Marzenia są bliżej, jeśli walczysz – Stefan Effenberg

Marzenia są po to, aby je spełniać. To hasło towarzyszy wielu ludziom – sportowcom, podróżnikom czy zwykłemu szaremu Kowalskiemu. Czytając autobiografię Effenberga, nie spodziewałem się, że aż tak dobrze można opowiedzieć własną historię. Ludzie mówią, że marzenia są dla słabych. Gdyby to się sprawdziło, wielu piłkarzy dzisiaj pracowałoby w zwykłej firmie na pół etatu, za przysłowiowe psie pieniądze. Jednak, czy można w wieku 31 lat dalej myśleć o wygraniu LM? Okazuje się, że tak. Piłkarz, który od dziecka był, niepokorny, udowodnił, że marzenia nie są przejawem słabości, tylko trzeba za wszelką cenę dążyć do ich realizacji. Zapraszam do zapoznania się z barwną postacią byłego reprezentanta Niemiec. Oto Stefan Effenberg. 

Ciężkie dzieciństwo

Realizacja marzenia Stefana o grze w piłkę stanęła pod znakiem zapytania, zanim na dobrą sprawę się zaczęła. Pewnego dnia, gdy cała rodzina odwiedzała cmentarz, podczas niesfornych zabaw płyta jednego z nagrobków runęła na Stefana. Wyglądał dosłownie jak trup, dopiero ojciec uwolnił go spod ciężaru. Rodzice niezwłocznie udali się ze swoją pociechą do szpitala w Eppendorf. Diagnozy lekarzy były okropne, uważano, że cudem będzie, jeśli mały Effe kiedykolwiek będzie mógł normalnie chodzić. Mimo to, ku zdumieniu rodziny, a przede wszystkim lekarzy, młodzieniec szybko wrócił do sprawności. Dowodem tego był 50-metrowy sprint, który był jedną z pierwszych rzeczy, które młody Effenberg zrobił po wyjściu ze szpitala.

To nie były jego pierwsze problemy ze zdrowiem. Mając niespełna 3 tygodnie, trafił na oddział w tym samym szpitalu. Gdy pojawił się na świecie, ważył 3700 gramów, ale od tego czasu jego waga ciągle malała, więc podłączono go do kroplówki i sztucznie karmiono. Lekarze twierdzili, że może nie przeżyć. Już wtedy pokazał swoją siłę, wyszedł z tego cały i zdrowy.

Początki i przewinienia

Karierę juniorską rozpoczynał w Victorii Hamburg, na której treningi zawoził go ojciec. Stefan wychował się w sportowej rodzinie. Jego ojciec też był piłkarzem – bardzo wszechstronnym. Podobnie brat również poszedł w ślady głowy rodziny, natomiast matka i siostry grały w piłkę ręczną.

Effe nie był grzecznym dzieckiem, od zawsze miał coś za uszami. Zdarzało mu się rozbić szybę w drzwiach, podrzucał sąsiadom pod drzwi psią kupę w gazecie, największym przewinieniem jednak było podpalenie choinki sąsiada. Pomimo niesfornego charakteru, Effenberg od małego był honorowy w stosunku do kolegów – nigdy nikogo potocznie mówiąc nie „sprzedał”. Sam przyznał, że taka postawa podobała się jego rodzicom, przynajmniej tak uważał po ich zachowaniu.

Gdy skończył 15 lat trener Rolf Paulsen stwierdził, iż Stefan nadaje się do juniorskiej reprezentacji Hamburga. Spośród 200 juniorów wybrano 20, w których gronie znalazł się i on. Pomijając reprezentowanie Hamburga na Pucharze Landów w Duisburgu, nigdy nie miał szczęścia do tych głównych młodzieżowych reprezentacji Niemiec, okropnie go to irytowało.

Po czasie przeszedł do klubu Bramsfelder SV, który miał lepsze drużyny juniorskie niż HSV czy St.Pauli. Grali tam świetni zawodnicy jak chociażby Walter Laubinger. Jednak do przełomu nie doszło, grał mało i wrócił do Hamburga. Po kolejnym turnieju w Duisburgu, w którym jego drużyna pierwszy raz w historii wygrała, Effe czekał na powołanie. Jednak na próżno, świat dla młodzieńca się zawalił.

Przełom nastąpił 4 dni po turnieju, gdy zadzwonił Wolf Werner z Gladbach, proponując mu testy w Borussi. Po przybyciu dawał z siebie wszystko na treningach, a gdy wszyscy później szli na piwo, on zostawał w hotelu, aby się nie rozpraszać. Bardzo podobało mu się podejście starszych zawodników. Często zaczepiał go Uwe Rahn, pytając jak mu się podoba i czy sobie radzi. Po ostatnim treningu został zaproszony na rozmowę, w której od Juppa Heynkcesa usłyszał słowa:

Jesteśmy z Ciebie bardzo zadowoleni. Przez te pięć dni spisałeś się bardzo dobrze. Mamy dla Ciebie kontrakt.

W ten oto sposób podpisał umowę w swoim rodzinnym domu.

Bundesligo, witaj!

Latem 1987 roku Stefan zamieszkał we własnym mieszkaniu. W tym czasie Heynckes odszedł do Bayernu Monachium, a Wolf Werner został pierwszym trenerem. Już jesienią Stefan znalazł się w kadrze na mecz w europejskich pucharach przeciwko Espanyolowi Barcelona. Niestety Gladbach przegrało rewanż w Barcelonie i odpadło z rozgrywek.

21 listopada tego samego roku, zaliczył pierwszy mecz w Bundeslidze przeciwko Kaiserslautern. Wchodząc z ławki, pokazał się z dobrej strony, a mecz zakończył się rezultatem 1:0. Media hucznie pisały o debiucie 18-latka.

Effenberg zasłużył na szansę! Mógłby też zagrać od pierwszej minuty, nawet jeśli jest jeszcze młody… – Rheinische Post

Swoją premierową bramkę strzelił rok później, przeciwko Hannoverowi. W Gladbach również poznał swojego najlepszego kumpla – Jorga Neuna, a w późniejszym czasie swoją pierwszą żonę Martinę.

Stefan Effenberg Niemcy

Ostatni sezon w barwach Gladbach był bardzo ciężki. Klub walczył o utrzymanie, a Stefan często brał odpowiedzialność za zespół. Pewnego wieczoru Uli Hoeness z Bayernu zadzwonił mówiąc, że chętnie go pozyskają. Wtedy Effe zaczął naciskać na swojego menadżera Helmuta Grashoffa, który miał przeprowadzić cały transfer. Cztery i pół miliona marek zadowoliło Borussię. Do końca sezonu jednak walczył o otrzymanie z Gladbach, co cudem się udało. Dodatkowym motywem przejścia do drużyny z Bawarii była kwestia reprezentacji – bliżej było do niej z Monachium.

Nie tak kolorowo w Bawarii

Sezon w Monachium zaczął się niemrawo, a głównym wytłumaczeniem było zmęczenie po ciężkim turnieju reprezentantów Niemiec. Średnio polubiono Stefana w klubie. Podczas jednej z narad drużyny śmiało stwierdził, iż na pozycji libero lepiej poradzi sobie młodszy i szybszy od Klausa Augenthalera – Stefan Reuter. Od czasu tej wypowiedzi na treningach od starszych kolegów dostawało mu się podwójnie.

W pierwszym sezonie w Monachium zdobył z drużyną wicemistrzostwo, ustępując tylko Kaiserslautern. Effe nie czuł się dobrze w drużynie z Bawarii, wydawało mu się, że jest izolowany i chciał odejść. W tym czasie miał ofertę z Realu Madryt, jednak ani Pflippen, ani Hoeness nie powiedzieli mu o tym.

Z Monachium do Madrytu poszedłbym pewnie na piechotę, gdybym o tym w porę się dowiedział

Kolejny sezon był całkowicie nieudany, zajęli 10 miejsce. Effe wiedział, że nic nie osiągnie z obecną ekipą. W 1992 roku dostał szansę odejścia. Na meczu ze Stuttgartem pojawili się wysłannicy Fiorentiny. Zagrał fenomenalny mecz, strzelając zwycięskiego gola po 60-metrowym rajdzie. Bardzo spodobał się działaczom z Florencji, którzy usiedli razem z nim i jego żoną do rozmów. Wynegocjował bajeczny kontrakt, a w dodatku był usatysfakcjonowany myślą występów przeciwko takim ekipom jak Milan czy Juventus.

Przygoda we Florencji

Pierwsze pół roku w klubie było niesamowite – zespół zajmował drugie miejsce tuż za wielką ekipą z Milanu. Przed świętami Bożego Narodzenia zwolniono trenera Gigi Radice. Nigdy nie podano dokładnego powodu jego dymisji, można było tylko się domyślać. Effe świetnie się z nim dogadywał, dzięki niemu poniekąd myślał, że zostanie w Fiorentinie na dłużej. Potem klub leciał z hukiem w dół tabeli, lądując ostatecznie w strefie spadkowej, z której się już nie wydostał. Stefan wiedział, że nie chce grać w drugiej lidze i szczęśliwie dostał ofertę z Milanu.

Panie Effenberg, niech pan się niczym nie przejmuje. W przyszłym sezonie będzie pan zawodnikiem AC Milan – działacze Milanu

Jednak nie wszystko poszło po myśli zawodnika. Kluby się nie dogadały, a Stefan musiał grać w drugiej lidze. Już od początku sezonu piłkarze Fiorentiny zdominowali przeciwników, wypracowując sobie sporą przewagę punktową. Z Ranierim, czyli nowym trenerem, od początku się nie dogadywał. Początkowo nie chciano go puścić z klubu, lecz po mistrzostwach świata się to zmieniło.

Walkę o trofea czas zacząć

Po dosyć skomplikowanej i szybkiej akcji udało się przeprowadzić transfer, Effe wrócił na stare śmieci do Gladbach. Podczas całego pobytu wraz z Borussią zdobył Puchar Niemiec. W sumie pierwsze dwa sezony były całkiem niezłe, później zaczęły się schody i dramatyczna walka o utrzymanie. W tym czasie Bayern znów chciał pozyskać Stefana, gdy Hitzfeld wyraził zainteresowanie, stało się jasne – Effenberg wraca do Monachium. Przy okazji pieniądze z transferu zapewniły Gladbach licencję. Niestety rok później Borussia spadła z ligi.

W lidze Bayern był drużyną, której nikt nie mógł doścignąć. Ten sezon w Lidze Mistrzów, także był owocny. Niefortunnie przegrali finał z Manchesterem United, tracąc dwa gole w doliczonym czasie gry. Był to wielki cios dla 31-letniego Effenberga, który nie wiedział, czy jeszcze będzie mu dane wznieść puchar Ligi Mistrzów. To nie był koniec porażek, w finale Pucharu Niemiec przegrali w karnych z Werderem Brema.

Przed kolejnym sezonem Bayern miał wielkie plany. Chciał zdobyć wszystko. W ostatniej kolejce zdobyli szczęśliwie mistrzostwo kraju, a w pucharze Niemiec odwdzięczyli się Bremie, wygrywając tym razem finał gładko 3:0, jednak Liga Mistrzów nadal nie była zdobyta.

Bez nazwy-1
Autor: Damian Szpak

Trzeci sezon był kapitalny. Znowu w lidze szli na mistrza, mieli 3 punkty przewagi nad Schalke, jednak ekipa z Gelsenkirchen w ostatniej kolejce pokonała swojego przeciwnika, tym samym uzyskując lepszy bilans. Na ten moment Schalke było mistrzem, gdyż HSV objęło prowadzenie przeciwko Bayernowi. Jednak los się uśmiechnął do Effe. Rzucił długą piłkę, pozornie niegroźną. Jeden z obrońców HSV zagrał ją do swojego bramkarza, który złapał ją w polu karnym. Więc pośredni rzut wolny w polu karnym – kilka metrów od bramki.

To była ostatnia szansa. Olivier Kahn nerwowo podbiegł i chciał strzelać, jednak Stefan zawołał Patricka Andersona, który miał atomowe uderzenie. Patrick strzelił, piłka wpadła do bramki. To było niemożliwe, żeby piłka przeleciała obok około trzydziestu kilku nóg i wpadła do bramki, a jednak!

On swoim strzałem był w stanie zabić nawet konia – Stefan o Patricku Andersonie

W finale Ligi Mistrzów wygrali po serii rzutów karnych z Valencią, to był niesamowity mecz. Kahn obronił ostatniego karnego i mogli świętować sukces po 25 latach posuchy na europejskich boiskach.

W ostatnim swoim sezonie, Effe nie mógł zagrać przez cztery miesiące. Wtedy zaczęły się jego problemy. Chciano pozbyć się go z klubu. Ostatecznie udało się to działaczom Bayernu, dostał zegarek i uścisk dłoni – to nie było pożegnanie godne takiego zawodnika.

Przygoda z piłką dobiega końca

Last Minute – tak można określić transfer do VfL Wolfsburg. Po opuszczeniu Bayernu szukano klubu, w którym Stefan mógłby zakończyć karierę. Ile to nie było propozycji. To klubu z Anglii proponowały kontrakt, to Atletico Madryt było zdeterminowane do pozyskania Effe, nawet dzwoniono z Rapidu Wiedeń. Jednak wszystko nie było do końca tak, jak powinno. Negocjacje często kończyły się na jednej rozmowie lub na samym zainteresowaniu. Wtedy pomocną dłoń wyciągnął Wolfsburg. Chcieli go koniecznie pozyskać. Wszystko szło w dobrym kierunku, Stefan strzelał bramki, dodawał jakości. Peter Pander chciał koniecznie dowiedzieć się, czy przedłuży z nimi kontrakt o kolejny rok. Jednak naderwał mięsień w prawej łydce, z trenerskiego stołka zrezygnował Wolfgang Wolf. Jego motywacja do gry w Bundeslidze była zerowa. Więc podziękował za współpracę. Karierę definitywnie zakończył w 2004 roku w Katarskim Al–Arabi.

Effenberg won! 

Od dziecka Effe marzył o reprezentacji. Pierwszą szansę dostał, gdy przeszedł do Monachium. Vogts wysłał powołanie do drużyny narodowej. Zadebiutował w meczu przeciwko Walii w 1991 roku.

W 1992 roku pojechał na mistrzostwa Europy do Szwecji. To był jego pierwszy wielki turniej. Niemcy ledwo przeszli fazę grupową, potem szło już całkiem nieźle, ulegli dopiero w finale 0:2 przeciwko Duńczykom. Rozczarowanie było ogromne. Dwa lata później pojechał z reprezentacją na MŚ, które miały odbyć się w USA. Wtedy Effe był ustawiany na niewygodnej dla siebie pozycji prawego obrońcy, jednak powtarzano mu, że dobrze tam sobie radzi. W trzecim meczu po ciągłym wygwizdywaniu i okrzykach „Effenberg, won!” pokazał środkowy palec do kibiców. Trwało to zaledwie dwie sekundy, ale konsekwencje były nieuniknione. Przekonany o tym, że opuści kadrę, spakował się. Miał dobre przeczucie, następnego dnia powiedziano mu to wprost. W późniejszym czasie zagrał jeszcze kilka razy w reprezentacji, jednak potem definitywnie zakończył ten temat i nie chciał być powoływany. Zagrał ogółem, 35 meczów, w których strzelił 5 goli.

Nie miał szczęścia, często miał już dość dziennikarzy – uważał, że jest piłkarzem, którego najbardziej się czepiają. Zawodnik, który nie bał się sprzeciwiać Beckenbauerowi. Człowiek, który publicznie opowiadał o niechęci do Matthausa. Moim zdaniem warto poznać jego historię, a ciekawskich odsyłam do autobiografii!

MARIUSZ ZIĘBA

 

 

 

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 59 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.