Milowy krok afrykańskiej piłki

20 maja. Święto Narodowe Kamerunu. Kilka dni temu świętowano tam 55. rocznicę niepodległości północnej części kraju względem Francji. Co ciekawe, dokładnie 8 lat przed tymi wydarzeniami, w Jaunde – dzisiejszej stolicy kraju – urodził się pierwszy znany szerszej publiczności piłkarz, który pchnął kameruńską piłkę w świat. Jeśli Wam też Nieposkromione Lwy kojarzą się z sędziwym mistrzem tańca przy chorągiewce, to wypada wysłać spóźnione życzenia. 20 maja 2015 roku, to także 63. urodziny Rogera Milli.

Każdy, kto interesuje się futbolem choć trochę, najpierw skojarzy to nazwisko z „waldkopodobnym” Sebastianem, który ugodził Niemców niemal pod koniec swojej zawodniczej kariery. Jednak potem do głowy musi rzucić się czarnoskóry napastnik, znany z tego, że prawdziwą sławę zdobył jeszcze później, bo w wieku, w którym większość piłkarzy dawno zawiesiła buty na kołku. Mitologizacja postaci Rogera Milli z początku wydaje się dość niespodziewana, bowiem w spisie jego sukcesów trudno szukać wybitnych osiągnięć, zwłaszcza jeśli chodzi o karierę klubową, ale jedno jest pewne, trudno obok tego gościa przejść obojętnie.

Kiedy Milla rozpoczynał swoją karierę w wieku 13 lat, Kamerun był już niepodległym państwem pod „opieką” Ahamou Ahidjo. Polityka, który nie prowadził w kraju demokratycznych rządów, ale co ważne, pod którego wodzą nie prowadzono represji. Co ciekawe, Ahidjo był urzędującym Prezydentem przez 22 lata aż do 1982 roku, a w międzyczasie (od 1961 do 1975 roku) pełnił także funkcję Premiera.

Wracając do sportowych akcentów, trudno określić początki Milli jako piłkarza. Piłka kameruńska dopiero co się tworzyła. Krajowa reprezentacja powstała co prawda już rok przed ogłoszeniem niepodległości północy, jednak ich pierwszy mecz odbył się dopiero w kwietniu 1960 z drużyną Somalii Francuskiej – czyli dzisiejszym Dżibuti. Wynik 9:2 tchnął optymizm w fanatyków piłki kopanej, których szkolili przede wszystkim francuscy trenerzy, znający futbol ze Starego Kontynentu.

W wieku 13 lat Milla trafił do Eclair Douala, dopiero co powstałego zespołu w największym mieście Kamerunu. Dwa lata później by postawić poważny krok w piłce, przeniósł się do większego klubu z tego samego miasta – Leopardo. Kilka lat wcześniej w mieście rozpoczęła się ciekawa ingerencja niemiecka – w 1968 roku powstała faktoria, czyli handlowa placówka stanowiąca obszar eksploatacji dla europejskiego kraju. Douala dzięki temu prężnie się rozwinęła, co zaowocowało tym, że dziś to najludniejsze miasto w Kamerunie liczące 2 miliony mieszkańców.

Milla w Leopardo de Douala na dobre rozpoczął profesjonalną karierę. W 1972 roku wywalczył z tą drużyną mistrzostwo kraju, by rok później powtórzyć ten sukces. Przez 3 lata gry w drużynie w 117 meczach zdobył 89 bramek, co przyniosło mu opinię gwiazdy ligi, skutkując transferem do Tonnere Jaunde – klubu ze stolicy, który dzięki swojej bogatej historii (założony w 1934 roku) uznawany jest za legendę kameruńskiej piłki, mimo, że tryumfy zaczął święcić dopiero po odzyskaniu przez kraj niepodległości.

Tonnere z Millą w składzie sięgnęło po afrykańską Ligę Mistrzów, czyli Puchar Afryki Zdobywców Pucharów. Dziś, zdobyty dokładnie 40 lat temu tytuł, wciąż pozostaje jedynym w tych międzypaństwowych rozgrywkach w historii klubu. To dość intrygujący fakt, zwłaszcza, że po Milli zawodnikami Tonnere byli m.in. Rigobert Song (do dziś najwięcej meczów w reprezentacji – 137), czy równie popularny George Weah. Milla wówczas znów zabłysnął w statystykach. W latach 1974-77 w 87 meczach zdobył 69 bramek. Następny krok dla afrykańskiej gwiazdki mógł być tylko jeden – Francja.

Trafił do malowniczej miejscowości na północy tego kraju. Około 30 tysięcy mieszkańców i zespół, który parę lat wcześniej pierwszy raz awansował do francuskiej elity. Valenciennes F.C., klub i miasto, w którym każdy się znał. Klub, który raczej skupuje młode gwiazdki z kontynentu afrykańskiego, by później na nich zarobić, tę cechę śmiało można przypisać im również dziś. Wydawać by się mogło, że będzie to trampolina do wielkiej, europejskiej piłki.

We francuskim kopciuszku nie był już jednak maszynką do strzelania bramek. Tylko 6 trafień w 28 meczach w dwóch sezonach skłoniło go do odejścia. Odejścia, które poskutkowało ogromnym kontrastem w życiu Kameruńczyka. Spokojne miasteczko z północy zamienił na wypchane blichtrem Monako. W księstwie sięgnął po pierwsze znaczące w Europie trofeum – w sezonie 1979-80 z ekipą ze Stade Louis II zdobył Puchar Francji. Warto odnotować, że AS Monaco trzy lata przed przyjściem Milli, w 1977 roku sięgnęło po Mistrzostwo Francji. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w ówczesnym sezonie, piłkarze z księstwa byli beniaminkami we francuskiej ekstraklasie.

W Monako Milla nie czuł się jednak dobrze, był przede wszystkim zmiennikiem w silnej drużynie, której od nowego sezonu mieli zacząć tworzyć Claude Puel czy Bruno Bellone. Zwłaszcza przyjście tego drugiego miało ograniczyć ilość występów Kameruńczyka, który powoli dobijał do 30-stki. Nie do końca wiadomo, kto z kogo zrezygnował, ale faktem jest, że po zaledwie jednym sezonie Milla porzucił głośne państewko i przeniósł się do Bastii.

Na Korsyce wreszcie się odnalazł i został kluczową postacią. Około 30 urodzin wydawało się, że przeżywa swój najlepszy czas. W 1981 roku powtórzył tryumf z ubiegłego roku. Znów wzniósł w górę Puchar Francji. AS Monaco co prawda rozpędziło się niemiłosiernie, sięgając w 1982 roku po tytuł mistrzowski, ale Milla nie żałował. Był pierwszoplanową postacią w klubie, a dodatkiem do francuskich akcentów wreszcie stała się reprezentacja narodowa. W pobliskiej dla niego Hiszpanii Kamerun miał rozegrać swoje pierwsze Mistrzostwa Świata. 9 lat od debiutu w kadrze, wreszcie miał poprowadzić swój ukochany kraj na arenie międzynarodowej.

Mimo że dla Kameruńczyków był to debiut na mundialu, ich występ należy pochwalić. Rozpoczęli bezbramkowym remisem na El Riazor w La Corunii z Peru, by potem podzielić się punktami z reprezentacją Antoniego Piechniczka. Decydujący dla Afrykańczyków miał być mecz z gwiazdozbiorem z Włoch. Drużyna Kamerunu prowadzona przez Jeana Vincenta (oczywiście Francuza), ostatecznie zremisowała z przyszłym Mistrzem Świata 1:1 i tylko przez niekorzystny bilans bramkowy została wyeliminowana z dalszej fazy turnieju. Dziś wydaje się to niewyobrażalne, ale debiutanci byli o jedną bramkę od wyeliminowania Paolo Rossiego i spółki.

tumblr_mboklycjBQ1rctpiwo1_1280
Z czasów gry dla Bastii

Kamerun stał się twarzą afrykańskiego futbolu. Dobrą passę podtrzymał na swoim kontynencie. Wraz z Millą, Kameruńczycy dwukrotnie zdobyli Puchar Narodów Afryki w 1984 i w 1988 roku, a w 1986 polegli dopiero w finale z Egiptem i to po rzutach karnych. Zaliczyli także udział w Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles, ale prawdziwa bomba miała dopiero wybuchnąć.

Milla po 30-tce zadomowił się we francuskiej elicie. Nie był może wybitnym strzelcem ligowego potentata, ale w średniakach – do 1984 roku w Bastii, potem w AS Saint-Etienne i Montpellier aż do 1989 roku był solidnym strzelcem. Wyrobił sobie markę, a francuski akcent w piłkarskiej karierze zakończył w JS Saint-Perroise – na wyspie Reunion, zamorskim departamencie Francji.

Nie był już wtedy członkiem reprezentacji, która wywalczyła awans na włoski mundial w 1990 roku. Wszystko odmieniła jednak sytuacja rodem z hollywoodzkiego filmu. Milla stał się symbolem kameruńskiej piłki na Starym Kontynencie i jako żywa wizytówka afrykańskiego futbolu stanowił jej nieodłączny element. O tym, że Milla wystąpił jednak w kadrze na mundialu w Italii, zdecydował telefon od… prezydenta kraju.

Następcą Ahidjo był wtedy Paul Biya. Był on jedynym kandydatem w pseudodemokratycznych wyborach w 1982 i 1988 roku, co poskutkowało jego prezydenturą. Kamerun potrzebujący bohaterów, z sędziwym już Millą wierzył w jeszcze lepszy rezultat niż w Hiszpanii, ale tego, co wydarzyło się na włoskim mundialu, nie mógł przewidzieć nikt. Biya dzięki decyzji Milli zyskał aprobatę Kameruńczyków, a reprezentacja zyskała ogromną dawkę doświadczenia.

Kamerun trafił do grupy z Mistrzem Świata Argentyną z boskim Diego Maradoną w składzie, dobrze rokującą Rumunią oraz ZSRR. Składu grupy nie przyjęto w kraju w ogromnym optymizmem, jednak nastroje zmieniły się po pierwszej konfrontacji. Na słynnym San Siro, Afrykańczycy ograli Albicelestes, co zaszokowało piłkarski świat. Sześć dni później, 14 czerwca Kameruńczycy dopełnili dzieła i ograli Rumunów 2:1, a oba gola strzelił 38-letni (!) wówczas Milla. Bramki te nie mogły przejść obojętnie wobec kibiców, zwłaszcza, że leciwy napastnik po trafieniach pędził do chorągiewki w rogu boiska, by zaprezentować słynny dziś taniec radości. Kamerun miał już pewny awans do dalszej fazy, ale prawdziwe cuda miały dopiero nadejść.

Dobrych nastrojów nie zepsuł Kameruńczykom nawet zimny prysznic od ZSRR na koniec pierwszej rundy. Łomot 0:4 i tak nie miał większego znaczenia dla ich losów, a w kolejnej fazie czekali już Kolumbijczycy. Co ciekawe względem meczu ze Związkiem Radzieckim, ich wysoka wygrana z Kamerunem w ostatniej kolejce fazy grupowej, przy każdym innym wyniku niż remis w spotkaniu Argentyny z Rumunią, dawałaby awans do dalszej fazy turnieju. Pretekstów dodaje fakt, że trenerem Kamerunu był wtedy Rosjanin – Walerij Niepomniaszczij. Albicelestes jednak podzielili się punktami z Rumunami i ZSRR zakończył swój udział w mistrzostwach.

Kamerun w 1/8 finału zaszokował jeszcze raz. Po długim, bezbramkowym widowisku prawdziwy deser czekał w dogrywce. Dwa gole – w 106. i 109. minucie szaleńczego staruszka Milli zaprowadziły Nieposkromione Lwy do ćwierćfinału, a taniec w narożniku stał się symbolem afrykańskiego polotu i piłkarskiej fantazji. Gdyby włoski mundial odbywał się 6 lat później, album Tupaca Shakura nazywałby się All Eyez on me(lla).

Odprawiona z kwitkiem drużyna Higuity i Valderramy pożegnała się z turniejem mimo bramki honorowej Bernardo Redina, a na Kameruńczyków czekał rywal kojarzony niezwykle dwuznacznie ze względu na historię kraju. Kamerun na północy uwolnił się od Francji w 1960 roku, jednak południe dopiero rok później opuścili Brytyjczycy. Zgadza się, w ćwierćfinale czekali Synowie Albionu.

Tak jak z Kolumbią, mecz odbywał się w Neapolu. I tak jak z Kolumbią, decydować musiała dogrywka. W niej swoją drugą bramkę w meczu (drugą z karnego) zdobył Gary Lineker i zakończył niezwykłą przygodę Afrykańczyków. Nieposkromione Lwy przegrały 2:3, ale mimo to, ich sukces stał się wyznacznikiem i niedoścignionym celem dla innych reprezentacji Czarnego Lądu, aż do popisów senegalskich z 2002 roku i rewelacyjnej Ghany z 2010 roku, dosłownie zablokowanej przez Luisa Suareza.

Bez nazwy-2

Milla kontynuował piłkarską karierę w Tonnere Jounde, z którego przecież wystrzelił do europejskiej piłki. Przypomniał o sobie 4 lata później. Na słynnym Mundialu w USA w 1994 roku, naznaczonym tragicznym w skutkach golem samobójczym Andresa Escobara (czytaj tutaj), czy też przyłapanym na zażywaniu narkotyków Diego Maradonie, Milla znów dołożył swoje trzy grosze. Co prawda Kamerun odpadł już w grupie, zdobywając zaledwie punkt w meczu ze Szwecją, ale Milla znów dał się poznać z dobrej strony. W przegranym aż 1:6 meczu z Rosją trafił do siatki, co uczyniło go najstarszym strzelcem gola (42 lata!) w historii Mistrzostw Świata oraz przyniosło mu tytuł najstarszego zawodnika na takiej imprezie. Ten zaszczyt piastował przez 20 lat, aż do występu Kolumbijczyka Faida Mondragona w 2014 roku w Brazylii.

Trudno uważać Rogera Millę za wybitnego gracza, który prześcignął swoją piłkarską epokę. Nie był łowcą trofeów, ale niejako wprowadził na europejski rynek afrykański akcent. Dziś jest ambasadorem piłki z Czarnego Lądu, a Pele w 2004 roku wybrał go do setki najlepszych piłkarzy w historii. Co ciekawe, jego kariera eksplodowała dopiero po 30-stce, co wobec obecnych problemów z określeniem wieku niektórych afrykańskich piłkarzy, stawia go na piedestale piłkarskich staruszków. Piedestale niezwykle barwnym, wokół którego Milla pewnie z łatwością zaprezentowałby swoje taneczne umiejętności.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl