Stanko Svitlica – kocha Cię cała stolica

W Polsce został gwiazdą, która cieszyła się ogromną sympatią ze strony kibiców. Był pierwszym obcokrajowcem, który mógł poszczycić się tytułem króla strzelców naszej ligi. W dużej mierze przyczynił się do mistrzostwa kraju, strzelając najważniejszego gola z Wisłą, nota bene dającego tytuł Legii. Nigdy wcześniej ani później kariery nie zrobił, widocznie Warszawa była dla niego magicznym miejscem. Potwierdzeniem tego była piosenka, którą kibice śpiewali podczas meczów „Stanko Svitlica, kocha Cię cała stolica”. Do dziś wszyscy go wspominają mimo tego, iż nie zagrał nawet stu meczów w polskiej lidze. Poznajcie historię przesympatycznego Serba.

Stanko urodził się w Bośni i Hercegowinie. Jednak swoją piłkarską karierę rozpoczynał w serbskich klubach. Zdobył nawet mistrzostwo tego kraju, grając w Partizanie Belgrad, lecz jego wkład w ten sukces był prawdę mówiąc, zerowy. Zagrał tylko w jednym meczu, w którym nie dołożył żadnej cegiełki w postaci asysty czy bramki. W połowie następnego sezonu przeniósł się do lokalnego rywala FK Cukaricki, w którym po raz pierwszy spotkał Dragomira Okukę – późniejszego trenera warszawskiej Legii.

Gdyby ktoś powiedział „Stanko zostanie królem strzelców” nikt zapewne by nie uwierzył. Nigdy nie strzelał sporej ilości bramek, nie mógł nawet poszczycić się rozegraniem 20 meczów w jednym sezonie. Jego nieskuteczność irytowała kluby, które bez żalu się go pozbywały. W sezonie 1997/98 opuścił rodzimą ligę na rzecz francuskiego Le Mans, które pożegnało go już w zimowym okienku transferowym, ze względu na brak skuteczności pod bramką przeciwnika. Postanowił więc wrócić do Serbii, w której dalej nie błyszczał, po drodze zaliczając epizod w Grecji, gdzie strzelił zaledwie jedną bramkę w barwach Ethnikosu Asteras.

635746302989609722

Jednak w końcu nadszedł przełomowy sezon. Wrócił do Belgradu, gdzie ponownie zatrudniono go w FK Cukaricki, w którym w końcu pokazał, na co go stać strzelając 13 bramek. Był to jego najlepszy sezon w dotychczasowej karierze. Tym samym zwrócił na swoją osobę uwagę kilku klubów, w tym Legii Warszawa.

W 28 występach zdobyłem 13 bramek i pojawiły się oferty z zagranicy. Zadzwonił Drago Okuka, który właśnie dostał pracę w Legii. Dla mnie to najlepszy trener świata, ma charakter i robi wszystko, by osiągnąć sukces. Nie musiał mnie nawet namawiać. Wybrałem Legię wyłącznie ze względu na niego.

W swoim pierwszym sezonie Stanko pokazał się z dobrej strony. W 18 ligowych meczach strzelił 7 bramek, a także świętował tytuł mistrza Polski i Puchar Ligi wraz z kolegami z drużyny!

Mieliśmy bardzo dobry zespół, byliśmy kolegami poza boiskiem, spędzaliśmy razem czas. Lubiliśmy się i to było widać w meczach. W tamtej Legii byli zawodnicy od biegania, podawania, rozgrywania, walki, stałych fragmentów, itd. Od strzelania goli byłem ja. Każdy wiedział, co ma robić na boisku i zadania wykonywał skutecznie. Bramki zdobywałem dzięki pracy kolegów. Partnerami byli świetni piłkarze i przyzwoici ludzie. To też się liczyło.

Już rok później mógł poszczycić się tytułem króla strzelców polskiej ligi. Był pierwszym obcokrajowcem w historii naszych rozgrywek, któremu dane było zdobyć to indywidualne trofeum. Był mało ruchliwym napastnikiem, niewiele biegał, ale był bardzo skuteczny. Łącznie strzelił dla stołecznego klubu 40 bramek w 60 występach.

Początek miałem ciężki, potem wszystko potoczyło się, jak trzeba. Nigdy się nie oszczędzałem, ale dla napastnika najważniejsze są bramki. Nic innego się nie liczy.

Nieoczekiwanie w sezonie 2003/04 Stanko przeniósł się do Niemiec. Hannover96 złożył ofertę w wysokości 250 tysięcy euro.

Żałowałem, że zimą 2004 roku muszę odejść do Hannoweru, ale nie było innego wyjścia. Klub miał kłopoty finansowe, rok graliśmy za darmo. Może dlatego w 2002 roku pisaliście: „Legia zdobyła mistrzostwo sercem”. Nikt nie patrzył na pieniądze. Do dziś jestem dumny z tamtej drużyny.

W swoim debiucie w Niemczech strzelił nawet bramkę Bayernowi Monachium! To był świetny początek, jednak na przestrzeni całego sezonu rozegrał tylko trzy spotkania. Niezadowoleni działacze klubu z Dolnej Saksonii postanowili oddać Stanko do drugoligowego LR Ahlen, w którym przyzwoicie sobie radził. W 38 występach zainkasował 11 bramek.

Byłem tam najlepszy. Potem doznałem kontuzji, a drużyna spadła do trzeciej ligi. Trener mówił mi jednak, że ze mną w składzie to by się nie zdarzyło.

W 2006 roku zdecydował się na powrót do Polski, jak sam powtarzał, jego żona tęskniła za naszym krajem, a sam chciał o sobie przypomnieć. Trafił do Wisły Kraków, gdzie umowa miała trwać przez rok z opcją przedłużenia o kolejny. Wisła skrupulatnie przeprowadziła badania wydolnościowe, wiedząc, iż Svitlica był nie tak dawno kontuzjowany. Wszystko poszło po myśli klubu oraz zawodnika. Taki obrót spraw nie spotkał się z przyjaznym odzewem ze strony Warszawskich kibiców. Wszyscy mieli w pamięci Stanko całującego „elkę” i przyśpiewki stadionowe z jego udziałem. Sam Svitlica w wywiadzie udzielonym na łamach sport.pl skomentował swój transfer:

Bardzo się cieszę z oferty, bo Wisła to drużyna z potencjałem. Ostatnio zbyt długo grałem o małe cele, a chciałbym jeszcze coś osiągnąć. Miałem intratną propozycję z Rosji, chciały mnie też kluby z niemieckiej drugiej ligi i najlepsze serbskie – Crvena Zvezda i Partizan. Wolę jednak Polskę. Wisła odezwała się już dawno temu, gdy miałem kontuzję. Zapamiętałem to. Gdyby zadzwoniła Legia… To nie moja wina, że nie wróciłem, tylko działaczy. Mam nadzieję, że ludzie pamiętają zwycięstwo Legii nad Wisłą 4:1. Wtedy całą noc przed meczem spędziłem z chorym dzieckiem w szpitalu. Położyłem się spać o siódmej rano. Ale nie chciałem słyszeć, żeby w takim spotkaniu nie zagrać dla Legii. Kibice w Warszawie muszą mnie teraz zrozumieć.

Svitlica

Kontynuując swoją wypowiedź, opowiadał o chęci zakończenia kariery w Polsce i pozostania tutaj na stałe. Polska bardzo podobała się jego rodzinie, jak i jemu samemu. Jego pierwsze dziecko urodziło się w naszej ojczyźnie, drugie także. Trochę rozmarzony zaczął opowiadać o tym, że jego syn mógłby grać w Ekstraklasie, a nawet przywdziać koszulkę z orzełkiem na piersi. Jednak Wiśle się nie powodziło, Dragomir Okuka szybko „poleciał” ze stołka trenerskiego, a Stanko który nieustannie się leczył, nie miał okazji do pokazania swoich umiejętności. Ówczesny prezes Wisły Mariusz Heler ogłosił w kwietniu 2007 roku rozstanie w letnim okienku transferowym z Serbem. Stanko później wrócił do ojczyzny, gdzie po raz trzeci zameldował się w FK Cukaricki. W późniejszym czasie reprezentował także FK Srem oraz FK Banat. Obecnie Stanko mieszka w Belgradzie, gdzie pomaga swojemu przyjacielowi, który jest menadżerem piłkarskim.

Wypowiedzi Stanko Svitlicy pochodzą z wywiadu udzielonego dla Przeglądu Sportowego.

MARIUSZ ZIĘBA

 

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 56 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.