Rabat na pakiet książek o Arsenalu!

14 września, do księgarni w całej Polsce trafi autobiografia Tony’ego Adamsa „Uzależniony”. Książka legendy Arsenalu to wstrząsająca momentami opowieść nie tylko o wielkiej futbolowej karierze, ale też życiowych zakrętach. Takich jak wyrok dziewięciu miesięcy więzienia za jazdę po pijaku, który Adams usłyszał w 1990 roku. Zgodnie z zapowiedzią publikujemy fragment autobiografii, która ukaże się pod naszym patronatem.

Przypominamy o specjalnym kodzie rabatowym do wykorzystania na www.labotiga.pl/arsenal-pakiety:

– z kodem FOOTADAMS rabat 25%

– cena po obniżce: 26,18 zł – oszczędzasz 8,72 zł!

– wysyłka od zaraz – książka jeszcze przed premierą w Twoich rękach!

Fragment książki:

Uzasadnienie wyroku znalazło się we wszystkich gazetach. Nie miałem kontroli nad samochodem na przestrzeni 120 metrów – długości boiska piłkarskiego. To wręcz nie do wiary, że uszedłem z życiem, i Bogu dziękować, że nikogo nie zabiłem, a nawet nie potrąciłem. Nie byłem wcześniej karany, dlatego sędzia brał pod uwagę rozwiązania alternatywne do więzienia, ale moje przestępstwo było jednak na tyle poważne, że żadna kara zastępcza nie wchodziła w grę.

A ja usłyszałem tylko „dziewięć miesięcy”. Nic więcej. Ani uzasadnienia, ani okrzyków ludzi z Arsenalu, którzy siedzieli na galerii dla publiczności. Najbardziej zszokowany był George Graham i po wyjściu z sądu oświadczył, że Arsenal złoży apelację. Imprezujący właśnie chłopcy z drużyny usłyszeli o wszystkim z radia i też byli zszokowani.

Nie mogłem w to uwierzyć. Podczas procesu byłem trzeźwy, poza tym ogólnie byłem przecież porządnym facetem. Czym sobie na to zasłużyłem? Niektórzy twierdzą, że zostałem tak surowo ukarany z powodu trwającej wtedy kampanii przeciwko pijanym kierowcom – po prostu dla przykładu. Pewnie było w tym trochę racji. Może się nawet tej kampanii przysłużyłem. Mój znajomy policjant mówił później, że powinienem być wymieniany jako jeden z autorów sukcesu kampanii. Rzeczywiście kilka osób powiedziało mi, że zrezygnowało wtedy z jazdy po kielichu.

Strażnik złapał mnie za ramię, mówiąc, że mu przykro, ale musi to zrobić. I zaprowadził mnie do celi w podziemiach sądu. W głowie huczały mi dwa słowa: „dziewięć miesięcy”. Tamtego dnia byłem sądzony jako pierwszy, więc byłem sam w długiej, wąskiej i obskurnej celi. Usiadłem na ławce i zastanawiałem się, co się stało. Dlaczego dziewięć miesięcy? Zapytałem strażnika. Wytłumaczył mi, że kara pięciu miesięcy za brawurową jazdę została zawieszona, i dlatego w sumie odsiedzę tylko cztery, w tym trzy za jazdę po pijaku. Pomyślałem, że nie jest tak źle, ale i tak byłem w szoku. Utrata prawa jazdy i 500 funtów kary w obliczu więzienia wydawały się pestką.

Musiałem tam siedzieć, dopóki nie skończą się wszystkie procesy. Żeby jakoś przetrwać te godziny, rozmawiałem ze strażnikiem o futbolu. Zaproponował mi papierosa, ale odmówiłem, więc przyniósł mi kanapkę. Mogłem również porozmawiać z rodzicami. Nic dziwnego, że byli bardzo przybici, ale powiedziałem im, żeby się nie martwili, bo jakoś przez to przejdę. Naprawdę się o nich niepokoiłem, ale to pomogło mi też nie myśleć o tym, jak sam się czuję. Niebawem dołączył do mnie kolejny skazany. Dostał 18 miesięcy za wywołanie burdy i atak na policjanta. Kiedy było nas już czterech i przyszedł czas na podróż do więzienia, skuto mnie właśnie z nim. Powiedział, że to kompletnie zepsuło mu dzień, bo jest fanem Tottenhamu.

Nie wyglądał na przejętego swoim wyrokiem ani tym, że jego żona właśnie urodziła dziecko. Myślał tylko o tym, że skuli nas razem. Miałem ochotę kopnąć tego gnojka, ale z drugiej strony też byłem teraz skazańcem, nie miałem więc prawa osądzać innych.

Wyprowadzono nas na zewnątrz, do białego minibusa, i nagle stało się dla mnie jasne, że przynajmniej dwóm strażnikom więziennym z Chelmsford zapewnię odmianę w ich codziennej rutynie. Jeden poprosił mnie o autograf dla syna; wciąż starałem się być miłym facetem, więc podpisywałem kolejne podsuwane mi kawałki papieru. Nadal nie docierało do mnie, że właśnie idę do więzienia. Gdybym dopuścił do siebie tę myśl, pewnie sparaliżowałby mnie strach, a nie byłem wtedy na tyle silny psychicznie, żeby temu podołać. Uznałem, że najlepiej będzie potraktować to jak nocleg poza domem przed wyjazdowym meczem. W końcu spędziłem mnóstwo czasu w pokojach hotelowych i z kimkolwiek mieszkałem, zawsze graliśmy wtedy w karty, opowiadaliśmy sobie kawały, pokazywaliśmy sztuczki. To właśnie będę robił. Udawał.

O książce „Tony Adams. Uzależniony”:

„Płakałem jak nigdy dotąd. Z powodu 12 lat picia, które jakoś udawało mi się łączyć z zawodową karierą piłkarza”.

Miał tylko dwa nałogi, jeden silniejszy od drugiego: futbol i alkohol. Pierwszy pozwolił mu zostać legendą Arsenalu i jednym z najlepszych piłkarzy swoich czasów. Drugi omal nie doprowadził go na samo dno…

Nie opamiętał się, gdy za jazdę po pijaku został skazany na dziewięć miesięcy więzienia. Nie powstrzymało go wydanie podczas jednego wieczoru w nocnym klubie prawie sześciu tysięcy funtów ani wypadek, po którym na głowę założono mu 29 szwów. Dopiero gdy po Euro 1996 wpadł w trwający siedem tygodni ciąg, zrozumiał, że musi zmienić swoje życie i poddać się terapii.

Autobiografia Tony’ego Adamsa to nie tylko barwna opowieść o piłkarskiej karierze i pojedynkach z napastnikami. To także wstrząsająca relacja z najważniejszej życiowej bitwy – długiej i wyczerpującej walki z alkoholizmem.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl