Mistrzostwa Świata Kobiet – Szwecja 1995

Zapraszamy w podróż naszym wehikułem czasu. Przypomnimy dziś drugi w historii turniej o mistrzostwo świata kobiet, który odbył się w Szwecji. Kto został zwycięzcą? 

Początkowo gospodarzem mistrzostw świata w 1995 roku miała zostać Bułgaria, jednak ostatecznie zmuszona była zrezygnować z organizacji turnieju. FIFA postanowiła dać szansę Szwecji ze względu na dobrą organizację mistrzostw Europy mężczyzn w 1992 roku.

Drugie mistrzostwa nadal nie były odpowiednio nagłośnione w mediach, a przy okazji frekwencja na stadionach była dużo mniejsza niż w Chinach. Skoro w 1991 roku mundial odniósł sukces, to dlaczego na mecze przychodziła mniejsza liczba widzów? Przyczyn możemy szukać w lokalizacjach stadionów. Miasta, w których rozgrywano spotkania były znacznie od siebie oddalone, co oznaczało prawdziwą udrękę dla kibiców i zawodniczek, związaną z wielogodzinną podróżą. Ze wszystkich ekip, jedynie reprezentantki Niemiec mogły pozwolić sobie na przemieszczanie się samolotem, ponieważ sponsorował im to Niemiecki Związek Piłki Nożnej.

Przeczytaj także:”Mistrzostwa Świata Kobiet – Chiny 1991″

Tak jak w 1991, do turnieju zakwalifikowano 12 drużyn: Danię, Norwegię, Szwecję, Japonię, Chiny, Brazylię, Niemcy, USA, Nigerię oraz debiutujące Anglię, Kanadę i Australię. Na boisku wprowadzono pewne niuanse: mecz trwał 90 minut, a sędzią głównym meczu finałowego pierwszy raz była kobieta – Ingrid Jonsson.

MŚ Szwecja 1995 – Faza Grupowa

Wszystkie kraje skandynawskie wyszły z grup, choć Szwedki napotkały po drodze sporo trudności. W inauguracyjnym spotkaniu nieoczekiwanie przegrały z Brazylią i żeby awansować musiały wygrać z Niemkami, z którymi do przerwy traciły dwie bramki. Po spotkaniu pełnym walki, rzutem na taśmę gospodyniom udało się wyrwać zwycięstwo 3-2.

W odróżnieniu od Szwedek, Norweżki gromiły wszystkie rywalki na swojej drodze. W fazie grupowej nie straciły ani jednego gola, strzelając aż 17!

Grałyśmy przeciw mężczyznom i ich pokonałyśmy. Miałyśmy mnóstwo energii. Pewnego dnia pojawiłyśmy się na turnieju, nie myśląc o jego zakończeniu, za to bardzo wiele o każdym meczu – jaki jest następny krok, kolejny i kolejny. I tym sposobem budowana była energia, która sprawia, że jest prawie niemożliwym by przegrać – Hege Riise.

W grupie C znajdowały się Amerykanki w składzie z sześcioma zawodniczkami, które miały udział zwycięstwie z 1991 roku w Chinach. Obrończynie tytułu były faworytkami imprezy. Bez większych problemów wraz z Chinami i Danią awansowały do ćwierćfinałów.

13348755_1215275361824086_1338612857_n-horz

MŚ Szwecja 1995 – Faza Pucharowa

Ćwierćfinały obfitowały w wiele bramek. Niemcy rozprawiły się z Anglią 3-0, Norwegia z Danią 3-1, a Stany Zjednoczone mimo braku Michelle Akers z Japonią 4-0. W meczu Szwecja – Chiny pierwszy raz w historii potrzebne były rzuty karne, by wyłonić zwycięzcę. Po fantastycznych paradach bramkarskich Gao Hong, gospodynie odpadły z turnieju. Przy okazji Chinki odegrały się za porażkę 4 lata temu. W 1991 roku bowiem to właśnie Szwedki w ćwierćfinale odprawiły tamtejsze gospodynie mistrzostw z kwitkiem.

W pierwszym półfinale zmierzyły się ze sobą mistrzynie i wicemistrzynie z 1991 roku, co dodawało pojedynkowi jeszcze większych emocji. Jedna ze skuteczniejszych zawodniczek Norwegii, Ann Kristen Aarønes mierząca 182 cm w wywiadzie podczas mistrzostw wypowiadała się o swoim fizycznym atucie:

To oczywista zaleta być tak wysoką jak ja, zwłaszcza w pojedynkach w powietrzu. Wzrost również pomaga przy wykonywaniu rzutów rożnych.

Amerykanki przekonały się o tym na własnej skórze. Już w 10 minucie z rzutu rożnego strzałem głową pokonała je właśnie Aarønes. Podczas drugiej połowy USA konstruowało groźne akcje, dwa razy nawet kończące się trafieniem w poprzeczkę jednak nie udało im się strzelić bramki. Norwegia, ku rozpaczy Amerykanek, po raz drugi dociera do finału mistrzostw świata.

W drugim meczu bój toczyły Niemcy z Chinami. Te drugie było wyczerpane po walce ze Szwedkami. Mimo to dopiero w 88 minucie uległy naporom Niemek. Gol Bettiny Viegmann zapewnił drużynie Gero Bisanz awans do upragnionego finału.

Puchar zostaje w Skandynawii

Po odpadnięciu gospodyń, Szwedzcy kibice zaczęli okazywać wsparcie swoim norweskim sąsiadom. Mecz przy ponad 17.000 publiczności w strumieniach rzęsistego deszczu odbył się 18 czerwca o godzinie 18.00.

Niezwykła cieszynka

Norweżki musiały poradzić sobie bez kapitan Heidi Støre, która została zawieszona za kartki. Mimo znaczącego osłabienia, naciskały na Niemki od pierwszych minut, tworząc wiele groźnych akcji, którym brakowało jedynie wykończenia. Dopiero w 37 minucie, po świetnej akcji, Hege Riise trafiła do siatki. Kilka minut później, 19-letnia Marianne Pettersen podwyższyła prowadzenie na 2-0. Niemki były cieniem samych siebie. Do przerwy jedynym plusem ich występu był fakt, że przegrywają tylko dwoma bramkami. Przez całe 45 minut niemiecka obrona nie radziła sobie z wysokim pressingiem przeciwniczek, co skutkowało duży problem z wyprowadzeniem gry. Oczywiście przekładało się to na stworzone sytuacje bramkowe, a raczej ich brak – Bente Nordby nie musiała interweniować między słupkami ani razu. W drugiej połowie nie było aż takiej różnicy między zespołami. Obie atakowały, jednak nieskutecznie. Konstruowanie akcji utrudniał stan boiska – piłka stawała na murawie nasiąkniętej przez deszcz. Rezultat nie uległ zmianie do końca spotkania. Norweżki – z resztą jak najbardziej zasłużenie – sięgnęły po tytuł mistrzyń świata.

Również nagrody indywidualne padły łupem świeżo upieczonych mistrzyń. Najlepszą zawodniczką turnieju została Hege Riise, a królową strzelczyń z 6 bramkami – Ann Kristin Aarønes. Norweski zespół nie miał sobie równych – w sześciu meczach strzelił dwadzieścia trzy bramki, tracąc przy tym tylko jedną. Chapeau bas!

 ANNA LUBOWICKA

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl