Tadeusz Hogendorf – człowiek Rzeszowa

Słynne trio Resovii. Od lewej: Stanisław Baran, Józef Baran, i Tadeusz Hogendorf.

Wśród piłkarzy nie brakuje ludzi inteligentnych. Można spotkać zawodników mających ciekawe zainteresowania. Takich, którzy oprócz zajmowania się zawodowo futbolem, czytają wiele książek, lubią naukę czy podróże. Bez wątpienia do tego grona należał Tadeusz Hogendorf. Legenda rzeszowskiej piłki. Zasłużony także dla łódzkiego futbolu. Z wielu względów warto przybliżyć czytelnikom jego sylwetkę.

Piłkarskie początki

Tadeusz Hogendorf urodził się 19 grudnia 1918 roku w Rzeszowie. Tak wspominał czasy spędzone w stolicy Podkarpacia:

Mój dom rodzinny stał przy ul. Kordeckiego 20, w miejscu wyburzonego niedawno hotelu. Dom był duży i razem z nami mieszkało kilka innych rodzin. Mieliśmy ogród o powierzchni hektara. Obok domu ojciec prowadził zakład odlewniczy.

Kopanie piłki zaczynał od rywalizacji na szkolnych boiskach I i II gimnazjum. Tak opowiadał o przełomowym momencie w jego przygodzie z futbolem:

Zachodził do nas czasami pan Wiktor Janoszek. Był kapitanem w 17. pułku piechoty, a jednocześnie działaczem Resovii i miłośnikiem piłki nożnej. Przyjrzał się mojej grze i spytał czy nie chciałbym spróbować swoich sił w Resovii. Nie posiadałem się z radości.

Jego przygoda z Resovią nie trwała długo, ale Hogendorf i tak został legendą Pasiaków. Pierwszy rok gry w Rzeszowie spędził w juniorach. Drugi – już w szeregach seniorów. Wespół ze Stanisławem Baranem i Józefem Wróblem utworzył słynny atak uwielbiany przez kibiców, którzy ułożyli na cześć ofensywnych piłkarzy taką przyśpiewkę: gdzie te Wróble, gdzie Barany, gdzie Hogendorf okrzyczany…

O krok od sukcesu

W 1937 roku Resovia miała bardzo silną drużynę. Nic więc dziwnego, że pojawiła się duża szansa na awans do I ligi. Do osiągnięcia celu zabrakło zaledwie punktu. Tak opisywane czasy wspominał bohater naszego tekstu:

Nie mieliśmy wówczas trenera. Sami się zbieraliśmy na boisku i kopaliśmy w piłkę, a co ważne kopaliśmy dobrze.

Z omawianym właśnie sezonem wiąże się ciekawa anegdota. Przed jednym z meczów Hogendorf i Baran zniknęli na kilka dni.

Zatrzymaliśmy się pod Lublinem, we dworze pana hrabiego, gdzie na kilka dni zapomnieliśmy o piłce. Hrabia miał dwie córki, które grały nam na fortepianie, pani dziedzicowa raczyła nas różnymi smakołykami, a my w tym czasie odstawiliśmy sport na bok. W Rzeszowie zaczęli nas szukać, zastanawiać się, gdzie jesteśmy. Gdy wreszcie trzeba było wracać do domu, okazało się, że nie mamy pieniędzy na pociąg i do Rzeszowa przyjechaliśmy spod Lublina w dniu meczu… pożyczonymi rowerami. Było nam trochę wstyd, bo sportowcy powinni się pilnować, a my ulegliśmy pokusie. Ale wtedy dziewczyny były dla nas ważniejsze niż Resovia – opowiadał Hogendorf.

Po pokonaniu 150 kilometrów obaj panowie mieli prawo być zmęczeni, co miało wpływ na mecz. Ostatecznie spotkanie z Rewerą Stanisławów zakończyło się remisem, co sporo kosztowało Resovię, gdyż jak już zostało wspomniane – od awansu dzielił ją tylko punkt. Były to inne czasy. Z jednej strony barwne i ciekawe. Z drugiej – przepełnione dziwnymi i często niesprawiedliwymi zdarzeniami, o czym mówił urodzony w Rzeszowie zawodnik, odnosząc się do meczu rozegranego w Janowej Dolinie:

Kibice obrzucali nas tam kamieniami, a sędzia był przekupiony. Przegraliśmy 1:2, obie bramki tracąc po rzutach karnych. To była parodia sportu. Jeden karny powtarzany był trzy razy – tak długo, aż zawodnik gospodarzy trafił do siatki.

Rzeszów lat 30.

W czasach, kiedy Hogendorf był zawodnikiem Resovii, stadion tego klubu znajdował się przy ul. Krakowskiej. Na ten kameralny obiekt przychodziło wówczas sporo kibiców. Ponownie oddajmy głos naszemu bohaterowi:

Na stadionie długo nie było trybuny i kibice musieli stać. Pamiętam, że bilety kosztowały złotówkę. Po jakimś czasie, kiedy wybudowano już trybunę, siadywała na niej głównie elita: lekarze, adwokaci, handlowcy.

Jak wiadomo, w opisywanych czasach futbol nie był jeszcze przesiąknięty pieniędzmi:

Na mecze wyjazdowe podróżowaliśmy za pieniądze lokalnych kupców. Buty i koszulki szyli nam szewcy. Korki do butów przybijano gwoździami. Trzeba było uważać, żeby nie zranić nogi. Kiedy patrzę na to, jaki sprzęt dziś mają piłkarze, zastanawiam się, jak ja bym w czymś takim grał…  Na „Paniadze” była cukiernia „Esplanada”. Serwowano tam ciasta, torty, lody. Jako zawodnicy Resovii wszystkie te wiktuały dostawaliśmy gratis – płacił klub. Za darmo jedliśmy też obiady w restauracji Inglota, na placu Wolności – mówił rzeszowianin.

Piłka po wojnie

Po sezonie, w którym nie udało się wywalczyć przepustki do wyższej klasy rozgrywkowej, Hogendorf zmienił klub. Został zawodnikiem Warszawianki, z którą występował przez dwa sezony w I lidze. Niestety jego przygodę z tym zespołem przerwał wybuch II wojny światowej.  Podczas okupacji nie zrezygnował z kopania piłki. Grał w drużynie kolejowej, którą założył ówczesny naczelnik kolei. Tak opowiadał o tych trudnych czasach nasz bohater:

Pamiętam jak rozgrywaliśmy mecz z hitlerowcami, tj. niemiecką drużyną lotników stacjonującą na ul. Langiewicza w Rzeszowie. Do dziś nie wiem gdzie rozgrywaliśmy mecze. Pakowali nas na ciężarówki i wywozili w nieznany teren, gdzie rozgrywane były spotkania. Domyślam się, że były to boiska niedaleko Dębicy, ale pewności nie mam. Po wygranym przez nas meczu dostaliśmy propozycję przejścia do niemieckiej drużyny, ale stanowczo się temu sprzeciwiliśmy.

Tadeusz Hogendorf w barwach Warszawianki. Szósty od prawej, tuż obok „najszerszego” Henryka Martyny. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Po zakończeniu wojny trafił do klubu, w którym spędził najwięcej czasu. Zanim to się stało, przez krótki czas występował w Pogoni Katowice i Baltii Gdańsk. Wreszcie został zawodnikiem Łódzkiego Klubu Sportowego. Jeszcze w Gdańsku grał razem z kolegami z Rzeszowa, a więc ze wspomnianym już Baranem i Marianem Łączem. Tworzyli oni „słynna rzeszowską trójkę” i wszyscy w komplecie przenieśli się do Łodzi. Tak Hogendorf przedstawiał kulisy tego transferu:

Przez trzy dni chodzili za nami przedstawiciele łódzkiego klubu. Zapraszali nas do nocnego lokalu, gdzie śpiewała specjalnie dla nas primadonna warszawskiej operetki, Beata Artemska. Panowie z Łodzi właśnie przy pomocy pani Artemskiej namawiali nas do przeprowadzki do ŁKS-u. My stanowczo odmawialiśmy, bo w Gdańsku mieliśmy wyśmienite warunki.

Łodzianom bardzo zależało na tym, aby Hogendorf, Łącz i Baran grali w ich zespole. I dopięli tego, chociaż historia wydaje się nieprawdopodobna. Znów oddajmy głos opisywanemu dziś piłkarzowi:

Od naszego transferu zależało czy ŁKS zagra w I lidze. Po raz kolejny zaprosili nas do nocnego lokalu. Kelner przyniósł nam dobre wino, potem wsiedliśmy do amerykańskiego, czarnego forda, trochę zaszumiało nam w głowach… Gdy obudziliśmy się na drugi dzień, na ulicach zobaczyliśmy… tramwaje i zorientowaliśmy się, że jesteśmy w Łodzi. Ostatecznie zdecydowaliśmy się podpisać deklarację na grę w ŁKS, potem jeszcze dostaliśmy „zaskórniaka” i takim sposobem trafiliśmy do Łodzi, dokąd wówczas przeniosło się z Warszawy życie kulturalne, ponieważ stolica była niemal doszczętnie zniszczona.

Po odejściu z ŁKS-u grał jeszcze w łódzkiej Gwardii.

Trenerska przygoda w Stali

Karierę zawodniczą Hogendorf kończył w innym zasłużonym rzeszowskim klubie – Stali. Pełnił tam rolę grającego trenera. Ciekawostką jest to, że jego podopiecznym był Tadeusz Ferenc – obecny prezydent Rzeszowa. Miał okazję zagrać także w reprezentacji. Zaliczył w narodowych barwach siedem meczów i strzelił dwa gole. Wówczas kadra nie grała tak często jak obecnie.

Za moich czasów w reprezentacji rozgrywaliśmy bardzo mało spotkań – 2-3 w roku. Ogromny problem stanowiły wówczas dojazdy na mecze. Nie było dróg, mosty były zniszczone, kolej jeździła objazdami. Na mecz z Jugosławią do Belgradu jechaliśmy trzy doby. Mieliśmy zarezerwowany cały wagon, który był przyczepiany do różnych pociągów. Gdy wreszcie wysiedliśmy na dworców w Belgradzie, zobaczyliśmy na afiszu, że za dwie godziny rozgrywamy mecz. Wyszliśmy na boisko niemal prosto z pociągu i do przerwy przegrywaliśmy 0:7 – wspominał jedno ze spotkań w drużynie narodowej.

Szerokie zainteresowania

Piłka nożna nie była jedyną pasją Tadeusza Hogendorfa. Do jego zainteresowań należały też turystyka i muzyka poważna. Tej ostatniej oddał się szczególnie. Często odwiedzał Rzeszowską Filharmonię. Był nie tylko melomanem, ale również sam grał na pianinie.

Staram się być na każdym koncercie w filharmonii oraz na przedstawieniach w teatrze im. Wandy Siemaszkowej – mówił były gracz dwóch wielkich rzeszowskich klubów.

Jeździł na słynny Festiwal Muzyczny w Łańcucie. Doceniał wielkich kompozytorów, o czym świadczą poniższe słowa:

Jak człowiek słyszy Mozarta, Beethovena, Czajkowskiego, to się dusza raduje.

Piłkarz poświęcał czas także na wspomniane już podróże. Odwiedzał zagraniczne kraje i poznawał je.

Co roku musiałem gdzieś wyjechać, a że z pieniędzmi nie było większych kłopotów, zwiedziłem kawał świata. Byłem m.in. na greckich wyspach, na Węgrzech, w Jugosławii, w Bułgarii i wielu innych państwach. Byłem także na Majorce, gdzie miałem okazję zwiedzać klasztor i komnaty, w których mieszkał Fryderyk Chopin, a obok jego wielka miłość, George Sand, z dwójką dzieci. Do dziś stoi tam czarny, długi fortepian, na którym grał Chopin.

Hogendorf poświęcił Resovii pracę magisterską. Przez lata uczył w rzeszowskich szkołach, co zresztą stanowiło kolejną jego pasję, o czym przekonywał:

Bardzo lubię młodzież. Młodym ludziom na każdym kroku powtarzam, żeby nie bali się piłki, żeby ją kochali, żeby poszli moim śladem, a będą na pewno szczęśliwi. W życiu jest czas na wszystko: na kulturę, muzykę, sport, miłość i romanse. To jest właśnie cały urok życia.

Tadeusz Hogendorf zmarł 12 czerwca 2010 roku w swoim ukochanym Rzeszowie. W 2008 otrzymał tytuł honorowego obywatela tego miasta. To nie było jedyne wyróżnienie. Wielokrotnie był odznaczany za sukcesy sportowe. To bez wątpienia wybitna postać, a przy tym bardzo barwna, nieograniczająca się jedynie do piłki, mająca szerokie horyzonty. Dlatego warto o tym piłkarzu pamiętać.

GRZEGORZ ZIMNY

Cytaty pochodzą z artykułów ze strony resoviacy.pl, do których odsyłam po więcej:

Oceń ten tekst!
[Suma: 1 Średnia: 5]