Premier League: narodziny marketingowego potwora

Która liga jest najlepsza? To pytanie pojawia się wśród kibiców piłki nożnej średnio co kilka minut. Bundesliga, Serie A, La Liga czy Premier League? Z pewnością fani któregoś z reprezentantów danego kraju znajdą mnóstwo argumentów na swoją korzyść. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że pod względem marketingowym i finansowym na czele jest niezagrożona Premier League. Choć angielska ekstraklasa w tym roku obchodzi swoje 24. urodziny, to przez niemal ćwierć wieku zmieniła w diametralny sposób brytyjski futbol, tworząc z niego światową markę.

Fatalna seria 3 porażek na przestrzeni jednego tygodnia w kwietniu 1992 roku sprawiła, że Manchester United stracił szansę na swoje pierwsze mistrzostwo od 25 lat. Potknięcie Czerwonych Diabłów wykorzystał zespół Leeds United, który zakończył historyczny sezon na pierwszym miejscu z czteropunktową przewagą nad podopiecznymi Sir Alexa Fergusona. Historyczny, bowiem ostatni jako First Division. Od sezonu 1992/93 swoją działalność rozpoczynał „22-głowy potwór”, jak określił Premier League Gordon Taylor, przewodniczący angielskiego związku piłkarzy. Podstaw do narodzin tego potwora należy jednak szukać znacznie wcześniej, bowiem złożyły się na nie zarówno wydarzenia czysto sportowe jak i sytuacja ekonomiczna w kraju, nastroje społeczne, a nawet specyfika życia Wielkiej Brytanii pod rządami Margaret Thatcher.

Lata 80-te latami dramatu

Ostatnie dwie dekady XX wieku były kumulacją wielu czynników, które miały wpływa na brytyjski futbol. Przede wszystkim na Wyspach nikt nie potrafił znaleźć skutecznego środka do wyrzucenia ze stadionów chuligaństwa i bijatyk. Stadiony w niczym nie przypominały obiektów, które znamy z dzisiejszych spotkań. Każdy z nich wymagał gruntownych przebudowań i nie spełniał żadnych warunków bezpieczeństwa, które jednak do feralnego 1985 roku, nie były szczegółowo ustalane. 11 maja 1985 roku, mecz Third Division pomiędzy Bradford City a Lincoln City. Zespół gospodarzy przez cały sezon dominował w lidze i już w kwietniu zapewnił sobie awans. Ostatnie spotkanie, w dodatku przed własną publicznością, miało być okazją do przypieczętowania sukcesu i wspólnego świętowania. Niestety, zapamiętany zostanie jako jedna z największych tragedii w brytyjskim futbolu. Pod koniec pierwszej połowy wybuchł ogromny pożar, który doszczętnie strawił drewniane elementy trybuny. W płomieniach zginęło 56 osób a ponad 250 zostało rannych. Jak relacjonował komentator tego spotkania, John Helm: „Pewien Australijczyk, który odwiedzał syna, skończył palić papierosa, rzucił go na drewnianą podłogę i próbował przygasić stopą. Papieros spadł jednak przez dziurę nieco niżej i mężczyźni zobaczyli lekki płomyk. Szybko wlali do szczeliny kawę i na moment nic nie wskazywało na możliwy pożar. Po kilku chwilach jednak płomień zaczął narastać, więc ojciec i syn pobiegli powiedzieć o tym stewardowi. Gdy wrócili, było już za późno.”

Klub otrzymywał już sygnały od władz ligi, że konieczna jest renowacja stadionu. Zwracano także uwagę na zalegające śmieci na trybunie, które jak się później okazało, tylko spotęgowały pożar. Jak na ironię, lekceważenie zasad bezpieczeństwa zapobiegło śmierci większej liczby ludzi. W latach 80-tych bijatyki na trybunach i wbieganie kibiców na murawę było na porządku dziennym. Z tego powodu stawiano płoty między niektórymi sektorami, a zwłaszcza między murawą i trybunami. Na finałowy mecz sezonu na Valley Parade przybyło ponad 11 tysięcy kibiców, prawie dwukrotnie więcej niż wynosiła średnia frekwencja. Strach pomyśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdyby kibice nie mogli uciec na murawę stadionu. W wyniku tej tragedii zamknięto wszystkie drewniane trybuny, a ich otwarcie mogło nastąpić dopiero po przebudowie na stalowe elementy.

Przeczytaj także o Full Members Cup – pucharze, który miał być zastępstwem europejskich rozgrywek.

Anglia nie zdążyła otrząsnąć się po tragedii w Bradford, a dwa tygodnie później musiała znosić kolejny cios. Finał Pucharu Europy, 29 maja 1985, stadion Heysel w Brukseli a naprzeciwko siebie drużyny Liverpoolu i Juventusu. Na około godzinę przed pierwszym gwizdkiem kibice Liverpoolu przełamali płot dzielący ich od strefy neutralnej, w której głównie siedzieli fani z Turynu. Ludzie rzucili się do ucieczki przed napastnikami, którzy rzucali w nich wszystkim, co akurat mieli pod ręką. Ściana pod którą zgromadzili się ludzie, tratując po drodze innych, nie wytrzymała i zawaliła się. W wyniku zamieszek zginęło 39 osób, a około 600 zostało rannych. Walki między kibicami przeistoczyły się w walki z policją, panował ogromny chaos. Delegaci UEFA w porozumieniu z władzami Belgii i Brukseli zdecydowali, że anulowanie meczu może tylko rozniecić konflikt. W atmosferze tragedii zarządzono, że mecz dojdzie do skutku. Juventus pokonał Anglików 1:0, ale mało kto kojarzy ten finał ze względu na boiskowe wydarzenia. Przed sądem stanęło kilkunastu kibiców Liverpoolu, ale także szef belgijskiego związku piłki nożnej – Albert Roosens i dwaj policjanci, którzy dowodzili służbami w trakcie finału. Skutkiem tej tragedii było zdyskwalifikowanie angielskich drużyn z europejskich pucharów na okres 5 lat, a Liverpool mógł znów grać w Europie po 6 latach. Brytyjskie kluby wprowadziły surowszą politykę walki z chuliganami, choć kolejne trudne dni miały dopiero nadejść.

premier league
Brian Deane zdobywa pierwszą bramkę w historii PL.

Półfinał Pucharu Anglii w sezonie 1988-89 pomiędzy Liverpoolem a Nottingham Forest na stadionie Hillsborough przyniósł największą tragedię w historii futbolu. W wyniku błędnej organizacji, złej pracy policji i nieodpowiedniego zarządzania imprezą masową śmierć poniosło 96 osób, a blisko 800 zostało rannych. Tragedia w Sheffield pozostaje kontrowersyjna do dzisiaj. Przez 25 lat klub walczył o sprawiedliwość, ponieważ początkowo oskarżano kibiców o spowodowanie paniki tłumu. Dopiero przed kilkoma laty ustanowiono ostatecznie, że żaden z fanów nie ponosi najmniejszej odpowiedzialności za śmierć 96 osób.

Wydarzenia z Hillsborough doprowadziły do opracowania raportu Taylora. Dokument ten, opublikowany w styczniu 1990 roku, mówił o winie policji za zaistniałe sceny, a także proponował rozwiązania, które miały położyć kres śmierciom na stadionach. Głównym założeniem było zlikwidowanie miejsc stojących na trybunach. Do sezonu 1993-94 wszystkie kluby z dwóch najwyższych lig Anglii i Szkocji musiały każdemu kibicowi zapewnić miejsce siedzące. Spowodowało to zmodernizowanie słynnych trybun-tarasów, takich jak Stretford End na Old Trafford czy Spion Kop na Anfield. Budowa miejsc siedzących znacznie obniżyła pojemność stadionów. Z tego powodu niektóre zdecydowały się na rozbudowę, a inne, jak na przykład Arsenal, na budowę nowego obiektu. Przez ćwierć wieku od tragedii na Hillsborough angielska piłka zerwała z problemami na stadionach raz na zawsze. Pamięć o tych dramatycznych wydarzeniach trwa jednak do dzisiaj, a pamięć o ofiarach jest pielęgnowana przy każdej rocznicy.

Zaplecze gotowe, czas na piłkę

Angielski futbol nie może narzekać na frekwencję na trybunach. Pod tym względem ustępuje tylko Bundeslidze, a niektóre stadiony są wypełnione nawet podczas tych mniej ciekawych meczów. W latach 80-tych nie było jednak takiego szaleństwa na punkcie First Division. Liga angielska wyraźnie odstawała od hiszpańskiej czy włoskiej pod względem liczby widzów oraz standardem stadionów, a wykluczenie z europejskich pucharów wcale nie pomagało w tym wyścigu. Takie gwiazdy ligi jak Gary Lineker, Ian Rush czy Mark Hughes wyjeżdżały, choć z różnym skutkiem, na południe kontynentu. Jednym szło lepiej, innym gorzej, ale był to wyraźny trend. Wtedy jednak nadzieje odżyły za sprawą reprezentacji narodowej. Najpierw Mundial w Meksyku w 1986 roku i dwa oblicza Diego Maradony. Haniebne oszustwo, a chwilę później jedna z najwspanialszych bramek w historii futbolu. Anglicy przegrali ten ćwierćfinał 1:2, honorowe trafienie zaliczył Gary Lineker, a naród momentalnie przypomniał sobie triumf z roku 1966 i widział w swojej reprezentacji faworyta kolejnych zawodów.

Niestety w następnym turnieju porażka przyszła w półfinale przeciwko Republice Federalnej Niemiec po konkursie rzutów karnych. Chociaż Anglicy nie zdobyli żadnego medalu w tym okresie, to jakby na przekór losu, kiedy piłka klubowa była w dołku, reprezentacja tchnęła wśród kibiców wiarę w powrót na szczyt. Być może czwarte miejsce na Mundialu skłoniło UEFĘ do pozytywnego rozpatrzenia odwołania, być może nie miało większego wpływu, ale w 1990 roku zakaz został zniesiony. Raport Taylora wprowadził rewolucję na stadionach, a kluby głodne triumfu w Europie zaczęły szturm na puchary. W sezonie 1990-91 Manchester United zdobył Puchar Zdobywców Pucharów, w finale pokonując, po dwóch bramkach Marka Hughesa, FC Barcelonę 2:1. Na fali entuzjazmu i odcięcia się od przeszłości postanowiono założyć Premier League.

Konieczna transformacja

Angielska Football League powstała w 1888 roku i pozostaje najstarszymi rozgrywkami ligowymi w historii. Początkowo tworzyło ją 12 zespołów. Od sezonu 1892-93 dołączyły nowe drużyny, dla których utworzono Second Division. W 1921 roku zespołów było coraz więcej i powstały dwie Third Division, podzielone na północną i południową część kraju. Od roku 1958 aż do powstania Premier League na Football League składały się cztery klasy rozgrywkowe. Przez 35 lat zarysowała się wyraźna różnica między wielkimi zespołami, a całą resztą. Funkcjonowanie jako jedna spółka nie pozwalała jednak rozwinąć skrzydeł tym najsilniejszym. W 1988 roku odnowiono kontrakt dotyczący praw telewizyjnych, który opiewał na 44 miliony funtów. Dziesięć klubów zagroziło odejściem od ligi i założenia czegoś odrębnego, ale ostatecznie udało się dojść do porozumienia. Jak się okazało, nie na długo, ponieważ rozłam był nieunikniony.

Pod koniec sezonu 1990-91 rozpoczęły się konkretne plany uformowania odrębnej spółki o nazwie Premier League. Podstawowymi założeniami statutu była całkowita autonomia Premier League pod względem komercyjnym. Najwyższa liga jako samodzielna spółka mogłaby zawierać kontrakty reklamowe i telewizyjne niezależnie od decyzji Football Association i Football League. Oznaczało to, że pieniądze będą dzielone między 22 kluby, które wówczas tworzyły Premier League, a nie 92 kluby wszystkich szczebli Football League. Decyzję tę motywowano zmniejszeniem przepaści między angielskimi klubami a europejskimi potęgami. Dyrektor London Weekend Television – Greg Dyke, zasiadł więc do rozmów z przedstawicielami „wielkiej piątki”. Wtedy kwintet ten tworzyły: Arsenal, Everton, Liverpool, Manchester United i Tottenham. Najsilniejszym zespołom podobała się wizja nowej ligi, ale wciąż dojść do skutku musiały negocjacje z Football Association. Związek nie był przychylny i widział w tej reformie same negatywne aspekty. Jednak w 1992 roku wszystkie kluby, które miały zacząć kolejny sezon w First Division, zgodnie wystąpiły z ligi i dały początek Premier League.

Magia pieniądza, magia telewizji

Pieniądze, majątek, marketing, reklama – różne stwierdzenia, ale oczywiste jest, że Premier League powstała głównie z powodu chęci wzbogacenia się wszystkich zainteresowanych. Nic więc dziwnego, że po blisko 25 latach działalności, kwoty nowych kontraktów przyprawiają o ból głowy, ale tak było już od początku. „Czystość nazwy FA Premier League powinna być nienaruszalną świętością. No, przynajmniej na ten sezon.” – w ten dość przewrotny sposób Graham Kelly, ówczesny prezes Football Associtaion, skomentował odrzucenie oferty marki Carling dotyczącej praw do nazwy ligi. Świętość kosztowała, jak na tamte czasy ogromną kwotę, 12 milionów funtów za sezon. W latach 1993-2001 istniała zatem FA Carling Premiership. Przez kolejne trzy lata grano pod nazwą FA Barclaycard Premiership, a w latach 2004-2016 pod nazwą FA Barclays Premier League (w latach 2004-07 FA Barclays Premiership). Ostatni kontrakt, który trwał trzy lata, kosztował angielski bank 40 milionów rocznie. Co ciekawe, władze ligi postanowiły zrezygnować ze sprzedaży praw do nazwy od sezonu 2016-17, aby nadać prestiż rozgrywkom i równać do wizerunku profesjonalnych lig w Stanach Zjednoczonych.

O ile sponsor tytularny nie jest konieczny, o tyle wartość praw do transmisji rośnie w niesamowitym tempie. Podczas rozmów o tworzeniu Premier League z pewnością zdawano sobie sprawę, że sukces bez tak ogromnego wpływu telewizji jest w zasadzie niemożliwy. Rosnącą rolę transmisji meczów w lidze angielskiej najlepiej obrazuje przepaść dzielącą pierwszy kontrakt od tego najnowszego. Porozumienie na lata 1992-97 opiewało na łączną sumę 191 milionów funtów. Prawa do transmisji w latach 2016-19 wyniosą 5,13 miliarda funtów! Premierowa licytacja była jednak pełna gorzkich słów, nieczystych zagrań i podstępów – słowem, czystym biznesem.

Zarząd Premier League w roku 1992 stanowiło… dwóch mężczyzn. Rick Parry i Sir John Quinton byli symbolem oderwania się od Football League, od całej skomplikowanej biurokracji poprzedniego formatu. Każdy z 22 klubów dysponował jednym głosem podczas debaty nad przyznaniem praw do transmisji. Część klubów preferowała osobiste negocjacje z przedstawicieli mediów, część jako jedno ciało. Wygrała ta druga opcja, choć nie miało to większego wpływu, bowiem każdy klub próbował mimo wszystko ugrać dla siebie jak najwięcej. Niejako monopolem cieszyła się wówczas brytyjska ITV, ale na scenę właśnie wchodził medialny gigant.

Przeczytaj także historię Alana Shearera.

Rupert Murdoch, synonim telewizji i potentata w branży multimediów. W 1990 roku jego Sky Television dokonało fuzji z firmą BSB, w wyniku czego powstało BSkyB. Ruch ten początkowo przynosił same straty, które sięgały nawet 14 milionów tygodniowo. Stało się jasne, że potrzeba rewolucji programowej, aby słupki zaczęły piąć się do góry. Możliwe były trzy rozwiązania: zaoferować klientom programy pornograficzne, najnowsze produkcje kinowe lub nową jakość w sporcie. Pierwsza opcja wywołałby sporo kontrowersji społecznych, druga upadła ze względu na trudne negocjacje z przemysłem filmowym. Jak z nieba spadło zatem utworzenie Premier League i przyszedł czas stanąć do jednej z najważniejszych licytacji.

Pierwsze spotkanie było, nazwijmy to, mało profesjonalne i owocne. Szef działu sportu BSkyB, David Hill, proponował skrócenie rozgrywek, twierdził, że meczów jest zbyt wiele i chciał, aby Premier League wzorowała się na lidze futbolu amerykańskiego NFL. Rick Parry zanotował w swoim pamiętniku dość lakonicznie: „Noades i Bates mają sprzeczne interesy. Niedorzeczne propozycje Hilla”. Przyszedł jednak czas składania pierwszych ofert i karuzela biznesowa ruszyła na dobre.

Do gry stanęły: BSkyB, ITV oraz Swiss Bank Corporation (SBC). Pomysły były różne, od utworzenia kanału dedykowanemu tylko Premier League, przez system pay-per-view, aż do ofert na absolutną wyłączność. Rupert Murdoch w negocjacjach wykorzystał swoje inne media, obiecując kolumny w jego gazetach dotyczące jedynie Premier League. Firma Murdocha postanowiła złożyć wspólną ofertę z publiczną BBC, wiedząc, jak ważny dla społeczeństwa był program „Match Of The Day” nadawany na antenie brytyjskiej telewizji. Kiedy tuż przed terminem głosowania ITV podbijała swoją ofertę, swoje trzy grosze dorzucił niezwykle charyzmatyczny prezes Tottenhamu – Alan Sugar. Postać kontrowersyjna w całym procesie, bowiem jednym z jego biznesów była firma Amstrad, która dostarczała talerze satelitarne właśnie BSkyB. Sugar poinformował konkurencję o podwyższonej ofercie ITV i podpowiedział przebicie ich propozycji. Prezes Tottenhamu odpowiadając na zainteresowanie firmy ze Stanów Zjednoczonych i zamieszania wokół powstania Premier League powiedział:

Piłka nożna to prosty sport podobny do futbolu amerykańskiego, a tam jest rozreklamowany do granic możliwości i panuje szał. Dlaczego nie możemy zrobić tego samego?

premier league arsenal
Tony Adams i Arsene Wenger z pucharem za mistrzostwo w sezonie 1997/1998.

W maju 1992 roku doszło do głosowania, gdzie potrzebna była większość 2/3 głosów. 14 klubów było za ofertą BSkyB, 6 opowiedziało się za propozycją ITV, dwa kluby wstrzymały się od głosu. Wśród tej szóstki znalazły się: Arsenal, Aston Villa, Everton, Leeds United, Liverpool i Manchester United. ITV proponowała częstsze transmisje meczów „wielkiej piątki”, ale w dniu głosowania, z tego grona tylko Tottenham poparł ofertę BSkyB i to właśnie ten głos zaważył na uzyskaniu wymaganej większości.

Trevor East, szef ITV wysłał krótki faks do swojego konkurenta o treści: „Ty frajerze”. Rozgorzała ogólnonarodowa dyskusja, czy firma będąca w takich tarapatach finansowych zapewni nowym rozgrywkom oczekiwany prestiż i świeży start, czy wręcz przeciwnie, pociągnie je na dno już na samym początku. Przede wszystkim kontrowersje wzbudzało ustalenie przez telewizję meczu w poniedziałkowy wieczór. Padały głosy, że to destabilizacja życia obywateli Wielkiej Brytanii, ponieważ nie są do tego przyzwyczajeni. Everton i Liverpool zdecydowały się nawet oddać pieniądze posiadaczom karnetów, jeśli ich kluby grałyby w poniedziałkowy wieczór. Sir Alex Ferguson był wściekły i twierdził, że niedzielne i poniedziałkowe spotkania zahamują próbę doścignięcia piłkarskiej Europy.

Do 2001 roku BSkyB pokazywało na żywo 60 meczów w każdym sezonie. W latach 2001-2004 110, a w kolejnych trzech sezonach 138. Wtedy jednak monopol został złamany. Śledztwo Komisji Europejskiej zakazało sprzedaży wyłącznych praw tylko jednej firmie i część praw nabyła Setanta. W latach 2007-2009 telewizja ta nadała 48 spotkań. W kolejnych latach Setantę zastąpiło ESPN a od 2013 do 2019 drugim właścicielem jest firma BT, która będzie pokazywać 48 meczów w sezonie. Ta maszyna ewoluowała do niewyobrażalnego kiedyś stopnia. Zawsze będzie wywoływać kontrowersje. Przed kilkoma laty Arsene Wenger stwierdził: „Sprzedaliśmy swoją duszę i nie mamy żadnego wpływu na terminarz. Nie mówię, że telewizja jest zła, ale to nie jest normalne”. Wszystko jednak ma swoją cenę, nawet ta dusza, a transmisja jednego meczu kosztuje dziś 10,2 miliona funtów.

Blisko ćwierć wieku podsumowań

Pierwszy sezon? Triumf Manchesteru United po 26 latach od ostatniego mistrzostwa. Zamknięcie poprzedniego rozdziału i przejście do następnego. W zespole debiutują Gary Neville, David Beckham i Nicky Butt. Jakże symboliczna premiera nowych rozgrywek, bowiem klub ten sięgnie po puchar jeszcze 12-krotnie, w tym dwukrotnie trzy razy z rzędu. Z pewnością sukces marketingowy i zupełnie nowe rozdanie w kwestiach finansowych, sprawiły, że doszło do tak wyraźnej dominacji „wielkiej czwórki” na przestrzeni lat. Po mistrzostwo sięgało zaledwie pięć klubów, a jeśli spojrzymy, że Blackburn Rovers jedynie raz w sezonie 1994-95, to widać obraz przepaści między klubami.

Największym kłopotem związanym z Premier League jest jednak różnica finansowa nad Football League. Tylko dwukrotnie wszystkie 3 kluby, które wywalczyły awans, utrzymały się w lidze na kolejny sezon. Poza tymi dwoma sezonami, w każdym w gronie spadkowiczów znajdował się przynajmniej jeden beniaminek. O ile nowym klubom udaje się pozostać w lidze, o tyle spadek może oznaczać katastrofę. Ogromny zastrzyk pieniędzy spowodowany awansem i nagłe jego odcięcie sprawia, że kluby nie potrafią wydźwignąć się z kryzysu. Średni zysk z praw do transmisji to 55 milionów dla klubu Premier League i ledwie 2 miliony dla klubu Championship. Spadkowicze mają jednak pomoc, bowiem dostają „spadochronową wypłatę”, która obecnie wynosi 60 milionów. To jednak faworyzuje je na tle pozostałych klubów z Championship i niektóre kluby dryfują między ligami raz awansując, raz spadając. Jednak brak szybkiego powrotu do najwyższej ligi skutkuje tragedią. Charlton Athletic, Blackpool, Portsmouth czy Bradford City to przykłady na równię pochyłą, która następuje na skutek odcięcia magicznego źródła pieniędzy płynącego w Premier League. Specyfikę różnicy między tymi dwiema klasami rozgrywkami podsumował kiedyś Steve Bruce stwierdzając: „To wszystko wynik biznesu. Championship jest bardzo interesująca, bo tam 12 zespołów myśli, że może wygrać. W Premier League 12 zespołów jest osranych, że spadną i to jest ta różnica.”

Widząc negatywne skutki biznesu zwanym Premier League, można zastanawiać się czy na przestrzeni blisko 25 lat reforma dała więcej dobrego niż złego. Dziś krytykuje się postawę angielskich klubów w europejskich pucharach, ale nie tak dawno obsadzały one 3 z 4 miejsc w półfinałach Ligi Mistrzów. Znając jednak historię i specyfikę tej transformacji, można dojść do wniosku, że było to konieczne i samego początku nastawione na ogromny zysk. Marketingowy majstersztyk, NBA piłki nożnej, największa liga świata – każde z tych określeń jest trafne, ponieważ na hasło Premier League, nawet w najdalszym zakątku świata, ktoś podniesie rękę i powie, któremu klubowi kibicuje. Taki jest dzisiejszy świat sportu, futbolowy romantyzm został wyparty przez pieniądze, ale wciąż zdarzają się niezwykłe mecze, niezwykłe sezony i niezwykłe niespodzianki. To wszystko sprawia, że ogromna liczba fanów zasiada co tydzień przed telewizorem i chłonie swoją dawkę Premier League, napędzając tym samym ogromne tryby wielkiej maszyny.

ADRIAN OLEK

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl
  • pablokks

    Świetny tekst, nawet zagorzały fan Premier League może się dowiedzieć czegoś nowego.