Pięciu nie do końca wspaniałych

Według współczesnej definicji mianem spice boys określa się młodych, zmanierowanych chłopaków noszących markowe ciuchy i reprezentujących wyjątkowo wysoki poziom zblazowania i bufonady. Jak widać, od czasów słynnych Spice Boys z Liverpoolu niewiele się zmieniło.

Daily Mail tradycję rozdmuchiwania nieistotnych informacji do rangi sensacji praktykowało już w 1996 roku, kiedy to po raz pierwszy na łamach tegoż właśnie tabloidu użyto zmaskulinizowanej nazwy Spice Girls, odnosząc się do domniemanego romansu Robbiego Fowlera z jedną z wokalistek zespołu Emmą Bunton. Określenie to przylgnęło na stałe do grupy piłkarzy, w której Fowler był, notabene, jednym z prowodyrów, a pozostali członkowie to Jamie Redknapp, David James, Steve McManaman i Jason McAteer. Z popularnym girlsbandem łączyło ich wiele, jak na przykład postać Simona Fullera, który stworzył ten zespół, po czym został agentem McManamana, piłkarza, który miał być obok Redknappa ulubionym zawodnikiem Mel C, czyli członkini Spicetek. Dodajmy do tego fatalne fryzury, zamiłowanie do kiczu i media interesujące się bardziej skandalami z ich udziałem niż osiągnięciami na polu zawodowym, a bliźniacze podobieństwo między Spice Boys i Spice Girls widać jak na dłoni.

W świetnym filmie Jamesa Stronga pod tytułem United opowiadającym historię słynnych Busby Babies możemy obejrzeć scenę, podczas której młodzi piłkarze Manchesteru wybierają się do klubu, gdzie planują poznać nowe dziewczyny. Jeden z nich przestrzega drugiego: – Pamiętaj o najważniejszej zasadzie. Nie mów im, że jesteś piłkarzem. Żadna nie umówi się z tobą wiedząc, że zarabiasz piętnaście funtów tygodniowo i karierę kończysz przed czterdziestką. Cóż, w czasach Spice Boys przestało to być problemem, gdyż ich zarobki okazały się być nawet dziesięciokrotnie wyższe, niż kolegów po fachu sprzed dekady. Do tego dochodziły spore sumki za udział w reklamach. I tak oto Jason McAteer został twarzą Head&Shoulders prężąc się pod prysznicem w reklamie, a Redknapp i James nie dość, że nie mogąc pogodzić pokazów Armaniego w Mediolanie z treningami w Liverpoolu opuszczali ponoć to drugie, to jeszcze przyczynili się do podwójnej porażki całej drużyny, przegrywając fina Pucharu Anglii w 1996 roku po uprzednim paradowaniu po boisku w koszmarnych kremowych garniturach z młodzieżowej linii włoskiego projektanta, które stały się synonimem Spice Boys w latach późniejszych. Do słynnych garniturów odniósł się w swojej biografii Jamie Carragher, który skwitował to stwierdzeniem, jakoby nie pomysłodawca akcji 26-letni wówczas David James był winien zaistniałej sytuacji, ale starsi koledzy i trenerzy, którzy mu na to pozwolili i dziwne było, że nikt nie popukał się w głowę w odpowiedzi na propozycję bramkarza.
Motorem napędowym całej grupy miał być Jamie Redknapp, przynajmniej tak media oceniły zachowanie związanego z piosenkarką pop londynczyka. Zarówno on, jak i wielu piłkarzy wymienianych w kontekście Spice Boys wielokrotnie próbowało wybielić swój wizerunek z lat dziewięćdziesiątych wypowiedziami w tych samych mediach, które ten tytuł im nadały. Jason McAteer tłumaczył: – Nie różniliśmy się wybitnie od piłkarzy Manchesteru czy Arsenalu. No, chyba że mowa o Fowlerze, który był naprawdę wyjątkowo brzydki.

BtPgnBdCcAAi5TvJednak bakcyl spiceboysizmu dotykał coraz to młodszych piłkarzy starających się zaskarbić sobie sympatię kolegów po fachu. I tak po Fowlerze niszczącym warte 300 funtów buty od Gucciego Neilowi Ruddockowi, pojeniu alkoholem siedzących na fotelu dentystycznym kolegów z reprezentacji przez McManamana i – a jakże by inaczej – Fowlera, co zresztą dało nazwę popularnej dziś imprezowej zabawie, farbowaniu kolegom włosów na platynowy blond i demolowaniu pokojów hotelowych przez piłkarzy Liverpoolu w latach 1995-1997 przyszedł czas na powiew świeżości chociażby w postaci Jamiego Carraghera oddającego się cielesnym przyjemnościom z panią lekkich obyczajów na oczach kolegów podczas przyjęcia świątecznego w 1998 roku. Jak wspomina sam zainteresowany, następnego dnia wykupił całą poranną prasę z okolicznych kiosków, żeby tylko zdjęcia z feralnej imprezy nie dotarły do jego bliskich.

Ale najzdolniejszym z rozrabiaków znad Mersey nie trzeba było alkoholu i wolnego wieczoru, aby znaleźć się na okładkach wszystkich gazet, gdyż nawet na boisku zapominali oni o priorytetach i sportowym zachowaniu. O ile można zrozumieć Neila Ruddocka sikającego w trakcie rozpoczynania gry z narożnika boiska przez rywali, o tyle cała drużyna grająca w „pass the pound” – zabawę polegającą na przekazywaniu sobie monety w trakcie meczu i okrzyknięciu przegranym tego z piłkarzy, który znajdował się w jej posiadaniu po końcowym gwizdku – była już co najmniej niepokojącym zjawiskiem. Zwłaszcza zważywszy na fakt, że niechlubna tradycja wędrowała ze zmieniającymi kluby piłkarzami po całej lidze.

Można uznać Spice Boys za preludium futbolu XXI wieku, wstęp do globalizacji i powstania generacji piłkarzy-celebrytów, ale i tak najwięcej racji miał David James, podsumowując swoje wybryki na łamach French Football Magazine w 2013 roku:

 Jako aspirujący menedżer mogę powiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż patrzenie na chłopaków marnujących swój talent i zaniedbujących swoje obowiązki, co wpływało na wyniki. Byłem jednym z takich piłkarzy. Pełen utalentowanych zawodników Liverpool przegrał w niezbyt chwalebny sposób finał Pucharu Anglii z Manchesterem United. Nie wzięło się to znikąd. Piłkarze Czerwonych Diabłów nie odwiedzali nocnych klubów, nie ciągali za sobą tabunów kobiet, nie pojawiali się w plotkarskiej prasie. My za to byliśmy wszędzie, nawet w telewizji w piątkowe wieczory przed meczami. Najgorsze było to, że nikt nie zwrócił nam nigdy uwagi. Gdybym to ja był wtedy trenerem, powiedziałbym: „Chłopaki, pobawicie się po wygranej”.

Autor: Aleksandra Wróblewska

 

POBIERZ NAJNOWSZY NUMER RETRO FUTBOL!

Redakcja
O Redakcja 354 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl