Sir Stanley Matthews – dżentelmen futbolu

Ojciec naszego bohatera miał powiedzieć mu na łożu śmierci, że ten ma wygrać dla niego Puchar Anglii. Zrobił to w wieku 38 lat. Brzmi niezwykle? Nie bardziej niż to, że Stanley Matthews karierę zakończył po 50. Życie Anglika to opowieść, której nie napisze już żaden inny profesjonalista. Ponad 30 lat gry, pierwszy tytuł szlachecki dla piłkarza w historii, zwycięstwo w pierwszym plebiscycie Złotej Piłki. Wszystko to bez choćby jednej żółtej kartki… i za nie więcej, niż 20 funtów tygodniowo.

Los o imieniu Jack Matthews chciał dla Stana czegoś innego, niż piłka. Ojciec Anglika był fryzjerem i pięściarzem – „Walczący Golibroda z Hanley” widział swojego syna jako dumnego spadkobiercę twardych pięści i sińców pod oczami. Ten jednak wolał biegać za futbolówką. Przede wszystkim – biegać. Kiedy Stanley Matthews miał sześć lat, jego rodzicie postawili na niego w wyścigu na 100 jardów (ok. 91 metrów) w kategorii do 14 lat. Dzieciak nie zawiódł.

Ten sam ojciec, kilka lat później, nie dawał mu pieniędzy na autobus, aby chłopak wyrabiał kondycję podczas codziennego dwumilowego spaceru na stadion Stoke City i z powrotem. Stan przez lata praktykował jeszcze kilka innych rzeczy, dzięki którym trzymał się całkiem nieźle. Złotą Piłkę odebrał w wieku 42 lat, wyprzedzając m.in. Alfredo Di Stefano, wygrywającego właśnie pierwsze puchary Europy z Realem.

Czarodziej dryblingu

Stanley Matthews urodził się 1 lutego 1915 roku w Hanley. Pierwsze kroki ku profesjonalnej piłce poczynił w wieku 13 lat, kiedy zasilił szeregi młodzików Stoke City. Nieco na przekór sobie – był przecież kibicem rywalizującego z „The Potters”: Port Vale. Do pierwszej drużyny przebił się w wieku 17 lat, stając się wówczas najmłodszym zawodowcem w kraju i nie wiedząc jeszcze, że po latach ustanowi rekord nie do pobicia – w dokładnie odwrotnej statystyce. Jego talent widoczny był od początku kariery, kiedy to gra młokosa opierała się niemal wyłącznie na dryblingu.

To było coś, czego nienawidzili wszyscy rywale, ale i również niektórzy piłkarze z drużyny. Tak wypowiadał się o nim Billy Wright, kolega z zespołu:

„Był utrapieniem dla zawodników, czekających na próżno na podanie, które nigdy nie nadchodziło”

Mowa o czasach szczenięcych. W późniejszych latach swojej kariery, Matthews stał się jednym z najlepiej rozumiejących grę zespołową zawodników na Wyspach. Wcześniej jednak nagminnie i skutecznie korzystał z daru, którym obdarował go futbol – mijał rywali jak tyczki, jednego po drugim. Jego umiejętność utrzymywania piłki kilka centymetrów przy stopie oraz manipulowania oponentami w niezwykle efektownym i efektywnym stylu – dała mu przydomek „czarodzieja dryblingu”. Kibice byli zakochani w jego umiejętnościach do tego stopnia, że średnia liczba fanów na stadionie Stoke wzrosła o dziesięć tysięcy.

W sezonie 1932/1933 „The Potters” awansowali do First Division i tam Matthews zaczął świecić pełnią blasku. Dwa lata po oficjalnym debiucie zaczął być powoływany do reprezentacji Anglii – wówczas odrzucającej zaproszenia do udziału w MŚ. Podczas towarzyskiego meczu z kadrą Rzeszy w Berlinie, wszyscy Anglicy zostali zmuszeni do uniesienia rąk w geście pozdrowienia dla Hitlera. W zamian za to, ograli gospodarzy 6:3. Podczas II wojny światowej Stan służył w Royal Air Force, kiedy to wszystkie profesjonalne rozgrywki w Anglii zostały zawieszone. Po wojnie rozegrał jeszcze jeszcze jeden sezon w Stoke i jako 32-latek odszedł do Blackpool. Odcinanie kuponów? Nie w tym przypadku.

Finał Matthewsa i tajemnica długowieczności

Do finału Pucharu Anglii Stanley Matthews i jego Blackpool doszli już w pierwszym roku piłkarza w zespole. W sezonie 1947/1948 przegrali, podobnie jak w kampanii 1950/1951. Do trzech razy sztuka? Wembley, 2 maja 1953 roku. W finale FA Cup mierzą się Blackpool i Bolton. Nasz bohater i jego koledzy przegrywają już 1-3, wtedy właśnie Stan daje sygnał do ataku. Jego trzy asysty uczyniły go najlepszym piłkarzem meczu, pozostawiając za sobą nawet Stana Mortensena, który trafił wówczas trzykrotnie do siatki. Do dziś mecz ten znany jest pod nazwą „Finał Matthewsa”. Syn spełnił obietnicę daną ojcu.

Matthews z pucharem
1953 rok. Świętujący piłkarze Blackpool po „finale Stanleya Matthewsa”. Wygrali 4-3 z Boltonem.

Matthews, wygrywając upragniony, najważniejszy puchar w klubowej piłce (PEMK miał pojawić się dopiero dwa lata później) miał już 38 lat. Do dziś jest najstarszym reprezentantem Anglii, dla której zagrał w 53 meczach i strzelił 11 bramek. W dniu swojego ostatniego meczu w kadrze miał 42 lata i 104 dni. Tajemnica długowieczności? Było ich wiele. Wyrzekanie się alkoholu i papierosów przez całe życie. Niespożywanie posiłków w poniedziałki – zamiast tego osiem litrów wody i detoksykacja organizmu. Przedmeczowy posiłek? Proszek z glukozy, jajka i mleko. Codzienne picie soku z marchwi. Prócz tego dyscyplina, ćwiczenia oraz zapewne dziesiątki innych trików, o których nie wiemy. Efekt? Czynna kariera zawodnicza do pięćdziesiątki, ostatnie mecze w wieku siedemdziesięciu lat!

W sezonie 1955/1956 Matthews doprowadził Blackpool do drugiego miejsca w lidze. Gdzieś po drugiej stronie kanału La Manche, Garbiel Hanot poprosił swoich redakcyjnych kolegów o demokratyczny wybór najlepszego piłkarza Europy. Alfredo Di Stefano – 44 głosy. 41-letni Anglik – 47 głosów. Pierwsza Złota Piłka trafiła do faceta w piłkarskim wieku emerytalnym, który miał dwa razy lepszą kondycję niż jego koledzy z zespołu. Również ci, dla których mógłby być ojcem.

Harry Johnston, kapitan Blackpool mówił:

„Mamy skrzydłowego, który nie strzela goli, nie wygrywa główek i nie ma szans ujrzeć go przy wślizgu, ale to najlepszy skrzydłowy, jakiego kiedykolwiek zobaczycie”

Pierwszy dżentelmen piłki

W wieku 46 lat wrócił do Stoke, którym ponownie pomógł wywalczyć awans do First Division. Uczynił to po dwóch latach, przy okazji dostając tytuł najlepszego piłkarza ligi. Pierwszym takim został uhonorowany… 15 lat wcześniej. Na prawdziwą perłę w koronie nie musiał nawet czekać do zakończenia profesjonalnej kariery. U jej schyłku, w wieku 50 lat, został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego, a przed jego imieniem od tamtego czasu należy dodawać sir. Sam Matthews twierdził, że nie zasługuje na takie wyróżnienie. Tę skromność można było podziwiać u niego przez całe życie.

Kiedy ulice Blackpool były zalane przez trzystutysięczny tłum, tak mówił podczas świętowania:

„Jeden czy dwóch ludzi powiedziało mi, że byłem zwycięzcą. W gruncie rzeczy w to nie wierzę – z prostej przyczyny, tutaj jest jedenastu zwycięzców”

Stanley Matthews nie był jednak typem największego boiskowego przyjaciela. Często świętował sam, nie było mu blisko do uścisków czy całusów od kolegów. Dzięki nienagannym manierom, wyważeniu i charakterowi przykładnego profesjonalisty (nigdy nie zobaczył żółtej kartki, podczas kariery trwającej ponad 30 lat!), określany jest mianem pierwszego dżentelmena piłki nożnej.

Matthews - pomnik
Pomnik sir Stanleya Matthewsa przed Britannia Stadium

Po zakończeniu kariery krótko próbował prowadzić Port Vale, ale prawdziwe szczęście znalazł trenując amatorów w Afryce. Jego niezwykłą wizytówką jest stworzenie w południowoafrykańskim Soweto drużyny z chłopców w wieku szkolnym, wyłącznie czarnoskórych. Oczywiście w ramach walki z apartheidem. Marzeniem chłopców było zagranie w piłkę w Brazylii, więc ich menedżer uruchomił wszystkie swoje źródła i znalazł sponsorów. „Stan’s Men”, jak nazwano tamten zespół, to pierwsza drużyna złożona z czarnoskórych, która opuściła granice RPA.

Stanley Matthews odszedł od nas 23 lutego 2000 roku. Miał 85 lat. Jego pogrzeb wiązał się z defiladą, w której uczestniczyło ponad 100 tysięcy osób. Prochy legendy angielskiego futbolu umieszczono pod kołem środkowym Britannia Stadium (dziś Bet365 Stadium), obiektem Stoke City. Żegnały go zarówno legendy, jak i wierni fani, którzy od swoich dziadków słyszeli historie o najwspanialszym angielskim skrzydłowym.

Przed stadionem stoi pomnik, który miał ująć jego drybling w trzech pozach. To piękny gest, który oddaje mimo wszystko najbardziej błahą wartość, za którą należy cenić sir Stanleya Matthewsa. Tylko tę jedną można było w ten sposób zobrazować.

Jedyny błąd, jaki popełniłem, to przedwczesne zakończenie kariery. Myślę, że miałem jeszcze dwa lata” – sir Stanley Matthews

RADOSŁAW SENDRA

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl