Wszystkie przypadki Garrinchy

Dwukrotny mistrz świata, najlepszy piłkarz mundialu ‘62, król dryblingu. Wśród 50 meczów z jego udziałem Brazylia przegrała tylko jeden jedyny raz. Manuel Francisco dos Santos znany wszystkim jako Garrincha, w wieku 29 lat miał cały świat u stóp. Dwadzieścia lat później zmarł w biedzie i zapomnieniu.

Brazylijczyk urodził się 28 października 1933 r. w miejscowości Pau Grande.
Nie miał wymarzonego startu – pochodził z biednej rodziny, w której ojciec był alkoholikiem. Dodatkowo stał się obiektem drwin z powodu przebytej choroby. Niski chłopak z lewą nogą skrzywioną do wewnątrz, a prawą krótszą, na pierwszy rzut oka wzbudzał śmiech i politowanie. Trener Botafogo – Gentil Cardoso widząc utykającego 20-latka, zareagował podobnie. Ze zrezygnowaniem machnął ręką na Aratiego – klubowego łowcę talentów i wpuścił nowego na boisko. Garrincha dostał piłkę i stanął naprzeciwko Niltona Santosa – ówczesnego najlepszego lewego obrońcy Brazylii. Nie myślał co ma zrobić, on to czuł. Zbliżając się do rywala, wykonał zwód w prawo. Nilton podążył w tym samym kierunku. Właśnie takiej reakcji oczekiwał Garrincha. Szybkim ruchem zmienił kierunek prowadzenia piłki i przepuścił ją między nogami zaskoczonego Santosa. Kiedy zrobił to samo w następnej akcji, wszyscy już wiedzieli, że to nie przypadek. Początkowy śmiech kibiców i trenera zamienił się w osłupienie i niedowierzanie. Młodzieniec jeszcze nie wiedział, że właśnie ośmieszył brazylijską legendę. Tak właśnie zaczęła się kariera Garrinchy.

Ojciec sukcesu

Na swoje pierwsze Mistrzostwa, które odbywały się w Szwecji, pojechał w 1958 roku. Na początku mecze obserwował z ławki. Trener długo zwlekał zanim wpuścił go na boisko, między innymi dlatego, że źle wypadł w teście na inteligencję.
W końcu po żądaniach brazylijskich kibiców wraz z 17-letnim Pelem pojawili się na murawie w meczu z ZSRR. Fantastyczny duet nie zawodził w żadnym spotkaniu. Garrincha czarował swoim dryblingiem na skrzydle. Balansowanie ciałem i charakterystyczny zryw w prawo był nie tylko efektowny ale i efektywny – często dawał wystarczającą przewagę nad rywalem, by skutecznie dośrodkować lub strzelić. Brazylia dotarła do finału, gdzie rozbiła Szwecję 5:2 (co ciekawe ostatnia bramka strzelona pod koniec meczu przez Pelego stała pod wielkim znakiem zapytania, ponieważ sędzia Maurice Guigue zamiast użyć gwizdka potwierdzającego prawidłowe zdobycie bramki i zakończenie meczu wziął piłkę pod pachę i poszedł do szatni. Później jednak wyjaśnił, że gol został uznany). Brazylijczycy pierwszy raz zostali mistrzami świata, a Garrincha dołożył swoją cegiełkę do sukcesu całej reprezentacji.

860379
Pele i Garrincha. Dwaj przyjaciele z reprezentacji tutaj w barwach Santosu i Botafogo.

W 1962 roku w Chile, to on grał pierwsze skrzypce ze względu na kontuzję Pelego. W meczu z Hiszpanią wygranym 2:1, asystował i strzelił gola. W ćwierćfinale zdobył dwie bramki z Anglią, a w półfinale dokładając kolejne dwie, odesłał gospodarzy turnieju z kwitkiem. Zagrał w finale z Czechosłowacją mimo gorączki oraz faktu, że przez bójkę w półfinale z chilijskim obrońcą sędzia wyrzucił go z boiska. Brazylia po raz drugi z rzędu triumfowała, a Garrincha został najlepszym piłkarzem mistrzostw i jednym z królów strzelców. Jego twarz pojawiała się na pierwszych stronach gazet, stał na samym szczycie piłkarskiej kariery. Uwielbianego przez kibiców Garrinchę okrzyknięto Radością Narodu.

Gest powielany po latach

Mimo,że Brazylijczykowi czasami zdarzyło się nie panować nad emocjami na boisku, istniała też inna, jego lepsza wersja. Marzec 1960 roku, Maracana.
Podczas meczu Botafogo – Fluminese obrońca Flu upada i skręca sobie kostkę. Garrincha znajduje się z piłką przy nodze w polu karnym sam na sam z bramkarzem. Widząc, że obrońca nie wstaje i wije się z bólu, zamiast strzelać wykopuje piłkę za linię boczną. Po udzieleniu pomocy przez lekarzy, przy wznowieniu gry z autu, Fluminese wybija piłkę oddając ją drużynie Botafogo. W ten sposób Garrincha zapoczątkował gest fair play, polegający na przerwaniu akcji kiedy przeciwnik jest kontuzjowany.

Gasnąca gwiazda

Garrincha żył beztrosko. Nie umiał zadbać o swoją przyszłość. Roztrwaniał pieniądze na uciechy, a resztę pożyczał ludziom, nie zapisując dłużników. Bawił się i cieszył pełnią życia, aż do roku 1963 kiedy to zaczęły pojawiać się problemy. Stan prawego kolana zaczął mocno niepokoić sztab medyczny. Garrincha zlekceważył zalecenia lekarza by odpocząć od gry i pojechał na europejskie tournée z Botafogo. Po powrocie musiał podjąć się operacji i już nigdy nie wrócił do formy. Kolejne mistrzostwa świata w 1966 roku były dla niego jak i całej reprezentacji nieudane. Brazylia odpadła już w fazie grupowej pokonana przez Portugalię i Węgry. Ale to nie koniec problemów. Po trzynastu latach gry w Botafogo został sprzedany do Corinthias. W nowym klubie słyszał tylko pretensje, że nie błyszczy już, jak za dawnych lat. Sfrustrowany Garrincha szybko zrezygnował i przestał chodzić na treningi. W życiu prywatnym też nie szło mu najlepiej. Zostawił żonę i ośmioro dzieci, by związać się z piosenkarką Elsą Soares z którą wcześniej miał romans. Posiadał też potomstwo z różnymi przypadkowymi kobietami. Uzależniony od alkoholu nie radził sobie psychicznie i fizycznie. W końcu zorientował się, że opuścili go wszyscy przyjaciele i powoli staczał się na samo dno. Garrincha swój ostatni mecz zagrał na Maracanie przy 200 tysięcznej widowni 30 listopada 1968 roku. Zmarł w 1983 roku na marskość wątroby. Kiedy na stadion wprowadzono jego ciało, Maracana zapełniła się po brzegi tysiącami ludzi, którzy chcieli oddać hołd brazylijskiej legendzie. Trumna Garrinchy została owinięta w barwy Botafogo, a na nagrobku umieszczono napis :

Tutaj odpoczywa w pokoju ten, który był Radością Narodu – Mané Garrincha

ANNA LUBOWICKA

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl