Premier League: narodziny marketingowego potwora

Która liga jest najlepsza? To pytanie pojawia się wśród kibiców piłki nożnej średnio co kilka minut. Bundesliga, Serie A, La Liga czy Premier League? Z pewnością fani któregoś z reprezentantów danego kraju znajdą mnóstwo argumentów na swoją korzyść. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że pod względem marketingowym i finansowym na czele jest niezagrożona Premier League. Choć angielska ekstraklasa w tym roku obchodzi swoje 24. urodziny, to przez niemal ćwierć wieku zmieniła w diametralny sposób brytyjski futbol, tworząc z niego światową markę.

Fatalna seria 3 porażek na przestrzeni jednego tygodnia w kwietniu 1992 roku sprawiła, że Manchester United stracił szansę na swoje pierwsze mistrzostwo od 25 lat. Potknięcie Czerwonych Diabłów wykorzystał zespół Leeds United, który zakończył historyczny sezon na pierwszym miejscu z czteropunktową przewagą nad podopiecznymi Sir Alexa Fergusona. Historyczny, bowiem ostatni jako First Division. Od sezonu 1992/93 swoją działalność rozpoczynał „22-głowy potwór”, jak określił Premier League Gordon Taylor, przewodniczący angielskiego związku piłkarzy. Podstaw do narodzin tego potwora należy jednak szukać znacznie wcześniej, bowiem złożyły się na nie zarówno wydarzenia czysto sportowe jak i sytuacja ekonomiczna w kraju, nastroje społeczne, a nawet specyfika życia Wielkiej Brytanii pod rządami Margaret Thatcher.

Lata 80-te latami dramatu

Ostatnie dwie dekady XX wieku były kumulacją wielu czynników, które miały wpływa na brytyjski futbol. Przede wszystkim na Wyspach nikt nie potrafił znaleźć skutecznego środka do wyrzucenia ze stadionów chuligaństwa i bijatyk. Stadiony w niczym nie przypominały obiektów, które znamy z dzisiejszych spotkań. Każdy z nich wymagał gruntownych przebudowań i nie spełniał żadnych warunków bezpieczeństwa, które jednak do feralnego 1985 roku, nie były szczegółowo ustalane. 11 maja 1985 roku, mecz Third Division pomiędzy Bradford City a Lincoln City. Zespół gospodarzy przez cały sezon dominował w lidze i już w kwietniu zapewnił sobie awans. Ostatnie spotkanie, w dodatku przed własną publicznością, miało być okazją do przypieczętowania sukcesu i wspólnego świętowania. Niestety, zapamiętany zostanie jako jedna z największych tragedii w brytyjskim futbolu. Pod koniec pierwszej połowy wybuchł ogromny pożar, który doszczętnie strawił drewniane elementy trybuny. W płomieniach zginęło 56 osób a ponad 250 zostało rannych. Jak relacjonował komentator tego spotkania, John Helm: „Pewien Australijczyk, który odwiedzał syna, skończył palić papierosa, rzucił go na drewnianą podłogę i próbował przygasić stopą. Papieros spadł jednak przez dziurę nieco niżej i mężczyźni zobaczyli lekki płomyk. Szybko wlali do szczeliny kawę i na moment nic nie wskazywało na możliwy pożar. Po kilku chwilach jednak płomień zaczął narastać, więc ojciec i syn pobiegli powiedzieć o tym stewardowi. Gdy wrócili, było już za późno.”

Klub otrzymywał już sygnały od władz ligi, że konieczna jest renowacja stadionu. Zwracano także uwagę na zalegające śmieci na trybunie, które jak się później okazało, tylko spotęgowały pożar. Jak na ironię, lekceważenie zasad bezpieczeństwa zapobiegło śmierci większej liczby ludzi. W latach 80-tych bijatyki na trybunach i wbieganie kibiców na murawę było na porządku dziennym. Z tego powodu stawiano płoty między niektórymi sektorami, a zwłaszcza między murawą i trybunami. Na finałowy mecz sezonu na Valley Parade przybyło ponad 11 tysięcy kibiców, prawie dwukrotnie więcej niż wynosiła średnia frekwencja. Strach pomyśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdyby kibice nie mogli uciec na murawę stadionu. W wyniku tej tragedii zamknięto wszystkie drewniane trybuny, a ich otwarcie mogło nastąpić dopiero po przebudowie na stalowe elementy.

Przeczytaj także o Full Members Cup – pucharze, który miał być zastępstwem europejskich rozgrywek.

Anglia nie zdążyła otrząsnąć się po tragedii w Bradford, a dwa tygodnie później musiała znosić kolejny cios. Finał Pucharu Europy, 29 maja 1985, stadion Heysel w Brukseli a naprzeciwko siebie drużyny Liverpoolu i Juventusu. Na około godzinę przed pierwszym gwizdkiem kibice Liverpoolu przełamali płot dzielący ich od strefy neutralnej, w której głównie siedzieli fani z Turynu. Ludzie rzucili się do ucieczki przed napastnikami, którzy rzucali w nich wszystkim, co akurat mieli pod ręką. Ściana pod którą zgromadzili się ludzie, tratując po drodze innych, nie wytrzymała i zawaliła się. W wyniku zamieszek zginęło 39 osób, a około 600 zostało rannych. Walki między kibicami przeistoczyły się w walki z policją, panował ogromny chaos. Delegaci UEFA w porozumieniu z władzami Belgii i Brukseli zdecydowali, że anulowanie meczu może tylko rozniecić konflikt. W atmosferze tragedii zarządzono, że mecz dojdzie do skutku. Juventus pokonał Anglików 1:0, ale mało kto kojarzy ten finał ze względu na boiskowe wydarzenia. Przed sądem stanęło kilkunastu kibiców Liverpoolu, ale także szef belgijskiego związku piłki nożnej – Albert Roosens i dwaj policjanci, którzy dowodzili służbami w trakcie finału. Skutkiem tej tragedii było zdyskwalifikowanie angielskich drużyn z europejskich pucharów na okres 5 lat, a Liverpool mógł znów grać w Europie po 6 latach. Brytyjskie kluby wprowadziły surowszą politykę walki z chuliganami, choć kolejne trudne dni miały dopiero nadejść.

premier league
Brian Deane zdobywa pierwszą bramkę w historii PL.

Półfinał Pucharu Anglii w sezonie 1988-89 pomiędzy Liverpoolem a Nottingham Forest na stadionie Hillsborough przyniósł największą tragedię w historii futbolu. W wyniku błędnej organizacji, złej pracy policji i nieodpowiedniego zarządzania imprezą masową śmierć poniosło 96 osób, a blisko 800 zostało rannych. Tragedia w Sheffield pozostaje kontrowersyjna do dzisiaj. Przez 25 lat klub walczył o sprawiedliwość, ponieważ początkowo oskarżano kibiców o spowodowanie paniki tłumu. Dopiero przed kilkoma laty ustanowiono ostatecznie, że żaden z fanów nie ponosi najmniejszej odpowiedzialności za śmierć 96 osób.

Wydarzenia z Hillsborough doprowadziły do opracowania raportu Taylora. Dokument ten, opublikowany w styczniu 1990 roku, mówił o winie policji za zaistniałe sceny, a także proponował rozwiązania, które miały położyć kres śmierciom na stadionach. Głównym założeniem było zlikwidowanie miejsc stojących na trybunach. Do sezonu 1993-94 wszystkie kluby z dwóch najwyższych lig Anglii i Szkocji musiały każdemu kibicowi zapewnić miejsce siedzące. Spowodowało to zmodernizowanie słynnych trybun-tarasów, takich jak Stretford End na Old Trafford czy Spion Kop na Anfield. Budowa miejsc siedzących znacznie obniżyła pojemność stadionów. Z tego powodu niektóre zdecydowały się na rozbudowę, a inne, jak na przykład Arsenal, na budowę nowego obiektu. Przez ćwierć wieku od tragedii na Hillsborough angielska piłka zerwała z problemami na stadionach raz na zawsze. Pamięć o tych dramatycznych wydarzeniach trwa jednak do dzisiaj, a pamięć o ofiarach jest pielęgnowana przy każdej rocznicy.

Zaplecze gotowe, czas na piłkę

Angielski futbol nie może narzekać na frekwencję na trybunach. Pod tym względem ustępuje tylko Bundeslidze, a niektóre stadiony są wypełnione nawet podczas tych mniej ciekawych meczów. W latach 80-tych nie było jednak takiego szaleństwa na punkcie First Division. Liga angielska wyraźnie odstawała od hiszpańskiej czy włoskiej pod względem liczby widzów oraz standardem stadionów, a wykluczenie z europejskich pucharów wcale nie pomagało w tym wyścigu. Takie gwiazdy ligi jak Gary Lineker, Ian Rush czy Mark Hughes wyjeżdżały, choć z różnym skutkiem, na południe kontynentu. Jednym szło lepiej, innym gorzej, ale był to wyraźny trend. Wtedy jednak nadzieje odżyły za sprawą reprezentacji narodowej. Najpierw Mundial w Meksyku w 1986 roku i dwa oblicza Diego Maradony. Haniebne oszustwo, a chwilę później jedna z najwspanialszych bramek w historii futbolu. Anglicy przegrali ten ćwierćfinał 1:2, honorowe trafienie zaliczył Gary Lineker, a naród momentalnie przypomniał sobie triumf z roku 1966 i widział w swojej reprezentacji faworyta kolejnych zawodów.

Niestety w następnym turnieju porażka przyszła w półfinale przeciwko Republice Federalnej Niemiec po konkursie rzutów karnych. Chociaż Anglicy nie zdobyli żadnego medalu w tym okresie, to jakby na przekór losu, kiedy piłka klubowa była w dołku, reprezentacja tchnęła wśród kibiców wiarę w powrót na szczyt. Być może czwarte miejsce na Mundialu skłoniło UEFĘ do pozytywnego rozpatrzenia odwołania, być może nie miało większego wpływu, ale w 1990 roku zakaz został zniesiony. Raport Taylora wprowadził rewolucję na stadionach, a kluby głodne triumfu w Europie zaczęły szturm na puchary. W sezonie 1990-91 Manchester United zdobył Puchar Zdobywców Pucharów, w finale pokonując, po dwóch bramkach Marka Hughesa, FC Barcelonę 2:1. Na fali entuzjazmu i odcięcia się od przeszłości postanowiono założyć Premier League.

 

To nie koniec tekstu. Wybierz poniżej kolejną stronę, aby czytać dalej

Strona: 1 2

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl