Magia nazwiska – historia Jordiego Cruyffa

Często mówimy o kimś „mąż swojej żony” albo „syn swojego ojca”. Idealnym przykładem tego pierwszego określenia jest książę Filip, do drugiego z kolei jak ulał pasuje Jordi Cruyff, który dzięki niezwykłej magii nazwiska swojego ojca zaliczył w swojej przygodzie z piłką tak wiele topowych klubów, że mogą z nim równać się tylko najwybitniejsi zawodnicy, do których on z pewnością się nie zaliczał.

Przeczytaj także: „Niemiecki magik w cieniu Cruyffa”

Żegnając niedawno Johanna Cruyffa, wszyscy podkreślali, że był nie tylko wybitnym piłkarzem, ale też jedną z największych osobistości w futbolowym świecie. Jego nazwisko otwierało praktycznie wszystkie drzwi, a do sugestii Holendra przychylali się prezesi, trenerzy i zawodnicy. Nic więc dziwnego, że jego syn miał zapewniony najlepszy start do kariery, jaki tylko można sobie wymarzyć. A że nie przejawiał po ojcu talentu? Nie szkodzi, w końcu nazywał się Cruyff.

Kolejny złoty chłopiec?

Swoją przygodę z piłką Jordi rozpoczął w Ajaxie, gdzie terminował do 14. roku życia. Już wtedy drużyna z Amsterdamu znana była z taśmowego wypuszczania w świat talentów i mogło się wydawać, że oto kolejny z nich. Zwłaszcza że dzięki koneksjom ojca przeniósł się do młodzieżowych zespołów Barcelony. W wieku 18 lat zadebiutował w Segunda Division w rezerwach tego klubu, gdzie dość szybko został jednym z czołowych strzelców zespołu. Po dwóch sezonach spędzonych w Barcelonie B młody Jordi dostał promocję do pierwszej drużyny, w której znowu zaliczył piorunujące wejście. W sezonie 1994/1995 zagrał dla Blaugrany w 28 spotkaniach, zdobywając 9 bramek, debiutując także w Lidze Mistrzów. A pamiętajmy, że za partnerów miał chociażby Christo Stoiczkowa czy Ronalda Koemana. Niestety w swoim drugim sezonie borykał się z problemami zdrowotnymi i nie szło mu już tak dobrze. Trafił do siatki zaledwie dwa razy i uznano, że musi poszukać sobie nowy klub.

Holandia, Hiszpania, a może Katalonia?

Wciąż jednak uchodził za perspektywicznego zawodnika, a powołanie do kadry Holandii na Euro 1996 tylko podniosło jego wartość. Co ciekawe mógł wybierać, jaki kraj chce reprezentować, bo miał także hiszpańskie obywatelstwo, jednak odrzucił powołanie do olimpijskiej reprezentacji La Roja i wybrał europejski czempionat w barwach Oranje. Stał się tym samym jednym z zaledwie sześciu reprezentantów Holandii, którzy grali w kadrze tego państwa bez ani jednego występu w Eredivisie. Dla swojego kraju rozegrał dziewięć spotkań, zdobywając jedną bramkę. W późniejszych latach swojej kariery występował w barwach Katalonii, z którą również czuł się związany.

Johan i Jordi Cruyff
Ojciec i syn.

Po Euro, które odbywało się w Anglii, został w tym kraju i podpisał kontrakt z Manchesterem United. Jak zwykle najlepszy miał początek. W swoim pierwszym sezonie wystąpił w barwach Czerwonych Diabłów 22 razy i zdobył trzy bramki, zarówno w Premier League, jak i w Lidze Mistrzów. Sezon 1996/1997 okrasił swoim pierwszym w karierze tytułem mistrzowskim, a także Tarczą Wspólnoty. To był jednak ostatni udany rok Jordiego w Manchesterze. Na dobre stracił miejsce w składzie i tylko sporadycznie pojawiał się na boisku. Stale jednak powiększał swoją galerię trofeów, bo z Czerwonymi Diabłami sięgnął łącznie po trzy tytuły mistrzowskie, dwie Tarcze Wspólnoty, wygrał Ligę Mistrzów i Puchar Interkontynentalny. Po sezonie 1999/2000 uznano, że nawet jak na rezerwowego wnosi zbyt mało do zespołu i pora pożegnać się z synem słynnego ojca.

Momenty chwały

Trudno było mu już jechać na łatce nazwiska, ale nie poddawał się i podpisał kontrakt z Deportivo Alaves. W Hiszpanii zawsze czuł się najlepiej i właśnie z baskijskim zespole udowodnił, że wbrew krytykom umiejętności piłkarskie ma całkiem niezłe. Przez trzy lata był jednym z najważniejszych ogniw tego zespołu, z którym zaszedł nawet do finału Pucharu UEFA, będąc uczestnikiem jednego z najbardziej pamiętnych spotkań w historii tych rozgrywek. Kiedy w 88 minucie tego meczu zdobywał wyrównującą bramkę na 4:4, mógł czuć, że chociaż przez chwilę odegrał w piłce tak ważną rolę, jak jego ojciec. Niestety samobójczy gol w dogrywce Geliego odebrał mu możliwość cieszenia się z kolejnego trofeum. Mimo to, okres spędzony w Alaves był jednym z najlepszych w jego karierze, bo mógł czuć się pełnoprawnym liderem drużyny. Niestety sezon 2002/2003 przyniósł spadek do Segunda Division i Cruyff postanowił pożegnać się z klubem. Na rok załapał się jeszcze do Espanyolu Barcelona, gdzie również był pewnym punktem zespołu, ale potem jego kariera nagle się załamała. Mimo 30 występów w zespole ze stolicy Katalonii postanowił nie przedłużać kontraktu z tą drużyną. Próbował zaczepić się w Boltonie, ale nie przeszedł testów medycznych i postanowił zakończyć swoją karierę, w wieku zaledwie 30 lat.

Jordi Cruyff Manchester United
Jordi Cruyff w barwach Manchesteru United.

Na emeryturze nie wytrzymał jednak długo i po dwóch latach dość niespodziewanie pojawił się w Doniecku, gdzie podpisał kontrakt z miejscowym Metalurgiem. Przez dwa sezony zagrał w 28 spotkaniach ligi ukraińskiej, nie wpisując się ani razu na listę strzelców. Potem znowu zawiesił karierę, tym razem na rok. Po raz kolejny wrócił na boisko już na Malcie, gdzie w sezonie 2009/2010 w barwach Valletta FC grę w lidze maltańskiej łączył z byciem asystentem trenera pierwszego zespołu. Pół żartem można powiedzieć, że zaliczył tam najlepszy sezon, bo w 17 występach zdobył 10 bramek.

Gwiazda gabinetów

W 2010 roku definitywnie zakończył swoją karierę i związał się z cypryjskim AEK-iem Larnaka, jako dyrektor sportowy. Dość szybko potwierdził swoje organizacyjne talenty i w drugim roku swojej pracy osiągnął z klubem historycznym sukces, awansując jako pierwszy cypryjski zespół do fazy grupowej Ligi Europy. Uczynił to wraz z Tonem Caanenem, z którym współpracował na Malcie. Za tym sukcesem nie poszły jednak dalsze ruchy, a klub w rodzimej lidze nie radził sobie tak, jak tego oczekiwano. Zdolności menedżerskie Cruyffa zostały jednak docenione przez włodarzy Maccabi Tel Awiw, którzy postanowili wykupić Holendra z Larnaki. Jak zawsze Jordi zaliczył wejścia smoka i w pierwszym roku pracy, w sezonie 2012/2013 po dziesięciu latach posuchy, poprowadził swój klub do tytułu mistrza Izraela. Później udało im się to jeszcze dwukrotnie, w ostatnim roku dorzucając również krajowy puchar.

Michael Reiziger, Jordi Cruyff i Guus Hindink.
Michael Reiziger, Jordi Cruyff i Guus Hindink.

Mimo wszystko na karierę młodszego z rodu Cruyffów trzeba spojrzeć, jako na coś pozytywnego. Ajax, Manchester United, Barcelona, to kluby, o których marzy każdy młody chłopak kopiący futbolówkę, a Jordiemu było dane zagrać w barwach każdego z nich. Kiedy okazało się, że talent nie predestynuje go do grania na tym poziomie, nie poddał się, ale zszedł półkę niżej i przeżył bardzo fajna przygodę z Alaves czy Espanyolem. Potem wykorzystał jeszcze swoje nazwisko i rekreacyjnie pograł w słabej piłkarsko, ale bardzo przyjemnej do życia Malcie, a teraz bazując na bogatym doświadczeniu, które zdobył przez dość długą karierę, jest dyrektorem sportowym w Izraelu. Czy miał talent po ojcu? Nawet się do niego nie zbliżył. Czy był dobrym piłkarzem? Niezłym, ale takich jak on były setki. Czy przebiegu kariery można mu zazdrościć? Jak najbardziej tak! Ma w CV kluby ze światowej czołówki, przez chwilę funkcjonował w całkiem poważnym futbolu, a na koniec zobaczył kilka ciekawych miejsc. Całkiem nieźle, zważywszy na to, że gdyby nie znane nazwisko, nie wykluczone, że utonąłby w fali przeciętności.

KUBA KĘDZIOR

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE!
POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Kuba Kędzior
O Kuba Kędzior 22 artykuły
Fan futbolu i sportów wszelakich, ekscytuje się zarówno derbami Belgradu jak i Pucharem Świata w bobslejach. Kiedy już nie śledzi sportowych zmagań, chętnie sięga po dobrą książkę albo płytę z ambitną muzyką.