Pradawny futbol

Duszniki – Zdrój – Orlik

Dusznicki orlik. Jedna z niewielu pamiątek poprzedniej władzy, która może przysłużyć się ludzkości i która choć trochę ociepla wizerunek byłej minister Muchy. W myśl starej zasady („gruby na bramkę”) zostałem odesłany „na ochotnika”, aby strzec Świętego Graala naszego pola karnego. Mecz jest dość nudny, gramy przecież starzy na młodych, więc na mojej połowie boiska nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Zamiast emocjonować się popisami strzeleckimi kolegów, moje myśli zaczyna zaprzątać jedno pytanie: JAK POWSTAŁ FUTBOL? Co stało się, że starożytne, a później średniowieczne ludy zaczęły rzucać bądź kopać futbolówkę? Kątem oka dostrzega napastnika przeciwników biegnącego w moim kierunku. „Teraz mu pokażę” – myślę. Ja – Jan Tomaszewski mojej drużyny, Józef Młynarczyk ekipy starszyzny pokażę młokosowi jak się broni.

Chłopak oddaje soczysty strzał, który ląduje na mojej twarzy, zalewając mnie krwią.

Starożytność – Egipt, Grecja, Rzym

Początków sportowej rywalizacji należy doszukiwać się w Dolinie Nilu, gdzie w świątyni Papremis, raz do roku odbywały się zmagania kapłanów z plebsem. Symbolizowały one niejako zmagania dobra ze złem, gdzie, a jakże jasną stroną Mocy, byli oczywiście kapłani. Walczyli oni na kije ku czci boga Ozyrysa. Czy oprócz tego używali piłki do zmagań? Ciężko stwierdzić, niektóre źródła podają, że tak, jednakże nie są do końca zgodne, jakimi zasadami mieliby się kierować.

Okrągłego przedmiotu do zmagań sportowych używali już na pewno starożytni Grecy i Rzymianie. Celem, jakim im przyświecał, nie było już czczenie bóstw, a dbanie o sprawność fizyczną i relaks. Boiska piłkarskie przypominały już nieco te obecne, biegali po nich chociażby: Sofokles, Aleksander Macedoński czy Juliusz Cezar.

epi
Rzymscy legioniści grający w episkyros.

W ojczyźnie demokracji i teatru funkcjonowały gry o nazwie episkyros i harpaston, które swoimi zasadami najbardziej zbliżone były do rugby. A jak doskonale wiemy, futbol to bardzo bliski krewniak rugby. W grach tych chodziło o to, żeby za pomocą rąk przenieść piłkę poza linię na polu przeciwnika. Z podbitej Hellady sport ten dosyć szybko za pomocą legionów Rzymskich rozprzestrzeniał się po Europie. Trafił również na tereny Brytanii…

Starożytność – Chiny

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy w Imperium Romanum uprawiano protoplastę rugby, w Azji, a konkretniej w Chinach grano w grę o dźwięcznej nazwie „Cuju”. Aby w pełni ukazać czym był ów sport, oddam głos mojemu redakcyjnemu koledze Pawłowi Klamie, który w swoim tekście „Cuju oraz Kemari – witamy w Azji” tak opisywał „Cuju”:

Prawdziwa eksplozja popularności „gry dla wojskowych” nastąpiła podczas panowania dynastii Han, a miało to miejsce w latach 206 r.p.n.e. do 220 r.n.e. Wtedy to w „Cuju” zaczęły grać elity, dodatkowo gra zyskała niesamowitą popularność wśród niższych klas społecznych. Mówi się, że władca z dynastii Han, mam tu na myśli Wu Di kochał sport, to głównie dzięki jego osobie zasady tejże gry zostały sformalizowane. Zwyczajowo mecze odbywały się, co ciekawe w pałacu cesarskim. Na tę okazję specjalnie tworzono boiska zwane „Ju chang”. Boisko zawierało w sobie aż sześć bramek w kształcie półksiężyca na każdym rogu.

Sport ten był stale rozwijany. Kolejną ekspansję rozgrywek odnotowano w latach 618-907 n.e. Jednak wtedy nastąpiły również istotne zmiany. Piłkę wypełnianą zwierzęcym pierzem zastąpiono piłką, zawierającą w sobie powietrze, natomiast wytwarzana ona najczęściej było z grubej skóry zwierzęcej, tudzież z dwuwarstwowego drewna. Wprowadzono również pewne zmiany dotyczące bramek. Pierwszym typem była bramka złożona z dwóch słupków i sieci między nimi. Natomiast druga bramka była nieco dziwniejsza, ponieważ znajdowała się na środku boiska z jednym celem pomiędzy słupkami.

Z czasem gra stawała się coraz popularniejsza. Podczas panowania dynastii Tang, w stolicy większość pól przekształcano na place do gry w „Cuju”. Praktycznie każde podwórko większej rezydencji posiadało co najmniej jeden plac do gry. Często spotykanym obrazkiem były również boiska w pałacach cesarskich. Czy jednak gra wymierała? Nie było takiej możliwości, od początku powstania „Cuju” było tradycją wojskową. Żołnierze, którzy należeli do armii cesarskiej, bardzo często tworzyły zespoły do gry, a same występy służyły uciesze władcy.

Zainteresowanych szerszej wiedzy odsyłam do całości tekstu (link).

Średniowiecze – Anglia

Początków znanego nam futbolu, choć nieco brutalnych, możemy upatrywać też w zwyczaju… kopania odciętej głowy pokonanego wroga. Czynność ta miała służyć przede wszystkim poprawie morale żołnierzy, choć poniżenie i zbezczeszczenie rywala również mogło wchodzić w grę. W owych czasach piłki używano też do obrządku pól uprawnych. Obtaczano ją dookoła miejsca, któremu miały sprzyjać plony i obfitości.

Czysto sportowy aspekt piłki powrócił znów na tereny obecnej Wielkiej Brytanii kilkaset lat później. W zmagania jednocześnie uczestniczyła spora rzesza osób, a zasady znów przypomniały dzisiejsze rugby. Chodziło o to, żeby za pomocą rąk lub nóg przenieść piłkę we wskazane miejsce, którym mogła być brama, część miasta lub wsi. Jednocześnie udział brało nawet kilkaset osób, a grały przeciwko sobie chociażby wsie czy dzielnice miast. Taki skupisko ludzi musiało prowadzić do poważnych wypadków, a czasem i śmierci.

head
Pradawny angielski futbol.

Pierwszą znaną z imienia ofiarą ówczesnego futbolu, był szlachetnie urodzony Henry Ellington. W 1280 roku podczas jednego z meczów nadział się on na wiszący u pasa jednego z uczestników gry sztylet. Kilkadziesiąt lat później mimowolnemu zabójcy rozgrzeszenia musiał udzielać sam papież Jan XXII. Ofiary w ludziach nie były jednym złem wyrządzonym bliźnim i kościołowi. W 1385 roku londyński biskup Robert Braybrooke ubolewał nad uszkodzeniami w katedrze św. Pawła. Zniszczone zostały szyby i święte figury.

Pewnym było, że wobec takich tragedii, ktoś prędzej czy później zakaże uprawiania szkodliwej gry. Takim sposobem od XIV wieku wczesny futbol został zakazany pod karą grzywny, więzienia lub ekskomuniki, choć nikt za bardzo się tym nie przejmował…

Średniowiecze – mroźna Grenlandia

O ile deszczowa i mglista Anglia była środowiskiem, które niezbyt hamowało rozwój futbolu, o tyle mroźna Grenlandia była niezbyt atrakcyjnym miejscem. A jednak! Grano tam w grę, która w języku inukitut nosiła nazwę Aqsaqtuk. Po raz kolejny oddam głos redakcyjnemu koledze, tym razem Grześkowi Ignatowskiemu, który opisał tę niesamowitą historię:

Osadnicy nie mieli wielu zajęć. Większość ich czasu zajmowały polowania oraz regularne starania o szybkie powiększenie populacji. Z braku innych zajęć w ich mózgach zrodził się pewien pomysł. Chodziło o zabawę, która miała rozgrzać mieszkańców jednego z najzimniejszych zakątków świata. Gra polegała na zdobyciu gola poprzez umieszczenie w bazie przeciwnika piłki, składającej się ze zwierzęcej skóry i zaszytych w środku włosów, mchu, ścinków drzew i wszystkiego, co tam jeszcze było pod ręką w typowym inuickim gospodarstwie domowym. Początkowo dwie drużyny, niekoniecznie składającej się z identycznej liczby zawodników, stawali w linii naprzeciwko siebie, po czym próbowali przerzucić ją za plecy przeciwnika. Kiedy to się udawało, rozpoczynał się rajd do bramki rywala, a ta była czasem oddalona o kilkadziesiąt metrów, a czasem o kilkanaście kilometrów. Inuici przedzierali się więc przez potężne zaspy śniegu, pokonywali kolejne kilometry w temperaturze zbliżonej do minus 50 stopni Celsjusza i musieli przy tym uważać, czy okoliczne niedźwiedzie polarne nie mają przypadkiem ochoty na ludzkie mięso. Ale co tam, prawa natury w starciu z Aqsaqtuk, czyli piłką na lodzie, bo tak nazwano grę, musiały uznać wyższość futbolu.

Zastanawiacie się pewnie, w jaki sposób obie drużyny umawiały się na pojedynek? To proste. Nie było wtedy telefonów komórkowych, ale poczta funkcjonowała całkiem przyzwoicie. Tylko listonosze byli dość nietypowi. Wyzwanie było wysyłane za pomocą miejscowych ptaków, które zastępowały gołębie pocztowe. Listownie ustalano miejsce i datę, a potem już zaczynało się święto, najpierw w postaci samej gry, a później hucznej zabawy w dużym igloo, zwanym qaggi, które pełniło funkcję czegoś w rodzaju wiejskiej świetlicy.

Legenda głosi, że Inuici bardzo lubili tę zabawę i nawet zaczęli wierzyć, że zorza polarna to nic innego, jak obraz duchów zmarłych grających na bezkresnym niebie w aqsaqtuk. Nie wiadomo jednak kiedy zaczęli grać w tę dziwną grę. Wiadomo natomiast, że grali w nią w 1585 roku. Wówczas w jednej z gier wziął udział znany angielski odkrywca John Davis.

Całość można przeczytać tutaj (link).

Renesans – Włochy

Pierwsza wzmianka o grze nazwanej przez Włochów calcio pojawia się w 1410 roku w wierszu napisanym prawdopodobnie przez Nicholaio Ritaliatorego. Ówczesne calcio wyróżniało się zaawansowaną – oczywiście jak na wiek ciemnoty – taktyką i zasadami, według których na placu gry w jednej drużynie mogło przebywać maksymalnie 27 zawodników: 15 napastników, 3 podających z tyłu, 4 podających przednich i 5 obrońców. W całej zabawie chodziło o to, żeby umieścić piłkę w bronionym przez przeciwnika punkcie docelowym. Mogła to być brama, koniec ulicy czy jakikolwiek inny umówiony punkt. Nad przestrzeganiem zasad czuwała specjalna komisja, a zawodnicy dla rozróżnienia ubrani byli w różnokolorowe ubrania. Takimi rozgrywkami pasjonowało się wielu kibiców, dla których wygody zaczęto stawiać prowizoryczne trybuny. Głównym domem tego sportu była Florencja, a co ciekawe nie zaprzestano uprawiania calcio nawet podczas oblężenia miasta przez oddziały Karola V.

calcio futbol
Włoskie calcio.

O popularności tej dyscypliny sportu świadczyć może fakt, że na mecze przybywali znamienici goście, z królem Francji Henrykiem III czy cesarzem Niemieckim Leopoldem II na czele. Calcio zaczynało jednak tracić na znaczeniu, a jego rozkwit, niczym bomba atomowa nastąpił około 100 lat później w Rzymie, gdy Gianpiero Combi wzniósł w górę Puchar Świata.

Duszniki – Zdrój – Orlik

„Wszystko w porządku?” – usłyszałem znajomy głos kolegi, który podał mi ręcznik, abym mógł wytrzeć twarz. Wstałem, a prostokątny Święty Graal mojego pola karnego wirował. Spojrzałem na pomarańczowe korki naszego orlikowego Ronaldo, które mieniły się kolorami sztucznego oświetlenia. „To już jest futbol” – pomyślałem.

DAMIAN BEDNARZ

 

Damian Bednarz
O Damian Bednarz 80 artykułów
Redaktor naczelny Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.