegrali z tą drugą ekipą w pierwszym meczu po serii rzutów karnych 3:5. Ostatecznie prowadzeni przez ucznia mistrza Łobanowskiego, Olega Błochina zajęli trzecią lokatę, udowadniając wynikiem 2:1 swą wyższość nad Serbami.

Rekordy osiągnięć znakomitego szkoleniowca pozostają nieosiągalne dla jego rodaków. Może dorówna mu pewnego dnia były podopieczny „Metra” Andrij Szewczenko?

JAKUB BARANKIEWICZ

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl