Drużyna koszykarzy OPTeam Resovii przystąpiła do rozgrywek 1. Ligi w mocno zmienionym składzie. W zespole z Rzeszowa pozostało tylko dwóch zawodników, którzy grali w nim w poprzednim sezonie. Całkiem obiecujące dla kibiców znad Wisłoka były mistrzostwa Podkarpacia, ale rywalizację ligową gracze ze stolicy województwa zaczęli od dwóch porażek.
W zeszłym sezonie Rzeszowianie nie zdołali awansować do fazy play-off. Funkcję trenera przestał pełnić więc Marek Zapałowski. Zastąpił go Przemysław Łuszczewski, który dał się już poznać na Podkarpaciu, gdy w latach 2005 – 2007 był koszykarzem Znicza Jarosław.
Jego kariera zawodnicza była zresztą całkiem udana. Obecny szkoleniowiec Pasiaków rozegrał ponad 130 meczów na najwyższym ligowym szczeblu. Jako trener również pracował w ekstraklasie, będąc asystentem trenera Startu Lublin. Samodzielnie prowadził zespoły z pierwszej ligi – ostatnio Noteć Inowrocław.
Zmiany w składzie
W składzie rzeszowskiej drużyny doszło do rewolucji. Zostali jedynie kapitan Kacper Młynarski i Kacper Margiciok. Do zespołu przyszło natomiast wielu nowych zawodników – między innymi Ukrainiec Oleksandr Antypov, Jan Góreńczyk, Filip Zegzuła, Maksymilian Szefler, Rafał Szpakowski, Grzegorz Grochowski i Mateusz Bartosz.
Uwagę zwracają zwłaszcza ostatni dwaj. Grochowski był w kadrze, która w 2010 roku zdobyła srebrny medal mistrzostw świata U-17 w Niemczech. Młodzi Polacy przegrali wówczas w finale z reprezentacją USA, a w składzie Biało-czerwonych oprócz nowego Resoviaka znalazł się między innymi obecny kapitan dorosłej drużyny narodowej Mateusz Ponitka.
Bartosz jest najstarszym graczem spośród nowych nabytków rzeszowskiej ekipy. W tym roku skończył 39 lat. Może pochwalić się pokaźnym dorobkiem występów w najwyższej klasie rozgrywkowej, choćby w barwach Anwilu Włocławek.
Ma swoje lata, ale dba o siebie i prezentuje wysoką klasę. Podkoszowy z ogromnym doświadczeniem, wiele lat spędził w ekstraklasie. Wszechstronnie wyszkolony koszykarz, który nie musi grać tylko tyłem do kosza. Był czas, że trafiał sporo trójek – charakteryzował go trener Pasiaków w wywiadzie udzielonym podkarpackiej gazecie „Nowiny”.
Ważną informacją jest powrót do drużyny po rocznej przerwie Oleksandra Mishuli. Ukraińca trudno jednak nazywać nową twarzą w rzeszowskiej ekipie, gdyż jest on dobrze znany kibicom znad Wisłoka.
W sezonie 2024/2025 znakomicie spisywał się na pierwszoligowych parkietach i był czołową postacią zespołu ze stolicy województwa podkarpackiego. Poprzednie rozgrywki spędził na leczeniu kontuzjowanego kolana. Teraz rzeszowscy kibice liczą na to, że 34-latek znów będzie pokazywał klasę.
Ostatnie testy przed startem sezonu
Odmieniona drużyna pokazała się rzeszowskiej widowni pod koniec sierpnia, gdy w hali przy ulicy Towarnickiego najpierw odbyła się prezentacja zespołu na sezon 2026/2027, a później został rozegrany towarzyski mecz z Miners Katowice. W składzie zabrakło Mishuli, który nie był jeszcze zdolny do gry. Nie wystąpił też Młynarski.

Rzeszowianie, na oczach całkiem licznie zgromadzonej publiczności, wygrali z rywalami ze Śląska 70:68. Najskuteczniejszy wśród zwycięzców był Jan Góreńczyk, zdobywca dwunastu punktów. O jedno oczko mniej wywalczył Oleksandr Antypov.

Na początku września zawodnicy trenera Łuszczewskiego wygrali przedsezonowy turniej w Tychach. Pokonali tam miejscowy GKS oraz AZS Politechnikę Opolską. Tydzień przed startem pierwszoligowych zmagań OPTeam Resovia wzięła udział w rozgrywanych w Stalowej Woli mistrzostwach Podkarpacia.
Zmierzyła się tam z innymi pierwszoligowcami z regionu. Najpierw przegrała 86:97 z ostatecznym triumfatorem turnieju – Sokołem Łańcut. Następnego dnia odniosła zwycięstwo nad występującym w poprzednim sezonie na ekstraklasowych parkietach Miastem Szkła Krosno 84:78. Wyniki te dały Rzeszowianom srebrny medal.
Sold out na inaugurację
Rozgrywki ligowe koszykarze OPTeam Resovii rozpoczęli 20 września domowym meczem z Kotwicą Kołobrzeg. Gospodarze przystąpili do tej potyczki poważnie osłabieni brakiem kontuzjowanych zawodników. Wspomniany Mishula nie mógł wystąpić w pierwszym spotkaniu, podobnie jak Młynarski i Zegzuła.
Początkowo wydawało się, że nieobecność kluczowych graczy może nie mieć dużego wpływu na wynik. Rzeszowianie grali bowiem dobrze, szybko uzyskali kilkupunktowe prowadzenie i pierwszą kwartę wygrali 27:22. Goście z czasem zaczęli jednak przejmować inicjatywę i powiększali zapas.

Resoviacy dążyli do odrobienia strat, kilka minut przed końcem zbliżyli się do rywali na dziewięć punktów, ale drużyna z Kołobrzegu nie wypuściła zwycięstwa, notując wynik 94:80. Najskuteczniejszy wśród zwycięzców był Dominik Rutkowski, zdobywca 26 punktów.
Świetnie zagrali też doświadczony Amerykanin James Washington i dobrze znany na Podkarpaciu z występów w Łańcucie i Krośnie Filip Małgorzaciak. W drużynie gospodarzy najwięcej oczek – 22 – wywalczył Góreńczyk.

Przed meczem inaugurującym rozgrywki pierwszej ligi klub ogłosił sold out. Wszystkie bilety zostały sprzedane i hala przy ulicy Towarnickiego wypełniła się po brzegi. W zeszłym sezonie obiekt ten był dla koszykarzy OPTeam Resovii bardzo szczęśliwy. „Bieszczadzkie Wilki” wygrały tam wszystkie mecze. Warto jednak podkreślić, że sporo spotkań rzeszowski zespół rozgrywał na Podpromiu. W obecnej kampanii zdecydowaną większość potyczek ma toczyć w mniejszej, ale klimatycznej hali.
Niecały tydzień później Resoviacy rozegrali kolejny ligowy mecz. Zmierzyli się na wyjeździe z Notecią Inowrocław, którą, jak już wspomniano, w ubiegłym sezonie prowadził Przemysław Łuszczewski. W ekipie z województwa kujawsko-pomorskiego gra obecnie Santiago Vaulet, który poprzednie rozgrywki spędził w stolicy Podkarpacia. Na parkiet wrócił Mishula, lecz mimo jego obecności lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali 75:62. Na pierwsze zwycięstwo rzeszowscy koszykarze wciąż zatem czekają.

