Pionier – Stanisław Mielech

Był założycielem Legii Warszawa i pomysłodawcą jej nazwy. Wystąpił w pierwszym meczu reprezentacji Polski i strzelił pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski. Był pierwszym prowadzącym na żywo relację radiową z meczu naszej kadry. Jako pierwszy prowadził też klasyfikację strzelców ekstraklasy. Doktor prawa, oficer Wojska Polskiego, dziennikarz, działacz i trener, ale przede wszystkim świetny piłkarz krakowskich klubów tuż po ich powstaniu.

Stanisław Mielech to postać absolutnie wyjątkowa w historii polskiej piłki nożnej. Był świadkiem i uczestnikiem powstawania wszystkiego, co ważne – klubów, Polskiego Związku Piłki Nożnej, reprezentacji, ligi, a także dziennikarstwa sportowego.

Wspomnienia moje zaczynam od roku 1907. W tym to roku zmarł dobry dr Jordan, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonawszy dzieła swojego życia. Dał już bowiem młodzieży impuls do uprawiania ćwiczeń fizycznych i od r. 1891 istniał Park Sportowy jego imienia. Nie byłem świadkiem narodzin krakowskiej piłki nożnej, gdyż wtedy nie interesowałem się jeszcze piłką nożną. Nie widziałem pierwszego w Krakowie meczu piłki nożnej. Na Zielone Świątki 1906 roku przyjechała pod Wawel drużyna I LKPN „Czarni” i w obecności prof. Jordana, na XIII boisku Parku pokonała 2:0 drużynę przodowników Parku. Był to właściwie mecz reprezentacji szkół średnich Krakowa i Lwowa. Wtedy to Kraków po raz pierwszy zobaczył drużynę piłkarską ubraną w kostiumy i obuwie sportowe. Tak zaprezentowali się lwowianie; przodownicy Parku wystąpili w meczu w mundurkach szkolnych. XIII boisko Parku miało wymiary 60×35 m.

Nie widziałem też drużyny Mazura uchodzącej za pierwszą w Krakowie. W roku 1906 literat Tadeusz Konczyński sprawił jej pierwsze kostiumy, słynne później biało-czerwone pasiaki.

W 1906 r., kiedy powstawały pierwsze krakowskie kluby, Stanisław Mielech miał 12 lat i jeszcze do końca nie wiedział, o co chodzi w piłce nożnej. Zresztą football był wówczas czymś egzotycznym, fanaberią garstki zapaleńców, tępioną przez kadrę nauczycielską porządnych szkół. Dopiero rok później zaczął pisać swoją fantastyczną piłkarską historię.

Wisła Kraków

Stanisław Feliks Mielech urodził się 29 kwietnia 1894 r w Stanach koło Niska. Miał niecałe trzy miesiące, kiedy 14 lipca 1894 r. rozegrano pierwszy oficjalny mecz na ziemiach polskich (historyczny gol Włodzimierza Chomickiego). Rodzice szybko przenieśli się jednak do Krakowa, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W symbolicznym roku 1906 jedynie przyglądał się trenującym na krakowskich błoniach „mistrzom” (tak nazywano drużyny seniorów). Miał już wtedy swojego idola – był nim Staszek Szeligowski „samorodny talent, pierwszy wielki piłkarz Polski”. Kilka razy zdarzyło się 12-letniemu Stasiowi kopać piłkę w przerwie „poważnych” meczów, jednak sam swoje prawdziwe granie zaczął poza Krakowem. W lecie 1907 r. Mielech zdał do II klasy gimnazjum i pojechał na letnią kolonię do Poręby Wielkiej w Gorcach. Było tam boisko piłkarskie i choć jeden „out” podchodził trochę w górę, a drugi opadał w dół, można było rozgrywać mecze.

Co kilka dni rozgrywano wielkie mecze między klubami „Zorza” i „Poręba”. Takie bowiem dwa kluby stworzyli koloniści. (…) [miejscowi górale] pękali ze śmiechu, gdy któryś z zawodników odbił „banię” głową, uważając go za wybitną niezdarę.

„Młodemu” kazali grać na boku i podawać piłkę starszym, aby mogli strzelać na bramkę. Dzięki temu opanował niemal do perfekcji dośrodkowania. Umiejętności zdobyte pod Turbaczem przydały się po powrocie do Krakowa. W nowym roku szkolnym powstała drużyna klasy II B piątego gimnazjum, a Mielech został jej kapitanem. Marzył o grze w Cracovii, ale konkurencja była zbyt wielka. Mieli tam wówczas aż 12 juniorskich drużyn, więc Staszek z kolegami postanowił „zapukać” po drugiej stronie błoń. Zostali trzecią drużyną Wisły. Na debiut w pierwszej drużynie czekał rok. W 1910 r. 16-letni Mielech zagrał po raz pierwszy dla Wisły:

Pierwszym moim meczem w I drużynie Wisły było spotkanie z podgórskim Krakusem. Wygraliśmy 7:1, a ja strzeliłem jedną bramkę. Prawdę powiedziawszy chciałem tylko z trudnego kąta, z półobrotu oddać centrę, ale piłka poszła w bramkę. Podobno przerzuciłem ją nad bramkarzem. Sam tego momentu nie widziałem, bo popchnięty przez przeciwnika wyczyniałem na trawie koziołki. Po tym meczu prasa po raz pierwszy wymieniła moje nazwisko, przepowiadając mi wielką przyszłość. Sam tego sprawozdania nie czytałem, bo zamieścił je jako korespondencję z Krakowa lwowski „Nowy Wiek”. Ta bramka, której nie chciałem strzelić i sprawozdanie, którego nie czytałem, miały jednak wpływ na moją dalsza karierę.

W Wiśle zagrał zaledwie kilka spotkań, ale w księdze jubileuszowej z 1936 r. został wymieniony jako jeden z „najwybitniejszych graczy I drużyny” w latach 1910-1911. W 1911 r. niejaki Romański (ps. Kusy), zawodnik pierwszej drużyny Wisły, obraził jednego z młodszych kolegów. Zapoczątkowało to konflikt między „starymi” a młodzieżą, w którym zarząd klubu wziął stronę „Kusego”. Mielech i spółka opuścili więc Wisłę i przenieśli się do Cracovii.

Moje przejście do Cracovii w czasie, gdy miałem widoki na grę w I drużynie Wisły, bądź co bądź jednej z najlepszych drużyn w Polsce, było z punktu widzenia sportowego dobrowolną degradacją.

Cracovia

Na tym transferze bardziej jednak straciła Wisła niż Mielech. W Cracovii pod okiem ekscentrycznego Czecha Františka Kożelucha i Węgra Imre Pozsonyi’ego stał się jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Zadebiutował 6 czerwca 1912 r. Cracovia wygrała w Opawie 3:2, a sam Mielech nie wspomina dobrze tego występu :

Grałem nieodpowiedzialnie, nie rozgrywałem piłek, starając się pozbywać ich jak najprędzej.

Potem zagrał jeszcze 29 września we Lwowie z Pogonią, ale na szerokie wody wypłynął 5 października w Krakowie w starciu z Floridsdorfer Atletic Club z Wiednia. Na początku był stremowany, ale kiedy trzy raz z rzędu, wykorzystując „trick Poznańskiego”, ośmieszył wiedeńskiego obrońcę, złapał wiatr w żagle. Cracovia wygrała 2:0, a publiczność na dobre zapamiętała jego nazwisko.

Stanisław Mielech w barwach Cracovii (1914). Fot. Wikipasy.pl

Sława przyniosła pewien problem – wciąż był uczniem gimnazjum, a ci mieli zakaz wstępowania do klubów sportowych. Wydrukowanie jego nazwiska w oficjalnym programie meczowym mogło przynieść spore kłopoty, zwłaszcza że miał „opinię ucznia, który gdy tylko może, broni się przed nadmiarem wiedzy”. W oficjalnym składzie pojawił się więc tajemniczy Wieruski – pod tym pseudonimem Mielech występował aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Były też dobre strony popularności. Pewnego razu odprowadzał wieczorem koleżankę. Nagle drogę zastąpiło mu kilku mało sympatycznych typów, którym nie podobało się podrywanie dziewczyn „na ich dzielni”. Robiło się bardzo nieciekawie, kiedy nagle jeden z osiłków krzyknął: Chłopcy, to pan Wieruski z Cracovii!. Porozmawiali więc sobie sympatycznie o futbolu i rozeszli po serdecznym uścisku dłoni. Dziewczyna była zapewne mocno zaskoczona (przypomina wam to scenę z „Poranku Kojota”?). Sława pomagała też na studiach (po maturze dostał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim), zwłaszcza podczas zajęć u profesorów kibicujących Cracovii. Dostawał powołania do reprezentacji Krakowa (grał m.in. w bardzo prestiżowych przed powstaniem niepodległej Polski rozgrywkach o Puchar Żeleńskiego, w których rywalizowały Kraków i Lwów), został też reprezentantem Galicji. Wybuch pierwszej wojny światowej sprawił, że piłka nożna zeszła chwilowo na dalszy plan.

Legia na Wołyniu

W 1914 r. Stanisław Mielech, jak większość młodych mieszkańców Galicji, został powołany do wojska. W maju bądź czerwcu 1915 r. znalazł się w Piotrkowie, dokąd przybył ze szpitala wojskowego w Arad w Rumunii.

Jechałem „na krótsze drogi” przez Budapeszt, Wiedeń, Kraków, z przerwami, przystankami, oglądaniem ciekawszych meczów, odwiedzaniem ciotek i znajomych i naturalnie z „fasowaniem” w każdym Verpflegungsstelle co się tylko dało. Wojna miała trwać długo i jak się później okazało, Austria miała ją przegrać, nie było się więc do czego śpieszyć.

Stanisław Mielech w mundurze. Fot. Legia.com

Właśnie na dworcu w Piotrkowie skończyła się ta sielanka niczym z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Mielecha zatrzymał żandarm i zaprowadził do Komendy Miasta. Tam przyglądał się żołnierzom aresztowanym za symulowanie chorób. Mocno już spocony Mielech spodziewał się, że jego też zamkną. Nagle pojawił się… Antoni Poznański.

– Co to wszystko znaczy? – zawołałem. – Za co jestem aresztowany?

– Nie jesteś aresztowany – śmieje się Poznański – tylko widzisz, my tu w Piotrkowie organizujemy drużynę piłki nożnej i z nadchodzących transportów wyławiamy piłkarzy. Sierżant cię poznał jako gracza Cracovii i … przyprowadził do mnie. Chyba się cieszysz?

– A niech was wszyscy diabli wezmą. Tak straszyć ludzi.

– Widocznie masz niezbyt czyste sumienie – zanoszą się obaj ze śmiechu – ale to nic, będziemy razem kopać piłkę. Montuje się mocna drużyna, jest już Wykręt z Cracovii, Kowalski z Wisły i inni. Zaraz się z nimi zobaczysz. Będziemy grać z drużyną Landwehry.

W ten sposób zwerbowano mnie do drużyny, z której później powstała Legia.

Stanisław Mielech miał udział w pionierskich grach Wisły i Cracovii, jednak w żadnym z tych klubów nie był od samego początku. W przypadku warszawskiej Legii był nie tylko jednym z założycieli, ale nawet wymyślił jej nazwę. „Metoda Poznańskiego” po raz drugi przyniosła mu chwałę. W porozumieniu z żandarmerią z Komendy Garnizonu, spośród legionistów-ozdrowieńców wracających ze szpitala, Antoni Poznański wyławiał piłkarzy i wcielał ich do formującej się Kompanii Sztabowej. Powstała drużyna, ale nie było z kim grać – na razie musiały wystarczyć treningi. Dopiero w 1916 r. żołnierze Legionów powędrowali na Wołyń i Kompania Sztabowa znalazła się niedaleko Maniewicz. Front się ustabilizował, więc można było pomyśleć o graniu. Mielech i spółka wyrównali teren, przygotowując boisko do gry. Był problem ze sprzętem, siatki do bramek sporządzili z łupanych na pół prętów brzozowych, przybijając je gwoździami do poprzeczek i słupków… Najważniejsze, że piłka przez taką siatkę nie przelatywała.

Legia na początku miała czarne barwy. Skąd taki pomysł? Otóż istniało już wtedy wiele drużyn pułkowych, które biel i czerwień wyeksploatowały na wszystkie możliwe sposoby, a jakoś przecież trzeba było się odróżniać. Legioniści postanowili więc pójść w ślady Czarnych Lwów. Był to pierwszy polski klub, oni natomiast chcieli być  pierwszym polskim klubem wojskowym. Stanęło więc na bieli i czerni. W kwietniu 1916 r. w budynku „Sztabówki” odbyło się pod przewodnictwem chorążego Zygmunta Wasseraba zebranie założycielskie klubu. Długo zastanawiano się nad nazwą.

Wreszcie na mój wniosek, poparty przez chorążego Wasseraba, zgodzono się na nazwę „Drużyna Sportowa Legia”. Nazwa przypominała Legiony, a poza tym tkwiły w niej reminiscencje lektury Cezara. Jego legie grając w „harpastum” zaznajomiły w Wielkiej Brytanii Anglików z tym sportem, który później przerodził się w piłkę nożną.

W tym momencie pewna dygresja. Cytowany fragment pochodzi z książki „Sportowe sprawy i sprawki” (s. 194-195), która wyszła już po śmierci Mielecha (1963). Nawiązywanie do rzymskiego Harpastum i legii Cezara pojawiło się także w księdze jubileuszowej Legii, która też ukazała się po jego śmierci. Andrzej Gowarzewski twierdzi, że był to celowy zabieg, aby pomniejszyć legendę Legionów i Józefa Piłsudskiego, a te zdania do wspomnień Stanisława Mielecha dopisała cenzura. Wracając do roku 1916 – Legia rozegrała latem kilka meczów, na które przychodziło wielu kibiców, kuszonych zapowiedzią na afiszu, że „dziś będzie grał Poznański”.

Raz zdarzyło się, że w czasie meczu nadleciał nieprzyjacielski lotnik. Sędzia mecz przerwał, publiczność przezornie skoczyła do lasu, ale lotnik po kilku okrążeniach boiska odleciał nie rzucając bomb. Sędzia odliczył stracony czas i zawody potoczyły się dalej.

Legia w Warszawie

Ofensywa gen. Aleksieja Brusiłowa zakończyła sielankę na Wołyniu. Legioniści musieli się wycofać, a pierwsze boisko Legii zajęły rosyjskie tabory. Drużyna Legionowa znalazła się w Warszawie i tutaj grała dalej, m.in. przeciwko Cracovii z Józefem Kałużą w składzie. Jednak historycznym pierwszym meczem Legii w Warszawie było derbowe starcie z Polonią na stadionie Agrykoli. Działo się to 29 kwietnia 1917 r. – dokładnie w dniu 23. urodzin Stanisława Mielecha. Padł remis 1:1, a nasz bohater, jak na pioniera przystało, strzelił w tym meczu bramkę. Pierwszy historyczny gol dla Legii na warszawskiej ziemi padł w ostatniej minucie spotkania.

Legia Warszawa na stadionie Agrygoli w 1917 r. Stanisław Mielech stoi piąty od lewej. Źródło zdjęcia: Legia.com

O meczach Legii z Mielechem w składzie rozpisywała się prasa, jednak po tzw. kryzysie przysięgowym (lipiec 1917 r. – polscy żołnierze odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzowi w Wiedniu) trzeba było zapomnieć o piłce nożnej. I Brygadę Legionów internowano w obozie w Szczypiornie (gdzie pomysłowi żołnierze wymyślili piłkę ręczną na dużym trawiastym boisku, czyli… szczypiorniaka! Ale o tym więcej mógłby opowiedzieć Andrzej Strejlau), natomiast II Brygada razem z Kompanią Sztabową trafiła pod Przemyśl. Lwowska Pogoń próbowała zorganizować mecz z legionistami, ale veto postawiły władze austriackie. Stanisław Mielech wrócił do swojej Cracovii, gdzie – jak sam pisał – „osiągnął życiową formę” (choć zagrał jeszcze okazyjny mecz w drużynie legionowej w 1921 r. – nazwę Legia oficjalnie przywrócono w 1922 r.). Legia zamarła aż do 1920 r., kiedy to wznowiła działalność jako Wojskowy Klub Sportowy (choć specjalista od historii sportu w stolicy dr Robert Gawkowski powiedziałby zapewne, że powstał wtedy zupełnie nowy klub, niemający nic wspólnego z Legią z Wołynia).

Rok 1921 przyniósł kolejne dwie rzeczy, w których Mielech okazał się pionierem. 21 sierpnia w 20. minucie meczu Cracovii z Pogonią stał się strzelcem pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski (Cracovia wygrała 2:0). Natomiast 18 grudnia doszło do historycznego, pierwszego meczu reprezentacji Polski. Przegraliśmy w Budapeszcie z Węgrami 0:1, ale liczył się przede wszystkim debiut drużyny z białym orłem na piersi na arenie międzynarodowej. Mielech wspominał to jako jedno z najważniejszych wydarzeń w swoim życiu. W biało-czerwonej koszulce zagrał potem jeszcze tylko raz, w meczu przeciwko Jugosławii i też był to pionierski występ – 1 października 1922 r. nasza reprezentacja zanotowała pierwsze zwycięstwo w historii (3:1).

Reprezentacja Polski na pierwszy historyczny mecz z Węgrami (18 grudnia 1921 r.). Stanisław Mielech stoi pierwszy na prawo od bramkarza.

W 1923 r. przeniósł się do Warszawy i przez ostatnie cztery lata swojej kariery piłkarskiej występował w Legii.

Spotkanie Red Star – Cracovia (5-2) rozegrane 1 stycznia 1923 r. było moim ostatnim meczem rozegranym w barwach Cracovii. W parę tygodni później przeniesiono mnie służbowo do Warszawy. Maczał w tym palce WKS Legia i to bez porozumienia ze mną. Ponieważ jednak cichym pragnieniem mojej żony, która była warszawianką i miała rodziców mieszkających w Warszawie, było zamieszkanie w stolicy, nie oponowałem przeciwko przeniesieniu i już na wiosnę występowałem w barwach WKS Legia.

Udało mu się jeszcze zaliczyć występ w meczu ligowym Legii w sezonie 1927. Było to 10 kwietnia w derbach z Polonią Warszawa – do swojej bogatej kolekcji udziałów w pionierskich wydarzeniach „dorzucił” udział w pierwszym historycznym sezonie polskiej ligi piłkarskiej.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej

Karierę piłkarską zakończył w wieku 33 lat. Był świetnym piłkarzem, uważanym za pioniera zwodów w pełnym biegu (wiele czerpał od Antoniego Poznańskiego). Miał także życie poza graniem w piłkę. W 1924 r. uzyskał doktorat z prawa na UJ, specjalizował się w zagadnieniach celnych. Był także oficerem Wojska Polskiego i dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, „Stadionu”, „Raz Dwa Trzy”, „Kuriera Porannego” i „Kuriera Sportowego”. W świecie mediów również był pionierem.3 grudnia 1933 r. Polska reprezentacja grała w Berlinie z Niemcami. Przegraliśmy ten mecz 0:1 (na zwycięstwo z Niemcami trzeba było jeszcze czekać… 81 lat), ale to akurat nie jest najistotniejsze. Po raz pierwszy Polskie Radio postanowiło przeprowadzić transmisję na żywo z meczu piłkarskiego, a przed mikrofonem zasiadł Stanisław Mielech. Miał za zadanie relacjonować wyjście drużyn na boisko, przywitanie i rozpoczęcie, a potem całą drugą połowę.

Pamiętam, iż transmisję drugiej połowy spotkania rozpocząłem słowami:

Na pewno niejedno polskie serce zacznie żywiej bić na wiadomość, że tu w Berlinie nasza drużyna toczy równorzędną walkę z reprezentacją Niemiec, budząc podziw dla swej gry, i że nasi nie dali sobie jeszcze strzelić bramki.

Wszyscy chwalili Mielecha za relację, także przewodniczący Związku Polskich Związków Sportowych płk Ulrych. Jednak na koniec wbił szpilkę – według niego Mielech nie powinien się cieszyć, kiedy utrzymywał się wynik bezbramkowy. Należało biadolić, że nie wygrywamy! Zaliczył też epizod trenerski – w 1933 r. prowadził tymczasowo Legię Warszawa przed przyjazdem Austriaka Gustawa Wiesera. Potem cały czas był aktywny jako dziennikarz sportowy, rozwijał też swoją karierę prawniczą. W 1939 r. dr Stanisław Mielech został mianowany polskim naczelnym inspektorem ceł w Wolnym Mieście Gdańsku. Właśnie nad morzem zastał go wybuch II wojny światowej.

Przywieziono do Victoria Schule i działaczy polskich. Do naczelnego inspektora ceł dra MIELECHA (znanego w swoim czasie piłkarza) strzelano przy aresztowaniu, pobito jeszcze przed przywiezieniem do Victoria Schule, stawiano pod ścianą z rękami w górę przed plutonem egzekucyjnym itd. – to relacja Melchiora Wańkowicza we „Wrześniu żagwiącym”.

Jako oficer Stanisław Mielech został internowany przez Niemców i prawie całą wojnę spędził w obozie na Węgrzech.

Losy rzuciły mnie na Węgry. Wojnę przebyłem w obozach dla internowanych. Miałem tam okazję przypatrzeć się organizacji sportu wiejskiego. Każda wieś w pobliżu Budapesztu posiadała klub sportowy i boisko do gry, na którym odbywały się również różne kiermasze i obchody narodowe. W sezonie toczyły się na nich zawody o mistrzostwo powiatu.

Była też okazja do oglądania zawodowców:

W roku 1944 mieszkając w Budapeszcie co niedziela chodziłem na mecze zawodowców o mistrzostwo Węgier. Dziwne to były mistrzostwa. Radzieckie armie weszły już na teren Węgier i gdy zajęły jakąś prowincję, to drużynę pochodzącą z tej prowincji… skreślano z ligi i rozgrywki toczyły się dalej.

Wycofujący się Niemcy wywieźli Mielecha do oflagu w Luckenwalde na południe od Berlina. Tam doczekał się wyzwolenia. Przed powrotem do Polski obejrzał jeszcze kilka meczów, rozgrywanych między oficerami różnych armii. Piłka nożna była obecna zawsze i wszędzie. Po powrocie do kraju zaangażował się odbudowę polskiego piłkarstwa. Był autorem projektu rozgrywek o pierwsze powojenne MP w 1946 r. Działał także aktywnie w PZPN, a w latach 1946-1947 był nawet pierwszym zastępcą prezesa. Napisał historię Legii Warszawa do 1939 r. na potrzeby księgi jubileuszowej z okazji 50-lecia. Jest autorem trzech wspaniałych książek, pozycji obowiązkowych dla fanów wczesnego piłkarstwa polskiego: „Style, szkoły i systemy w piłce nożnej” (Warszawa 1955), „Gole, faule i ofsajdy” (Warszawa 1957) oraz „Sportowe sprawy i sprawki” (Warszawa 1963).

Stanisław Feliks Mielech zmarł 17 listopada 1962 r. w Warszawie.

Stanisław Mielech i Józef Piłsudski na oprawie kibiców Legii Warszawa. Źródło zdjęcia: legionisci.com

O jego grze na łamach tygodnika „Raz, Dwa, Trzy” Józef Kałuża pisał:

Najstarszym przedstawicielem typu kombinacyjnego jest Stanisław Mielech. Od roku 1912 czynny w Cracovii. Razem z Poznańskim tworzyli dwójkę, której specjalnością było zamęczanie przeciwnego pomocnika krótkimi podaniami i zmianą pozycji, by później, bez przeszkody popisywać się „kawałami” technicznymi, jakich repertuar Mielecha sporo posiadał. Sławne jego biegi z piłką, które zjednały mu przydomek „maszynka” kończyły się podaniami nadzwyczaj precyzyjnymi. Pełna pomysłowości gra Mielecha nie była nigdy mechaniczna. Świetny wykonawca pomysłów taktycznych współgraczy, umiał – jak nikt inny – sam chodzić z piłką ku bramce, by tuż przed nią wyłożyć partnerowi piłkę do ostatecznego ulokowania w siatce. Wyjątkowe kwalifikacje Mielecha pozwalały mu być również dobrym łącznikiem i kierownikiem ataku.

O Stanisławie Mielechu można by jeszcze wiele napisać. Jego życiorys to istna historia piłkarstwa polskiego – dzieciństwo i młodość w Krakowie, w którym rodził się nowoczesny futbol, potem wojna i powstanie Legii Warszawa, której nazwę sam wymyślił, następnie odrodzona Polska i piłkarskie „pierwsze razy”. Był świetnym dziennikarzem sportowym i działaczem, pionierem w wielu dziedzinach. Ale przede wszystkim niezwykłym człowiekiem, bezgranicznie zakochanym w futbolu.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Wszelkie cytaty, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z książek wspomnieniowych Stanisława Mielecha:

  • Gole, faule i ofsaidy (1957)
  • Sportowe sprawy i sprawki (1963)
Bartosz Bolesławski
O Bartosz Bolesławski 18 artykułów
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.