Obilić w cieniu gwiazd

Polacy mają Zawiszę Czarnego, Hiszpanie Cyda, a Serbowie Miloša Obilicia. Ten protagonista wielu bałkańskich legend według najpopularniejszej z nich zabił tureckiego sułtana zatrutym sztyletem w czasie bitwy na Kosowym Polu w 1389 roku. Posiadanie bohatera narodowego, którego istnienia nie potwierdzają nawet żadne źródła historyczne, do tego stopnia spodobało się jego domniemanym rodakom, że powstał nawet klub piłkarski nazwany na jego cześć – belgradzki FK Obilić. Jednak jego losy nie były równie chwalebne, co imiennika sprzed kilku wieków.

Zespół założony przez kilku młodych Serbów w 1924 roku, zaledwie cztery sezony później awansował do pierwszej ligi belgradzkiej. Aż do wybuchu II wojny światowej utrzymywał się w ścisłej czołówce tabeli, jednak, jak wiadomo, wojna przyniosła zmiany we wszystkich płaszczyznach, również w futbolu. W sezonie 1939/1940 utworzona została Srpska Liga. Mogły w niej grać tylko kluby, które znajdowały się na terytorium zajmowanym przez serbskie wojska. Liga ta istniała aż do sezonu 1943/1944, podczas którego rozegrano zaledwie osiem rund. Po zakończeniu wojny władze Jugosławii unieważniły wyniki rozegranych w czterech poprzednich latach meczów, jednak annały z tamtejszego okresu pamiętają fakt dwukrotnie zdobywanego przez FK Obilić trzeciego miejsca w Srpskiej Lidze.

Mistrzowski skład z sezonu 1997/1998
Mistrzowski skład z sezonu 1997/1998

Rządzący na terenie powstałej po wojnie Jugosławii komuniści zakazali klubowi używania pierwotnej nazwy, co argumentowano tym, że „jest zbyt serbska”. FK Obilić przechrzcił się więc na bezpieczne FK Čuburac od nazwy dzielnicy, w której znajdował się jego stadion. Po fuzji z FK Šumadija w 1952 roku powrócono do pierwotnej nazwy na cześć średniowiecznego serbskiego wojaka. Zapoczątkowało to sukcesywne wspinanie się po szczebelkach piłkarskiej drabiny aż do trzeciej ligi, która obejmowała całą Jugosławię. FK Obilić w końcu poczuł powiew rozgrywek europejskich i rywalizacji krajowej. Paradoksalnie, kiedy w kraju rozpoczęły się zamieszki i wewnętrzne wojny, ekipa z Čubury odnotowywała kolejne sukcesy. W sezonie 1994/1995 jedynie Crvena Zvezda stanęła im na drodze do Pucharu Jugosławii, a kolejna kampania oznaczała dla nich awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Wtedy też, w roku 1996 pod swoje skrzydła przygarnął klub Željko Ražnatović. I, jak się okazało, był to początek końca Obilicia…

Przeczytaj także: „Real w Barcelonie? Poznaj historię nietypowego pomysłu!”

 

Ten serbski nacjonalista znany bliżej pod pseudonimem „Arkan” był mocno związany z innym belgradzkim futbolowym gigantem – Crveną Zvezdą. Został on przywódcą tamtejszych kibiców zwanych od tej pory Junakami – Delije. Jego przywództwo nabrało dosłownej formy, kiedy powołał Serbską Gwardię Ochotniczą, która składała się w dużej mierze właśnie z ultrasów jego ukochanej drużyny. „Arkan” otwarcie przyznawał, że chciał spożytkować niespożyte pokłady agresji tkwiące w tych chłopakach w jedyny według niego słuszny sposób i trzeba przyznać, że udało mu się to znakomicie. Z 20 zagubionych chuliganów spod stadionu organizacja rozrosła się do około 10 000 członków zajmujących się głównie bestialskim mordowaniem i rozgrabianiem majątków muzułmanów. Ich ofiary liczono w tysiącach.

Tak oto, w blasku chwały i opiewany jako zbawca wszystkich Serbów, „Arkan” kupił FK Obilić. Była to dla niego jedynie nagroda pocieszenia po tym, jak próby kupna Crvenej Zvezdy spotkały się z kategoryczną odmową władz. Cóż, jak mus, to mus – zostawszy właścicielem Obilicia musiał on zmienić futbolowe preferencje. Nie wypadało już kibicować lokalnemu rywalowi z podwórka. Za to w dobrym tonie było zastraszać jego zawodników, terroryzować sędziów i wprowadzać do mającego dawać radość milionom sportu, jakim jest piłka nożna, atmosferę grozy. Ale cóż innego może towarzyszyć człowiekowi, o którym pisarz i reżyser Filip Svarm powiedział:

Był jednocześnie policjantem i szefem mafii. Dowódcą grupy paramilitarnej i właścicielem klubu piłkarskiego. Gwiazdą showbiznesu i poszukiwanym przez Interpol. Był idolem każdego przestępcy.

Obilić
Arkan podczas meczu

Zabiegi takie jak wpadanie uzbrojonych ludzi „Arkana” do szatni przeciwników w przerwach meczów, groźby słowne, przemoc stosowana na arbitrach, o której opowiadał chociażby sędzia Zoran Arsić, a nawet zamykanie najlepszych zawodników z drużyn rywali w garażach na czas meczów dały Obiliciowi mistrzostwo kraju w sezonie 1997/1998.

I tu zaczyna się kolejny smutny rozdział w historii tego klubu z, aż do czasów rządów „Arkana”, piękną historią. Żeby mógł on pokazać się na arenie międzynarodowej, wymagane było usunięcie się w cień jego dotychczasowego właściciela. Faktycznie, posłusznie to zrobił przekazując rządy… własnej żonie Svetlanie Ražnatović, piosenkarce folkowo-popowej popularnej pod pseudonimem Ceca. Ona na szczęście nie miała w zwyczaju terroryzowania przeciwników bronią palną, co poskutkowało szybkim zweryfikowaniem umiejętności piłkarzy Obilicia w Europie. Dokonał tego Bayern Monachium wygrywając w dwumeczu 5-1 podczas drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów. Pożegnawszy się z międzykrajowymi rozgrywkami, w drużynie rozpoczął się trwający aż do dziś kryzys. Ceca, której głównym zadaniem było pojawianie się na stadionie w drogich futrach i inkasowanie horrendalnych kwot w ramach kar pieniężnych nakładanych na piłkarzy za najdrobniejsze przewinienia, była nawet przez wielu typowana jako następczyni Miljana Miljanicia na stanowisku prezesa Jugosłowiańskiego Związku Piłki Nożnej. Pomysł ten popierał chociażby Velibor Vasović, bohater kontrowersyjnego transferu z Partizana do Crvenej Zvezdy i były kapitan Ajaksu. Twierdził on, że pani Ražnatović jako jedna z nielicznych inwestuje w krajowy futbol. Jednak poparcie dla Cecy okazało się być jedynie gorzką ironią, a faktycznym prezesem został Dragan Stojković, jeden z najznamienitszych piłkarzy w historii jugosłowiańskiej i serbskiej piłki nożnej.

15 stycznia 2000 roku w belgradzkim hotelu „Interkontinental” od trzech strzałów w głowę zginął Željko Ražnatović wraz z dwoma swoimi ochroniarzami. Motywu zabójstwa nie udało się ustalić do dziś, spekuluje się, że dokonała tego niezadowolona z operacji finansowych pod płaszczykiem transakcji w FK Obilić mafia; inna wersja głosi, jakoby chciano zapobiec jego wystąpieniu przed Haskim Trybunałem. Najwięcej kontrowersji wzbudzają spekulacje, jakoby w akcji w „Interkontinentalu” mieli maczać palce wysoko postawieni urzędnicy i serbscy politycy.

Obilić
Ceca na ławce Obilicia

Jego piękna żona nie mogła zapanować nad pozostawioną jej przez ukochanego małżonka spuścizną. Obilić notował coraz większe spadki w tabeli, stając się średniakiem z giganta, a później spadkowiczem ze średniaka. Noszona przez Serbów na rękach Ceca, która była właścicielem tejże drużyny w latach 1998-2003, została oskarżona o posiadanie jedenastu sztuk nielegalnej broni, udział w morderstwie premiera Zorana Đinđicia (notabene zginął on z ręki snajpera, członka Tygrysów „Arkana”) i bezprawny handel piętnastoma piłkarzami. Figurujący formalnie jako wolne transfery, w rzeczywistości zostali oni spieniężeni w transakcjach z różnymi klubami takimi jak chociażby Fenerbahçe. Na liście przehandlowanych znalazły się takie nazwiska jak Dragan Šarac, Milan Obradović, Vladica Đurović, Zoran Ranković, Milorad Korać czy Nikola Lazetić, dając Cecy i jej wspólnikom 22,5 miliona marek niemieckich i 480 tysięcy dolarów amerykańskich zysku. Skoro mowa o wspólnikach – był to rodzinny biznes, ponieważ biurokracją w FK Obilić zajmowała się siostra właścicielki Lidija Veličković. Co stało się z zarobionymi w ten sposób pieniędzmi? Nie wiadomo. Źródła podają jedynie, że większość pokryła osobiste potrzeby Cecy. Ech, kobiety…

Oto przepis na zrujnowanie drużyny, która mimo bycia dobrze zapowiadającą się w przeszłości, zawsze znajdowała się w cieniu gwiazd. Najpierw jedynie grzała się w blasku Czerwonej Gwiazdy, czyli Crvenej Zvezdy, najlepszego klubu w Serbii, później gwiazdy widzieli z bólu bezlitośnie bici przez ludzi „Arkana” przeciwnicy Obilicia, a na koniec gwiazdka estrady Ceca napisała najmniej chlubny rozdział w historii obecnie grającego w okręgówce FK Obilić.

ALEKSANDRA WRÓBLEWSKA

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl