Mohamed Kallon – złote dziecko Sierra Leone

Są piłkarze, którzy nie mogą zagrzać miejsca w jednym klubie. Być może potrzebują zmian, żeby utrzymywać się w dobrej dyspozycji, a może po prostu wyznają zasadę „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Jednak jeden zawodnik przekroczył wszelkie granice. Zwiedził trzy kontynenty i zaliczył 15 klubów, choć w dorosłej piłce zaistniał już jako 15-latek. Poznajcie cudowne dziecko afrykańskiego futbolu – Mohameda Kallona.

To nie do końca jego wina, że musiał tak często zmieniać barwy klubowe. W końcu to Inter wypożyczał go gdziekolwiek się dało, zupełnie jakby był starym samochodem, którego nie chce się oddać na złom, bo może jeszcze się przyda, ale używać go też nie wypada, skoro ma się w garażu lepszy. Z Interu był wypożyczany do Lugano, Bologny, Genoi, Cagliari, a w Regginie i Vicenzie przebywał na zasadzie współwłaścicielstwa. W Mediolanie pewnie nigdy by się nie przebił do składu, bo musiał rywalizować z takimi piłkarzami jak Ronaldo, Vieri, Ventola, Recoba, Adriano, Hakan Sukur czy później Gabriel Batistuta i Hernan Crespo. Dopiero kontuzje asów Interu sprawiły, że reprezentant Sierra Leone w sezonie 2001/02 otrzymał szansę gry w pierwszym zespole. Okazało się, że był już gotowy, by stać się ważną postacią tego klubu i kto wie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby dwa lata później nie wykryto u niego niedozwolonego środku dopingowego. Ale po kolei.

Cała historia zaczęła się na ulicach małego miasta Kenema w Sierra Leone. Pierwsze lekcje futbolu młody Mohamed pobierał na piaszczystych ulicach tej niemal 200 tysięcznej aglomeracji. Legenda głosi, że piąty z ośmiorga rodzeństwa Mohamed chodził boso po mieście i szukał miejsca, gdzie mógłby pograć w piłkę, często na pieniądze. Predyspozycje do sportu miał przeogromne, bo rodzice przekazali mu je w genach. Ojciec był piłkarzem, matka sprinterką. Jak się później okaże, bohater niniejszego tekstu spotka się w drużynie narodowej z dwójką braci, co tylko potwierdza zasadność twierdzenia, że pewne predyspozycje są zapisane w naszym DNA.

Kiedy Kallon zbliżał się do pełnoletniości, zaczął kopać piłkę w profesjonalnym klubie. Jego pierwszym przystankiem był Old Edwardians Club, mający swoją siedzibę w stolicy kraju – Freetown. W pierwszym sezonie zaliczył 12 bramek w 27 meczach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nasz bohater miał wówczas zaledwie 15 lat. Media donosiły, że stał się najmłodszym piłkarzem i najmłodszym strzelcem w historii tej ligi, ale to miał być dopiero pierwszy z wielu tego typu rekordów. W Sierra Leone trwała wówczas wojna domowa, więc Mohamed nie zastanawiał się długo, kiedy nadarzyła się okazja przeprowadzki do Libanu. Trafił do klubu Tadamon Sour, w którym znów został najmłodszym strzelcem w historii. W tym czasie otrzymał też powołanie do reprezentacji kraju na mecz z Kongo. Debiut okazał się nadzwyczaj udany. Kallon strzelił dwa gole, a Sierra Leone wygrała 2:0. Świat szybko obiegła informacja, że pojawił się zawodnik, który w wieku dokładnie 15 lat, sześciu miesięcy i osiemnastu dni strzelił gola w oficjalnym meczu międzynarodowym. To dopiero rekord. Docenił to nawet sam Pele, który wysłał do młodego piłkarza list z gratulacjami. Aż dziwne, że młodemu chłopakowi nie zakręciło się w głowie…

Chociaż może jednak trochę się w niej zakręciło, bo po krótkiej przygodzie w Libanie przyszła kolej na jeszcze krótszy szwedzki epizod. Kallon wyjechał do klubu Sponga, gdzie spędził cztery miesiące. Był też testowany przez IFK Goeteborg czy AIK Solna, ale tam inwestowano wówczas w doświadczonych piłkarzy. Młodzian postanowił więc ruszyć na podbój Niemiec i kiedy był już o krok od podpisania umowy z Kaiserslautern, na horyzoncie pojawiła się opcja gry w Interze Mediolan. Zauważył go słynny Sandro Mazzola, a kiedy on kogoś rekomendował w Mediolanie, to zazwyczaj osoba polecana szybko zjawiała się w stolicy Lombardii. Kallon był w siódmym niebie, czuł się, jakby chwycił byka za rogi, tyle że przez najbliższe kilka lat ten byk będzie się wyrywał i szamotał, a okiełznanie go będzie wymagało masę cierpliwości.

Po wszystkich perturbacjach związanych z Interem Mediolan Kallon nie był już złotym dzieckiem, bardziej pasowało do niego miano niespełnionego talentu. Gdyby przez te wszystkie lata trenował konsekwentnie w jednym klubie, mającym wysoko rozwinięte szkolenie młodzieży, to być może znalazłby się w zupełnie innym miejscu.  Kiedy przechodził do Monaco w 2004 roku, będąc już w pełni ukształtowanym piłkarzem, udowodnił, że wciąż ma w sobie to coś. Chwalono go za szybkość i ciąg na bramkę, pozytywnie wypowiadano się też na temat jego techniki, nieco gorzej było z ustabilizowaniem formy. W Ligue 1 udało mu się utrzymać dobrą dyspozycję przez cały pierwszy sezon, ale w kolejnym było już gorzej. A skoro przestał spełniać wysokie oczekiwania, to musiał odejść.

W tym momencie tak naprawdę skończyła się kariera piłkarska Kallona i zaczęło się odcinanie kuponów od dawnej sławy. Wiadomo, że do Arabii Saudyjskiej wyjeżdża się na emeryturę, ale reprezentant Sierra Leone miał dopiero 26 lat, kiedy trafił na wypożyczenie do Al-Ittihad. Potem wrócił do Monaco, ale bardziej w roli celebryty niż profesjonalnego piłkarza. Był  też testowany przez angielskie kluby, jednak na Wyspach Brytyjskich nie znalazł zatrudnienia. Potem spróbował swoich sił w greckim AEK-u Ateny, po czym przeniósł się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dla Al-Shabab zagrał tylko cztery mecze…

Kallon był już wtedy najsławniejszym człowiekiem w Sierra Leone. Na swoją reputację w kraju zapracował m.in. inwestując w jego rozwój. W 2002 roku kupił też klub piłkarski Sierra Fisheriers z Freetown, który przemianował na FC Kallon. To właśnie tam wylądował po krótkiej przygodzie w Emiratach Arabskich. Jak się okazało, na krótko, bo potem postanowił zobaczyć, jak się gra w piłkę za chińskim murem i założył koszulkę Shaanxi Chanba. W 2012 roku na chwilę jeszcze wrócił do swojego klubu, ale to był już kres jego długiej kariery. Podsumowując, dziesięć krajów, 15 klubów i trzy kontynenty, taki jest bilans piłkarskiego obieżyświata Mohameda Kallona.

Co robi dzisiaj? Długo można wymieniać. Posiada własną gazetę, radiostację, wytwórnię płytową, sieć sklepów sportowych oraz klub nocny. Założył też fundację na rzecz potrzebujących dzieci w Sierra Leone – Mohamed Kallon Children’s Foundation (w skrócie M. K. C. S.). Prawda, że wygląda to okazale? Szczególnie jeśli spojrzymy na jego dzieciństwo, kiedy boso przemierzał Freetown, spał na dworcach czy w marketach i za wszelką cenę starał się zaspokoić największy problem, z jakim borykali się wówczas mieszkańcy Sierra Leone – głód. Obecnie w swoim kraju znaczy chyba nawet więcej od prezydenta, Ernesta Bai Koromy. Choć kto wie, może Kallon kiedyś prezydentem będzie, wystarczy pewnie, że przyjdzie mu na to ochota, a ludzie będą na niego głosować. W końcu w Sierra Leone jest postacią znacznie bardziej rozpoznawalną niż sam prezydent.

GRZEGORZ IGNATOWSKI

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 110 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.