Matthias Sindelar – papierowy człowiek

Polska dała światu Deynę, Bułgarzy mieli Asparuchowa, Północna Irlandia była ojczyzną Georgiego Besta. Austriacy też mieli swoją legendę. Zawodnik ten po dziś dzień pozostaje niedoścignionym wzorem w swoim kraju. Poznajcie Matthiasa Sindelara, jednego z najlepszych i zarazem najbardziej tajemniczych piłkarzy w historii futbolu. Matthias Sindelar

Matthias Sindelar urodził się na terenie ówczesnych Austro-Węgier na początku XX wieku.
W roku 1905, dwa lata po narodzinach przyszłej legendy, czesko-żydowska rodzina Sindelarów postanowiła przenieść się do Wiednia. Tam też dorastający w biedzie zawodnik zdobywał pierwsze piłkarskie szlify w lokalnej Hercie. Postura na pewno nie pomagała mu straszyć rosłych rywali drużyn przeciwnych. Ze względu na filigranową budowę ciała, nazywany był „papierowym piłkarzem”. Pozory jednak bardzo często mylą i tak było w tym przypadku. Złudnym było wrażenie, iż ten przedwojenny piłkarz nie miał atutów do straszenia pod bramką rywali. Straszył… i to jak! Eksplozja Jego talentu nastąpiła po przejściu Sindelara do Austrii Wiedeń w roku 1924. Swoją grą przykuwał uwagę coraz szerszego grona kibiców. Ceniono go za swobodę w prowadzeniu piłki, niecodzienny drybling i wrodzony dryg do strzelania bramek. Z czasem zaczęło być o nim głośno na terenie całego kraju.

Wunderteam

Reprezentacja Austrii z końca lat 20-tych i początku następnego dziesięciolecia nazywana była Wunderteamem. Drużyna prowadzona przez legendarnego Hugo Meisla miała wszelkie atuty, by rywalizować z najlepszymi. Można porównać ją do niesamowitej reprezentacji Węgier lat 50-tych, z Puskasem, Kocsisem i Cziborem. Niesamowita węgierska armata stawiana była w gronie faworytów na mundialu w roku 1954, ale ostatecznie zawiodła w decydującym momencie.

Przeczytaj także: „Nazista, który rozkochał w sobie Anglię”

Podobnie było z Austriakami na mistrzostwach świata, które wskutek zabiegów Benito Mussoliniego zorganizowano we Włoszech dokładnie 20 lat przed tymi wydarzeniami. Częścią tego wspaniałego zespołu był właśnie Sindelar. Trener Meisl dał mu pierwszą szansę już w roku 1926 w meczu z Czechosłowacją, a sam napastnik odwdzięczył się za zaufanie golem strzelonym w debiucie. Osiem lat później Jego pozycja w drużynie była już niepodważalna. Matthias był wówczas kapitanem Wunderteamu, którego określano jako głównego faworyta do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Niespodziewanie, Austriacy zakończyli swoje zmagania w turnieju na etapie półfinałowym, gdzie musieli uznać wyższość gospodarzy i jak się później okazało – przyszłych mistrzów świata. Pokonani mocno narzekali po tym spotkaniu na warunki atmosferyczne i stan murawy, który utrudniał wymianę podań piłki po ziemi, co było znakiem firmowym tamtego zespołu. Włosi swoje zwycięstwo dosłownie wywalczyli, dopuszczając się przy tym wielu brutalnych i nieprzepisowych zagrań. Od tego momentu na zawsze zakończyła się przyjaźń trenerów obu reprezentacji – Hugo Meisla i Vittorio Pozzo.

Matthias Sindelar
Czarę goryczy przelało spotkanie z piłkarzami III Rzeszy, które podopieczni Hugo Meisla przegrali 2-3. Kluczowa okazała się bramka zdobyta już w pierwszej minucie przez Niemców, którzy po I połowie spotkania schodzili z boiska przy stanie 3-1.

Niesamowity rekord

Warto nadmienić, iż Austria była drugim krajem po Anglii, gdzie wprowadzono futbolowe zawodowstwo. Jednym z największych ojców tego sukcesu był właśnie Meisl. Bez wątpienia, nie należał on do typowego grona trenerów. Był również pomysłodawcą pierwszego turnieju klubowego na skalę europejską (Puchar Mitropa) oraz rozgrywek międzypaństwowych (Puchar Dr Gero). Ponadto, prowadzona przez niego reprezentacja, zapoczątkowała meczem z Czechosłowacją w roku 1931, wspaniałą serię 14 meczów bez porażki. W międzyczasie, pokonano wówczas dumnych Szkotów aż 5-0, dwukrotnie ograno Niemców w stosunku 6-0 (w Berlinie!) i 5-0. Koniec passy przypieczętowano zwycięstwem nad Włochami 2-1. Nie dziwi więc fakt, iż oczekiwania kibiców były wielkie a naturalną koleją rzeczy miał być zdobyty Puchar Rimeta na mundialu w Italii. Porażka w meczu o III miejsce była tylko początkiem lawiny nieszczęść, która wkrótce miała nawiedzić austriacki futbol, jak i cały kraj.

U progu wojny

Dwa lata po mundialu we Włoszech, los znów skrzyżował zwaśnione reprezentacje, tym razem w finale wielkiej imprezy. Na igrzyskach olimpijskich w Berlinie (1936) ponownie zwyciężyli piłkarze z Italii, choć znów nie obyło się bez skandali. Spotkanie to tylko w łudzący sposób przypominało rozgrywki sportowe. W tych jakże dramatycznych czasach doskonale zadbano, by to faszyści wygrali na terenie nazistowskich Niemiec. Nie trudno więc zgadnąć, że praca sędziowska nie miała wiele wspólnego z ideami, które z definicji powinny iść w parze ze sportem. W roku 1938, kiedy wojna wisiała na włosku, miał miejsce Anschluss. Matthias Sindelar był wielce związany z Austrią i nie mógł pogodzić się z utratą niezależności swojego kraju. Od tego momentu piłkarze żydowskiego pochodzenia nie mogli więcej reprezentować Austrii, a każdy mecz musiał rozpoczynać się od hitlerowskiego pozdrowienia. Dochodziło do wielu kuriozalnych sytuacji. Były zawodnik słynnego Wunderteamu – Walter Nausch – musiał rozwieść się ze swoją żoną, gdyż miała żydowskie pochodzenie.

Matthias Sindelar
Sindelar, choć był wielkim bohaterem oraz patriotą, nie mógł zbyt wiele w tej sytuacji zrobić.  Swoje możliwości wykorzystał najlepiej jak umiał, poprzez świetną grę. To, co zrobił z innymi austriackimi zawodnikami w kwietniu tego samego roku, w którym Austria została zaanektowana przez Trzecią Rzeszę, przeszło do historii. Władze nazistowskich Niemiec postanowiły zorganizować propagandowy mecz pomiędzy tymi zespołami. Reklamowano je jako „Anschlusspiel”. Wydarzenie to zostało już na samym początku popsute przeważającym na trybunach nazistom. Drużyna „Mozarta futbolu” wybiegła na murawę w czerwono-białych strojach, zamiast tradycyjnych biało-czarnych. Austriacy wygrali ten mecz 2-0, po golach Sindelara i Sesty. Filigranowy napastnik skorzystał z okazji i bez oznak strachu celebrował w dobitny sposób wygrany mecz przed rozjuszonymi trybunami.

Na złość nazistom

Nie był to odosobniony przypadek, w którym Matthias Sindelar utarł nosa nazistom. Po wcieleniu Austrii do Niemiec zawodnik odmówił opuszczenia swojego kraju oraz reprezentowania Trzeciej Rzeszy. Swoją decyzję tłumaczył podeszłym wiekiem i przewlekłą kontuzją kolana. Ludzie otaczający „Mozarta” wiedzieli jednak, że nigdy nie zrobiłby tego ze względu na swój patriotyzm. Sam piłkarz miał być również rozdarty na skutek plotek, które roznosiły się po ojczyźnie. Jeżeli wierzyć ówczesnym doniesieniom, matka Sindelara bardzo entuzjastycznie przyjęła wiadomość o Anschlussie i przyjaźnie witała żołnierzy Wehrmachtu. Po zawieszeniu butów na przysłowiowym kołku, legendarny napastnik zajął się prowadzeniem kawiarni w Wiedniu. Pomagał również swoim dawnym kolegom z boiska pochodzenia żydowskiego, którym zakazano uprawiania sportu, czym zyskał wielki szacunek rodaków.

Historia wielkiego patrioty i dawnego bohatera piłkarskich boisk zakończyła się jednak tragicznie. 29 stycznia 1939 roku znaleziono go martwego wraz z włoską Żydówką – Camillą Castagnoli. W oficjalnym komunikacie, za przyczynę zgonu podano zatrucie tlenkiem węgla. Do dziś pozostaje wiele wątpliwości, a sprawa tak naprawdę nigdy nie została wyjaśniona.
Przyjmuje się wiele wersji, spośród których najbardziej prawdopodobne wydaje się samobójstwo. Nie wyklucza się również zamordowania austriackiego patrioty, który był zwyczajnie niewygodny dla nazistów. W oficjalny komunikat nikt tak naprawdę nie uwierzył. Prawdy nigdy się nie dowiemy. W ten oto sposób zakończył życie jeden z najlepszych piłkarzy w historii futbolu, który stanowił wzór godny do naśladowania na boisku, jak i poza nim. Jego legenda, podobnie jak sama śmierć, do dziś pozostaje być owiana tajemnicą.
Pogrzeb Sindelara przerodził się w wielką manifestację patriotyczną.

KAMIL KIJANKA

 

Kamil Kijanka
O Kamil Kijanka 15 artykułów
Radioholik i futbolomaniak. Student Finansów i Rachunkowości