Seny, pit i collons!*

Przed trzema laty zmarł 46-letni trener FC Barcelony, Tito Vilanova. Katalończyk i cule z krwi i kości od zawsze marzył o grze w barwach swojej ukochanej drużyny. Choć tego marzenia nigdy w pełni nie udało mu się zrealizować, to cules będą pamiętać o nim przez długie lata.

Droga na trenerskie salony

Francesc Vilanova i Bayo, bo tak naprawdę brzmiało jego imię i nazwisko, przyszedł na świat w katalońskim miasteczku Bellcaire d’Emporda 17 września 1968 roku. Pierwsze piłkarskie kroki Tito stawiał jako pomocnik w maleńkim klubie z rodzinnego miasta. Jako dwunastoletni dzieciak przeniósł się do pobliskiego Figueres, gdzie wypatrzyli go skauci Barcelony. W starym budynku obok Camp Nou, gdzie mieściła się La Masia, zamieszkał w 1984 roku. Wówczas również poznał młodszego o ponad 2 lata, acz bardziej utalentowanego piłkarsko Pepa Guardiolę.

Nawiązała się między nimi przyjaźń, która przetrwała czas, gdy Tito został ”odsiany” przez brutalną selekcję w rezerwach Dumy Katalonii. Na rozmaitych szczeblach drabiny rozwojowej Blaugrany występował przez sześć lat, z czego ostatnie dwa sezony spędził w rezerwach. Nie dane było mu zadebiutować w pierwszym zespole. Później przez kolejną dekadę reprezentował głównie kluby w niższych ligach.

Apogeum piłkarskiej kariery wychowanka La Masii przypadło na lata w Galicji, gdzie z Celtą Vigo między 1992 a 1995 rokiem grał w Primera Division, choć zanotował tam ledwie 26 występów przez trzy sezony. Buty na kołku zawiesił w 2001 roku, zająwszy się trenerką. Nim otrzymał od swojego przyjaciela szansę powrotu do Barcelony, zbierał pierwsze szlify na prowincji – w Palafrugell i Figueres. W międzyczasie pełnił też rolę dyrektora sportowego w Terrassie.  To stąd wyciągnął go sygnał od Pepa Guardioli. Stary znajomy Vilanovy zaproponował 35-latkowi współpracę u swojego boku, w roli asystenta trenera rezerw Barcelony. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Po roku i wywalczeniu awansu z Barcą B do Segunda Division, Pep zastąpił Franka Rijkaarda w pierwszym zespole. Wraz z przyjacielem tę samą drogę przebył Tito.

Kolejne 4 lata pracy wspomnianego duetu w Barcelonie, to najlepszy okres w historii klubu. Zdobyli 14 trofeów, w tym dwa Puchary Europy. Czas ten jednak miał też ciemniejsze oblicze… 22 listopada 2011 roku FC Barcelona poinformowała, że Tito Vilanova przeszedł zabieg usunięcia guza ślinianki przyusznej. Już po kilku dniach został wypisany do domu, a na początku grudnia pojawił się na Camp Nou. Wydawało się, że wrócił do zdrowia, a choroba pójdzie w niepamięć. Minął rok, Tito zdążył przejąć schedę po Pepie. Barca pod jego wodzą kroczyła w lidze od zwycięstwa do zwycięstwa, notując po drodze tylko remis w El Clasico. W Lidze Mistrzów potknęła się dwukrotnie, przegrywając mimo dominacji z Celtikiem i remisując w na poły rezerwowym składzie z Benfiką. Blaugrana zaczęła więc sezon w świetnym stylu, wygrała swoją grupę w Lidze Mistrzów i prowadziła w La Liga. Kiedy wszystko układało się wyśmienicie, trener Dumy Katalonii usłyszał wiadomość, która spowodowała ogólną konsternację.

Walka z chorobą

19 grudnia klub wydał komunikat, że Tito Vilanova ma nawrót nowotworu ślinianki. Pieczę nad zespołem przejął w owym czasie jego asystent, Jordi Roura. Szkoleniowiec nazajutrz ponownie znalazł się na stole operacyjnym. Kolejnymi etapami leczenia stały się chemioterapia i radioterapia. Minął miesiąc i trener katalońskiego klubu pojawił się na ławce w meczu wyjazdowym z Realem Sociedad San Sebastian. Powrót okazał się jedynie chwilowy. Miejscem dalszej terapii były Stany Zjednoczone. Leczenie za oceanem zakończono w końcówce marca. Choroba wyglądała jedynie na przykre wspomnienia. W decydującej fazie rozgrywek, 44-latek, tak jak na początku sezonu, dyrygował bordowo-granatową orkiestrą.

Zanim ruszyły na dobre letnie przygotowania do kolejnej kampanii, stało się jasne, że Tito nie poprowadzi w niej Dumy Katalonii. Wydarzenia z lipca 2013 odbiły się w naszym kraju szerokim echem. Dzień przed planowanym sparingiem przedsezonowym z Lechią Gdańsk na PGE Arenie, serwisy informacyjne podały: „Tito Vilanova nie będzie już trenerem Barcelony. Zastąpi go Gerardo ‚Tata’ Martino”. Oczywiście mecz na trójmiejskim obiekcie natychmiast został przełożony o 10 dni.

Tito leczony w barcelońskiej klinice uniwersyteckiej Vall d’Hebron, pomiędzy kolejnymi zabiegami i fazami leczenia zawitał kilkukrotnie na Camp Nou. Zawsze był witany owacyjnie i wzbudzał ogromne emocje. Okazywano mu wsparcie i szacunek za to, czego dokonał z klubem.

Grom z jaśniejącego nieba

Kiedy znów powiało optymizmem i Tito opuścił placówkę medyczną, stało się najgorsze. 24 kwietnia 46-letni Katalończyk z powodu problemów żołądkowych wrócił pod opiekę lekarzy. Szybko zapadła diagnoza:

– Rak zaatakował żołądek chorego. Stan byłego trenera jest krytyczny – informowali lekarze.

W tym wypadku nic nie dało się już zrobić i 25 kwietnia Francesc „Tito” Vilanova zmarł, pogrążając w smutku całe środowisko Barcelony, ale przede wszystkim swoją rodzinę. Zostawił żonę Montse, z którą przeżył wspólnie 22 lata oraz dwójkę dzieci: córkę Carlotę i syna Adrię, który nota bene grał i do dziś gra w młodzieżowych drużynach Barcy.

Ponieważ sam od lat kibicuję Barcelonie, śmierć Tito była szokiem również dla mnie. Tym większym, że dowiedziałem się od niej w chwili, gdy wróciłem od przyjaciela, który w dniu śmierci Tito obchodził swoje osiemnaste urodziny. Przez cały ten czas byłem oczywiście odcięty od wszelkich wiadomości ze świata. Łatwo sobie wyobrazić, że do domu wszedłem z uśmiechem. Szybko jednak to się zmieniło. Jeszcze zanim włączyłem telewizor, dowiedziałem się o śmierci od… własnej matki, która usłyszała o wszystkim kilka godzin wcześniej. W sekundę zamarłem. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, a do oczu napływały mi łzy. Wspomnienie to wraca do mnie co rok w rocznicę dnia, gdy Francesc Vilanova i Bayo zasilił szeregi sztabu trenerskiego niebiańskiej reprezentacji.

 

*Tytuł artykułu to motto życiowe Tito Vilanovy. W wolnym tłumaczeniu z katalońskiego: „Rozsądnie, odważnie i z jajami”.

JAKUB BARANKIEWICZ

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl